czwartek, 24 kwietnia 2014

I. Las

Wybaczcie mi moją długą nieobecność, ale... spędzam ostatnio sporo czasu (praktycznie całe dnie xd ) z chłopakiem i nie miałam jakoś weny na pisanie xd Ale teraz wstawię wam krótki rozdział :3 Następnym razem dodam coś dłuższego :D



~*~




   Wiatr był dzisiaj nadzwyczajnie delikatny. Zwierząt nie płoszył więc zbytnio zapach bezszelestnie poruszającego się oddziału Widzących. Ich stopy ledwie dotykały ziemi, gdy jak czarna mgła sunęli między pniami drzew. Kogo ścigają tym razem?, pomyślała dziewczyna o białych włosach chowająca się w starym konarze. Jej błękitne oczy bacznie przyglądały się uzbrojonym po zęby ludzi Cesarstwa.
 -Ktoś znowu wydał któregoś z mieszańców...- usłyszała za sobą cichy, męski szept. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że głos należy do białego, puchatego lisa.
 -Wiem.- mruknęła Angel przyciskając się do wewnętrznej strony powalonego, pustego pnia drzewa obserwując znikających żołnierzy przez niewielki otwór.- Ale po co im tyle broni?
 -Nie wiem, może to silna istota?- wymruczał lis wpychając się pod ugięte w kolanach nogi dziewczyny.- Może to demon?
 -Demony nie istnieją, Nix.- ucięła krótko białowłosa w pośpiechu przyczepiając do pasa nóż i zarzucając łuk na ramię.- To tylko bajki.
 -Ty tak uważasz.- zachichotało zwierzę wpijając w nią swoje złote ślepia.- Myślisz, że skąd pochodzą istoty paranormalne takie jak ja? Myślisz, że zwierzęta umiały mówić zanim nastąpiła Wielka Zagłada w 2122 roku? My wszyscy jesteśmy potomkami demonów- ludzi, którzy zawarli pakt z Diabłem, żeby przeżyć. Ludzi, którzy stracili wiarę w Boga.
 -Przestań tyle gadać, zapchlony futrzaku.- syknęła Angel wybiegając z pnia i kierując się pędem w stronę wioski. Musiała zdążyć przed patrolem. Musiała, bo inaczej zostałaby osądzona o pakty ze "złymi duchami".
   Jak na złość ta biała kupa futra musiała za nią biec rżąc na cały las jak koń. Ona już go kiedyś urządzi. Będzie z niego piękny szalik dla matki albo czapka dla ojca. Białe futro idealnie nadawałoby się też na rękawiczki.
   W końcu zdyszana dziewczyna wpadła do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Niestety przebiegłe zwierzę weszło do środka przez otwarte okno, którego nikt nie raczył wcześniej zamknąć. Wydając z siebie westchnienie irytacji ruszyła szybkim krokiem do kuchni rzucając na stół cztery zające i jednego bażanta.
 -Przyniosłam obiad.- mruknęła kątem oka obserwując lisa, który bawił się jak nigdy dotąd obserwując ją zza kominka.
   Wysoka kobieta o smukłej sylwetce spojrzała na córkę dużymi, pełnymi obaw, zielonymi oczami. Zawsze tak na nią patrzyła, gdy wracała z polowania. Bała się, że stanie się z nią to, co z jej mężem, że wpadnie w zastawione uprzednio przez kogoś sidła i zostanie kaleką do końca życia lub, co gorsza, zostanie schwytana przez jeden z patrolujących okolicę oddziałów Widzących i zabrana na Łowy.
 -Nic mi nie jest, matko.- zaśmiała się cicho białowłosa całując szatynkę w blady policzek. Z tej odległości dokładnie widziała wory pod jej oczami i zmęczenie malujące się na jej twarzy.- Ale ty powinnaś trochę odpocząć, zdecydowanie za dużo pracujesz...
 -Nic mi nie będzie, Angel.- zaświergotała kobieta uśmiechając się najradośniej jak tylko potrafiła.
   Myślisz, że przekona mnie twój fałszywy uśmiech?, pomyślała dziewczyna, ale dała za wygraną.
 -Jak twoje zdrowie, Ginewro?- wymruczał Nix przeciągając się leniwie. Kobieta spojrzała na niego z czułością i powolnym krokiem zbliżyła się w stronę zwierzęcia, po czym wyciągnęła dłoń w jego stronę i zaczęła gładzić jedwabiste futro na jego głowie.
 -Nie potrzebuję już twojej pomocy, Nix.- powiedziała kobieta lekko mrużąc oczy.- Zrobiłeś już dla mnie wystarczająco wiele.
   Lis rzucił krótkie spojrzenie Angel i spojrzał na Ginewrę ze zmartwieniem, kładąc uszy po sobie. Westchnął ciężko i lekko poruszył kilka razy ogonem.
 -Niestety nie zrobiłem wystarczająco wiele, by ją ochronić...