sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział XXIII- Odnaleziony

   Tak jak napisałam wcześniej wybrałam sobie idealnego faceta dla Alice. xD No i dzisiaj będziecie mieli scenę pocałunku... ^3^ *u*
   Miłego czytania! :3 ^^


~*~

   -Znowu ci się nie udało.- zaśmiał się Zegarmistrz patrząc na czarno-włosa kobietę.- Ech... Ty się nigdy nie uczysz na błędach, Black... Przecież kiedyś już próbowałaś trucizny i ci się nie udało.
 -A ty nadal tutaj?!- syknęła wściekła Czarna Dama. Oczy miała podkrążone, a jej policzki były zadziwiająco zapadnięte. W jej oczach czaił się strach.- Przecież jesteś po stronie dobrych, więc co tu robisz, staruchu?!
 -Już ci mówiłem, że chcę zobaczyć strach na twojej twarzy, a poza tym jestem szpiegiem od twojej siostry.
 -I mówisz to tak otwarcie?! Wiem, że Karciani władcy nie mogą tknąć cię nawet palcem, ale to nie znaczy, że możesz mnie tak irytować! Powiedz Rose, że zabiję i Mię i wszystkich innych ludzi na świecie! Wyrżnę ich co do jednego i nie oszczędzę żadnego z nich! Wszyscy będą cierpieć tak samo jak kiedyś cierpiałam ja! Będą mnie błagać o śmierć! Będą się przede mną płaszczyć i prosić, żebym wyrwała im serce, a ich strach da mi siłę! I ani Red, ani Rose nie będą w stanie mnie powstrzymać! Czerwoni władcy nie będą mieli szans z
siłą ciemności!


   Krople deszczu uderzały miarowo o jej plecy, ramiona, głowę i twarz, ale to jej nie zatrzymywało. Nie mogła użyć skrzydeł, bo cała woda, która się wokół niej gromadziła by wyparowała, a ona straciłaby z oczu całą okolicę. Musiała więc biec w takich warunkach cholera wie gdzie!
 -Ian, masz coś?- zapytała w myślach błękitno-włosego, z którym była połączona telepatycznie.
 -Niestety nie...- rozległ się w jej głowie głos chłopaka.- Czekaj! Za pół kilometra dawaj w lewo i tam powinna być jakaś jaskinia. Przed chwilą wyczułem z niej niewielką ilość świetlnej energii, ale zaraz zniknęła. Nieźle się ten gnojek ukrywa, nie ma co...
 -Dzięki, dalej już sobie poradzę.- odpowiedziała mu w myślach przyspieszając trochę i mierząc odległość, którą przebywa.
 -Powodzenia, Alice.- wyszeptał tylko chłopak w jej głowie, po czym rozległ się niewielki trzask jak przy włączaniu starego telewizora i już go nie było.
   Cholera... Czemu dopiero teraz sobie wszystko przypomniała?! Gdyby tylko to stało się wcześniej to może wtedy... 
   Odepchnęła od siebie te myśli i skręciła w lewo. Jej oczom ukazała się góra, a w niej niewielka szczelina, która dla normalnego człowieka byłaby niezauważalna. Zamaskował się, ale ona wiedziała jak się przez to przebić.
   Mia rozpędziła się jeszcze bardziej pędząc na skalną ścianę. Gdyby ktoś ją teraz zobaczył pomyślałby, że zwariowała. Dziewczyna biegnąca w stronę skały bez żadnego zamiaru zatrzymania się. Sekundę przed zderzeniem zamknęła oczy i zamiast wbić się boleśnie w ścianę przebiegła przez nią i wylądowała w ciemnej jaskini. Nie musiała długo szukać Petera.
   Chłopak stał na środku jaskini patrząc w górę, gdzie w sklepieniu widniała niewielka wyrwa, przez którą na jego twarz spadały krople deszczu. Tego, co w tej chwili poczuła nie można opisać słowami. Szczęście mieszało się z tęsknotą, złością i prostą chęcią rzucenia się w jego ramiona. Coś kuło ją w piersi, a w brzuchu czuła miliony motyli.
   Peter nagle spojrzał w jej stronę. Albo jej się wydawało albo wyprzystojniał przez ten jeden miesiąc. W jego oczach widziała ból i tęsknotę, ale przede wszystkim widziała w nich czułość. Zapatrzona w jego twarz puściła się biegiem w jego stronę. Peter nie czekając na jej słowa zeskoczył ze skały, na której stał i podbiegł do niej biorąc ją w ramiona.
   Objął ją delikatnie w talii i unosząc nad ziemią przyciągnął jej drobne ciało do siebie. Zatopił twarz w jej wilgotnych blond włosach pozwalając jej schować twarz w zagłębieniu jego szyi. Czuł łzy spływające po jej policzkach, które powoli spływały także po jego torsie.
 -Dlaczego...?- wyjąkała nagle dziewczyna odrywając od niego swoją zapłakaną twarz. Jej czerwone oczy przyglądały mu się z wyrzutem i bólem. Czarno-włosy westchnął tylko i postawił blondynkę na ziemi ocierając jej kciukiem łzy z policzków. Z uśmiechem złożył miękki pocałunek na jej czole i przytulił ją do swojego torsu.
 -Nie chciałem cię opuszczać, ale Light powiedział, że jeśli ja cię zostawię to może wtedy sobie przypomnisz. Nie chciałem tego, ale gdy zobaczyłem jak uśmiechałaś się do niego, jak pocałował twoją rękę... Po prostu stwierdziłem, że będziesz z nim szczęśliwsza. Chciałem jednak się dowiedzieć, czy mnie pamiętasz, ale ty nie pamiętałaś prawie nic. Nie potrafiłem się powstrzymać i cię pocałowałem, a potem po prostu uciekłem jak jakiś cholerny tchórz! Wybacz mi... Proszę cię, Alice... Ja cię...- przerwał chłopak na chwilę i ujął jej twarz w dłonie.- Ja cię kocham jak wariat... Ja nie mogę bez ciebie żyć!
 -Peter...- wyszeptała tylko blondynka patrząc jak chłopak powoli się nad nią pochyla.- Ja... też cię kocham.- zdążyła tylko wyszeptać zanim chłopak zamknął jej usta pocałunkiem.
   To nie był jeden z tych delikatnych pocałunków, którymi obdarzał ją wcześniej. Ten był pełny pasji i tęsknoty ukazującej te wszystkie dni spędzone bez niej. Jego usta były natarczywe i delikatne zarazem. W końcu jego język wdarł się do jej ust i sprawił, że ledwo wstrzymała westchnienie. Jego usta smakowały czekoladą, którą teraz czuła na swoich wilgotnych wargach. Peter zatopił palce w jej włosach, a drugą rękę położył na jej talii przyciągając ją bliżej do siebie. Mia czuła jego przyspieszone bicie serca, które biło równie szybko co jej własne. Chłopak co chwilę pogłębiał pocałunek jakby bał się, że to jest tylko piękny sen, który zaraz się skończy. Jego język był równie natarczywy, co usta, ale dziewczyna potrafiła dotrzymać mu tempa i czerpała z tego samą rozkosz.
   Nagle jednak chłopak oderwał się od niej i przyłożył swoje rozpalone czoło do jej głowy. Westchnął tylko cicho i przyłożył dłoń do jej policzka.
 -Przepraszam, ale jakbyś dalej mnie tak całowała to próbowałbym się do ciebie dobierać.- zaśmiał się smutno Peter i pocałował ją w czoło.
 -Wracajmy do domu.- powiedziała z uśmiechem czerwono-oka chwytając jego chłodną dłoń i uniosła głowę chcąc spojrzeć w piękne, fioletowe oczy chłopaka.
 -Dobrze.- odpowiedział jej chłopak, a z jego oczu zniknął wszelki ból i smutek. Pozostała tylko czysta radość i miłość do niej. Tak bardzo za nim tęskniła...- Wracajmy do domu, Mia...

~*~
   Ta... To znowu ja! xD Przepraszam, że taki ten rozdział nijaki, ale jakoś weny nie miałam i tak to się skończyło... ;_;

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XXII- "Na co jeszcze czekamy?!"

   Mam do was niewielkie pytanie... Którego z chłopaków wolelibyście dla Alice (Mii)? :3 I tak dam jej tego, którego sama wybrałam, ale chciałabym wiedzieć co wy o tym myślicie. :D
   Który chłopak pasuje do Mii?
   A.Light
   B.Peter.
   Odpowiedzi w komentarzach! ^w^


~*~


   Minął miesiąc od kiedy straciła pamięć. Długi i wyczerpujący miesiąc, w trakcie którego starała się przypomnieć sobie o wszystkim, co się wydarzyło. Nadal pamiętała tylko imiona i krótkie urywki rozmów. Nie potrafiła sobie niczego przypomnieć.
   Był to też miesiąc odkąd zniknął Peter. Tylko Rafael wiedział, gdzie on jest, ale nie chciał o tym nikomu powiedzieć. Cały czas zarzekał się, że chłopak chce pobyć sam przez jakiś czas i nie ma ochoty oglądać "krzywej mordy tego idioty, który myśli, że jego złote oczka go zauroczą i, że jak zarzuci tymi białymi kłakami to się w nim zakocha.". Light był w tym czasie cały w skowronkach i nie odstawał Mii na krok.
 -Nawet do kibla chce za mną chodzić.- warknęła wściekła blondynka siadając na przeciwko roześmianej Caroline. Dawno nie rozmawiała z kimś normalnym, a zielono-włosa wydawała się być jedną z najbliższych jej osób.- Powiedz mi! Czy ja się z nim kiedyś przespałam, albo coś, że on teraz się tak do mnie klei?! A może on jest moim byłym?! 
 -Nie i nie.- zachichotała zielonooka.- Ale on chyba nie jest jedynym, który się do ciebie "klei", prawda?
   Alice odwróciła wzrok speszona spojrzeniem przyjaciółki. To prawda... Niedawno do królestwa Selene przybyło kolejne "Smocze Dziecko". Był to chłopak o pięknych czarnych oczach i włosach tego samego koloru. Jego grzywka i kilka pasm włosów z przodu głowy były białe. Chłopak był naprawdę przystojny i wysoki, a zarazem wysportowany. Podobno był to "człowiek-puma", z którym Alice rozmawiała na London Bridge, ale dziewczyna go nie pamiętała.
 -Ale... Sam to co innego! On jest... On...
 -...Nie jest nachalny?- dokończyła Caroline.- Oj, dziewczyno! Trzech facetów jest w tobie zakochanych, a ty nie pamiętasz co do nich czujesz...
 -No wiem tyle, że do Sama nic nie czuję, bo poznałam go dopiero na ostatniej misji, prawda?- wymruczała Alice starając się sobie coś przypomnieć.
 -No niby tak. Więc jego możesz wykluczyć. Nie jesteś raczej typem dziewczyny zakochującej się od pierwszego wejrzenia.- westchnęła Caroline i spojrzała w zmartwione, czerwone oczy dziewczyny.- Pomogę ci, ale musisz mi powiedzieć wszystko, co pamiętasz.
 -Pocałunek...
 -Co?!- pisnęła zdezorientowana zielono-włosa.
 -Gdy się obudziłam pamiętałam jak ktoś mnie wołał i krzyczał, żebym nie umierała. Pamiętałam też, że ktoś mnie pocałował.
 -Zaczyna się robić ciekawie.- wyszeptała skupiona Catraw patrząc na zaczerwienioną twarz przyjaciółki.- Opowiadaj! Twoje życie jest bardziej pokręcone niż "Moda na Sukces", ale chociaż jest ciekawe.
 -No jak już mówiłam to pamiętam, że ktoś mnie pocałował. Jak się obudziłam to był przy mnie Light i on pocałował mnie w dłoń, ale poznałam, że to nie on mnie pocałował przed utratą pamięci, a gdy Light zasnął to przyszedł Peter i... no i...
 -Co on takiego zrobił, że nie możesz tego z siebie wykrztusić?- zaśmiała się Caroline patrząc na zawstydzoną twarz Alice, która powoli przybierała kolor oczu blondynki.
 -No, bo on mnie pocałował i...
 -I wtedy skojarzyłaś, że to on pocałował się przed atakiem Czarnej Damy?- dokończyła zielono-włosa przybierając taki ton głosu jakby była dumna z czynów czarnowłosego.- A to dopiero lowelas... No to nad czym ty się jeszcze zastanawiasz, kobieto?! Zamiast zapieprzać teraz za nim to siedzisz i się nad sobą użalasz?
 -No, bo ja najpierw chcę sobie wszystko przypomnieć!- jęknęła zrozpaczona blondynka.
 -Więc ja mam pewien interesujący pomysł...- wyszeptała zielonooka, a jej wyraz twarzy przeraziłby samego Chucka Norrisa...

   -Myślisz, że dasz radę nas unieść, Andrew...?- wymruczała niepewnie Alice patrząc na wielkiego, złotego tygrysa o ogromnych skrzydłach.- I powiesz mi w końcu co to za pomysł, Caroline?
 -Nie!- krzyknęła i łapiąc blondynkę jedną ręką za koszulkę z łatwością i precyzją rzuciła nią na grzbiet tygrysa.- Lecimy, kochanie. Wiesz, co robić.
   Po tych słowach tygrys wzbił się w powietrze i zgrabnie wyleciał przez dziurę w sklepieniu jaskini, która od razu się za nimi zrosła.
 -Moja moc bywa przydatna.- zaśmiała się zielono-włosa zatapiając swoje palce w sierści Farciarza, który wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia.
   Ich zdolności znacznie się poprawiły, a ich wygląd też nie był taki jak kiedyś. Caroline miała liczne zadrapania na plecach, które sprytnie ukryła pod białą koszulką, a na nadgarstkach miała śnieżnobiałe bandaże osłaniające nie tylko nadgarstki, ale też dłonie i część palców. Nawet Andrew w ludzkiej postaci nie był taki jak dawniej. Zadrapania na jego ciele ukazywały jak ciężko trenował, a pięknie zarysowane mięśnie potęgowały tylko wrażenie, że chłopak dawał z siebie wszystko. Stał się też wyższy i całkiem wyprzystojniał.
 -Teraz, kotku!- wrzasnęła zielonowłosa, gdy znaleźliśmy się nad jednym z głębszych jezior w okolicy.
   Alice wyrwana z zamyśleń nie zdążyła nawet przytrzymać się ciała tygrysa, który nagle szybował do góry łapami. Blondynka z głośnym wrzaskiem runęła w dół. Strach sparaliżował ją całą. Nie chciała umierać, nie chciała teraz ginąć! Nagle przed jej oczami pojawiła się przerażona twarz Petera na tle rozgwieżdżonego nieba. Łzy spływały po jego policzkach, jego usta poruszały się szybko wypowiadając słowa, które sprawiły, że cała siła jej wróciła....
   -"Myślisz, że mnie tak teraz zostawisz?!- krzyczał chłopak z jej wspomnień.- Nawet nie próbuj teraz umierać!"
   Zdawało jej się, że czas zwolnił swój bieg. Widziała swoje łzy unoszące się w powietrzu i włosy, które targał wiatr. Nie czuła już tak silnej grawitacji jak sekundę wcześniej teraz wiedziała już co robić. W ułamek sekundy jej ciało zaczęło płonąć, a z pleców wyrosła para ognistych skrzydeł. Jednak to nie tego chciała....
    Jej ciało znowu się zmieniło. Zmniejszyło się do rozmiarów mrówki, po czym rozrosło się przyjmując kształt ogromnego smoka otoczonego smugami cieni. Smocze ciało od razu pokryły kruczoczarne łuski, a z wielkiej paszczy zwierzęcia wydobył się przeraźliwy ryk, który sprawił, że wszystkie ptaki siedzące na pobliskich drzewach wzbiły się w górę uciekając w popłochu.
 -No i jak, Alice?! Mój plan się powiódł?!- krzyknęła w jej stronę Caroline i razem z Andrew zbliżyli się do wielkiego pyska smoka. Zwierzę zamiast odpowiedzieć uśmiechnęło się tylko i znowu przybrało postać ognistej kobiety o pięknych skrzydłach.
 -Wiesz, Caroline...- rozległ się ciepły głos Mii dochodzący z ognistych ust dziewczyny.- Jeszce raz zrobisz coś takiego to zatłukę cię tak samo, jak Alex Claudię na jednym z treningów! Ech... Jak dobrze jest odzyskać pamięć...

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział XXI- Utrata pamięci

   Wszystko go irytowało. Dźwięk aparatury, do której była podłączona Alice, stukot obcasów Selene, ciche kroki pielęgniarek i nawet oddech zdruzgotanego Lighta. Nie mógł tego znieść. W ostatniej chwili przynieśli Mię do skrzydła szpitalnego. Lekarze mówili, że jeszcze chwila, a nie mogliby jej pomóc. Czuł niemiłosierny ból w klatce piersiowej, a jego oczy wypełniały się łzami, których nie mógł uronić.
 -I co z nią?- jęknęła zmartwiona królowa patrząc na lekarza, który dopiero co wyszedł z sali. Jego widok przyprawił go tylko zawroty głowy. Cały jego strój był poplamiony krwią, a na twarzy malowało się zmęczenie i bezradność z domieszką dumy.
 -Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale i bez tego dziewczyna dałaby sobie radę.- zaśmiał się smutno lekarz.- Trucizna rozprzestrzeniła się w jej żyłach i wyniszczyła większość organizmu, ale ta dziewczyna się nie poddaje. Jej ciało szybko się regeneruje. Organy w zaskakującym tempie powracają do pierwotnego stanu, a trucizna jest niszczona. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim.
 -Czyli wyjdzie z tego?!- jęknął przerażony Peter, który nie mógł już dłużej usiedzieć w miejscu.
 -Tak, ale...
 -Ale?!- warknął poirytowany Light, który nagle pojawił się obok Selene i mierzył lekarza swoimi złotymi oczami.
 -Możliwe, że nie będzie niczego ani nikogo pamiętać.- westchnął lekarz niezbyt przejmując się morderczym wzrokiem biało-włosego.- Trucizna dostała się do mózgu i...- mówił dalej lekarz, ale czarno-włosy go już nie słuchał. Podszedł do stalowo-szarych drzwi i spojrzał przez niewielką szybę na leżącą na łóżku Alice. Wydawała się jeszcze szczuplejsza niż zwykle. Policzki miała zapadnięte, a oczy podkrążone. Po chwili fioletowo-oki wyłapał tylko jedno zdanie, które wypowiedział lekarz.- Jest jednak możliwość, że pod wpływem silnych uczuć odzyska pamięć...

   Nie umieraj!, krzyczał głos w jej głowie dodając jej sił do walki z trucizną. Ale czyj to był głos i do kogo należały usta, które złożyły pocałunek na jej wargach? Nie pamiętała jego twarzy, nie pamiętała jego imienia, ale pamiętała ten pełen przerażenia krzyk i jego ciepłe i delikatne usta.
   Alice..., to jedno słowo rozniosło się szeptem w jej głowie. Powoli uniosła powieki i na chwilę oślepiło ją ostre jasne światło. Zaraz po nim poczuła czyjąś ciepłą dłoń chwytającą delikatnie jej nadgarstek. Obróciła głowę patrząc na dużą, męską dłoń. Zaraz później dostrzegła duże, złote oczy wpatrujące się w nią z ulgą i nastroszone, białe włosy. Chłopak wyglądał jakby nie spał od tygodnia.
 -Nareszcie się obudziłaś, księżniczko.- powiedział chłopak. Znała ten głos, ale nie należał on do tego chłopaka, który prosił ją, żeby przeżyła.- Pamiętasz cokolwiek? Wiesz kim jesteś?
 -Jestem Alice Heartbreker... Nie, jestem Mia. Córka Eris i Hadesa, wnuczka Czterech Karcianych Władców i królowa Doliny Potępionych.- wyrecytowała blondynka jakby to był jakiś wierszyk, którego nauczyła się na pamięć.
 -Tak, ale pamiętasz kogokolwiek, słonko?- zaśmiał się chłopak i przetarł oczy ze zmęczeniem.- Pamiętasz mnie?
   Smutek w jego głosie sprawił, że zrobiło jej się go żal. Usiadła na łóżku i opierając dłoń na jego włosach położyła jego głowę na swoich kolanach. Miał takie miękkie i przyjemne w dotyku włosy...
   Chłopak spojrzał na nią z zaskoczeniem po czym uśmiechnął się ciepło przykrywając jej dłoń swoją.
 -Powinieneś się przespać, Light.- powiedziała czerwono-oka. Nie pamiętała go, ale była pewna, że miał na imię Light. Białowłosy zaśmiał się cicho i przyłożył jej dłoń do swoich ust po czym złożył na niej ciepły pocałunek. To nie były te usta, które złożyły "niemą obietnicę" na jej wargach, ale ich dotyk był niewyobrażalnie delikatny.- Wyglądasz jak zombie.
 -Nie spałem przez kilka dni, bo się o ciebie martwiłem, ślicznotko.- zaśmiał się uroczo chłopak i zamykając oczy błyskawicznie zasnął.
   Blondynka jeszcze chwilę gładziła go po głowie, po czym przeniosła wzrok na drzwi do pomieszczenia. W niewielkiej szybie widziała dwoje pięknych, fioletowych oczu. Osoba pchnęła delikatnie drzwi i gasząc światło wślizgnęła się do środka. Fioletowe oczy świeciły w ciemności obserwując ją uważnie i z... czułością?
 -Wiem, że mnie może nie pamiętasz, ale...
 -"Te oczy będzie kiedyś znał każdy.- zaczęła Alice przerywając uśmiechającemu się ciepło chłopakowi- To są oczy bohatera. Nie zapominaj o tym i walcz o wolność innych, smoku." Jesteś Peter, prawda?
 -Tak...- wyszeptał chłopak i usiadł na drugim skraju jej łóżka nie chcąc budzić Lighta. On także miał podkrążone oczy, a w jego oczach czaiło się zmęczenie.
    To był ten głos... To był ten szept, ale dlaczego nie mogła sobie niczego przypomnieć?! Dlaczego pamiętała tylko urywki i tylko imiona?! Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć wszystkiego?!
   Czarno-włosy pochylił się nad nią jakby czytał jej w myślach i położył jej swoją dłoń na policzku. Była chłodna, a za razem delikatna. Mia spojrzała na niego swoimi dużymi, czerwonymi oczami i uśmiechnęła się ciepło.
 -W końcu sobie przypomnisz.- wyszeptał chłopak i składając jeden krótki pocałunek na jej ustach wyszedł z pokoju. To były te usta, ale dlaczego nie mogła sobie niczego przypomnieć?!

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XX- Most

  20 rozdział Feniksa! Yay! :3 Dziękuję wam za taką dużą ilość wyświetleń! *o* Kocham was po prostu!
   Rozdział z dedykacją dla wszystkich czytelników bloga! Przepraszam za zabieranie waszego cennego czasu tą bezwartościową informacją i zapraszam do czytania rozdziału. 

~*~

   Nauka zmiany w smoka zajęła im całe dwa tygodnie i wymagała od nich naprawdę wiele wysiłku i cierpliwości, zwłaszcza, że przez cały czas musieli znosić obecność Light'a, który na każdym kroku podrywał Alice, co doprowadzało go do szału. Ale dlaczego?! Czemu tak się denerwował, gdy tylko ktoś zbliżał się do Alice?!
 -Peter...?- wyszeptała blondynka kładąc mu dłoń na ramieniu. Peter wyrwany z zamyśleń uśmiechnął się do niej i schował się bardziej w cieniu. Stali właśnie na jednej z wieży London Bridge i obserwowali stworzenie przypominające pumę na dwóch łapach. Nagle pojawił się obok nich Light i także schował się przed dzikimi oczami obiektu ich obserwacji.
 -Z pewnością smok.- powiedział cicho biało-włosy patrząc na stworzenie, które poruszało się po drugiej wieży z niepokojem. Czuło na sobie czyjeś spojrzenia, ale nie widziało nikogo.- Wyczuwam od niego moc wody.
 -Wodny Smok?- zaśmiała się cicho Mia, a w jej czerwonych oczach pojawiła się niespodziewana pewność siebie.- Ciekawe czy poradzi sobie z Feniksem...
 -Nie.- syknął cicho Peter powstrzymując dziewczynę od wyjścia z ukrycia. Blondynka natychmiast się opanowała i kucnęła obok czarnowłosego. Light zaśmiał się cicho i spojrzał na nich rozbawiony.
 -Chłoptaś ma rację, ślicznotko.- szepnął złotooki i puścił oko w stronę blondynki. Peter zacisnął zęby i posłał pełne nienawiści spojrzenie w stronę chłopaka. Chętnie zdarłby ten głupawy uśmieszek z jego twarzy.
 -Więc co robimy?- wymruczała Alice przerywając tą niezręczną ciszę i mierząc obu chłopaków wzrokiem.
 -Musisz go przekonać, żeby do nas dołączył.- powiedział cicho Light z jeszcze szerszym uśmiechem na ustach.
 -Co?! Czemu ona?! Nie wiadomo jak on się zachowa!- jęknął zdenerwowany Peter patrząc z wściekłością na biało-włosego. Miał go serdecznie dość! Jeszcze chwila, a zdrapie mu ten uśmieszek własnymi pazurami. 
 -Spokojnie... Pójdę tam...- powiedziała dziewczyna i już prawie wyszła z ukrycia, gdy Peter chwycił ją za rękę i przyciągnął gwałtownie do siebie.
   Mia prawie na niego upadła i wtedy poczuła jego miękkie i delikatne usta na swoich. Otworzyła szeroko oczy zaskoczona, ale chłopak tylko pogłębił swój pocałunek i przyciągnął ją bliżej do siebie. Blondynka zamrugała z niedowierzaniem i w końcu zamknęła oczy odwzajemniając pocałunek.
 -Uważaj na siebie.- wyszeptał Peter, gdy odsunął swoje wargi od jej ciepłych ust i spojrzał w jej piękne, czerwone oczy. Nie wiedział, co może jej się stać, ale wiedział, że nie da jej skrzywdzić. Mia położyła mu tylko dłoń na policzku i z uśmiechem wyszła z cienia i stanęła twarzą w twarz z istotą na przeciwległej wieży.
 -Nie jestem tu, żeby z tobą walczyć.- powiedziała dziewczyna i zdjęła z siebie czarną skórzaną kurtkę, pod którą miała białą bluzkę odsłaniającą jej szczupłe plecy, na których pojawiły się ogromne ogniste skrzydła.- Chcę po prostu porozmawiać!
 -Porozmawiać?!- prychnął chłopak z angielskim akcentem.- Kiedyś ktoś też chciał ze mną porozmawiać i skończyłem z tą blizną na oku!- syknął chłopak wskazując na jasne przecięcie przechodzące przez jego prawą powiekę i kończące się w kąciku ust. Jego czarne futro powiewało lekko na wietrze, a co chwila nocną ciszę przerywały dźwięki przejeżdżających w dole samochodów. 
 -Nazywam się Mia i jestem córką Hadesa i Eris.- powiedziała donośnie dziewczyna. Jej wypowiedź wywołała lekkie zastanowienie na jego twarzy.
 -Skąd więc masz ogniste skrzydła?!- odkrzyknęło Smocze Dziecko strzygąc uszami.
 -Jestem Wojowniczką Kamienia Selene.- odpowiedziała spokojnie Mia. Wiedziała, że powoli wzbudza zaufanie w chłopaku, gdy nagle jakiś cień uderzył ją w prawy bok i zepchnął ją z krawędzi wieży. Kątem oka dostrzegła smukłą, kobiecą twarz o dużych, czarnych oczach przepełnionych nienawiścią.
 -Słodkich snów.- wysyczała kobieta i pchnęła zaskoczoną Alice w dół. 
   Dziewczyna w ostatniej chwili wzbiła się w powietrze tuż nad krawędzią wody i obejrzała się za siebie. Widziała przerażone twarze Peter'a i Light'a oraz smoka, który wpatrywał się w nią ze zmartwieniem z uszami położonymi po sobie. Dziewczyna wzbiła się w górę i resztkami sił podciągnęła się na szczyt wieży, na której czekał na nią przestraszony Peter. Alice położyła się plecami na zimnych dachówkach wieży i spojrzała w fioletowe oczy chłopaka.
 -Zabij mnie.- wysyczała, a jej oczy stawały się coraz bardziej matowe.
 -Co?!- jęknął chłopak przytrzymując jej głowę.- O czym ty mówisz?!
 -To... była Czarna Dama..- wykasłała dziewczyna, a z jej ust wysączyła się stróżka szkarłatnej cieczy. Po tych słowach wyrwała sobie czarny sztylet pełny zielonej trucizny z prawego boku i rzuciła go daleko w czeluście Tamizy. Znowu zadławiła się własną krwią, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Spojrzała tępo na Petera i z uśmiechem przyłożyła mu dłoń na policzku.- Przepraszam... Nie... uważałam na siebie...
 -Myślisz, że mnie tak teraz zostawisz?!- wyjęczał Peter przez łzy, a Light w pośpiechu próbował utworzyć portal do zamku Selene.- Nawet nie próbuj teraz umierać!
 -Postaram się.- zaśmiała się dziewczyna, a po jej policzkach zaczynało spływać coraz więcej łez. 
   Peter nie mógł tego znieść. Ten widok po prostu rozrywał jego serce na milion kawałków. Czuł się jakby ktoś uderzył go w twarz, a potem niszczył go od środka. Jego myśli krążyły tylko wokół Alice i jej przerażonych, czerwonych oczu.
 -Szybko! Portal się otworzył!- krzyknął nagle Light. Nie musiał dwa razy powtarzać. Peter wziął blondynkę na ręce najdelikatniej jak potrafił i przeszedł przez tęczowy krąg utworzony w powietrzu. Proszę cię Alice, pomyślał, nie umieraj!

Rozdział XIX- Light

   -Ha! To dopiero dobre! Chcecie, żebyśmy was nauczyły jak się przemienić w smoka?!- krzyknęła Temida i wybuchła gromkim śmiechem.- Słyszałaś to, Selene?!
 -Proszę was...- warknęła wściekła biało-włosa patrząc na poważne twarze Mii i Petera.- Czy musicie odnaleźć Smocze Dzieci i pokonać Czarnych Władców, gdy zbliża się wojna z ludźmi?! Przecież...
 -Z całym szacunkiem, ale moi przyjaciele poradzą sobie sami.- przerwała jej blondynka, a w jej czerwonych oczach pojawiła się duma i pewność siebie.- Przecież Jacob nie jest takim wielkim zagrożeniem.
 -On ma w posiadaniu dusze i ciała wszystkich "bogów Olimpu"!- warknęła wściekła Temida ukazując swoje ostre, białe kły. Jej złota grzywa nastroszyła się niebezpiecznie, a paznokcie zmieniły się w stalowe pazury.
 -Nie wszystkich.- powiedziała ze spokojem Selene unosząc dłoń, żeby uciszyć przyjaciółkę. Spojrzała podejrzliwie na Mię i uniosła jedną brew pytająco.- Co masz zamiar zrobić?
 -Znowu masz zamiar jej zaufać, Selene?! Słyszałam od Rafaela i jej przyjaciół o tym co tam się stało! Ona zabiła człowieka!
 -Człowieka, który był pod władaniem Czarnej Damy!- warknął Peter, który w trakcie tej dziwnej wymiany zdań odezwał się po raz pierwszy. Temida zmierzyła go nienawistnym wzrokiem i syknęła jakieś przekleństwo pod nosem.
 -Mam zamiar pozwolić moim przyjaciołom zająć się wojną, a ja i Peter pójdziemy odnaleźć Smocze Dzieci, z których pomocą na pewno pokonamy Czarnych Władców!- powiedziała pełna entuzjazmu Mia, a w jej czerwonych oczach pojawiła się ekscytacja.
 -Nie wszystkie Smocze Dzieci staną po waszej stronie.- powiedziała ze spokojem królowa nie zwracając na pomruki niezadowolenia Temidy, która poruszała ogonem z niezadowoleniem.- Większość z nich woli pozostawać w ukryciu.
 -Nie prawda!- rozległ się donośny głos i w tej chwili ogromne drzwi otworzyły się z głośnym hukiem rozsypując wokół złote iskry. Z chmury pyłu wyłonił się wysoki chłopak o śnieżnobiałych włosach i złotych oczach. Chłopak był dobrze zbudowany i ubrany w białą koszulkę i czarne spodnie. Na jego dłoniach widniały czarne, skórzane rękawiczki bez palców, a na szyi wisiał czarny szalik. Nagle uśmiechnął się ukazując śnieżnobiałe kły i spojrzał na zaskoczoną minę Temidy i załamaną jego zachowaniem Selene.
 -Cieszę się, że cię widzę, Light...- westchnęła zrezygnowana królowa pocierając nasadę nosa i patrząc na chłopaka spode łba.- Co cię tu sprowadza?
 -Usłyszałem od Cerber z Doliny Potępionych, że szykuje się niezła bitwa miedzy Smoczymi Dziećmi, a Czarnymi Władcami, więc oto jestem!- zaśmiał się chłopak i puścił oko w stronę zdezorientowanej Mii. Peter zmierzył go nienawistnym wzrokiem i przysunął się bliżej do dziewczyny.- Słyszałem też, że córka Hadesa odzyskała tron w Dolinie Potępionych. Nawet nie wiecie jak tam teraz jest spokojnie! Mimo, że nie ma jej tam teraz to całe miasto tętni życiem. Widma i demony wyszły z cienia i zachowują się tak jak dawniej. Coś niezwykłego!
 -Córka Hadesa odzyskała tron?!- syknęła przez zęby Selene patrząc wymownie na śmiejącą się z zakłopotaniem Alice, która drapała się nerwowo po głowie. Zdziwiony Light patrzył to na Selene to na Alice, w której czerwonych oczach widział cień skruchy.
 -Zapomniałam ci o tym wspomnieć.- zachichotała Mia chowając się za plecami Petera. Oczy królowej zmieniły kolor na krwistą czerwień i wpatrywały się teraz w drobną postać dziewczyny.
 -Zapomniałaś?!- ryknęła wściekle. Temida próbowała powstrzymać ten napad szału, ale skończyło się to tym, że wylądowała na przeciwległej ścianie uderzona ogromnym, białym, jaszczurczym ogonem, który wyrósł z kości ogonowej Selene.- Zapomniałaś mi powiedzieć o tym, że narażałaś swoje życie dla Doliny Potępionych?!
   Temida podniosła się z ziemi i ponownie skierowała się w stronę królowej, ale było już za późno. Ciało kobiety zmieniło się w kulę świetlną i urosło błyskawicznie tworząc świetlistą sylwetkę smoka o ogromnych skrzydłach. Świetlny kształt powoli zaczęły pokrywać srebrne łuski, a z ogromnej paszczy smoka wydobył się głośny ryk. Czerwone oczy zwierzęcia spojrzały wściekle na Mię, ale po chwili przepełnił je nienaruszony spokój i stworzenie położyło się w sali zajmując jej znaczną część.
 -Tak właśnie należy zmieniać się w smoka.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział XVIII- Czterech Karcianych Władców

   Peter zatrzasnął za sobą drzwi nie patrząc nawet za siebie. Miał dość tego domu, miał dość Zegarmistrza, ale wciąż słyszał w głowie jego głos...
    "Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej to musisz o to zapytać Mię. Tylko ona zna odpowiedź na twoje pytanie, bo tylko ona zna Czterech Karcianych Władców." Co to miało znaczyć, do cholery?!
 -Peter?- usłyszał nikły głos, który wyrwał go z jego rozmyśleń. Czarno-włosy uniósł gwałtownie głowę i spojrzał w czerwone oczy dziewczyny, której twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jego. Wtedy wszystkie emocje, które w sobie wstrzymywał dały o sobie znać i mimo własnej woli przyciągnął do siebie zaskoczoną blondynkę, która delikatnie gładziła go po plecach.- Co się stało?
   Chłopak opowiedział jej w skrócie o tym, co się wydarzyło w domu Zegarmistrza i o swojej odzyskanej przeszłości. Jednak gdy wspomniał o Czterech Karcianych Władcach Alice spięła się i wyprostowała jak struna.
 -Czy jesteś pewny, że mówił o Karcianych Władcach?- jęknęła z niedowierzaniem w głosie i odsunęła się lekko od chłopaka chcąc spojrzeć mu w oczy. Peter był tak przerażony własną przeszłością i skołowany, że bał się wypuścić ją ze swoich objęć. Bał się, że i ona zniknie z jego życia, albo zamieni się w to, czym stała się jego siostra. Zacisnął mocniej ręce na jej talii i z zamkniętymi oczami oparł czoło o czubek jej głowy.
 -Jestem pewien.- wyszeptał załamany chłopak czując jak powoli odzyskuje spokój. To ona tak na niego działała. Tylko przy niej mógł się tak uspokoić.
 -Reszta grupy została odprowadzona do wyjścia przez Cerber, więc mogę ci spokojnie opowiedzieć o Karcianych Władcach.- wyszeptała Mia. Ona także była poddenerwowana i najwyżej przerażona, bo wtuliła twarz w klatkę piersiową Petera.- Dzielą się oni na dobrych i złych. Źli, czyli Czarni Władcy, próbują przejąć władzę nad ludzkimi umysłami i chcą sprowadzić chaos, a dobrzy, Czerwoni Władcy, wolą żyć ze wszystkimi w pokoju. Czarna Dama i Czarny Walet od zawsze zyskują ludzkie zaufanie, gdy oni przechodzą trudne chwile i zasiewają w nich tak zwaną Czarną Chorobę, na którą cierpiała twoja siostra. Czerwona Królowa i Czerwony As trzymają się bardziej na uboczu i próbują podawać ludziom lekarstwa, ale nie zawsze im się to udaje. Jednak kiedyś Czerwoni Władcy zauważyli, że pocałunek swojej prawdziwej miłości potrafi działać lepiej niż lekarstwo. Ciekawe, prawda?- zaśmiała się smutno Alice bardziej wtulając swoją twarz w jego pierś.- Czarny Walet... To on zabił mi rodziców...- zaszlochała cicho dziewczyna.- Chcę go zabić! Chcę jego śmierci! Chcę, żeby jego głowa zawisła na Wieży Królewskiej Doliny Potępionych!
   W dziwny sposób jej słowa sprawiały mu radość. On także chciał się zemścić. Chciał śmierci Czarnej Damy za to, że odebrała mu rodzinę!
 -Wiem, że ty chcesz się zemścić na Czarnej Damie, ale to nie jest dobry pomysł.- mruknęła Mia i odsuwając się od chłopaka otarła łzy z policzków.
 -Co?! Czemu?!- krzyknął zdenerwowany Peter, a jego oczach płonęła czysta żądza zemsty.
 -Czterej Karciani Władcy władają mocą, którą bez problemów mogliby nas zabić w naszej ludzkiej postaci!- jęknęła zirytowana blondynka kładąc dłonie na biodrach.- A ani ja, ani ty nie jesteśmy zdolni do przybrania swojej prawdziwej postaci! Jeśli się tego nauczymy możemy z nimi wtedy stanąć do wyrównanej walki.
 -"Wyrównanej"?! Chcesz mi powiedzieć, że oni posiadają moc równą smokom?!- warknął przerażony Peter łapiąc się za głowę.- Cholera! To jak ty niby chcesz ich pokonać?! Jaką oni dysponują magią?! Wiesz o nich cokolwiek?!
 -To moi kolejni "potężni krewni".- skrzywiła się dziewczyna patrząc w przepełnione strachem oczy chłopaka.- Są moimi dziadkami. As i Królowa są rodzicami Hadesa, a Dama i Walet są rodzicami Eris.
 -Czyli są smokami?!- syknął zdezorientowany Peter, na co Mia twierdząco pokiwała głową.
 -Przez te wszystkie tysiąclecia udało im się zgromadzić niewyobrażalną ilość magicznej mocy. Żaden człowiek nie jest w stanie ich pokonać dlatego trzeba zebrać wszystkich pozostałych Smoczych Dzieci.- powiedziała blondynka, a jej czerwonych oczach pojawił się cień nadziei.
 -Ale jak to?! Przecież wszystkie smoki są uwięzione w Kamieniu Selene!
 -Nie wszystkie.- zaśmiała się dziewczyna, a na jej twarzy pojawił się cień triumfu.- Niektóre smoki zdołały uciec i założyć rodziny. Świetnym przykładem tego są na przykład moi lub twoi rodzice.
 -Czyli moi rodzice...
 -Tak.- przerwała mu Alice z uśmiechem.- Twoi rodzice byli "bogami".

~*~


   -Black... Wydaje mi się, że twoja wnuczka szuka zemsty...- rozległ się niski, męski głos wyłaniającego się z cienia Zegarmistrza.- Nie martwi cię to?
 -Na razie nie mam się czego obawiać. To jeszcze dziecko i w dodatku nie umiejące przybrać swojej prawdziwej postaci!- syknęła kobieta. Jej głos sprawił, że serce mężczyzny przebiły miliony drobnych ostrzy pozbawiając go tchu.- A co z chłopakiem? To on wydaje się być poważniejszym zagrożeniem.
 -Pragnie zemsty tak samo jak twa wnuczka.- odrzekł biało-brody, a jego oczach pojawiła się niekryta radość.
 -Zdaje się, że ty także pragniesz mojej śmierci, Zegarmistrzu.- zachichotała kobieta, a jej czarne oczy przejechały z uwagą po ciele starca.- Więc dlaczego powiedziałeś mi o tym?
 -Och, Black... Chciałem po prostu zobaczyć twoją minę.- zaśmiał się z goryczą, a wskazówka w jego oku niebezpiecznie drgnęła.- Chciałem zobaczyć przerażenie na twarzy Czarnej Damy!

~*~

  Przepraszam, że dzisiaj tak krótko i nudno! :< Brak weny daje się we znaki ;s Naprawdę was przepraszam za tak zagmatwany i nudny ciąg dalszy historii. ;_;

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział XVII- Prawda bywa bolesna

   Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale byłam na kajakach. :p 
   Inspiracją do tego rozdziału była piosenka: Apocalyptica- Not strong enough. <3 Po prostu wyobraźcie sobie Peter'a, który śpiewa to w ciemnym pokoju, w którym jedynym światłem jest księżycowa poświata wpadająca przez wybite okno... *.* Coś pięknego...


~*~


   Podłoga była wyłożona miękkim, czerwonym dywanem, a ściany i sufit zdobiła różowa tapeta w panterkę. Zanim jednak dostał się do tego królestwa różu idealnego dla lalki Barbie przeszedł całkiem nieprzyjemną kłótnię z Mią. Był zły na nią za to, że zabiła Roy'a bez żadnych skrupułów, a potem zwyczajnie się do niego uśmiechnęła. Jednak, gdy powiedziała mu, że był opętany przez Czarną Damę cała jego złość wyparowała.
 -Nie czas teraz o tym myśleć.- syknął do siebie pod nosem i rozejrzał się naokoło, bo usłyszał jakiś szmer. Po jego prawej stronie w ścianie zionęła ogromna dziura, a za nią rozciągał się piękny, błękitny pokój z tylko jednym meblem. Stał tam duży fotel przypominający tron wypchany poduszkami i kocami na którym spoczywał stary mężczyzna o długiej, siwej brodzie i białych włosach splecionych w warkocz opadający na jego plecy.
 -Nie czas...- wymruczał mężczyzna niskim  głosem.- Kiedy, skoro nie teraz, będzie czas o tym myśleć?- zaśmiał się mężczyzna i spojrzał na niego swoimi niezwykłymi oczami. Od jego źrenic rozciągały się długie, złote wskazówki, które cały czas wskazywały godzinę 6:06 i nadawały Zegarmistrzowi nieziemski wygląd.- Czas biegnie szybciej niż ci się zdaje, Smoku Światła. Ale gdzie są moje maniery?! Wejdź, proszę! Nazywam się Zegarmistrz. Jak ci na imię, Smoku?
   Peter niepewnie przeszedł przez dziurę, która zakleiła się za nim nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Mężczyzna uśmiechał się miło ukazując swoje stare i poniszczone zęby. Jego oczy jednak nadal świeciły młodością.
 -Nazywam się Peter.- odpowiedział niewyraźnie chłopak, ale biało-włosy i tak go usłyszał.
 -Kto cię tu przysłał, chłopcze?- zapytał Zegarmistrz nadal się uśmiechając.
 -Alice...- wyszeptał chłopak, a widząc, że mężczyzna nie wie o kogo chodzi westchnął tylko bezradnie.- Mia.
   Uśmiech zniknął z twarzy starca, a zastąpiło go zaskoczenie i zdezorientowanie. Jego oczy błyszczały bezdenną tęsknotą i nadzieją.
 -M-Mia...?- wyjąkał, a na jego ustach zagościł najszczerszy uśmiech na jaki go było stać. Zaraz jednak się uspokoił i wrócił z powrotem na ziemię.- Mam przepowiedzieć ci przyszłość? Powiedzieć ci co się zdarzy, kiedy umrzesz?
 -Chcę żebyś odnalazł moje wspomnienia.- powiedział chłopak wyraźnie, a jego fioletowe oczy zapłonęły pewnością siebie. Zegarmistrz zeskoczył sprawnie z wysokiego siedziska i stanął z chłopakiem twarzą w twarz.
 -Czasami prawda bywa bolesna chłopcze.- powiedział ukazując dwa tępe kły, które nagle wydały się niebezpieczne.
 -Ale niewiedza potrafi doprowadzić do szaleństwa.- odwarknął Peter wywołując kolejny uśmiech na twarzy starca.
 -Podaj mi swoją dłoń.- powiedział Zegarmistrz i zanim czarno-włosy zdążył zareagować mężczyzna chwycił jego rękę i przejechał mu pazurem po wnętrzu dłoni. Chłopak syknął cicho i wraz z upadkiem pierwszej kropli krwi na błękitny dywan cały pokój się rozmazał.
   Peter stał teraz pośrodku pięknie zdobionego pokoju. Na łóżku siedziała wysoka, szczupła kobieta o blond włosach i fioletowych oczach z małą, blond-włosą córeczką na kolanach. Obok nich siedział czarno-włosy mężczyzna o zielonych oczach, takich samych, jak jego córki.
 -To jest twoja rodzina.- powiedział Zegarmistrz, który nagle pojawił się obok niego.- Zabito ich. Za chwilę zobaczysz kto to zrobił.
   Po tych słowach drewniane drzwi pomieszczenia roztrzaskały się w drobny mak unosząc w górę masę kurzu. Do pokoju powolnym krokiem wszedł wysoki, przystojny chłopak o potarganych, czarnych włosach i fioletowych oczach płonących nienawiścią.
 -Niemożliwe...- wyszeptał Peter rozpoznając w napastniku samego siebie.
 -Masz rację.- powiedział Zegarmistrz i ponownie przeniósł wzrok na chłopaka, który zaczął się o coś kłócić z ojcem.
 -Od początku to planowaliście, co?! Pozbyć się mnie tylko dlatego, że odziedziczyłem waszą moc i jestem od was silniejszy, tak?!- ryknął wściekły chłopak uderzając ojca w pierś.
 -A czego się spodziewałeś, hę?! Że będziemy tworzyć szczęśliwą rodzinkę z kimś, kto może nas w każdej chwili zabić?! Co ty sobie wyobrażałeś?!- krzyknął mężczyzna uderzając chłopaka w twarz tak mocno, że tamten aż się zachwiał.
 -Nigdy bym was nie tknął!- warknął chłopak wypluwając z ust krew. Kobieta spojrzał na niego z pogardą i zaśmiała się głośno.
 -Naprawdę myślisz, że my ci uwierzymy? Czarna Dama mówiła nam, że nas zabijesz, gdy skończysz siedemnaście lat.- syknęła kobieta, a jej głos był przepełniony jadem, który sprawiał, że Peterowi pękało serce.
 -Mamo...- powiedziała nagle mała dziewczynka, a w jej zielonych oczach czaiło się coś, co trudno było opisać. Kobieta spojrzała na nią z czułością i wtedy na twarzy dziecka zagościł nieludzki uśmiech.- Jestem głodna.- z tymi słowami rzuciła się na szyję kobiety i wbiła zęby w jej gardło. Blondynka próbowała oderwać od siebie dziecko, ale skończyło się to tym, że dziewczynka rozpruła jej szyję. W końcu kobieta padła martwa na ziemię i dziecko spojrzało na przerażonego ojca. 
 -Lily... Co ty robisz...?- wyjąkał mężczyzna patrząc na zakrwawioną twarz i sukienkę dziewczynki, która obserwowała go z niewinną minką.
 -Nadal jestem głodna.- powiedziała i rzuciła się na plecy uciekającego bruneta wgryzając się w jego kark.
   Z kości ogonowej mężczyzny wyrósł biały, smoczy ogon i wbił się w plecy dziecka odrzucając je do tyłu. Lily uderzyła plecami o białą ścianę zostawiając na niej plamę krwi i ponownie rzuciła się na ojca tym razem skręcając mu kark.
   Fioletowo-oki chłopak patrzył na nią sparaliżowany strachem, ale dziewczynka nie zwracała na niego uwagi.
 -Głodna, głodna, głodna...- jęczała tylko wgryzając się w swoją rękę, czemu towarzyszył trzask łamanej kości. Krew sączyła się z rany, ale to nie wystarczyło. 
   Dziecko zerwało z siebie sukienkę i zaczęło pazurami rozszarpywać swój brzuch. W jej zielonych oczach widać było obłęd i rządzę krwi. W końcu jej dłoń wślizgnęła się do wnętrzności i cała we krwi wyciągnęła ze swojego brzucha jelito, które rzuciła bez zainteresowania na ziemię. Z jej poplamionej krwią twarzy nie znikał obłąkańczy uśmiech. Później dziecko wyrwało sobie wątrobę i wepchnęło ją sobie do ust. W końcu umarła cała we krwi i z własnym sercem w ręku.
 -Co się...- wydukał przerażony Peter patrząc w smutne oczy Zegarmistrza. Starzec spojrzał na niego ze współczuciem i poklepał go po ramieniu.
 -Chodźmy dalej.- powiedział i w jednej chwili znaleźli się w ciemnym zaułku, w którym łkał cicho czarno-włosy chłopiec. 
   Podeszła do niego garstka napakowanych facetów i zaczęli go zaczepiać. Na pierwszy rzut oka Peter rozpoznał w nich wilkołaków i wtedy chłopak rzucił się na nich mając dość ich docinek. Jednemu z nich bez trudu rozwalił czaszkę i ciężko dysząc patrzył na kilku innych nieznajomych, którzy krzycząc, że jeszcze go dopadną wybiegli z uliczki.
   Otoczenie znowu się rozmazało i znaleźli się w ruinach jakiegoś budynku. Czarno-włosy chłopak stał przed prawie setką pięćdziesiątką wilkołaków chcących jego śmierci. Wtedy pojawiła się Mia i odepchnęła go na bok tak mocno, że chłopak uderzył się w głowę i stracił na chwilę przytomność.
 -A więc tak straciłem pamięć...- wymruczał patrząc na dumnego z Mii Zegarmistrza. Oboje znowu znaleźli się w pokoju starca.- Ale czemu moja siostra... Czemu ona...
 -Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz o tym świecie, młodzieńcze. Nawet nie wiesz jak wielu...

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział XVI- Przedśmiertna wdzięczność

   Wszyscy stanęli jak wryci przed bramą okazałego budynku z czarnego marmuru otoczonego złotym płotem. Po obu stronach dużej bramy stały dwa, wysokie pale, na które nabite były śnieżnobiałe czaszki. Od domu wionęło chłodem, które przeszywało do szpiku kości i wywoływało gęsią skórkę.
 -Co to za...
 -Dom Zegarmistrza.- przerwał wampir Farciarzowi mierząc go ostrym wzrokiem.
 -Dobra! Nie zniosę tego dłużej!- warknął wściekły Rafael, a jego koci ogon poruszał się nerwowo na prawo i lewo.- Powiedz mi w końcu o co ci chodzi, koleś! Zachowujesz się cholernie dziwnie! Raz się cieszysz i obejmujesz Alice, potem prawie płaczesz, a teraz syczysz na nas jak jakiś wąż! Co ty jesteś?! Baba w ciąży?!
 -Zamknij się! Ty nic nie rozumiesz!- krzyknął Roy, a jego seledynowe oczy błyszczały bólem i wściekłością.
 -To mi to wytłumacz!- ryknął zirytowany kotołak obserwując uważnie wampira, który westchnął tylko z rezygnacją i kucnął zakrywając twarz dłońmi.
 -Kiedyś, gdy ja i Mia byliśmy jeszcze dziećmi byliśmy... blisko ze sobą. Nie rozstawaliśmy się na krok, a król i królowa traktowali mnie jak własnego syna. Byłem jej...narzeczonym.- zaśmiał się cicho Roy i uniósł głowę patrząc na zaskoczone miny zebranych.- Wtedy Hades i Eris... oni po prostu zasnęli i już nigdy się nie obudzili. Cerber i ja próbowaliśmy jakoś pocieszyć Mię, ale to było bez sensu. Żadne z nas nie mogło nic zrobić. Byliśmy bezsilni. A ja tak bardzo ją kochałem! Tak bardzo, że byłbym w stanie zrobić wszystko dla jej dobra. Sandra dała jej szansę na nowe życie w ludzkim świecie z dala od Doliny Potępionych albo, jak mówiono za czasów Hadesa, Kamiennego Królestwa. Od tego czasu całe to miasto zdziczało, a wraz z nim, jego mieszkańcy, którzy nie ufali Selene. Ja i Cerber nigdy nie chcieliśmy opuszczać tego miejsca w nadziei, że Mia kiedyś wróci, żeby ubiegać się o koronę. Czekałem tyle lat, żeby zobaczyć jak wyrosła moja mała księżniczka, a gdy w końcu poczułem jej zapach nie mogłem się powstrzymać i przybiegłem do was. Jednak, gdy powiedziała mi, że idzie odzyskać koronę prawie nie wybuchłem. Kiedyś Sandra próbowała się tam dostać i ledwo uszła z życiem, a poszła tam w postaci trójgłowego psa! Kłótnie z Mią nie mają jednak sensu, więc pozwoliłem jej udać się na pewną śmierć. Później miałem wyrzuty sumienia i byłem na siebie wściekły. To dlatego byłem dla was taki niemiły.
 -Jakie to smutne...- wyszeptała wzruszona Caroline, a jej oczy się zeszkliły.- Nigdy bym się nie spodziewała, że Alice miała taką romantyczną i łzawą przeszłość.
 -Romantyczną?!- prychnął lekceważąco Roy, a na jego twarzy pojawił się cień bólu.- Ona mnie traktowała jak brata, a ja zawsze chciałem od niej czegoś więcej. Ale nie czas teraz na moje opowieści. Jedno z was musi wejść do środka.- mówiąc to spojrzał przeciągle na Peter'a, którego fioletowe oczy ani na moment nie oderwały się od pięknie zdobionych, drewnianych drzwi budynku.
 -A co będzie z wami? Co będziecie robić?- spytał Peter nie zmieniając obiektu obserwacji. Jego czarne włosy poruszały się lekko na wietrze, który Dominica z nerwów uwalniała z zaciśniętych pięści.
 -Nie martw się o to.- powiedział Rafael i położył chłopakowi dłoń na ramieniu. Michael zapalił kolejnego papierosa i klepnął czarnowłosego przyjacielsko w bark.
 -Nie bądź baba i wchodź do środka.- zaśmiał się złotooki wypuszczając dym z płuc.
   Peter zaśmiał się krótko i nie zwlekając zbyt długo ruszył w stronę drzwi. Nagle u jego stóp w ziemię wbiła się srebrna strzała, a wraz z dźwiękiem przecinanego powietrza rozległ się zwierzęcy śmiech Roy'a. Chłopak odwrócił się i spojrzał zaskoczony w nieludzko uśmiechniętą twarz wampira. Jego oczy przepełniała czerń. Jego piękne seledynowe tęczówki zalała bezdenna ciemność.
 -Ale teraz nienawidzę Mii tak bardzo, że chcę was zabić, by cierpiała.- wycharczał wampir, a grupa przyjaciół podbiegła przestraszona do zaskoczonego Petera. Ze wszystkich stron otaczały ich obdarte ze skóry demony z łukami w rękach.- Zginiecie, żeby pokazać jej co znaczy prawdziwe cierpienie.
   Gdy wypowiedział te słowa jego dłoń się uniosła i wystrzeliła z nich potężna fala dźwiękowa. Grupka nastolatków nie miała nawet czasu pisnąć. Gdy fala dźwiękowa była dosłownie kilkanaście centymetrów od przerażonych twarzy nastolatków pojawiła się przed nimi ściana złotego ognia, która zneutralizowała atak.
 -Popełniłeś wielki błąd, Roy.- rozległ się miękki, przejrzysty głos za plecami Peter'a i innych. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku i dostrzegli płonącą sylwetkę kobiety o włosach z płomieni i ogromnych, palących się skrzydłach. Biła od niej moc i potęga, której nie byli w stanie o garnąć. Szła wolnym krokiem w stronę wilkołaka, na którego twarzy zagościło zdumienie i przerażenie.
 -Jak ty...
 -Łatwo było odzyskać koronę, której bronili świadome istoty.- przerwała mu Mia, a w jej czerwonych oczach płonęła czysta nienawiść.- Co się z tobą stało przez te parę lat?! Kiedyś cię podziwiałam, ale teraz tobą gardzę!
 -To twoje odejście mnie tak zmieniło! Tylko Czarna Dama mnie rozumiała! Tylko ona!- jęknął Roy, a w jego czarnych oczach pojawiły się łzy goryczy.
 -Skoro zawarłeś pakt z Czarną Damą to musisz zginąć.- wraz ze słowami dziewczyny wokół wampira pojawił się czarny, płonący krąg i zacisnął się na jego brzuchu wypalając go od środka. Chłopak nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku. Na chwilę przed śmiercią jego oczy stały się na powrót seledynowe i spojrzały na Mię z czułością.
 -Dziękuję ci...- wyszeptał bezgłośnie po czym jego ciało upadło na ziemię z głuchym łupnięciem. Alice odwróciła wzrok i błyskawicznie powróciła do swojej dawnej postaci.
 -Przepraszam... Nie powinniście tego widzieć.- wyszeptała blondynka i spojrzała na drewniane drzwi domu. Jej wzrok przeniósł się na fioletowo-okiego i wtedy uśmiechnęła się miło.- Powinieneś tam wejść.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział XV- Stary, dobry znajomy

   -Wiedziałem, że wrócisz!- rozległ się męski głos i czyjeś chude ramiona oplotły Mię w pasie. Rafael naciągnął strzałę na cięciwę i wycelował nią w rękę wroga.- Tak za tobą tęskniłem!
 -Roy... Puść mnie, do diaska!- wycharczała blondynka próbując zaczerpnąć powietrza. Wtedy uścisk się rozluźnił, a dziewczyna padła na ziemię głośno kaszląc.
 -Przepraszam.- wyszeptał mężczyzna z francuskim akcentem i wyszedł z cienia, w którym się chował. Ciemne włosy okalały jego piękną bladą twarz i spływały falami na plecy. Lekki zarost pokrywał ostro zarysowaną szczękę, a jego przenikliwe, seledynowe oczy obserwowały ze zmartwieniem próbującą się podnieść z ziemi osobę. Mia spojrzała na niego spode łba i potarła dłonią obolałe żebra.- Trochę mnie poniosło. Po prostu stęskniłem się za tobą.
 -Też za tobą tęskniłam, Roy, ale nie przyszłam tutaj na pogaduszki ze starymi znajomymi.- wysapała Mia z pełnym bólu uśmiechem. W jednej chwili wyprostowała się i jej kości nastawiły się z głuchym trzaskiem, który rozniósł się po jaskini.
 -Ooo... Więc co cię sprowadza?- zapytał mężczyzna przekrzywiając lekko głowę. Jego seledynowe oczy dosłownie błyszczały zaciekawieniem.
 -Idę do Zegarmistrza. Jeden z moich przyjaciół stracił pamięć i chce odzyskać swoje wspomnienia.- powiedziała i stanęła między Roy'em a przyjaciółmi. Twarz wampira pobladła jeszcze bardziej, a jego policzki się zapadły.
 -Nie... Nie możecie tam iść! To jest zbyt niebezpieczne! Przecież po drodze możecie spotkać wiele demonów i zdziczałych widm! Nie możesz tam iść, Mio! Od czasu, gdy ty, Hades i Eris stąd zniknęliście nikt nie ośmielił się zasiąść na tronie i zapanował tu kompletny chaos... Jeżeli coś ci się stanie, to...
 -To będziecie mieli o jednego trupa więcej.- przerwała mu blondynka zakładając ręce na piersiach.- Nie powstrzymasz mnie, Roy. To jest niemożliwe!
 -Wiem, ale proszę cię...
 -Od dzisiaj możesz mi mówić Wasza Wysokość, bo zamierzam zostać królową.- powiedział Mia z uśmiechem na ustach patrząc w oczy chłopak, w których pojawił się cień nadziei. Dziewczyna podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.- Proszę... Zaprowadź ich do Zegarmistrza i wyprowadź ich stąd żywych. Tylko tobie mogę zaufać.- wyszeptała Mia mierząc, a jej czerwone oczy patrzyły na niego błagalnie.
 -A ty co zamierzasz zrobić?- spytał cicho Roy, a jego usta utworzyły cienką linię.
 -Zamierzam odzyskać koronę ojca.- wymruczała dając się objąć chłopakowi.
 -Uważaj na siebie.- wymamrotał z bólem i pozwolił Mii się odsunąć.
 -Od teraz to on będzie waszym przewodnikiem.- powiedziała Alice patrząc na swoich zdezorientowanych przyjaciół, którzy mierzyli wampira niepewnym wzrokiem.
 -Ale... Co zamierzasz zrobić?- wyjąkała Caroline patrząc na nią ze smutkiem. Blondynka uśmiechnęła się tylko do niej i nic nie mówiąc wycofał się w jeden z bocznych korytarzy. Zielono-włosa chciała pobiec za nią, ale Roy zagrodził jej drogę.
 -To jest jej zadanie.- wymamrotał i przejechał wzrokiem po reszcie grupy.- Chodźcie za mną.- powiedział i ruszył przed siebie prowadząc ich wąskim i krętym korytarzem.- Jeżeli zobaczycie coś podejrzanego macie to bez zastanowienia zniszczyć.
   Po ich prawej stronie poruszył się jakiś cień i z ręki szatyna wystrzeliła potężna fala dźwiękowa. Skradająca się istota nie miała nawet czasu wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Jej bezwładne ciało padło przed nimi na ziemię. Był to wysoki szkielet ubrany w długą, czarną pelerynę. W jego oczodołach płonęły dwa, zielone płomienie.
 -Ale Alice... Musimy za nią iść! Musimy...
 -Nic nie musimy!- warknął wściekły wampir przerywając zaskoczonej Dominice. Dziewczyna jednak dostrzegła w jego oczach łzy.- Nawet nie wiecie jaką moc ona posiada! Ona sobie poradzi! Musicie w to wierzyć!
   Z tymi słowami Roy przeszedł nad skupiskiem kości i poprowadził grupę w głąb tunelu. Jego bose stopy uderzały miękko o zimne podłoże odstraszając wszystkie stwory, które na jego widok pospiesznie chowały się w cień. Niektóre, nieco odważniejsze, próbowały zaczepić jego ludzkich towarzyszy, co kończyło się porażeniem prądem przez Michael'a albo zdmuchnięciem na ścianę przez Dominicę. Czasem Caroline zwalała na nich masę kamieni, a Andrew rozszarpywał ich na strzępy pod postacią wielkiego, złotego wilka.
 -Które z was chce odzyskać wspomnienia?- zapytał nagle wampir przerywając głuchą ciszę. Jego seledynowe oczy błyszczały zaciekawieniem i czujnością.
 -Ja.- odpowiedział spokojnie Peter, gdy weszli do ogromnej jaskini. Nie było widać jej dalszych ścian, a w od jej centrum aż po ściany jaskini rozciągało się majestatyczne kamienne miasto.
 -Kiedyś na jego ulicach mieszkały wszystkie istoty paranormalne. Po śmierci Hadesa wszyscy poszli za Selene, a to miejsce pogrążyło się w nieprzeniknionym mroku. Teraz jest nazywane Doliną Potępionych, bo tylko potępieni mają tu wstęp. Jeżeli chcesz się spotkać z Zegarmistrzem to muszę cię ostrzec, że ten demon ma nie po kolei w głowie i jest niezłym wariatem, ale to sprawia, że jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Będę mógł was zaprowadzić tylko pod jego drzwi, ale do środka będziesz musiał wejść sam. Bez przyjaciół i beze mnie. Nawet kotołak nie będzie miał tam wstępu, gdy Zegarmistrz będzie ci oddawał twoje wspomnienia.
 -Co? Dlaczego?!- jęknął zdziwiony Rafael, który wcześniej nie odezwał się do wampira ani słowem. Roy zmierzył go surowym wzrokiem i prychnął cicho.
 -Bo przy tym może być tylko osoba, którą kocha.