Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale byłam na kajakach. :p
Inspiracją do tego rozdziału była piosenka: Apocalyptica- Not strong enough. <3 Po prostu wyobraźcie sobie Peter'a, który śpiewa to w ciemnym pokoju, w którym jedynym światłem jest księżycowa poświata wpadająca przez wybite okno... *.* Coś pięknego...
~*~
Podłoga była wyłożona miękkim, czerwonym dywanem, a ściany i sufit zdobiła różowa tapeta w panterkę. Zanim jednak dostał się do tego królestwa różu idealnego dla lalki Barbie przeszedł całkiem nieprzyjemną kłótnię z Mią. Był zły na nią za to, że zabiła Roy'a bez żadnych skrupułów, a potem zwyczajnie się do niego uśmiechnęła. Jednak, gdy powiedziała mu, że był opętany przez Czarną Damę cała jego złość wyparowała.
-Nie czas teraz o tym myśleć.- syknął do siebie pod nosem i rozejrzał się naokoło, bo usłyszał jakiś szmer. Po jego prawej stronie w ścianie zionęła ogromna dziura, a za nią rozciągał się piękny, błękitny pokój z tylko jednym meblem. Stał tam duży fotel przypominający tron wypchany poduszkami i kocami na którym spoczywał stary mężczyzna o długiej, siwej brodzie i białych włosach splecionych w warkocz opadający na jego plecy.
-Nie czas...- wymruczał mężczyzna niskim głosem.- Kiedy, skoro nie teraz, będzie czas o tym myśleć?- zaśmiał się mężczyzna i spojrzał na niego swoimi niezwykłymi oczami. Od jego źrenic rozciągały się długie, złote wskazówki, które cały czas wskazywały godzinę 6:06 i nadawały Zegarmistrzowi nieziemski wygląd.- Czas biegnie szybciej niż ci się zdaje, Smoku Światła. Ale gdzie są moje maniery?! Wejdź, proszę! Nazywam się Zegarmistrz. Jak ci na imię, Smoku?
Peter niepewnie przeszedł przez dziurę, która zakleiła się za nim nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Mężczyzna uśmiechał się miło ukazując swoje stare i poniszczone zęby. Jego oczy jednak nadal świeciły młodością.
-Nazywam się Peter.- odpowiedział niewyraźnie chłopak, ale biało-włosy i tak go usłyszał.
-Kto cię tu przysłał, chłopcze?- zapytał Zegarmistrz nadal się uśmiechając.
-Alice...- wyszeptał chłopak, a widząc, że mężczyzna nie wie o kogo chodzi westchnął tylko bezradnie.- Mia.
Uśmiech zniknął z twarzy starca, a zastąpiło go zaskoczenie i zdezorientowanie. Jego oczy błyszczały bezdenną tęsknotą i nadzieją.
-M-Mia...?- wyjąkał, a na jego ustach zagościł najszczerszy uśmiech na jaki go było stać. Zaraz jednak się uspokoił i wrócił z powrotem na ziemię.- Mam przepowiedzieć ci przyszłość? Powiedzieć ci co się zdarzy, kiedy umrzesz?
-Chcę żebyś odnalazł moje wspomnienia.- powiedział chłopak wyraźnie, a jego fioletowe oczy zapłonęły pewnością siebie. Zegarmistrz zeskoczył sprawnie z wysokiego siedziska i stanął z chłopakiem twarzą w twarz.
-Czasami prawda bywa bolesna chłopcze.- powiedział ukazując dwa tępe kły, które nagle wydały się niebezpieczne.
-Ale niewiedza potrafi doprowadzić do szaleństwa.- odwarknął Peter wywołując kolejny uśmiech na twarzy starca.
-Podaj mi swoją dłoń.- powiedział Zegarmistrz i zanim czarno-włosy zdążył zareagować mężczyzna chwycił jego rękę i przejechał mu pazurem po wnętrzu dłoni. Chłopak syknął cicho i wraz z upadkiem pierwszej kropli krwi na błękitny dywan cały pokój się rozmazał.
Peter stał teraz pośrodku pięknie zdobionego pokoju. Na łóżku siedziała wysoka, szczupła kobieta o blond włosach i fioletowych oczach z małą, blond-włosą córeczką na kolanach. Obok nich siedział czarno-włosy mężczyzna o zielonych oczach, takich samych, jak jego córki.
-To jest twoja rodzina.- powiedział Zegarmistrz, który nagle pojawił się obok niego.- Zabito ich. Za chwilę zobaczysz kto to zrobił.
Po tych słowach drewniane drzwi pomieszczenia roztrzaskały się w drobny mak unosząc w górę masę kurzu. Do pokoju powolnym krokiem wszedł wysoki, przystojny chłopak o potarganych, czarnych włosach i fioletowych oczach płonących nienawiścią.
-Niemożliwe...- wyszeptał Peter rozpoznając w napastniku samego siebie.
-Masz rację.- powiedział Zegarmistrz i ponownie przeniósł wzrok na chłopaka, który zaczął się o coś kłócić z ojcem.
-Od początku to planowaliście, co?! Pozbyć się mnie tylko dlatego, że odziedziczyłem waszą moc i jestem od was silniejszy, tak?!- ryknął wściekły chłopak uderzając ojca w pierś.
-A czego się spodziewałeś, hę?! Że będziemy tworzyć szczęśliwą rodzinkę z kimś, kto może nas w każdej chwili zabić?! Co ty sobie wyobrażałeś?!- krzyknął mężczyzna uderzając chłopaka w twarz tak mocno, że tamten aż się zachwiał.
-Nigdy bym was nie tknął!- warknął chłopak wypluwając z ust krew. Kobieta spojrzał na niego z pogardą i zaśmiała się głośno.
-Naprawdę myślisz, że my ci uwierzymy? Czarna Dama mówiła nam, że nas zabijesz, gdy skończysz siedemnaście lat.- syknęła kobieta, a jej głos był przepełniony jadem, który sprawiał, że Peterowi pękało serce.
-Mamo...- powiedziała nagle mała dziewczynka, a w jej zielonych oczach czaiło się coś, co trudno było opisać. Kobieta spojrzała na nią z czułością i wtedy na twarzy dziecka zagościł nieludzki uśmiech.- Jestem głodna.- z tymi słowami rzuciła się na szyję kobiety i wbiła zęby w jej gardło. Blondynka próbowała oderwać od siebie dziecko, ale skończyło się to tym, że dziewczynka rozpruła jej szyję. W końcu kobieta padła martwa na ziemię i dziecko spojrzało na przerażonego ojca.
-Lily... Co ty robisz...?- wyjąkał mężczyzna patrząc na zakrwawioną twarz i sukienkę dziewczynki, która obserwowała go z niewinną minką.
-Nadal jestem głodna.- powiedziała i rzuciła się na plecy uciekającego bruneta wgryzając się w jego kark.
Z kości ogonowej mężczyzny wyrósł biały, smoczy ogon i wbił się w plecy dziecka odrzucając je do tyłu. Lily uderzyła plecami o białą ścianę zostawiając na niej plamę krwi i ponownie rzuciła się na ojca tym razem skręcając mu kark.
Fioletowo-oki chłopak patrzył na nią sparaliżowany strachem, ale dziewczynka nie zwracała na niego uwagi.
-Głodna, głodna, głodna...- jęczała tylko wgryzając się w swoją rękę, czemu towarzyszył trzask łamanej kości. Krew sączyła się z rany, ale to nie wystarczyło.
Dziecko zerwało z siebie sukienkę i zaczęło pazurami rozszarpywać swój brzuch. W jej zielonych oczach widać było obłęd i rządzę krwi. W końcu jej dłoń wślizgnęła się do wnętrzności i cała we krwi wyciągnęła ze swojego brzucha jelito, które rzuciła bez zainteresowania na ziemię. Z jej poplamionej krwią twarzy nie znikał obłąkańczy uśmiech. Później dziecko wyrwało sobie wątrobę i wepchnęło ją sobie do ust. W końcu umarła cała we krwi i z własnym sercem w ręku.
-Co się...- wydukał przerażony Peter patrząc w smutne oczy Zegarmistrza. Starzec spojrzał na niego ze współczuciem i poklepał go po ramieniu.
-Chodźmy dalej.- powiedział i w jednej chwili znaleźli się w ciemnym zaułku, w którym łkał cicho czarno-włosy chłopiec.
Podeszła do niego garstka napakowanych facetów i zaczęli go zaczepiać. Na pierwszy rzut oka Peter rozpoznał w nich wilkołaków i wtedy chłopak rzucił się na nich mając dość ich docinek. Jednemu z nich bez trudu rozwalił czaszkę i ciężko dysząc patrzył na kilku innych nieznajomych, którzy krzycząc, że jeszcze go dopadną wybiegli z uliczki.
Otoczenie znowu się rozmazało i znaleźli się w ruinach jakiegoś budynku. Czarno-włosy chłopak stał przed prawie setką pięćdziesiątką wilkołaków chcących jego śmierci. Wtedy pojawiła się Mia i odepchnęła go na bok tak mocno, że chłopak uderzył się w głowę i stracił na chwilę przytomność.
-A więc tak straciłem pamięć...- wymruczał patrząc na dumnego z Mii Zegarmistrza. Oboje znowu znaleźli się w pokoju starca.- Ale czemu moja siostra... Czemu ona...
-Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz o tym świecie, młodzieńcze. Nawet nie wiesz jak wielu...
Aż mnie coś skręcało, jak czytałam to, co robiła siostra Petera...x_X"
OdpowiedzUsuń