Kolejny
dzień przepełniony moim fałszywym śmiechem, moimi uśmiechami
pełnymi udawanej radości. Nie chciałem, żeby ktokolwiek pieprzył
mi głupoty typu: "Wszystko będzie dobrze", więc musiałem
udawać najszczęśliwszego człowieka na Ziemi. Zawsze uśmiechnięty,
zawsze pomagał innym, nigdy się nie denerwował ani nie okazywał
słabości. Właśnie za takiego mnie uważano. Nikt nie wiedział,
jak było naprawdę. Nikt nie wiedział, jak bardzo cierpię w tym
chorym świecie, w którym pieniądze są ważniejsze niż własne
życie, a miłość można było kupić.
Przechodząc przez ulicę kątem oka spojrzałem na zatrzymujące
się samochody. Mógł jechać dalej, pomyślałem usuwając się
pojazdom z drogi. Już dawno straciłem sens życia. Teraz byłem już
tylko zniszczoną od środka lalką. Nawet moja żona wierzyła w to,
że byłem szczęśliwy. Kiedyś potrafiła zauważyć, kiedy czułem
się źle. Teraz tylko zwracała uwagę na własny wygląd, żeby jej
kochanek miał co oglądać. Wiedziałem, że nie jest ze mną do
końca szczera. Wiedziałem, że ma kogoś na boku.
Mam tego dość. Te trzy słowa zahuczały w mojej głowie, gdy
zamknąłem za sobą drzwi mieszkania. Zszedłem do piwnicy i
uniosłem głowę do góry widząc wystający z sufitu hak. Kiedyś
wisiały na nim jakieś ozdoby. Stanąłem na krześle zawieszając
na nim uprzednio wyciągniętą ze schowka linę. Zrobiłem pętlę i
zarzuciłem ją sobie na szyję patrząc w dół.
Bo niby co było w tym trudnego? Wystarczyło tylko zeskoczyć z
tego krzesła i poczekać aż lina zaciśnie się na mojej szyi, a
świat przestanie istnieć. Wziąłem głęboki wdech, który miał
być moim ostatnim i zeskoczyłem z krzesła czując jak sznur
boleśnie zaciska się na moim gardle blokując dopływ powietrza do
moich płuc. Nie walczyłem z tym. Wiedziałem, że to już koniec.
Kątem oka zdążyłem jeszcze zauważyć wbiegającą do piwnicy
żonę, gdy świat przesłoniła mi ciemność.
Tak więc... Zapraszam do czytania ostatniego rozdziału tego krótkiego opowiadania ;3
~*~
Leżałam na pryczy, gdy nagle obudził mnie dźwięk syren policyjnych. Nie wierzę... Jednak ktoś nam pomoże! Poderwałam się z łóżka, ale silne ramię Liama znowu pociągnęło mnie w dół.
-Leż spokojnie.- mruknął mi do ucha przyciągając mnie tak blisko siebie, że czułam na szyi jego oddech. Po chwili jego usta delikatnie musnęły moje obojczyki wywołując na moim ciele dreszcze.
-L-Liam?- jęknęłam starając się ukryć podniecenie. Nie chciałam, żeby przestawał, ale bałam się, co mogłoby nastąpić później.
Chłopak nic nie mówiąc wsunął jedną dłoń pod moją koszulkę i ułożył ją między moimi łopatkami przyciągając mnie bliżej siebie i całując moją szyję. Kurczowo chwyciłam się jego ramion.
-Twoi rodzice mogą mi nie wybaczyć... Mogą mi nie wybaczyć tego, że nie potrafiłem ci wtedy pomóc...- wyszeptał w końcu chłopak chowając twarz w moich włosach. Bez słowa go przytuliłam.- Mogą ci zabronić spotykania się ze mną...
-Nie obchodzi mnie to...- mruknęłam delikatnie muskając ustami ucho chłopaka.- Nie potrafię bez ciebie żyć...
Czułam, jak chłopak przyciąga mnie bliżej siebie starając się opanować targające nim emocje. Delikatnie gładziłam go po włosach słysząc zbliżające się kroki i głośne krzyki policjantów. Drzwi celi otworzyły się z hukiem i oboje zostaliśmy wyciągnięci z pomieszczenia. Ostatnie, co pamiętam to zapłakane twarze rodziców i zamykające się drzwi karetki.
Byliśmy porządnie odwodnieni i osłabieni, ale po kilku dniach mogliśmy opuścić szpital. Liam miał rację, rodzice nie chcieli, żebym się z nim widywała, ale nie miałam zamiaru dawać za wygraną. Pewnego wieczoru zaprosiłam chłopaka do siebie. Nie wydali się tym zbytnio uradowani, ale bez słowa usiedli z nami w pokoju dziennym.
Usiadłam obok bruneta i chwyciłam jego silną dłoń splatając nasze palce. Na twarzach rodziców pojawiły się grymasy niezadowolenia, ale nie zwracałam na nie uwagi i zaczęłam mówić.
-Mamo, tato... Zapomnijcie o tym, co stało się w przeszłości. Kocham Liama i nie potrafię bez niego żyć, czy się to wam podoba, czy nie.
Oboje spojrzeli na mnie z kamiennymi twarzami biorąc głęboki wdech i wydech.
-No dobrze..- mruknęli w końcu, a ja rzuciłam się Liamowi na szyję.
-Twoi rodzice mogą mi nie wybaczyć... Mogą mi nie wybaczyć tego, że nie potrafiłem ci wtedy pomóc...- wyszeptał w końcu chłopak chowając twarz w moich włosach. Bez słowa go przytuliłam.- Mogą ci zabronić spotykania się ze mną...
-Nie obchodzi mnie to...- mruknęłam delikatnie muskając ustami ucho chłopaka.- Nie potrafię bez ciebie żyć...
Czułam, jak chłopak przyciąga mnie bliżej siebie starając się opanować targające nim emocje. Delikatnie gładziłam go po włosach słysząc zbliżające się kroki i głośne krzyki policjantów. Drzwi celi otworzyły się z hukiem i oboje zostaliśmy wyciągnięci z pomieszczenia. Ostatnie, co pamiętam to zapłakane twarze rodziców i zamykające się drzwi karetki.
Byliśmy porządnie odwodnieni i osłabieni, ale po kilku dniach mogliśmy opuścić szpital. Liam miał rację, rodzice nie chcieli, żebym się z nim widywała, ale nie miałam zamiaru dawać za wygraną. Pewnego wieczoru zaprosiłam chłopaka do siebie. Nie wydali się tym zbytnio uradowani, ale bez słowa usiedli z nami w pokoju dziennym.
Usiadłam obok bruneta i chwyciłam jego silną dłoń splatając nasze palce. Na twarzach rodziców pojawiły się grymasy niezadowolenia, ale nie zwracałam na nie uwagi i zaczęłam mówić.
-Mamo, tato... Zapomnijcie o tym, co stało się w przeszłości. Kocham Liama i nie potrafię bez niego żyć, czy się to wam podoba, czy nie.
Oboje spojrzeli na mnie z kamiennymi twarzami biorąc głęboki wdech i wydech.
-No dobrze..- mruknęli w końcu, a ja rzuciłam się Liamowi na szyję.
Ta pierwsza część posta... Ua.. Straszna >D Ale fajnie opisana, to mi się podobało ^ ^
OdpowiedzUsuńCo do reszty to spoko.. :3
Choć mam wrażenie, że poszłaś na skróty ;w; Ale to nic~.
Jest spoko, jak jest~.
Tak, poszłam na skróty... ;-; Nie spałam od kilku dni i... tak jakoś wyszło.. Przepraszam... :<
UsuńIiiiiii koniec xd... The End ^.^ Podsumowując: miłość zawsze zwycięży!!! BOSKIE ;P I love yours stories. XD Pozdrawiam kochana ;*
OdpowiedzUsuńA co do tego, co napisałaś na początku to strasznie utrwaliło mi się w pamięci. Idealnie opisane co czuje, aż dreszcze miałam :)
Usuń