Część
1
Nika
Rozdział
1
Zwyczajnie
niezwykła
Jeszcze
tylko pięć sekund, tylko chwilka, chwileczka... Na błogosławiony
dźwięk dzwonka oznaczającego moją ostatnią lekcję, poderwałam
się z miejsca i podskoczyłam z dzikim wrzaskiem. Nauczycielka
spojrzała na mnie zaskoczona, a wszyscy uczniowie wybuchli śmiechem.
-Przepraszam.-
zaświergotałam starając się nie śmiać i powoli pakowałam swoje
rzeczy. Rzucając krótkie „cześć” znajomym wybiegłam na długi
korytarz i ruszyłam pędem w stronę głównego wejścia.- W końcu
wakacje!- pisnęłam na widok znajomej blond czupryny i rzuciłam się
przyjaciółce na szyję.
-Tak,
wiem. Też się cieszę.- odpowiedziała Natalia swoim uroczym
głosem. Była niewiele wyższa ode mnie, miała długie, jasne włosy
i duże, zielone oczy, w których zawsze można było dostrzec cień
smutku.- Ale niestety mam dla ciebie złe wieści...- mruknęła
dziewczyna wskazując skinieniem głowy na czarnego vana tuż za nią.
-No
nie...- jęknęłam z naburmuszoną miną kierując się w stronę
auta z przyciemnianymi szybami, z których jedna zaczęła się
bezszelestnie opuszczać.- Znowu jakaś robota?
Kobieta
za kierownicą spojrzała na mnie zrezygnowana, poprawiając swoje
błękitne włosy. Chyba nie miała teraz ochoty na wysłuchiwanie
kolejnych skarg swojej wychowanki, więc odpuściłam sobie dalsze
narzekania i wsiadłam do samochodu.
-Kochanie,
wiem, że nie masz na to ochoty.- zaczęła Irina.- Ale obiecuję, że
po tej misji będziesz mogła pojechać, gdzie tylko chcesz.
-Naprawdę?!-
zapytałam uradowana zapominając o moim wcześniejszym
zniechęceniu.- Nawet na Madagaskar?!
-Tak,
nawet tam.- zaśmiała się kobieta znowu przeczesując włosy
palcami. Dostrzegłam niewielką kropelkę potu spływającą po jej
skroni. Postanowiłam więc zajrzeć odrobinkę w głąb jej duszy.
Była zestresowana, przemęczona i wściekła.
-Co
się stało?- zapytałam patrząc w jej białe oczy, które
przerażały mnie, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Irina spojrzała na
mnie nagle wybuchając histerycznym śmiechem.
-Zapomniałam,
że przed tobą nie da się nic ukryć.- jej twarz nagle
spoważniała.- Doszło do ataku na ludzką wioskę. Podobno
wilkołaki. Musisz to sprawdzić.
Westchnęłam
i kiwnęłam lekko głową. Skoro w grę wchodzili zamordowani ludzie
to było oczywiste, że wyślą tam mnie lub innych doświadczonych
Agentów.
-Kto
mnie przetransportuje?- zapytałam.
-Natalia.
Jest pod ręką, więc nie widzę potrzeby szukania kogoś innego.
-Dobrze.-
odpowiedziałam chwytając dłoń Natalii, którą dziewczyna wsunęła
w otwarte okno.- Ale najpierw muszę się przebrać.
~*~
Poruszałam
się między drzewami starając się nie nastąpić na żadną
gałązkę. Położyłam dłoń na sztylecie przy moim prawym biodrze
i wyskoczyłam na drogę wyciągając go jednocześnie przed siebie.
Szłam chodnikiem trzymając srebrną broń w ugiętej w łokciu
dłoni. Rozglądałam się wokół siebie, patrzyłam na podwórka
mijanych domów, ale nigdzie nie było widać żywej duszy. Wszyscy
mieszkańcy zostali ewakuowani, a ci dla których było już za późno
leżeli na własnych posiadłościach. Za każdym razem patrzyłam na
ich dusze z nadzieją, że któreś z nich jeszcze żyje.
-Cholera.-
zaklęłam cicho opuszczając dłoń. Cokolwiek tu było już dawno
zniknęło.
Już
chciałam wezwać Natalię, gdy zauważyłam słaby blask duszy.
Puściłam się pędem w kierunku zanikającego światła i
dostrzegłam na ziemi nieprzytomnego chłopaka. Był wysoki i dobrze
zbudowany. Ciemne włosy poprzyklejały mu się do czoła splamionego
krwią. Miał rozszarpane ramię i głębokie zadrapanie na prawej
skroni. Ewidentna robota rozwścieczonego lub głodnego wilkołaka.
-Nie
odchodź, co?- wymamrotałam kładąc chłopaka na plecach. Musiałam
przyznać, że jest przystojny, bardzo przystojny.
Zerknęłam
jeszcze raz na jego duszę, która stawała się coraz bledsza.
-Nie
odchodź! Nie odchodź!- krzyknęłam.- Nie bądź pierwszą osobą,
która umrze mi w ramionach.
Zamknęłam
oczy starając się skupić na Natalii. Musiała się tu
teleportować, żeby go stąd zabrać jak najszybciej.
-Natalia!-
krzyknęłam słysząc cichy trzask oznaczający jej przybycie.
Dziewczyna uklękła przy chłopaku z zatroskaną miną.- Zabierz go
do lecznicy.
Blondynka
skinęła tylko głową chwytając go za rękę i oboje rozpłynęli
się w powietrzu pozostawiając po sobie szare smugi dymu. Ku swojemu
zaskoczeniu kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Coś niesamowicie
szybko przemieszczało się między krzakami uciekając w stronę
pobliskiego lasu.
-Nie
uciekniesz mi tak łatwo.- warknęłam czując jak moje ciało
przybiera zupełnie nowy kształt.
Ręce
i nogi były teraz tej samej długości, palce skróciły się o
połowę przybierając kształt tygrysich łap o pazurach ostrych jak
miecz samuraja, z kości ogonowej wystrzelił nagle długi ogon,
szczęka wysunęła się do przodu razem z nosem upodabniając się
do pyska, a uszy przesunęły się na czubek głowy, po czym całe
moje ciało porosło gęste, czarne futro. Wszystko to trwało
niecałe dwie sekundy.
Bez
zastanowienia ruszyłam w pogoń za celem moich poszukiwań, co
chwila wydając z siebie dziki pomruk. Szara bestia była coraz
bliżej. Stowarzyszenie się nie myliło, to był wilkołak. Nie
myśląc zbyt długo przyspieszyłam i skoczyłam na plecy stwora
wbijając mu kły w kark i unieruchamiając go.
-P-Puść
mnie! To boli!- zawył srebrny wilkołak próbując się jakoś
uwolnić z mojego stalowego uścisku.
-Czemu
ich zaatakowałeś?- warknęłam. Może wydawać się to dziwne, ale
to mój umysł mówił, a nie moje usta. To tak jakbym miała
głośniki na skroniach, przez które wydobywał się dźwięk, gdy
przybierałam postać jakiegoś zwierzęcia.
-Nic
im nie zrobiłem! Mieszkałem tutaj z rodzicami! Oni... oni zostali
zabici przez to COŚ!- ostatnie słowo wysyczał z taką nienawiścią,
że aż poczułam ukłucie w żołądku.- I jeszcze, gdy chcieli
zabić Dominika... Ja... Nie mogłem pozwolić, żeby zabili mi
przyjaciela. Zmieniłem się i zaatakowałem ich, ale to nic nie
dało.- mówił dalej co chwila robiąc przerwy, żeby złapać
oddech.- Gdy już sobie poszli, chciałem mu pomóc i wtedy zjawiłaś
się ty. Coś w twoich oczach kazało mi się ukryć. Widziałem, jak
się odwracasz, myślałem, że odejdziesz i nie zauważysz Dominika,
ale nagle spojrzałaś w jego stronę i podbiegłaś do niego.
Krzyczałaś coś, chciałaś go uratować i wezwałaś tą
czarownicę, a gdy ona go zabrała po prostu uciekłem, wiedząc, że
jest w dobrych rękach.
Nie
kłamał, czułam to. Zawsze wiedziałam, czy ktoś kłamie, czy nie.
Nadal czułam jego ból i strach, ale na pewno nie kłamał.
Zaskoczyłam z jego pleców bacznie go obserwując.
-Zmień
się znowu w człowieka.- powiedziałam siadając na ziemi, gdy
chłopak się podniósł. Jego ciało błyskawicznie przybrało
ludzką formę.
Miał
ostry zarys szczęki i wysokie kości policzkowe. Złote oczy
wpatrywały się we mnie z wyrzutem przesłonięte srebrnymi włosami.
Całe szczęście był w ubraniach, chociaż pod podartą bluzką
widziałam zarys umięśnionego ciała chłopaka.
-Kim
jesteś?- syknął.- Nigdy nie spotkałem kogoś, kto mógłby
przybierać postać dowolnego zwierzęcia.
-Powiedzmy,
że jestem jedyna w swoim rodzaju.- powiedziałam chodząc wokół
niego.- Kto zaatakował wioskę?
-Nie
wiem... Ta kobieta wyglądała strasznie. Jej oczy i włosy były w
kolorze świeżej krwi, nie potrafię nawet powiedzieć, jakiej rasy
była. Ale ta druga bez dwóch zdań była elfem ognia.- chłopak
usiadł na ziemi jedną ręką przecierając obolały kark i
wpatrując się uważnie w moje oczy.- Właściwie ta pierwsza miała
takie oczy, jak ty.
-Nie
porównuj mnie to kogoś, kto zabija ludzi!- warknęłam jeżąc
sierść na swoim karku.- Jestem ostatnią z mojego gatunku i nie ma
żadnych szans na to, że jest druga taka osoba, jak ja.
-Gdyby
tamta kobieta była tego samego gatunku, co ty od razu bym cię
poznał po zapachu.- zaśmiał się chłopak.- I co miałaś na myśli
mówiąc „ostatnia z mojego gatunku”?
-Nie
interesuj się.- syknęłam zmieniając się z powrotem w
„człowieka”. Widziałam jak sunie wzrokiem po moim ciele. Nic
dziwnego, na każdego działałam tak samo.
Byłam
średniego wzrostu, miałam długie, czarne włosy i czerwone oczy.
Jednym z moich atutów była sylwetka „idealna”. Byłam szczupła,
miałam duże piersi i tyłek, za którym oglądali się faceci. Nikt
z nich nawet nie spodziewał się, że ta ślicznotka o wydatnych
ustach i ładnej buźce jest na tyle silna, że potrafi zabić
dwudziestu siedmiu wampirów (mój dotychczasowy rekord ustanowiony w
Kanadzie).
-Przestań
się na mnie gapić i wstawaj.- mruknęłam znudzona naciskając
czerwony przycisk na moim komunikatorze, który bardziej przypominał
zegarek niż urządzenie, z którego w każdej chwili mógł
wyskoczyć hologram szefowej lub Kleo, ale o niej opowiem później.
-Co
właśnie zrobiłaś?- zapytał zaniepokojony podnosząc się z
trudem z ziemi. Dopiero teraz dostrzegłam głęboką ranę na jego
prawym udzie.
-Wezwałam
transport.
Jakby
na zawołanie, obok nas pojawiła się Natalia z szerokim uśmiechem
na ustach. Zerknęła na chłopaka i skłoniła się jak księżniczka
ze średniowiecza.
-Nazywam
się Natalia Bloodhunter, miło mi pana poznać, sir.- powiedziała
nadal nie przestając się uśmiechać. Kiedyś, kilkaset lat temu
była dwórką jednej z księżniczek. Nigdy nie chciała mi
powiedzieć jakiej, więc nie drążyłam tematu, chociaż bardzo
mnie ciekawił. Blondynka wyciągnęła dłonie w naszym kierunku,
czekając na naszą reakcję.
Chwyciłam
jej rękę bez zastanowienia. Wilczy chłopak miał z tym mały
problem, ale po paru niepewnych spojrzeniach skierowanych to na mnie,
to na Natalię niechętnie podał jej dłoń. Zamknęłam oczy,
ściskając dłoń Natalii. Nigdy nie lubiłam teleportacji. Kto to
wymyślił?
Nagle
ciszę lasu zastąpiły ludzkie rozmowy i stukot kobiecych obcasów.
Natalia puściła moją dłoń, a ja otworzyłam oczy z ulgą
rozglądając się po sterylnie białych ścianach Stowarzyszenia.
Wśród rzędu komputerów ustawionych na długich, czarnych biurkach
Centrali krzątała się Irina, nasza wspaniała szefowa, a obok niej
stała Kleo- dziewczyna o włosach białych jak śnieg i czarnych jak
węgiel oczach. Była ubrana w czarny, skórzany kombinezon podobny
do tego, którzy nosili wszyscy Agenci.
-Przyprowadziłam
jednego ze świadków. Jest ciężko ranny w prawe udo.- zameldowałam
zwracając na siebie uwagę kobiet.- Co z tym drugim?
-Nieprzytomny,
żyje, stracił dużo krwi.- odpowiedziała Kleo wracając do
wystukiwania czegoś na klawiaturze.- Nie został przemieniony,
zwykły śmiertelnik. Irina mówi, że nie możemy go wypuścić, bo
widział zbyt dużo i niestety, Nika, będzie mieszkał z tobą.
-Ze
mną?- jęknęłam przerażona. No świetnie. W szkole unikam facetów
jak ognia, a teraz miałam z jednym dzielić pokój?!- Nie może
mieszkać w jednej z cel?
-Chcemy
się z nim jakoś porozumieć, przedstawić mu sytuację w jak
najłagodniejszy sposób. Jest w twoim wieku, więc się dogadacie.-
przerwała mi ostro szefowa, po czym jej ton głosu zelżał.- Nie
możemy go traktować jak więźnia.
-A
może przydzielicie dla mnie i dla Dominika wspólny pokój?- wtrącił
się nagle srebrnowłosy.
Wzrok
Kleo padł na nieznajomego i w tym momencie pojawiło się w
pomieszczeniu dwóch lekarzy.
-Nie
możemy ryzykować, że w czasie jednej z pełni zobaczy, jak się
przemieniasz. Uwierz mi, że wtedy możecie nie być tak dobrymi
przyjaciółmi. Lepiej przekazać mu to w łagodniejszy sposób.-
odparła kobieta znowu przykuwając wzrok do jednego z monitorów.-
Ci lekarze opatrzą twoją ranę. Nika, idź z nim i znajdź tego
rannego, którego tu przyprowadziłaś.