Tak, zdecydowałam się jednak wstawić tu nowe opowiadanie. ^^ Mam nadzieję, że będzie się cieszyło jeszcze większą popularnością niż moje ostatnie historie. ;3
~*~
“Przeznaczenie
zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką
albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia.
Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.”
(Carlos
Ruiz Zafón – Cień wiatru)
Moim
dziadkom oraz
Dominikowi,
który zawsze mnie
wspierał
w trudnych chwilach.
Prolog
Ludzie
zawsze narzekają na wszystko. Przyłączają się do różnych grup,
żeby zdobyć coś, co jest przeznaczone tylko dla nas, nie dla nich,
uważając to za coś, co się im bezpretensjonalnie należy. Wielu
naszych z chęcią zamieniłoby się z nimi miejscami, wielu z
naszych chciałoby w końcu zasmakować śmiertelnego życia na
dłużej. To nie tak, że wszyscy rodziliśmy się tacy, niektórzy
byli kiedyś śmiertelnikami, ale zostali przemienieni. A kim my
jesteśmy?
Dzielimy
się na wiele gatunków, nie tak jak ludzie, którzy mimo kolorów,
dla nas nie różnili się między sobą niczym. Śmiertelnicy mieli
taką samą posturę, takie same narządy wewnętrzne, wszyscy byli
podatni na takie same choroby. U nas było zupełnie inaczej. Każdy
z gatunków funkcjonował, odżywiał się, oddychał i wyglądał
inaczej. Różniliśmy się między sobą praktycznie wszystkim.
Pieczę
nad całym naszym światem sprawowała Rada, trójka najsilniejszych
przedstawicieli całego Królestwa Eire, królestwa istot
paranormalnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz