Wybaczcie mi moją długą nieobecność... Brak weny, czasu i sporo problemów... :< I niestety nie dokończę "Łowcy"... ;-; Może zacznę jakieś nowe opowiadanie, ale nie jestem jeszcze do końca pewna...
Jeszcze raz przepraszam... Q.Q
poniedziałek, 22 września 2014
piątek, 2 maja 2014
II. Zakłócony spokój
Kurde xd U mnie nadal tyle się dzieje xd Ale dzisiaj mój kochany kotek został zaciągnięty przez swoją mamę do sprzątania, więc mogę wam napisać nowy rozdział xd
Mam nadzieję, że się wam spodoba~ ^^
~*~
Czuła się obserwowana. Czuła na sobie miliony spojrzeń. Dokąd miała uciekać? Gdzie się ukryć? Nie myśląc zbyt wiele ruszyła się pędem przed siebie. Gałęzie uderzały ją w twarz pozostawiając po sobie liczne zadrapania. Las od zawsze był jej schronieniem, ale teraz był pełen niebezpieczeństw. Za każdym drzewem czaiła się para zielonych oczu obserwujących ją z uwagą. Nogi powoli odmawiały jej posłuszeństwa. Zapadała się w ziemi, potykała o konary, białe włosy zakrywały jej oczy ograniczając pole widzenia. W końcu padła bezsilnie na polanie. Nie chciała umierać, musiała uciekać, musiała się podnieść, biec dalej. Coś jednak nie pozwalało jej się poruszyć.
Z trudem uniosła powieki. Znowu była w swoim pokoju, znowu mogła się ruszać. Usiadła na łóżku i przejechała dłonią po policzku. Nie miała na nim żadnych zadrapań. Kolejny sen?
Angel podeszła wolnym krokiem do okna patrząc w górę. Zza chmur wyłoniła się ogromna, Latająca Wyspa, na której znajdowało się Cesarstwo. Mieszkali tam ludzie bogaci oraz rodzina królewska. Ludzie, których nie było stać na mieszkanie na Wyspie mieszkali tu, w Wioskach Biednych. Miejscu wiecznie patrolowanym przez oddziały Widzących.
Kim byli Widzący? Byli to ludzie, czy raczej żołnierze, którzy byli pozbawieni większości cech ludzkich, potrafiący dostrzec choćby najmniejszą cząstkę magii w żyjącej istocie. Każde stworzenie, które miało w sobie magię zostało zabierane na przesłuchanie do Cesarstwa i już nigdy nie wracało.
Dziewczyna ubrała się pospiesznie i rozczesując włosy zbiegła na dół, gdzie zastała syto zastawiony stół. Jej rodzina nie narzekała na brak jedzenia ani wody. W niektórych Wioskach Biednych wysuniętych bardziej na północny-wschód ludzie nie mieli tyle szczęścia. Głodowali, umierali z pragnienia lub wyziębienia, a Cesarz nic sobie z tego nie robił. Obchodziły go tylko dwie rzeczy: władza i pieniądze.
-Dzień dobry.- powiedział wysoki, szczupły mężczyzna o czarnych włosach i piwnych oczach poruszający się o kulach. Na lewej nodze miał ciasno zawinięty bandaż miejscami zaplamiony krwią.
-Dzień dobry, ojcze.- odpowiedziała białowłosa siadając obok niego przy stole.
Z niewiadomych przyczyn czuła, że Tristana coś martwi. Siedział cicho ze wzrokiem skupionym na pustym talerzu. Na jego czole pojawiło się kilka lekkich zmarszczek. Czuła jego zdenerwowanie. Słyszała, jak jego serce szybko bije. Słyszała pulsującą w jego żyłach krew. Widziała kropelkę potu powoli spływającą po jego skroni. Coś było nie tak, coś musiało się wydarzyć.
Nagle do pomieszczenia wpadła Ginewra z przerażeniem malującym się na twarzy.
-Widzący.- rzuciła tylko i usiadła przy stole.
Biały lis, który cały czas siedział za kominkiem nagle rozpłynął się w powietrzu pozostawiając po sobie smugi białej mgły. Angel nie rozumiała o co chodzi. Przecież nie mieli nic do ukrycia. No może oprócz Nixa, ale on zawsze uciekał zanim którykolwiek strażnik go zobaczył. Czemu więc wszyscy byli tacy spięci?
-Angel, dziecko.- zaczęła matka patrząc na nią z troską.- Dzisiaj kończysz siedemnaście lat... To chyba czas, żeby...
-Ginewro!- przerwał jej warknięciem mężczyzna.- Nie teraz, nie tutaj...
-A kiedy, Tristanie?- syknęła w jego stronę patrząc z troską na córkę.- Musimy jej o tym powiedzieć teraz, zanim ta banda oprychów tutaj dotrze.
-No dobrze...- westchnął brunet po chwili zastanowienia wspierając podbródek na wewnętrznej stronie dłoni.
-Ale... O co chodzi?- jęknęła Angel patrząc na nich z przerażeniem. Nigdy nie byli tacy poważni.- Mamo? Tato? O co chodzi?
-Nie jestem twoją matką...- powiedziała Ginewra z powagą obdarzając dziewczynę smutnym uśmiechem.- Jesteś dzieckiem demona...
W momencie, w którym wypowiedziała te słowa rozległo się głośne pukanie do drzwi. Widzący przybyli ją zabrać do Cesarza.
Kim byli Widzący? Byli to ludzie, czy raczej żołnierze, którzy byli pozbawieni większości cech ludzkich, potrafiący dostrzec choćby najmniejszą cząstkę magii w żyjącej istocie. Każde stworzenie, które miało w sobie magię zostało zabierane na przesłuchanie do Cesarstwa i już nigdy nie wracało.
Dziewczyna ubrała się pospiesznie i rozczesując włosy zbiegła na dół, gdzie zastała syto zastawiony stół. Jej rodzina nie narzekała na brak jedzenia ani wody. W niektórych Wioskach Biednych wysuniętych bardziej na północny-wschód ludzie nie mieli tyle szczęścia. Głodowali, umierali z pragnienia lub wyziębienia, a Cesarz nic sobie z tego nie robił. Obchodziły go tylko dwie rzeczy: władza i pieniądze.
-Dzień dobry.- powiedział wysoki, szczupły mężczyzna o czarnych włosach i piwnych oczach poruszający się o kulach. Na lewej nodze miał ciasno zawinięty bandaż miejscami zaplamiony krwią.
-Dzień dobry, ojcze.- odpowiedziała białowłosa siadając obok niego przy stole.
Z niewiadomych przyczyn czuła, że Tristana coś martwi. Siedział cicho ze wzrokiem skupionym na pustym talerzu. Na jego czole pojawiło się kilka lekkich zmarszczek. Czuła jego zdenerwowanie. Słyszała, jak jego serce szybko bije. Słyszała pulsującą w jego żyłach krew. Widziała kropelkę potu powoli spływającą po jego skroni. Coś było nie tak, coś musiało się wydarzyć.
Nagle do pomieszczenia wpadła Ginewra z przerażeniem malującym się na twarzy.
-Widzący.- rzuciła tylko i usiadła przy stole.
Biały lis, który cały czas siedział za kominkiem nagle rozpłynął się w powietrzu pozostawiając po sobie smugi białej mgły. Angel nie rozumiała o co chodzi. Przecież nie mieli nic do ukrycia. No może oprócz Nixa, ale on zawsze uciekał zanim którykolwiek strażnik go zobaczył. Czemu więc wszyscy byli tacy spięci?
-Angel, dziecko.- zaczęła matka patrząc na nią z troską.- Dzisiaj kończysz siedemnaście lat... To chyba czas, żeby...
-Ginewro!- przerwał jej warknięciem mężczyzna.- Nie teraz, nie tutaj...
-A kiedy, Tristanie?- syknęła w jego stronę patrząc z troską na córkę.- Musimy jej o tym powiedzieć teraz, zanim ta banda oprychów tutaj dotrze.
-No dobrze...- westchnął brunet po chwili zastanowienia wspierając podbródek na wewnętrznej stronie dłoni.
-Ale... O co chodzi?- jęknęła Angel patrząc na nich z przerażeniem. Nigdy nie byli tacy poważni.- Mamo? Tato? O co chodzi?
-Nie jestem twoją matką...- powiedziała Ginewra z powagą obdarzając dziewczynę smutnym uśmiechem.- Jesteś dzieckiem demona...
W momencie, w którym wypowiedziała te słowa rozległo się głośne pukanie do drzwi. Widzący przybyli ją zabrać do Cesarza.
czwartek, 24 kwietnia 2014
I. Las
Wybaczcie mi moją długą nieobecność, ale... spędzam ostatnio sporo czasu (praktycznie całe dnie xd ) z chłopakiem i nie miałam jakoś weny na pisanie xd Ale teraz wstawię wam krótki rozdział :3 Następnym razem dodam coś dłuższego :D
Wiatr był dzisiaj nadzwyczajnie delikatny. Zwierząt nie płoszył więc zbytnio zapach bezszelestnie poruszającego się oddziału Widzących. Ich stopy ledwie dotykały ziemi, gdy jak czarna mgła sunęli między pniami drzew. Kogo ścigają tym razem?, pomyślała dziewczyna o białych włosach chowająca się w starym konarze. Jej błękitne oczy bacznie przyglądały się uzbrojonym po zęby ludzi Cesarstwa.
-Ktoś znowu wydał któregoś z mieszańców...- usłyszała za sobą cichy, męski szept. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że głos należy do białego, puchatego lisa.
-Wiem.- mruknęła Angel przyciskając się do wewnętrznej strony powalonego, pustego pnia drzewa obserwując znikających żołnierzy przez niewielki otwór.- Ale po co im tyle broni?
-Nie wiem, może to silna istota?- wymruczał lis wpychając się pod ugięte w kolanach nogi dziewczyny.- Może to demon?
-Demony nie istnieją, Nix.- ucięła krótko białowłosa w pośpiechu przyczepiając do pasa nóż i zarzucając łuk na ramię.- To tylko bajki.
-Ty tak uważasz.- zachichotało zwierzę wpijając w nią swoje złote ślepia.- Myślisz, że skąd pochodzą istoty paranormalne takie jak ja? Myślisz, że zwierzęta umiały mówić zanim nastąpiła Wielka Zagłada w 2122 roku? My wszyscy jesteśmy potomkami demonów- ludzi, którzy zawarli pakt z Diabłem, żeby przeżyć. Ludzi, którzy stracili wiarę w Boga.
-Przestań tyle gadać, zapchlony futrzaku.- syknęła Angel wybiegając z pnia i kierując się pędem w stronę wioski. Musiała zdążyć przed patrolem. Musiała, bo inaczej zostałaby osądzona o pakty ze "złymi duchami".
Jak na złość ta biała kupa futra musiała za nią biec rżąc na cały las jak koń. Ona już go kiedyś urządzi. Będzie z niego piękny szalik dla matki albo czapka dla ojca. Białe futro idealnie nadawałoby się też na rękawiczki.
W końcu zdyszana dziewczyna wpadła do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Niestety przebiegłe zwierzę weszło do środka przez otwarte okno, którego nikt nie raczył wcześniej zamknąć. Wydając z siebie westchnienie irytacji ruszyła szybkim krokiem do kuchni rzucając na stół cztery zające i jednego bażanta.
-Przyniosłam obiad.- mruknęła kątem oka obserwując lisa, który bawił się jak nigdy dotąd obserwując ją zza kominka.
Wysoka kobieta o smukłej sylwetce spojrzała na córkę dużymi, pełnymi obaw, zielonymi oczami. Zawsze tak na nią patrzyła, gdy wracała z polowania. Bała się, że stanie się z nią to, co z jej mężem, że wpadnie w zastawione uprzednio przez kogoś sidła i zostanie kaleką do końca życia lub, co gorsza, zostanie schwytana przez jeden z patrolujących okolicę oddziałów Widzących i zabrana na Łowy.
-Nic mi nie jest, matko.- zaśmiała się cicho białowłosa całując szatynkę w blady policzek. Z tej odległości dokładnie widziała wory pod jej oczami i zmęczenie malujące się na jej twarzy.- Ale ty powinnaś trochę odpocząć, zdecydowanie za dużo pracujesz...
-Nic mi nie będzie, Angel.- zaświergotała kobieta uśmiechając się najradośniej jak tylko potrafiła.
Myślisz, że przekona mnie twój fałszywy uśmiech?, pomyślała dziewczyna, ale dała za wygraną.
-Jak twoje zdrowie, Ginewro?- wymruczał Nix przeciągając się leniwie. Kobieta spojrzała na niego z czułością i powolnym krokiem zbliżyła się w stronę zwierzęcia, po czym wyciągnęła dłoń w jego stronę i zaczęła gładzić jedwabiste futro na jego głowie.
-Nie potrzebuję już twojej pomocy, Nix.- powiedziała kobieta lekko mrużąc oczy.- Zrobiłeś już dla mnie wystarczająco wiele.
Lis rzucił krótkie spojrzenie Angel i spojrzał na Ginewrę ze zmartwieniem, kładąc uszy po sobie. Westchnął ciężko i lekko poruszył kilka razy ogonem.
-Niestety nie zrobiłem wystarczająco wiele, by ją ochronić...
~*~
Wiatr był dzisiaj nadzwyczajnie delikatny. Zwierząt nie płoszył więc zbytnio zapach bezszelestnie poruszającego się oddziału Widzących. Ich stopy ledwie dotykały ziemi, gdy jak czarna mgła sunęli między pniami drzew. Kogo ścigają tym razem?, pomyślała dziewczyna o białych włosach chowająca się w starym konarze. Jej błękitne oczy bacznie przyglądały się uzbrojonym po zęby ludzi Cesarstwa.
-Ktoś znowu wydał któregoś z mieszańców...- usłyszała za sobą cichy, męski szept. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że głos należy do białego, puchatego lisa.
-Wiem.- mruknęła Angel przyciskając się do wewnętrznej strony powalonego, pustego pnia drzewa obserwując znikających żołnierzy przez niewielki otwór.- Ale po co im tyle broni?
-Nie wiem, może to silna istota?- wymruczał lis wpychając się pod ugięte w kolanach nogi dziewczyny.- Może to demon?
-Demony nie istnieją, Nix.- ucięła krótko białowłosa w pośpiechu przyczepiając do pasa nóż i zarzucając łuk na ramię.- To tylko bajki.
-Ty tak uważasz.- zachichotało zwierzę wpijając w nią swoje złote ślepia.- Myślisz, że skąd pochodzą istoty paranormalne takie jak ja? Myślisz, że zwierzęta umiały mówić zanim nastąpiła Wielka Zagłada w 2122 roku? My wszyscy jesteśmy potomkami demonów- ludzi, którzy zawarli pakt z Diabłem, żeby przeżyć. Ludzi, którzy stracili wiarę w Boga.
-Przestań tyle gadać, zapchlony futrzaku.- syknęła Angel wybiegając z pnia i kierując się pędem w stronę wioski. Musiała zdążyć przed patrolem. Musiała, bo inaczej zostałaby osądzona o pakty ze "złymi duchami".
Jak na złość ta biała kupa futra musiała za nią biec rżąc na cały las jak koń. Ona już go kiedyś urządzi. Będzie z niego piękny szalik dla matki albo czapka dla ojca. Białe futro idealnie nadawałoby się też na rękawiczki.
W końcu zdyszana dziewczyna wpadła do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Niestety przebiegłe zwierzę weszło do środka przez otwarte okno, którego nikt nie raczył wcześniej zamknąć. Wydając z siebie westchnienie irytacji ruszyła szybkim krokiem do kuchni rzucając na stół cztery zające i jednego bażanta.
-Przyniosłam obiad.- mruknęła kątem oka obserwując lisa, który bawił się jak nigdy dotąd obserwując ją zza kominka.
Wysoka kobieta o smukłej sylwetce spojrzała na córkę dużymi, pełnymi obaw, zielonymi oczami. Zawsze tak na nią patrzyła, gdy wracała z polowania. Bała się, że stanie się z nią to, co z jej mężem, że wpadnie w zastawione uprzednio przez kogoś sidła i zostanie kaleką do końca życia lub, co gorsza, zostanie schwytana przez jeden z patrolujących okolicę oddziałów Widzących i zabrana na Łowy.
-Nic mi nie jest, matko.- zaśmiała się cicho białowłosa całując szatynkę w blady policzek. Z tej odległości dokładnie widziała wory pod jej oczami i zmęczenie malujące się na jej twarzy.- Ale ty powinnaś trochę odpocząć, zdecydowanie za dużo pracujesz...
-Nic mi nie będzie, Angel.- zaświergotała kobieta uśmiechając się najradośniej jak tylko potrafiła.
Myślisz, że przekona mnie twój fałszywy uśmiech?, pomyślała dziewczyna, ale dała za wygraną.
-Jak twoje zdrowie, Ginewro?- wymruczał Nix przeciągając się leniwie. Kobieta spojrzała na niego z czułością i powolnym krokiem zbliżyła się w stronę zwierzęcia, po czym wyciągnęła dłoń w jego stronę i zaczęła gładzić jedwabiste futro na jego głowie.
-Nie potrzebuję już twojej pomocy, Nix.- powiedziała kobieta lekko mrużąc oczy.- Zrobiłeś już dla mnie wystarczająco wiele.
Lis rzucił krótkie spojrzenie Angel i spojrzał na Ginewrę ze zmartwieniem, kładąc uszy po sobie. Westchnął ciężko i lekko poruszył kilka razy ogonem.
-Niestety nie zrobiłem wystarczająco wiele, by ją ochronić...
piątek, 21 lutego 2014
~INFO~ | Prolog :>
Moje kochanie kicie i kociaki~ <3 Wybaczcie mi moją dość długą nieobecność (sporo, naprawdę sporo problemów w życiu prywatnym... >.< ), ale od teraz postanowiłam częściej dodawać nowe posty na blogu. :D
Mam już dla was przygotowane nowe opowiadanie, które obiecałam wam wcześniej. ;3 "Łowca" będzie moją 3 historią "romans-fantasy". :D
Teraz mam dla was tylko taki bardzo krótki prolog ;3
~*~
-Mamo?
-Tak?
-Czy Niebo naprawdę istnieje?
-Oczywiście kochanie.
-A znajdzie się tam miejsce dla kogoś takiego jak ja?
Kobieta zatrzymała się zaskoczona na środku pokoju i spojrzała przeciągle na dziewczynkę. Jej zielone oczy były pełne zmartwienia, a rubinowe usta utworzyły cienką linię. Prawa dłoń, w której trzymała świecę, lekko zadrżała rzucając poświatę na jej piękną, bladą twarz. Wolną ręką poprawiła wysoko upięty kok i podeszła do dziewczynki lekko dotykając jej białych włosów.
-To, że jesteś inna niż wszyscy nie znaczy, że w Niebie nie ma dla ciebie miejsca.- powiedziała szatynka przyciszonym głosem. Dziecko słuchało jej z uwagą wlepiając w nią swoje duże, błękitne ślepia.- To, czy znajdziesz się w Niebie zależy tylko od ciebie, Angel.
czwartek, 6 lutego 2014
Rozdział 6
Może zacznę od czegoś, co napisałam jaki czas temu X3 Jeśli możecie to napiszcie mi, co o tym myślicie:
Kolejny
dzień przepełniony moim fałszywym śmiechem, moimi uśmiechami
pełnymi udawanej radości. Nie chciałem, żeby ktokolwiek pieprzył
mi głupoty typu: "Wszystko będzie dobrze", więc musiałem
udawać najszczęśliwszego człowieka na Ziemi. Zawsze uśmiechnięty,
zawsze pomagał innym, nigdy się nie denerwował ani nie okazywał
słabości. Właśnie za takiego mnie uważano. Nikt nie wiedział,
jak było naprawdę. Nikt nie wiedział, jak bardzo cierpię w tym
chorym świecie, w którym pieniądze są ważniejsze niż własne
życie, a miłość można było kupić.
Przechodząc przez ulicę kątem oka spojrzałem na zatrzymujące
się samochody. Mógł jechać dalej, pomyślałem usuwając się
pojazdom z drogi. Już dawno straciłem sens życia. Teraz byłem już
tylko zniszczoną od środka lalką. Nawet moja żona wierzyła w to,
że byłem szczęśliwy. Kiedyś potrafiła zauważyć, kiedy czułem
się źle. Teraz tylko zwracała uwagę na własny wygląd, żeby jej
kochanek miał co oglądać. Wiedziałem, że nie jest ze mną do
końca szczera. Wiedziałem, że ma kogoś na boku.
Mam tego dość. Te trzy słowa zahuczały w mojej głowie, gdy
zamknąłem za sobą drzwi mieszkania. Zszedłem do piwnicy i
uniosłem głowę do góry widząc wystający z sufitu hak. Kiedyś
wisiały na nim jakieś ozdoby. Stanąłem na krześle zawieszając
na nim uprzednio wyciągniętą ze schowka linę. Zrobiłem pętlę i
zarzuciłem ją sobie na szyję patrząc w dół.
Bo niby co było w tym trudnego? Wystarczyło tylko zeskoczyć z
tego krzesła i poczekać aż lina zaciśnie się na mojej szyi, a
świat przestanie istnieć. Wziąłem głęboki wdech, który miał
być moim ostatnim i zeskoczyłem z krzesła czując jak sznur
boleśnie zaciska się na moim gardle blokując dopływ powietrza do
moich płuc. Nie walczyłem z tym. Wiedziałem, że to już koniec.
Kątem oka zdążyłem jeszcze zauważyć wbiegającą do piwnicy
żonę, gdy świat przesłoniła mi ciemność.
Tak więc... Zapraszam do czytania ostatniego rozdziału tego krótkiego opowiadania ;3
~*~
Leżałam na pryczy, gdy nagle obudził mnie dźwięk syren policyjnych. Nie wierzę... Jednak ktoś nam pomoże! Poderwałam się z łóżka, ale silne ramię Liama znowu pociągnęło mnie w dół.
-Leż spokojnie.- mruknął mi do ucha przyciągając mnie tak blisko siebie, że czułam na szyi jego oddech. Po chwili jego usta delikatnie musnęły moje obojczyki wywołując na moim ciele dreszcze.
-L-Liam?- jęknęłam starając się ukryć podniecenie. Nie chciałam, żeby przestawał, ale bałam się, co mogłoby nastąpić później.
Chłopak nic nie mówiąc wsunął jedną dłoń pod moją koszulkę i ułożył ją między moimi łopatkami przyciągając mnie bliżej siebie i całując moją szyję. Kurczowo chwyciłam się jego ramion.
-Twoi rodzice mogą mi nie wybaczyć... Mogą mi nie wybaczyć tego, że nie potrafiłem ci wtedy pomóc...- wyszeptał w końcu chłopak chowając twarz w moich włosach. Bez słowa go przytuliłam.- Mogą ci zabronić spotykania się ze mną...
-Nie obchodzi mnie to...- mruknęłam delikatnie muskając ustami ucho chłopaka.- Nie potrafię bez ciebie żyć...
Czułam, jak chłopak przyciąga mnie bliżej siebie starając się opanować targające nim emocje. Delikatnie gładziłam go po włosach słysząc zbliżające się kroki i głośne krzyki policjantów. Drzwi celi otworzyły się z hukiem i oboje zostaliśmy wyciągnięci z pomieszczenia. Ostatnie, co pamiętam to zapłakane twarze rodziców i zamykające się drzwi karetki.
Byliśmy porządnie odwodnieni i osłabieni, ale po kilku dniach mogliśmy opuścić szpital. Liam miał rację, rodzice nie chcieli, żebym się z nim widywała, ale nie miałam zamiaru dawać za wygraną. Pewnego wieczoru zaprosiłam chłopaka do siebie. Nie wydali się tym zbytnio uradowani, ale bez słowa usiedli z nami w pokoju dziennym.
Usiadłam obok bruneta i chwyciłam jego silną dłoń splatając nasze palce. Na twarzach rodziców pojawiły się grymasy niezadowolenia, ale nie zwracałam na nie uwagi i zaczęłam mówić.
-Mamo, tato... Zapomnijcie o tym, co stało się w przeszłości. Kocham Liama i nie potrafię bez niego żyć, czy się to wam podoba, czy nie.
Oboje spojrzeli na mnie z kamiennymi twarzami biorąc głęboki wdech i wydech.
-No dobrze..- mruknęli w końcu, a ja rzuciłam się Liamowi na szyję.
-Twoi rodzice mogą mi nie wybaczyć... Mogą mi nie wybaczyć tego, że nie potrafiłem ci wtedy pomóc...- wyszeptał w końcu chłopak chowając twarz w moich włosach. Bez słowa go przytuliłam.- Mogą ci zabronić spotykania się ze mną...
-Nie obchodzi mnie to...- mruknęłam delikatnie muskając ustami ucho chłopaka.- Nie potrafię bez ciebie żyć...
Czułam, jak chłopak przyciąga mnie bliżej siebie starając się opanować targające nim emocje. Delikatnie gładziłam go po włosach słysząc zbliżające się kroki i głośne krzyki policjantów. Drzwi celi otworzyły się z hukiem i oboje zostaliśmy wyciągnięci z pomieszczenia. Ostatnie, co pamiętam to zapłakane twarze rodziców i zamykające się drzwi karetki.
Byliśmy porządnie odwodnieni i osłabieni, ale po kilku dniach mogliśmy opuścić szpital. Liam miał rację, rodzice nie chcieli, żebym się z nim widywała, ale nie miałam zamiaru dawać za wygraną. Pewnego wieczoru zaprosiłam chłopaka do siebie. Nie wydali się tym zbytnio uradowani, ale bez słowa usiedli z nami w pokoju dziennym.
Usiadłam obok bruneta i chwyciłam jego silną dłoń splatając nasze palce. Na twarzach rodziców pojawiły się grymasy niezadowolenia, ale nie zwracałam na nie uwagi i zaczęłam mówić.
-Mamo, tato... Zapomnijcie o tym, co stało się w przeszłości. Kocham Liama i nie potrafię bez niego żyć, czy się to wam podoba, czy nie.
Oboje spojrzeli na mnie z kamiennymi twarzami biorąc głęboki wdech i wydech.
-No dobrze..- mruknęli w końcu, a ja rzuciłam się Liamowi na szyję.
czwartek, 2 stycznia 2014
Rozdział 5
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na kolejny rozdział, ale ostatnio tyle się wydarzyło w moim życiu, że masakra~ >w<
Szczęśliwego Nowego Roku~ <3
...I przepraszam za tak krótki rozdział... ;-;
Czyjeś szorstkie dłonie odciągnęły mnie od wściekłego Liama. Chłopak wyglądał jakby zaraz miał się rzucić na osobę, która mnie od niego zabrała.
Szczęśliwego Nowego Roku~ <3
...I przepraszam za tak krótki rozdział... ;-;
~*~
Czyjeś szorstkie dłonie odciągnęły mnie od wściekłego Liama. Chłopak wyglądał jakby zaraz miał się rzucić na osobę, która mnie od niego zabrała.
-Nie ruszaj się, a będzie mniej bolało.- wycharczał mi do ucha mężczyzna. Czułam jak jego obrzydliwe łapy ześlizgują się w dół mojej talii. Widziałam wściekłość w oczach Liama, który gwałtownie poderwał się z pryczy i ruszył w stronę mężczyzny.- Nie tak szybko.- mruknął napastnik przykładając coś chłodnego do mojej skroni. Usłyszałam charakterystyczne kliknięcie i skamieniałam. To była broń.
Brunet zatrzymał się gwałtownie wbijając wzrok w metalowy przedmiot. Bał się. Widziałam to w jego oczach.
-Zostaw ją.- warknął nagle chłopak.- Możecie ze mną zrobić cokolwiek chcecie, ale nie krzywdźcie jej.
Chciałam się wyrwać i podbiec do Liama. Chciałam znowu poczuć się bezpieczna, ale strach mnie paraliżował.
Chciałam się wyrwać i podbiec do Liama. Chciałam znowu poczuć się bezpieczna, ale strach mnie paraliżował.
-Odważny chłopak.- zarechotał mężczyzna popychając mnie gwałtownie na ziemię.
Uderzyłam skronią o chłodną ziemię i wydałam z siebie syk bólu. Brunet padł przy mnie na kolana i przyciągnął mnie blisko siebie zasłaniając mnie własnym ciałem. Kurczowo chwyciłam się jego koszulki i schowałam twarz w zagięciu jego szyi.
-Żałosne.- prychnął mężczyzna ponownie opuszczając pomieszczenie.
-Ej... Nie płacz... Wszystko będzie dobrze...- szepnął Liam patrząc w moje oczy ze zmartwieniem. Zaskoczona dotknęłam dłonią policzka, który był wilgotny. Chłopak delikatnie otarł moje łzy kciukiem. To uczucie było przyjemne i zaskakująco znajome.
-Kiedyś jak się pokłóciliśmy...- wyszeptałam nie panując na własnym głosem.- To zrobiłeś to samo. Otarłeś moje łzy i przytuliłeś mnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze...
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i uśmiechnął się delikatnie. Błękitnooki pochylił się nade mną i musnął wargami moje czoło. Poczułam jak fala ciepła rozchodzi się po moim ciele i jeszcze mocniej chwyciłam jego koszulkę.
-Kocham cię, Nina.- mruknął mi chłopak do ucha.
Szeroko otworzyłam oczy, gdy zalała mnie fala wspomnień. Ja i Liam siedzący nad jeziorem i śmiejący się z jakiegoś żartu, całujący się na jednym z mostów, obejmujący się i z uśmiechem witający Nowy Rok... Ostatnie wspomnienie było najgorsze... Twarz Liama wykrzywiona bólem i strachem, po której powoli spływały łzy, gdy kilku mężczyzn wnosiło mnie do karetki.
-Kocham cię, Liam.- szepnęłam patrząc w jego błękitne oczy.- Już wszystko pamiętam.- rzuciłam mu się na szyję pozbawiając go równowagi przez co oboje upadliśmy na ziemię zanosząc się śmiechem.
-Tak się cieszę, że wszystko pamiętasz...- wymruczał mi chłopak do ucha wplatając palce w moje włosy.- Tęskniłem za tobą...
-Ważne, że już wszystko pamiętam.- uśmiechnęłam się kładąc dłonie na jego policzkach i namiętnie go całując.
Czułam łzy spływające po moich policzkach, ale nie przejęłam się tym. Miałam przy sobie osobę, która była całym moim światem. Pozostawało jedak kilka problemów- jak wydostać się z tego piekła, kim byli ludzie, którzy nas porwali i czego od nas chcieli?
Uderzyłam skronią o chłodną ziemię i wydałam z siebie syk bólu. Brunet padł przy mnie na kolana i przyciągnął mnie blisko siebie zasłaniając mnie własnym ciałem. Kurczowo chwyciłam się jego koszulki i schowałam twarz w zagięciu jego szyi.
-Żałosne.- prychnął mężczyzna ponownie opuszczając pomieszczenie.
-Ej... Nie płacz... Wszystko będzie dobrze...- szepnął Liam patrząc w moje oczy ze zmartwieniem. Zaskoczona dotknęłam dłonią policzka, który był wilgotny. Chłopak delikatnie otarł moje łzy kciukiem. To uczucie było przyjemne i zaskakująco znajome.
-Kiedyś jak się pokłóciliśmy...- wyszeptałam nie panując na własnym głosem.- To zrobiłeś to samo. Otarłeś moje łzy i przytuliłeś mnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze...
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i uśmiechnął się delikatnie. Błękitnooki pochylił się nade mną i musnął wargami moje czoło. Poczułam jak fala ciepła rozchodzi się po moim ciele i jeszcze mocniej chwyciłam jego koszulkę.
-Kocham cię, Nina.- mruknął mi chłopak do ucha.
Szeroko otworzyłam oczy, gdy zalała mnie fala wspomnień. Ja i Liam siedzący nad jeziorem i śmiejący się z jakiegoś żartu, całujący się na jednym z mostów, obejmujący się i z uśmiechem witający Nowy Rok... Ostatnie wspomnienie było najgorsze... Twarz Liama wykrzywiona bólem i strachem, po której powoli spływały łzy, gdy kilku mężczyzn wnosiło mnie do karetki.
-Kocham cię, Liam.- szepnęłam patrząc w jego błękitne oczy.- Już wszystko pamiętam.- rzuciłam mu się na szyję pozbawiając go równowagi przez co oboje upadliśmy na ziemię zanosząc się śmiechem.
-Tak się cieszę, że wszystko pamiętasz...- wymruczał mi chłopak do ucha wplatając palce w moje włosy.- Tęskniłem za tobą...
-Ważne, że już wszystko pamiętam.- uśmiechnęłam się kładąc dłonie na jego policzkach i namiętnie go całując.
Czułam łzy spływające po moich policzkach, ale nie przejęłam się tym. Miałam przy sobie osobę, która była całym moim światem. Pozostawało jedak kilka problemów- jak wydostać się z tego piekła, kim byli ludzie, którzy nas porwali i czego od nas chcieli?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)