sobota, 12 września 2015

Rozdział I (cz.1)

Ogłoszenia parafialne!
1. Rozdziały będę dzielić na części, bo piszę opowiadanie pod kątem druku. (Nie, nie wydaję książki. Kto by chciał taki szajs wydrukować? xd) Będę je dzielić na 2, czasem 3 części. :)
2. Wiem, miałam wstawiać rozdziały regularnie, ale jest początek roku szkolnego, a liceum nie zna litości. ;___;
3. W najbliższym czasie zorganizuję mały konkurs na opowiadanie! :3 Zwycięska historia zostanie opublikowana na moim blogu. ^^ Szczegóły już wkrótce!

~*~


Przytargałam go do tego hotelu podając go za mojego narzeczonego, który za dużo wypił na wieczornej imprezie u znajomych. Mężczyzna z recepcji pomógł mi go wnieść do pokoju, za co niezmiernie mu dziękowałam, bo, mimo mojej siły, wleczenie za sobą o ponad głowę wyższego ode mnie i umięśnionego faceta nie należało do zajęć łatwych i przyjemnych. Razem z recepcjonistą położyliśmy go na dwuosobowym łóżku, po czym mężczyzna pożegnał się z uśmiechem, życząc mi dobrej nocy. W końcu mogłam się lepiej przyjrzeć osobie, którą poniekąd uratowałam.
Wpadające przez okno światło księżyca oświetlało jego twarz. Musiałam przyznać, że był przystojniejszy niż jakikolwiek facet, którego kiedykolwiek spotkałam. Miał mocno zarysowaną linię szczęki i kości policzkowych. Włosy krótsze po bokach, a dłuższe na górze sprawiały, że wyglądał dość młodo. Mimowolnie przejechałam dłonią po jego policzku. Skórę miał miękką i delikatną...
Dość tego dobrego, zbeształam się w myślach, odsuwając się od chłopaka i kierując się w stronę jego nóg. Delikatnie zdjęłam mu buty i zabrałam się za kurtkę, gdy jego powieki zaczęły się delikatnie unosić. Odskoczyłam od niego jak poparzona, wyczekując jakiejś reakcji z jego strony.
-Gdzie ja jestem..?- wybełkotał, powoli się podnosząc.
W pokoju hotelowym nie było zbyt wielu kryjówek, więc stałam w cieniu jak posąg mając nadzieję, że mnie nie zauważy. Jego zielone oczy rozejrzały się powoli po pokoju i przez chwilę miałam wrażenie, że patrzą wprost na mnie. Niestety, nie myliłam się.
-Kto tam jest?- zapytał słabym głosem.
Westchnęłam ciężko, ale nie ruszyłam się ani na krok.
-Ktoś, kto ci pomógł. Nie musisz znać ani mojej twarzy, ani mojego imienia.- powiedziałam twardo.
-Ty jesteś tą kobietą, która mnie wyciągnęła z klubu? Tą która mówiła, że chce mnie zabić?- zapytał, podnosząc się z łóżka. W jego oczach dostrzegłam lekki cień strachu, gdy stawiał kolejne kroki w moją stronę.
-Nie.- odpowiedziałam na jego pytanie, gdy stanął tak blisko, że wystarczyłoby wyciągnąć rękę, aby go dotknąć.- I nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Jestem tutaj, żeby ci pomóc.
Patrzyłam z uwagą na jego twarz, która dalej była w zasięgu światła księżyca. Nagle chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę i uśmiechnął się delikatnie.
-Więc nie bój się i wyjdź z tego cienia.
-Nie boję się.- prychnęłam, patrząc na jego dużą, silną dłoń.
-To dlaczego się chowasz?- zapytał, próbując dostrzec choć zarys mojej sylwetki.
-Nie chowam się.- odpowiedziałam, podając mu swoją dłoń.
Co ja, do cholery, wyprawiam?! Ukrywam przed ESIP osobę, która może poważnie zaszkodzić naszemu Stowarzyszeniu, jeżeli zacznie opowiadać o tym, co go spotkało. Jeżeli tamta Czarna Wdowa powiedziała mu coś o świecie paranormalnym to powinnam go od razu odstawić do dowództwa, a zamiast tego bawię się w wielką bohaterkę. Przecież Czarne Wdowy uwielbiają straszyć swoje ofiary historiami o wampirach i wilkołakach, zanim jeszcze je zabiją. Brawo, Nika!
Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam wciągnięta w snop jasnego światła. Widziałam jak na jego twarzy pojawia się cała gama emocji od zdziwienia, przez zamyślenie, po rozbawienie.
-A więc taka ślicznotka została moim wybawcą?- zapytał z uśmiechem, chwytając delikatnie pasmo moich długich, prostych włosów w kolorze węgla i przeczesując je między palcami.
Czułam, jak uważnie przygląda się całej mojej postaci. Nie byłam zbyt wysoka, ale miałam za to sylwetkę, której pozazdrościłaby mi niejedna kobieta. To jednak nie ciało najbardziej go zaciekawiło.
-Nosisz soczewki?- zapytał, po chwili głębokiego wpatrywania się w moje krwistoczerwone tęczówki. Pokręciłam przecząco głową, przenosząc wzrok na nasze splecione dłonie. W porównaniu z jego dłonią moja ręka wydawała się taka drobna.- Przepraszam.- wybełkotał, rozluźniając uścisk. Niechętnie zabrałam dłoń i spojrzałam mu w oczy.
-Widzę, że już czujesz się lepiej. Nie będę ci już potrzebna.- powiedziałam, kierując się w stronę okna i otwierając je na oścież. Uśmiech aż cisnął mi się na usta, gdy poczułam przyjemny powiew wiatru na twarzy.- Masz opłaconą jedną noc tutaj, więc rano będziesz musiał wrócić do domu.- odwróciłam się, żeby po raz ostatni na niego spojrzeć.- I lepiej by było, gdybyś nikomu nie mówił ani o tamtej kobiecie, ani o mnie. Inaczej moja próba zapewnienia ci normalnego życia zakończy się niepowodzeniem.- zadowolona z siebie wskoczyłam na parapet, oceniając odległość od ziemi. Byliśmy na trzecim piętrze, mogło być gorzej.
-Nie idź.- usłyszałam za sobą cichy szept, a zaraz potem silne ramiona oplotły mnie w pasie.- Nic z tego nie rozumiem, nie wiem, co się stało, ale chcę się dowiedzieć. Czuję się jak bezbronny szczeniak, a przecież nie jestem słaby! Wytłumacz mi wszystko.
Zaskoczona pozwoliłam mu ściągnąć się z okna i posadzić na łóżku. W jego głosie nie było ani odrobiny rozpaczy, którą spodziewałam się w takiej sytuacji usłyszeć. Mówił to wszystko z żarem i zawziętością. Nie były to błagania małego dziecka, ale rozkaz dorosłego mężczyzny.
-Proszę.- wyszeptał, siadając w fotelu naprzeciwko mnie i patrząc mi głęboko w oczy. No to się wkopałam...
-Ale...- zaczęłam, lecz po chwili urwałam. Co ja mu mogę powiedzieć? „Przykro mi. Wiem, że przed kilkoma godzinami o mało nie zginąłeś z rąk, albo raczej odnóży Czarnej Wdowy, to taki rodzaj demona, ale nie mogę ci niczego powiedzieć.”? Przecież należą mu się jakieś wyjaśnienia.- No dobrze.- westchnęłam ciężko. Ech, robię się miękka...- Może najpierw mi chociaż powiesz jak się nazywasz?
-Dominik.- odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem.- A ty?
-Ja?- zapytałam zaskoczona. Rzadko mnie pytano o imię.- Nika...
-Piękne imię. Miło mi cię poznać.
Patrzyłam na niego zdezorientowana. Co jest nie tak z tym chłopakiem?
-Nie przerażają cię moje oczy? Nie chcesz mnie wypytywać co to była za kobieta? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego chciała cię zabić? Nie boisz się, że też mogę cię w każdej chwili zabić?- rzucałam pytaniami, które tak bardzo zaprzątały mi głowę, nie odrywając oczu od jego twarzy.
-Gdybyś chciała mnie zabić, już dawno byś to zrobiła.- powiedział, wskazując na przytwierdzony do mojego pasa miecz.- Widzę, że masz do tego odpowiedni sprzęt.
Teraz to dopiero mnie zaskoczył. On widział moją broń? Przecież żaden śmiertelnik nie był w stanie jej zobaczyć. Przecież na każdą broń wydawaną Agentom przez ESIP są nakładane zaklęcia maskujące. Coraz bardziej mi się to nie podoba...
-Jakim cudem to widzisz?- warknęłam, podchodząc do niego tak blisko, że nasze oddechy się mieszały.- Czym ty jesteś?- syknęłam patrząc mu głęboko w oczy.
Nie wyczuwałam żadnej paranormalnej energii. To był zwykły człowiek, więc jakim cudem mógł przejrzeć te zaklęcia? Może straciły już swoją moc? Nie, to niemożliwe. Przecież mężczyzna z recepcji niczego nie zauważył.
-Jak to „czym”?- oburzył się Dominik.- Człowiekiem, tak samo jak ty!
-Pudło.- odpowiedziałam, nie odsuwając się od niego ani na milimetr.- Ja nie jestem człowiekiem.
-To nie jest zabawne.- syknął chłopak, podrywając się z miejsca. Rzeczywiście był ode mnie o głowę wyższy, więc musiałam zadrzeć głowę do góry.- A teraz powiedz mi prawdę. Kim była ta kobieta?
-Prawdę? Chcesz znać prawdę? Ludzie nie są w stanie uwierzyć w coś, na co nie mają jakichkolwiek dowodów.- powiedziałam, podnosząc głos.
-Nie bądź tego taka pewna.- powiedział, jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami.- Nawet nie wiesz, jakie rzeczy widziałem przez te dziewiętnaście lat swojego życia.- wyszeptał mi wprost do ucha.
Był zdecydowanie zbyt blisko. Czułam wyraźnie zapach jego skóry. Słodki, czekoladowy, z nutką cynamonu. Mogłabym go teraz zabić jednym, płynnym ruchem. Nawet nie wiedział, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajduje.
Myślisz, że jak spróbujesz mnie uwieść, to powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć? Nie ze mną takie gierki, o nie!
-Igrasz z ogniem...- wymruczałam cicho i pchnęłam go z powrotem na fotel.- Może najpierw ty opowiesz mi coś o sobie?- mój głos nagle stał się chłodny, a twarz nie zdradzała żadnych emocji.
-Niby po co?- obruszył się, jakby ktoś właśnie kazał mu zrobić coś niesamowicie głupiego.
-W ten sposób będę mogła stwierdzić, czy rzeczywiście powinnam ci cokolwiek powiedzieć.
Jego twarz nagle stężała, a usta zacisnęły się w cienką linię. Z triumfalnym uśmiechem zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Na jego środku znajdowało się ogromne, dwuosobowe łóżko wykonane z ciemnego drewna. Obok łóżka, znajdował się przymocowany do ściany blat zrobiony z tego samego rodzaju drewna. Nie widziałam tu zbyt wielu mebli. Oprócz dużej szafy stały tu również dwa fotele z czerwonym obiciem i mała szafka nocna. Nie był to zbyt luksusowy hotel, ale znajdował się najbliżej starego magazynu, z którego kilka godzin temu uciekli. Gdybym została tam odrobinę dłużej i zaczekała na pojawienie się innych Agentów, to nie musiałabym teraz się z nim użerać. Wszystkim zajęłaby się Szefowa. Teraz już nie ma niestety odwrotu.
-Gdy miałem pięć lat, jechaliśmy z rodzicami i starszym bratem do mojej babci.- zaczął mówić Dominik. Wzrok miał utkwiony w splecione nerwowo dłonie. Usiadłam na drugim z foteli, wsłuchując się w to, co miał mi do powiedzenia.- Wyjechaliśmy późnym wieczorem, chcąc dojechać na miejsce z samego rana. Droga była zupełnie pusta. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, gdy nagle na drogę wpadło jakieś zwierzę. Było ogromne, wyższe nawet od naszego samochodu. Tata spanikował, próbował to wyminąć, ale wpadliśmy w poślizg. Dachowaliśmy. Ja jako jedyny nie straciłem przytomności. Pamiętam, jak ten stwór podszedł do naszego samochodu. Wyglądał jak ogromny wilk, ale zbliżał się do nas na tylnych łapach. Pazurami rozerwał pasy, którymi był przypięty mój brat i...- podniósł na mnie wzrok. Widziałam ból w jego oczach, przez który poczułam ukłucie w sercu.- Po prostu go pożarł. Widziałem na własne oczy, jak wilk wielkości konia pożera mojego brata w całości. Bałem się, ale ten strach mnie paraliżował. Nie mogłem się ruszyć. Nie wydałem z siebie żadnego dźwięku, patrząc jak pochłania ciało mojej mamy i mojego taty. Potem przyszła kolej na mnie. Gdy poczułem jego wielkie pazury, które łapią mnie w pasie, zacząłem się wić jak szalony. Krzyczałem, płakałem, próbowałem jakoś uciec.- jego wzrok dalej spoczywał na moich oczach, obserwując malujące się w nich emocje.- I wtedy zdarzył się cud. Coś odciągnęło ode mnie tego potwora, który zdążył jedynie pozostawić na moich plecach kilka głębokich zadrapań. Widziałem jak troje ludzi rzuca się na... to coś, rozszarpując mu gardło własnymi zębami. To jest ostatnie, co pamiętam. Po tym wszystkim obudziłem się w szpitalu, a przy moim łóżku siedziała zapłakana babcia.- nagle z jego oczu uleciały wszelkie emocje.- Do dziś noszę na plecach pamiątkę po tamtym stworze. Ciał mojej rodziny nigdy nie odnaleziono. Do moich osiemnastych urodzin byłem wychowywany przez dziadków. Od roku sam zarabiam na życie, mam własne mieszkanie, które zostało mi po rodzicach. Jakoś daję radę.- westchnął, rozsiadając się wygodnie w fotelu.- Może teraz twoja kolej, aby opowiedzieć mi coś o sobie?
-Ta istota, która cię zaatakowała...- zaczęłam, nie mogąc oderwać od niego wzroku.- To był wilkołak. Ci ludzie, którzy go zabili, to wampiry. Wiesz, że jeżeli powiem ci więcej, to już nigdy nie będziesz mógł żyć jak dawniej?
-Wiem.- odpowiedział bez chwili zastanowienia.- Chcę znać prawdę. Nawet jeśli to oznacza, że moje życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni.
Wzięłam głęboki wdech i wyjrzałam za okno, spoglądając na księżyc. Właśnie łamię jedną z zasad ESIP- nigdy nie zdradzaj istocie ludzkiej żadnych informacji o świecie paranormalnym. Od teraz będę musiała mieć tego chłopaka na oku. Dlaczego ja w to dalej brnę? Mogłabym go po prostu ogłuszyć i wyskoczyć przez okno.
-Kobieta, która próbowała cię dzisiaj zabić to Czarna Wdowa. Jeden z demonów niższego poziomu. Wabi mężczyzn, żeby potem wyjeść ich wnętrzności. Paskudne stworzenia, ale łatwo je zabić.- ponownie przeniosłam wzrok na jego skupioną twarz.- Jestem jedną z najmłodszych, ale i najbardziej skutecznych Agentów Europejskiego Stowarzyszenia Istot Paranormalnych, w skrócie ESIP. Nie powinieneś widzieć ani mojej broni, ani mojego naturalnego koloru oczu. Zostały na nie narzucone czary maskujące, którym podlegają ludzie. Nie wiem jak, ale na ciebie nie działają.- zaczęłam mu to wszystko opowiadać tak spokojnie, jakbym z nim rozmawiała o pogodzie. Dominik także nie okazywał zbyt wielu emocji. Jedyne, co udało mi się rozszyfrować z jego kamiennej twarzy to zainteresowanie i niedowierzanie.- Ja także jako dziecko nie miałam łatwo.- powiedziałam spokojnie. Nie, nie mów mu tego! Nikomu oprócz Szefowej o tym nie mówiłaś, więc czemu teraz masz to zmienić?!, zganiłam się w myślach, jednak to było silniejsze ode mnie. Czułam, jak jakaś niewidzialna siła każe mi się przed nim otworzyć, zwierzyć się ze wszystkiego, co w sobie tłumiłam przez te kilkanaście lat.- Nie pamiętam swoich rodziców. Zostali zamordowani przez jeden z klanów wampirów. Miałam wtedy niewiele ponad rok. Do czwartego roku życia znajdowałam się pod opieką ciotki, która była człowiekiem. Niestety, wtedy zaczęły się ujawniać moje paranormalne zdolności. Nie winię jej za to, że oddała mnie do domu dziecka. To normalne, że mógł ją przerazić widok małej dziewczynki, która w jednej chwili zmienia się w kota, a później wraca do swojej normalnej postaci.- uśmiechnęłam się mimowolnie na to wspomnienie. Nie ze szczęścia, ale z rozbawienia.- W placówce moje przemiany stawały się coraz częstsze, ale skutecznie udawało mi się je ukrywać. Do czasu, gdy przy wszystkich podopiecznych i większości pracowników, zamieniłam się w dorosłą lwicę. Tylko jedna kobieta nie panikowała na ten widok. Jak się później okazało, była ona czarownicą. To ona zawiadomiła ESIP o moim istnieniu. Od tamtej pory trenowałam, uczyłam się panować nad swoimi zdolnościami i wyruszałam na misje, aby odwdzięczyć się Szefowej za to, że się mną zaopiekowała. Jednak w przyszłym miesiącu skończę osiemnaście lat i mam prawo wyboru- albo zostanę w ESIP i będę żyła tak jak dawniej, albo na zawsze stamtąd odejdę. Nadal jestem niezwykle wdzięczna Stowarzyszeniu, ale coraz mniej mi się podoba praca egzekutora.- westchnęłam, opadając na oparcie fotela i patrząc w biały sufit.- Ta robota męczy i sprawia, że tracisz poczucie człowieczeństwa. Zabicie kogoś nie ma już dla mnie większego znaczenia. Wpisało się to w moją codzienność i nie przywiązuję do tego zbytniej wagi.
-Czym ty jesteś?- zapytał Dominik, lustrując uważnie moje ciało.
Spojrzałam na jego zmarszczone czoło i ściągnięte brwi. Jego usta były lekko rozwarte, a dłonie zaciśnięte w pięści. Czyżby się mnie bał?
-Jestem ostatnią na świecie zmiennokształtną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz