środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 1









Część 1
Nika











Rozdział 1
Zwyczajnie niezwykła



Jeszcze tylko pięć sekund, tylko chwilka, chwileczka... Na błogosławiony dźwięk dzwonka oznaczającego moją ostatnią lekcję, poderwałam się z miejsca i podskoczyłam z dzikim wrzaskiem. Nauczycielka spojrzała na mnie zaskoczona, a wszyscy uczniowie wybuchli śmiechem.
-Przepraszam.- zaświergotałam starając się nie śmiać i powoli pakowałam swoje rzeczy. Rzucając krótkie „cześć” znajomym wybiegłam na długi korytarz i ruszyłam pędem w stronę głównego wejścia.- W końcu wakacje!- pisnęłam na widok znajomej blond czupryny i rzuciłam się przyjaciółce na szyję.
-Tak, wiem. Też się cieszę.- odpowiedziała Natalia swoim uroczym głosem. Była niewiele wyższa ode mnie, miała długie, jasne włosy i duże, zielone oczy, w których zawsze można było dostrzec cień smutku.- Ale niestety mam dla ciebie złe wieści...- mruknęła dziewczyna wskazując skinieniem głowy na czarnego vana tuż za nią.
-No nie...- jęknęłam z naburmuszoną miną kierując się w stronę auta z przyciemnianymi szybami, z których jedna zaczęła się bezszelestnie opuszczać.- Znowu jakaś robota?
Kobieta za kierownicą spojrzała na mnie zrezygnowana, poprawiając swoje błękitne włosy. Chyba nie miała teraz ochoty na wysłuchiwanie kolejnych skarg swojej wychowanki, więc odpuściłam sobie dalsze narzekania i wsiadłam do samochodu.
-Kochanie, wiem, że nie masz na to ochoty.- zaczęła Irina.- Ale obiecuję, że po tej misji będziesz mogła pojechać, gdzie tylko chcesz.
-Naprawdę?!- zapytałam uradowana zapominając o moim wcześniejszym zniechęceniu.- Nawet na Madagaskar?!
-Tak, nawet tam.- zaśmiała się kobieta znowu przeczesując włosy palcami. Dostrzegłam niewielką kropelkę potu spływającą po jej skroni. Postanowiłam więc zajrzeć odrobinkę w głąb jej duszy. Była zestresowana, przemęczona i wściekła.
-Co się stało?- zapytałam patrząc w jej białe oczy, które przerażały mnie, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Irina spojrzała na mnie nagle wybuchając histerycznym śmiechem.
-Zapomniałam, że przed tobą nie da się nic ukryć.- jej twarz nagle spoważniała.- Doszło do ataku na ludzką wioskę. Podobno wilkołaki. Musisz to sprawdzić.
Westchnęłam i kiwnęłam lekko głową. Skoro w grę wchodzili zamordowani ludzie to było oczywiste, że wyślą tam mnie lub innych doświadczonych Agentów.
-Kto mnie przetransportuje?- zapytałam.
-Natalia. Jest pod ręką, więc nie widzę potrzeby szukania kogoś innego.
-Dobrze.- odpowiedziałam chwytając dłoń Natalii, którą dziewczyna wsunęła w otwarte okno.- Ale najpierw muszę się przebrać.

~*~

Poruszałam się między drzewami starając się nie nastąpić na żadną gałązkę. Położyłam dłoń na sztylecie przy moim prawym biodrze i wyskoczyłam na drogę wyciągając go jednocześnie przed siebie. Szłam chodnikiem trzymając srebrną broń w ugiętej w łokciu dłoni. Rozglądałam się wokół siebie, patrzyłam na podwórka mijanych domów, ale nigdzie nie było widać żywej duszy. Wszyscy mieszkańcy zostali ewakuowani, a ci dla których było już za późno leżeli na własnych posiadłościach. Za każdym razem patrzyłam na ich dusze z nadzieją, że któreś z nich jeszcze żyje.
-Cholera.- zaklęłam cicho opuszczając dłoń. Cokolwiek tu było już dawno zniknęło.
Już chciałam wezwać Natalię, gdy zauważyłam słaby blask duszy. Puściłam się pędem w kierunku zanikającego światła i dostrzegłam na ziemi nieprzytomnego chłopaka. Był wysoki i dobrze zbudowany. Ciemne włosy poprzyklejały mu się do czoła splamionego krwią. Miał rozszarpane ramię i głębokie zadrapanie na prawej skroni. Ewidentna robota rozwścieczonego lub głodnego wilkołaka.
-Nie odchodź, co?- wymamrotałam kładąc chłopaka na plecach. Musiałam przyznać, że jest przystojny, bardzo przystojny.
Zerknęłam jeszcze raz na jego duszę, która stawała się coraz bledsza.
-Nie odchodź! Nie odchodź!- krzyknęłam.- Nie bądź pierwszą osobą, która umrze mi w ramionach.
Zamknęłam oczy starając się skupić na Natalii. Musiała się tu teleportować, żeby go stąd zabrać jak najszybciej.
-Natalia!- krzyknęłam słysząc cichy trzask oznaczający jej przybycie. Dziewczyna uklękła przy chłopaku z zatroskaną miną.- Zabierz go do lecznicy.
Blondynka skinęła tylko głową chwytając go za rękę i oboje rozpłynęli się w powietrzu pozostawiając po sobie szare smugi dymu. Ku swojemu zaskoczeniu kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Coś niesamowicie szybko przemieszczało się między krzakami uciekając w stronę pobliskiego lasu.
-Nie uciekniesz mi tak łatwo.- warknęłam czując jak moje ciało przybiera zupełnie nowy kształt.
Ręce i nogi były teraz tej samej długości, palce skróciły się o połowę przybierając kształt tygrysich łap o pazurach ostrych jak miecz samuraja, z kości ogonowej wystrzelił nagle długi ogon, szczęka wysunęła się do przodu razem z nosem upodabniając się do pyska, a uszy przesunęły się na czubek głowy, po czym całe moje ciało porosło gęste, czarne futro. Wszystko to trwało niecałe dwie sekundy.
Bez zastanowienia ruszyłam w pogoń za celem moich poszukiwań, co chwila wydając z siebie dziki pomruk. Szara bestia była coraz bliżej. Stowarzyszenie się nie myliło, to był wilkołak. Nie myśląc zbyt długo przyspieszyłam i skoczyłam na plecy stwora wbijając mu kły w kark i unieruchamiając go.
-P-Puść mnie! To boli!- zawył srebrny wilkołak próbując się jakoś uwolnić z mojego stalowego uścisku.
-Czemu ich zaatakowałeś?- warknęłam. Może wydawać się to dziwne, ale to mój umysł mówił, a nie moje usta. To tak jakbym miała głośniki na skroniach, przez które wydobywał się dźwięk, gdy przybierałam postać jakiegoś zwierzęcia.
-Nic im nie zrobiłem! Mieszkałem tutaj z rodzicami! Oni... oni zostali zabici przez to COŚ!- ostatnie słowo wysyczał z taką nienawiścią, że aż poczułam ukłucie w żołądku.- I jeszcze, gdy chcieli zabić Dominika... Ja... Nie mogłem pozwolić, żeby zabili mi przyjaciela. Zmieniłem się i zaatakowałem ich, ale to nic nie dało.- mówił dalej co chwila robiąc przerwy, żeby złapać oddech.- Gdy już sobie poszli, chciałem mu pomóc i wtedy zjawiłaś się ty. Coś w twoich oczach kazało mi się ukryć. Widziałem, jak się odwracasz, myślałem, że odejdziesz i nie zauważysz Dominika, ale nagle spojrzałaś w jego stronę i podbiegłaś do niego. Krzyczałaś coś, chciałaś go uratować i wezwałaś tą czarownicę, a gdy ona go zabrała po prostu uciekłem, wiedząc, że jest w dobrych rękach.
Nie kłamał, czułam to. Zawsze wiedziałam, czy ktoś kłamie, czy nie. Nadal czułam jego ból i strach, ale na pewno nie kłamał. Zaskoczyłam z jego pleców bacznie go obserwując.
-Zmień się znowu w człowieka.- powiedziałam siadając na ziemi, gdy chłopak się podniósł. Jego ciało błyskawicznie przybrało ludzką formę.
Miał ostry zarys szczęki i wysokie kości policzkowe. Złote oczy wpatrywały się we mnie z wyrzutem przesłonięte srebrnymi włosami. Całe szczęście był w ubraniach, chociaż pod podartą bluzką widziałam zarys umięśnionego ciała chłopaka.
-Kim jesteś?- syknął.- Nigdy nie spotkałem kogoś, kto mógłby przybierać postać dowolnego zwierzęcia.
-Powiedzmy, że jestem jedyna w swoim rodzaju.- powiedziałam chodząc wokół niego.- Kto zaatakował wioskę?
-Nie wiem... Ta kobieta wyglądała strasznie. Jej oczy i włosy były w kolorze świeżej krwi, nie potrafię nawet powiedzieć, jakiej rasy była. Ale ta druga bez dwóch zdań była elfem ognia.- chłopak usiadł na ziemi jedną ręką przecierając obolały kark i wpatrując się uważnie w moje oczy.- Właściwie ta pierwsza miała takie oczy, jak ty.
-Nie porównuj mnie to kogoś, kto zabija ludzi!- warknęłam jeżąc sierść na swoim karku.- Jestem ostatnią z mojego gatunku i nie ma żadnych szans na to, że jest druga taka osoba, jak ja.
-Gdyby tamta kobieta była tego samego gatunku, co ty od razu bym cię poznał po zapachu.- zaśmiał się chłopak.- I co miałaś na myśli mówiąc „ostatnia z mojego gatunku”?
-Nie interesuj się.- syknęłam zmieniając się z powrotem w „człowieka”. Widziałam jak sunie wzrokiem po moim ciele. Nic dziwnego, na każdego działałam tak samo.
Byłam średniego wzrostu, miałam długie, czarne włosy i czerwone oczy. Jednym z moich atutów była sylwetka „idealna”. Byłam szczupła, miałam duże piersi i tyłek, za którym oglądali się faceci. Nikt z nich nawet nie spodziewał się, że ta ślicznotka o wydatnych ustach i ładnej buźce jest na tyle silna, że potrafi zabić dwudziestu siedmiu wampirów (mój dotychczasowy rekord ustanowiony w Kanadzie).
-Przestań się na mnie gapić i wstawaj.- mruknęłam znudzona naciskając czerwony przycisk na moim komunikatorze, który bardziej przypominał zegarek niż urządzenie, z którego w każdej chwili mógł wyskoczyć hologram szefowej lub Kleo, ale o niej opowiem później.
-Co właśnie zrobiłaś?- zapytał zaniepokojony podnosząc się z trudem z ziemi. Dopiero teraz dostrzegłam głęboką ranę na jego prawym udzie.
-Wezwałam transport.
Jakby na zawołanie, obok nas pojawiła się Natalia z szerokim uśmiechem na ustach. Zerknęła na chłopaka i skłoniła się jak księżniczka ze średniowiecza.
-Nazywam się Natalia Bloodhunter, miło mi pana poznać, sir.- powiedziała nadal nie przestając się uśmiechać. Kiedyś, kilkaset lat temu była dwórką jednej z księżniczek. Nigdy nie chciała mi powiedzieć jakiej, więc nie drążyłam tematu, chociaż bardzo mnie ciekawił. Blondynka wyciągnęła dłonie w naszym kierunku, czekając na naszą reakcję.
Chwyciłam jej rękę bez zastanowienia. Wilczy chłopak miał z tym mały problem, ale po paru niepewnych spojrzeniach skierowanych to na mnie, to na Natalię niechętnie podał jej dłoń. Zamknęłam oczy, ściskając dłoń Natalii. Nigdy nie lubiłam teleportacji. Kto to wymyślił?
Nagle ciszę lasu zastąpiły ludzkie rozmowy i stukot kobiecych obcasów. Natalia puściła moją dłoń, a ja otworzyłam oczy z ulgą rozglądając się po sterylnie białych ścianach Stowarzyszenia. Wśród rzędu komputerów ustawionych na długich, czarnych biurkach Centrali krzątała się Irina, nasza wspaniała szefowa, a obok niej stała Kleo- dziewczyna o włosach białych jak śnieg i czarnych jak węgiel oczach. Była ubrana w czarny, skórzany kombinezon podobny do tego, którzy nosili wszyscy Agenci.
-Przyprowadziłam jednego ze świadków. Jest ciężko ranny w prawe udo.- zameldowałam zwracając na siebie uwagę kobiet.- Co z tym drugim?
-Nieprzytomny, żyje, stracił dużo krwi.- odpowiedziała Kleo wracając do wystukiwania czegoś na klawiaturze.- Nie został przemieniony, zwykły śmiertelnik. Irina mówi, że nie możemy go wypuścić, bo widział zbyt dużo i niestety, Nika, będzie mieszkał z tobą.
-Ze mną?- jęknęłam przerażona. No świetnie. W szkole unikam facetów jak ognia, a teraz miałam z jednym dzielić pokój?!- Nie może mieszkać w jednej z cel?
-Chcemy się z nim jakoś porozumieć, przedstawić mu sytuację w jak najłagodniejszy sposób. Jest w twoim wieku, więc się dogadacie.- przerwała mi ostro szefowa, po czym jej ton głosu zelżał.- Nie możemy go traktować jak więźnia.
-A może przydzielicie dla mnie i dla Dominika wspólny pokój?- wtrącił się nagle srebrnowłosy.
Wzrok Kleo padł na nieznajomego i w tym momencie pojawiło się w pomieszczeniu dwóch lekarzy.
-Nie możemy ryzykować, że w czasie jednej z pełni zobaczy, jak się przemieniasz. Uwierz mi, że wtedy możecie nie być tak dobrymi przyjaciółmi. Lepiej przekazać mu to w łagodniejszy sposób.- odparła kobieta znowu przykuwając wzrok do jednego z monitorów.- Ci lekarze opatrzą twoją ranę. Nika, idź z nim i znajdź tego rannego, którego tu przyprowadziłaś.

4 komentarze:

  1. No ej! Czekam i czekam a tu nic! Ja chcę nowy odcinek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że kazałam wam tyle czekać, ale od teraz postaram się prowadzić bloga regularnie. :3

      Usuń
  2. Czekam na nowy odcinek ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że kazałam wam tyle czekać, ale od teraz postaram się prowadzić bloga regularnie. :3

      Usuń