czwartek, 1 czerwca 2017

sobota, 12 września 2015

Rozdział I (cz.1)

Ogłoszenia parafialne!
1. Rozdziały będę dzielić na części, bo piszę opowiadanie pod kątem druku. (Nie, nie wydaję książki. Kto by chciał taki szajs wydrukować? xd) Będę je dzielić na 2, czasem 3 części. :)
2. Wiem, miałam wstawiać rozdziały regularnie, ale jest początek roku szkolnego, a liceum nie zna litości. ;___;
3. W najbliższym czasie zorganizuję mały konkurs na opowiadanie! :3 Zwycięska historia zostanie opublikowana na moim blogu. ^^ Szczegóły już wkrótce!

~*~


Przytargałam go do tego hotelu podając go za mojego narzeczonego, który za dużo wypił na wieczornej imprezie u znajomych. Mężczyzna z recepcji pomógł mi go wnieść do pokoju, za co niezmiernie mu dziękowałam, bo, mimo mojej siły, wleczenie za sobą o ponad głowę wyższego ode mnie i umięśnionego faceta nie należało do zajęć łatwych i przyjemnych. Razem z recepcjonistą położyliśmy go na dwuosobowym łóżku, po czym mężczyzna pożegnał się z uśmiechem, życząc mi dobrej nocy. W końcu mogłam się lepiej przyjrzeć osobie, którą poniekąd uratowałam.
Wpadające przez okno światło księżyca oświetlało jego twarz. Musiałam przyznać, że był przystojniejszy niż jakikolwiek facet, którego kiedykolwiek spotkałam. Miał mocno zarysowaną linię szczęki i kości policzkowych. Włosy krótsze po bokach, a dłuższe na górze sprawiały, że wyglądał dość młodo. Mimowolnie przejechałam dłonią po jego policzku. Skórę miał miękką i delikatną...
Dość tego dobrego, zbeształam się w myślach, odsuwając się od chłopaka i kierując się w stronę jego nóg. Delikatnie zdjęłam mu buty i zabrałam się za kurtkę, gdy jego powieki zaczęły się delikatnie unosić. Odskoczyłam od niego jak poparzona, wyczekując jakiejś reakcji z jego strony.
-Gdzie ja jestem..?- wybełkotał, powoli się podnosząc.
W pokoju hotelowym nie było zbyt wielu kryjówek, więc stałam w cieniu jak posąg mając nadzieję, że mnie nie zauważy. Jego zielone oczy rozejrzały się powoli po pokoju i przez chwilę miałam wrażenie, że patrzą wprost na mnie. Niestety, nie myliłam się.
-Kto tam jest?- zapytał słabym głosem.
Westchnęłam ciężko, ale nie ruszyłam się ani na krok.
-Ktoś, kto ci pomógł. Nie musisz znać ani mojej twarzy, ani mojego imienia.- powiedziałam twardo.
-Ty jesteś tą kobietą, która mnie wyciągnęła z klubu? Tą która mówiła, że chce mnie zabić?- zapytał, podnosząc się z łóżka. W jego oczach dostrzegłam lekki cień strachu, gdy stawiał kolejne kroki w moją stronę.
-Nie.- odpowiedziałam na jego pytanie, gdy stanął tak blisko, że wystarczyłoby wyciągnąć rękę, aby go dotknąć.- I nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Jestem tutaj, żeby ci pomóc.
Patrzyłam z uwagą na jego twarz, która dalej była w zasięgu światła księżyca. Nagle chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę i uśmiechnął się delikatnie.
-Więc nie bój się i wyjdź z tego cienia.
-Nie boję się.- prychnęłam, patrząc na jego dużą, silną dłoń.
-To dlaczego się chowasz?- zapytał, próbując dostrzec choć zarys mojej sylwetki.
-Nie chowam się.- odpowiedziałam, podając mu swoją dłoń.
Co ja, do cholery, wyprawiam?! Ukrywam przed ESIP osobę, która może poważnie zaszkodzić naszemu Stowarzyszeniu, jeżeli zacznie opowiadać o tym, co go spotkało. Jeżeli tamta Czarna Wdowa powiedziała mu coś o świecie paranormalnym to powinnam go od razu odstawić do dowództwa, a zamiast tego bawię się w wielką bohaterkę. Przecież Czarne Wdowy uwielbiają straszyć swoje ofiary historiami o wampirach i wilkołakach, zanim jeszcze je zabiją. Brawo, Nika!
Nawet nie zauważyłam, kiedy zostałam wciągnięta w snop jasnego światła. Widziałam jak na jego twarzy pojawia się cała gama emocji od zdziwienia, przez zamyślenie, po rozbawienie.
-A więc taka ślicznotka została moim wybawcą?- zapytał z uśmiechem, chwytając delikatnie pasmo moich długich, prostych włosów w kolorze węgla i przeczesując je między palcami.
Czułam, jak uważnie przygląda się całej mojej postaci. Nie byłam zbyt wysoka, ale miałam za to sylwetkę, której pozazdrościłaby mi niejedna kobieta. To jednak nie ciało najbardziej go zaciekawiło.
-Nosisz soczewki?- zapytał, po chwili głębokiego wpatrywania się w moje krwistoczerwone tęczówki. Pokręciłam przecząco głową, przenosząc wzrok na nasze splecione dłonie. W porównaniu z jego dłonią moja ręka wydawała się taka drobna.- Przepraszam.- wybełkotał, rozluźniając uścisk. Niechętnie zabrałam dłoń i spojrzałam mu w oczy.
-Widzę, że już czujesz się lepiej. Nie będę ci już potrzebna.- powiedziałam, kierując się w stronę okna i otwierając je na oścież. Uśmiech aż cisnął mi się na usta, gdy poczułam przyjemny powiew wiatru na twarzy.- Masz opłaconą jedną noc tutaj, więc rano będziesz musiał wrócić do domu.- odwróciłam się, żeby po raz ostatni na niego spojrzeć.- I lepiej by było, gdybyś nikomu nie mówił ani o tamtej kobiecie, ani o mnie. Inaczej moja próba zapewnienia ci normalnego życia zakończy się niepowodzeniem.- zadowolona z siebie wskoczyłam na parapet, oceniając odległość od ziemi. Byliśmy na trzecim piętrze, mogło być gorzej.
-Nie idź.- usłyszałam za sobą cichy szept, a zaraz potem silne ramiona oplotły mnie w pasie.- Nic z tego nie rozumiem, nie wiem, co się stało, ale chcę się dowiedzieć. Czuję się jak bezbronny szczeniak, a przecież nie jestem słaby! Wytłumacz mi wszystko.
Zaskoczona pozwoliłam mu ściągnąć się z okna i posadzić na łóżku. W jego głosie nie było ani odrobiny rozpaczy, którą spodziewałam się w takiej sytuacji usłyszeć. Mówił to wszystko z żarem i zawziętością. Nie były to błagania małego dziecka, ale rozkaz dorosłego mężczyzny.
-Proszę.- wyszeptał, siadając w fotelu naprzeciwko mnie i patrząc mi głęboko w oczy. No to się wkopałam...
-Ale...- zaczęłam, lecz po chwili urwałam. Co ja mu mogę powiedzieć? „Przykro mi. Wiem, że przed kilkoma godzinami o mało nie zginąłeś z rąk, albo raczej odnóży Czarnej Wdowy, to taki rodzaj demona, ale nie mogę ci niczego powiedzieć.”? Przecież należą mu się jakieś wyjaśnienia.- No dobrze.- westchnęłam ciężko. Ech, robię się miękka...- Może najpierw mi chociaż powiesz jak się nazywasz?
-Dominik.- odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem.- A ty?
-Ja?- zapytałam zaskoczona. Rzadko mnie pytano o imię.- Nika...
-Piękne imię. Miło mi cię poznać.
Patrzyłam na niego zdezorientowana. Co jest nie tak z tym chłopakiem?
-Nie przerażają cię moje oczy? Nie chcesz mnie wypytywać co to była za kobieta? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego chciała cię zabić? Nie boisz się, że też mogę cię w każdej chwili zabić?- rzucałam pytaniami, które tak bardzo zaprzątały mi głowę, nie odrywając oczu od jego twarzy.
-Gdybyś chciała mnie zabić, już dawno byś to zrobiła.- powiedział, wskazując na przytwierdzony do mojego pasa miecz.- Widzę, że masz do tego odpowiedni sprzęt.
Teraz to dopiero mnie zaskoczył. On widział moją broń? Przecież żaden śmiertelnik nie był w stanie jej zobaczyć. Przecież na każdą broń wydawaną Agentom przez ESIP są nakładane zaklęcia maskujące. Coraz bardziej mi się to nie podoba...
-Jakim cudem to widzisz?- warknęłam, podchodząc do niego tak blisko, że nasze oddechy się mieszały.- Czym ty jesteś?- syknęłam patrząc mu głęboko w oczy.
Nie wyczuwałam żadnej paranormalnej energii. To był zwykły człowiek, więc jakim cudem mógł przejrzeć te zaklęcia? Może straciły już swoją moc? Nie, to niemożliwe. Przecież mężczyzna z recepcji niczego nie zauważył.
-Jak to „czym”?- oburzył się Dominik.- Człowiekiem, tak samo jak ty!
-Pudło.- odpowiedziałam, nie odsuwając się od niego ani na milimetr.- Ja nie jestem człowiekiem.
-To nie jest zabawne.- syknął chłopak, podrywając się z miejsca. Rzeczywiście był ode mnie o głowę wyższy, więc musiałam zadrzeć głowę do góry.- A teraz powiedz mi prawdę. Kim była ta kobieta?
-Prawdę? Chcesz znać prawdę? Ludzie nie są w stanie uwierzyć w coś, na co nie mają jakichkolwiek dowodów.- powiedziałam, podnosząc głos.
-Nie bądź tego taka pewna.- powiedział, jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami.- Nawet nie wiesz, jakie rzeczy widziałem przez te dziewiętnaście lat swojego życia.- wyszeptał mi wprost do ucha.
Był zdecydowanie zbyt blisko. Czułam wyraźnie zapach jego skóry. Słodki, czekoladowy, z nutką cynamonu. Mogłabym go teraz zabić jednym, płynnym ruchem. Nawet nie wiedział, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajduje.
Myślisz, że jak spróbujesz mnie uwieść, to powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć? Nie ze mną takie gierki, o nie!
-Igrasz z ogniem...- wymruczałam cicho i pchnęłam go z powrotem na fotel.- Może najpierw ty opowiesz mi coś o sobie?- mój głos nagle stał się chłodny, a twarz nie zdradzała żadnych emocji.
-Niby po co?- obruszył się, jakby ktoś właśnie kazał mu zrobić coś niesamowicie głupiego.
-W ten sposób będę mogła stwierdzić, czy rzeczywiście powinnam ci cokolwiek powiedzieć.
Jego twarz nagle stężała, a usta zacisnęły się w cienką linię. Z triumfalnym uśmiechem zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Na jego środku znajdowało się ogromne, dwuosobowe łóżko wykonane z ciemnego drewna. Obok łóżka, znajdował się przymocowany do ściany blat zrobiony z tego samego rodzaju drewna. Nie widziałam tu zbyt wielu mebli. Oprócz dużej szafy stały tu również dwa fotele z czerwonym obiciem i mała szafka nocna. Nie był to zbyt luksusowy hotel, ale znajdował się najbliżej starego magazynu, z którego kilka godzin temu uciekli. Gdybym została tam odrobinę dłużej i zaczekała na pojawienie się innych Agentów, to nie musiałabym teraz się z nim użerać. Wszystkim zajęłaby się Szefowa. Teraz już nie ma niestety odwrotu.
-Gdy miałem pięć lat, jechaliśmy z rodzicami i starszym bratem do mojej babci.- zaczął mówić Dominik. Wzrok miał utkwiony w splecione nerwowo dłonie. Usiadłam na drugim z foteli, wsłuchując się w to, co miał mi do powiedzenia.- Wyjechaliśmy późnym wieczorem, chcąc dojechać na miejsce z samego rana. Droga była zupełnie pusta. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, gdy nagle na drogę wpadło jakieś zwierzę. Było ogromne, wyższe nawet od naszego samochodu. Tata spanikował, próbował to wyminąć, ale wpadliśmy w poślizg. Dachowaliśmy. Ja jako jedyny nie straciłem przytomności. Pamiętam, jak ten stwór podszedł do naszego samochodu. Wyglądał jak ogromny wilk, ale zbliżał się do nas na tylnych łapach. Pazurami rozerwał pasy, którymi był przypięty mój brat i...- podniósł na mnie wzrok. Widziałam ból w jego oczach, przez który poczułam ukłucie w sercu.- Po prostu go pożarł. Widziałem na własne oczy, jak wilk wielkości konia pożera mojego brata w całości. Bałem się, ale ten strach mnie paraliżował. Nie mogłem się ruszyć. Nie wydałem z siebie żadnego dźwięku, patrząc jak pochłania ciało mojej mamy i mojego taty. Potem przyszła kolej na mnie. Gdy poczułem jego wielkie pazury, które łapią mnie w pasie, zacząłem się wić jak szalony. Krzyczałem, płakałem, próbowałem jakoś uciec.- jego wzrok dalej spoczywał na moich oczach, obserwując malujące się w nich emocje.- I wtedy zdarzył się cud. Coś odciągnęło ode mnie tego potwora, który zdążył jedynie pozostawić na moich plecach kilka głębokich zadrapań. Widziałem jak troje ludzi rzuca się na... to coś, rozszarpując mu gardło własnymi zębami. To jest ostatnie, co pamiętam. Po tym wszystkim obudziłem się w szpitalu, a przy moim łóżku siedziała zapłakana babcia.- nagle z jego oczu uleciały wszelkie emocje.- Do dziś noszę na plecach pamiątkę po tamtym stworze. Ciał mojej rodziny nigdy nie odnaleziono. Do moich osiemnastych urodzin byłem wychowywany przez dziadków. Od roku sam zarabiam na życie, mam własne mieszkanie, które zostało mi po rodzicach. Jakoś daję radę.- westchnął, rozsiadając się wygodnie w fotelu.- Może teraz twoja kolej, aby opowiedzieć mi coś o sobie?
-Ta istota, która cię zaatakowała...- zaczęłam, nie mogąc oderwać od niego wzroku.- To był wilkołak. Ci ludzie, którzy go zabili, to wampiry. Wiesz, że jeżeli powiem ci więcej, to już nigdy nie będziesz mógł żyć jak dawniej?
-Wiem.- odpowiedział bez chwili zastanowienia.- Chcę znać prawdę. Nawet jeśli to oznacza, że moje życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni.
Wzięłam głęboki wdech i wyjrzałam za okno, spoglądając na księżyc. Właśnie łamię jedną z zasad ESIP- nigdy nie zdradzaj istocie ludzkiej żadnych informacji o świecie paranormalnym. Od teraz będę musiała mieć tego chłopaka na oku. Dlaczego ja w to dalej brnę? Mogłabym go po prostu ogłuszyć i wyskoczyć przez okno.
-Kobieta, która próbowała cię dzisiaj zabić to Czarna Wdowa. Jeden z demonów niższego poziomu. Wabi mężczyzn, żeby potem wyjeść ich wnętrzności. Paskudne stworzenia, ale łatwo je zabić.- ponownie przeniosłam wzrok na jego skupioną twarz.- Jestem jedną z najmłodszych, ale i najbardziej skutecznych Agentów Europejskiego Stowarzyszenia Istot Paranormalnych, w skrócie ESIP. Nie powinieneś widzieć ani mojej broni, ani mojego naturalnego koloru oczu. Zostały na nie narzucone czary maskujące, którym podlegają ludzie. Nie wiem jak, ale na ciebie nie działają.- zaczęłam mu to wszystko opowiadać tak spokojnie, jakbym z nim rozmawiała o pogodzie. Dominik także nie okazywał zbyt wielu emocji. Jedyne, co udało mi się rozszyfrować z jego kamiennej twarzy to zainteresowanie i niedowierzanie.- Ja także jako dziecko nie miałam łatwo.- powiedziałam spokojnie. Nie, nie mów mu tego! Nikomu oprócz Szefowej o tym nie mówiłaś, więc czemu teraz masz to zmienić?!, zganiłam się w myślach, jednak to było silniejsze ode mnie. Czułam, jak jakaś niewidzialna siła każe mi się przed nim otworzyć, zwierzyć się ze wszystkiego, co w sobie tłumiłam przez te kilkanaście lat.- Nie pamiętam swoich rodziców. Zostali zamordowani przez jeden z klanów wampirów. Miałam wtedy niewiele ponad rok. Do czwartego roku życia znajdowałam się pod opieką ciotki, która była człowiekiem. Niestety, wtedy zaczęły się ujawniać moje paranormalne zdolności. Nie winię jej za to, że oddała mnie do domu dziecka. To normalne, że mógł ją przerazić widok małej dziewczynki, która w jednej chwili zmienia się w kota, a później wraca do swojej normalnej postaci.- uśmiechnęłam się mimowolnie na to wspomnienie. Nie ze szczęścia, ale z rozbawienia.- W placówce moje przemiany stawały się coraz częstsze, ale skutecznie udawało mi się je ukrywać. Do czasu, gdy przy wszystkich podopiecznych i większości pracowników, zamieniłam się w dorosłą lwicę. Tylko jedna kobieta nie panikowała na ten widok. Jak się później okazało, była ona czarownicą. To ona zawiadomiła ESIP o moim istnieniu. Od tamtej pory trenowałam, uczyłam się panować nad swoimi zdolnościami i wyruszałam na misje, aby odwdzięczyć się Szefowej za to, że się mną zaopiekowała. Jednak w przyszłym miesiącu skończę osiemnaście lat i mam prawo wyboru- albo zostanę w ESIP i będę żyła tak jak dawniej, albo na zawsze stamtąd odejdę. Nadal jestem niezwykle wdzięczna Stowarzyszeniu, ale coraz mniej mi się podoba praca egzekutora.- westchnęłam, opadając na oparcie fotela i patrząc w biały sufit.- Ta robota męczy i sprawia, że tracisz poczucie człowieczeństwa. Zabicie kogoś nie ma już dla mnie większego znaczenia. Wpisało się to w moją codzienność i nie przywiązuję do tego zbytniej wagi.
-Czym ty jesteś?- zapytał Dominik, lustrując uważnie moje ciało.
Spojrzałam na jego zmarszczone czoło i ściągnięte brwi. Jego usta były lekko rozwarte, a dłonie zaciśnięte w pięści. Czyżby się mnie bał?
-Jestem ostatnią na świecie zmiennokształtną.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Prolog

Witajcie! Mała wiadomość i przechodzę do opowiadania ^^
Postaram się wstawiać każdą nową notkę co niedzielę~ Trzymajcie kciuki za moją wenę i mam nadzieję, że się wam spodoba ;3

~*~



Część I
Nika










Prolog


Szłam pewnym krokiem przez ciemny korytarz opuszczonego magazynu. Zapach wilgoci mieszał się z zapachem krwi i gnijących zwłok, przyprawiając mnie o mdłości. Naciągnęłam czarny szal na nos w nadziei, że smród stanie się choć odrobinę bardziej znośny.
-Po co ja się w ogóle zgodziłam tutaj przyjść?- warknęłam zła na siebie.
Gdy w końcu znalazłam się przy drzwiach do głównej hali, wszechobecny odór był nie do wytrzymania. Powstrzymując się od zwrócenia całego dzisiejszego śniadania. Z obrzydzeniem pchnęłam grube drzwi, które otworzyły się z zaskakującą łatwością. Wewnątrz zapach był o wiele silniejszy.
Rozejrzałam się wokół, wypatrując w ciemności najmniejszego ruchu. Pomieszczenie było ogromne i wysokie na pięć metrów. Jedynym źródłem światła były małe, brudne okienka umieszczone tuż pod sufitem w niewielkich odległościach. To miejsce napawało mnie wstrętem. Stawiając kolejne kilka kroków w głąb hali uderzyłam stopą o coś twardego, co potoczyło się z nieprzyjemnym chlupotem po białych płytkach.
-Co do...?- syknęłam, wyciągając z kieszeni skórzanej kurtki niewielką, srebrną kulkę. Ścisnęłam ją mocno palcami i obserwowałam jak srebrna powłoka ustępuje miejsca białemu, oślepiającemu światłu. Kula światła powoli oderwała się od mojej dłoni i uniosła się w górę oświetlając pomieszczenie.- O cholera...
Już wiedziałam, co wywoływało ten okropny odór. W różnych odległościach od siebie, w zaschniętych już plamach krwi leżały ludzkie ciała pozbawione głów. Każde z ciał było skierowane barkami w stronę drzwi, jakby jeszcze przed śmiercią próbowali się doczołgać do wyjścia. Niestety żadnemu z nich się to nie udało.
Spojrzałam w dół, chcąc się dowiedzieć, co mi wpadło pod nogi. Skrzywiłam się z obrzydzenia widząc stosik bladych twarzy o szeroko rozwartych oczach i ustach. Wszystkie głowy należały do mężczyzn.
-Oh! Mam gościa!- usłyszałam za sobą przenikliwy pisk. Odwróciłam się gwałtownie wyciągając zza pasa długi, srebrny miecz.- Wizyta bez zapowiedzi? Nie miałam nawet okazji posprzątać.- syknęła wysoka, smukła kobieta o czarnych oczach i włosach tego samego koloru. Miała na sobie krótką, przylegającą do ciała czerwoną sukienkę i czarne buty na wysokim obcasie. Całości dopełniała czarna torebka, która zapewne była całkowicie pusta.
Kobieta opierała się o framugę drzwi jedną dłonią, drugą zaś trzymała za kark nieruchome ciało kolejnej ofiary. Chłopak, bo na pewno nie był to jeszcze mężczyzna, miał tak na oko osiemnaście lat. Ciemne włosy przesłaniały część jego twarzy, a ciemna kurtka nie pozwalała mi przyjrzeć się jego sylwetce. Byłam jednak w stanie usłyszeć jego płytki oddech. Więc jeszcze żyje.
-Z kim mam przyjemność?- zapytała czarnooka, przyglądając się trzymanej przeze mnie broni.
-Nie powinno cię to obchodzić.- warknęłam, na co kobieta zareagowała uśmiechem.- Puść chłopaka to porozmawiamy.
-Z przyjemnością.- zaświergotała wypuszczając ze stalowego uścisku kark swojej niedoszłej ofiary. Nieprzytomny chłopak runął z głuchym dźwiękiem na ziemię.- Niech zgadnę, jesteś jedną z tych słynnych Wojowniczek Rady?
-Pudło.- odpowiedziałam, patrząc jak bezszelestnie mnie okrąża. Ani na chwilę nie spuszczałam jej z oka.- Teraz moja kolej na zadawanie pytań. Jak wielu ludzi zabiłaś?
-Więcej niż jesteś sobie w stanie wyobrazić.- zaśmiała się, nieznacznie zacieśniając kręgi.- Skoro nie jesteś z Rady to może z ESIP? Oni też zajmują się takimi sprawami.
-Może.- powiedziałam patrząc jej w oczy.- Na początku myślałam, że jesteś wampirem, ale po tym jak zobaczyłam twoją jadalnię to śmiem twierdzić, że jesteś zwykłą Czarną Wdową.
-Zwykłą?!- syknęła wściekła, gdy jej ręce zaczęły się niebezpiecznie wydłużać. To moja szansa!
Błyskawicznie ruszyłam w jej stronę, zwinnie omijając próbujące mnie dosięgnąć kończyny, które wyrastały z jej boków. Gdy byłam już dostatecznie blisko, aby móc oddać celny cios, zatrzymałam się gwałtownie i patrząc jej ciągle w oczy, pchnęłam ostrze w jej głowę aż po rękojeść.
-W imieniu Europejskiego Stowarzyszenia Istot Paranormalnych skazuję cię na śmierć za popełnione przestępstwa.- wyszeptałam, patrząc jak życie ucieka z jej rozszerzonych źrenic.
-No i po kłopocie.- westchnęłam znudzona, wyciągając broń z kurczącego cię ciała. Podeszłam szybkim krokiem do leżącego na ziemi chłopaka i przewróciłam go tak, aby leżał na plecach.- No i co ja z tobą zrobię?

środa, 12 sierpnia 2015

Wracam z nowym, starym pomysłem.

Jako, że jestem osobą cholernie niezdecydowaną i co chwilę zmieniam zdanie to zacznę historię "W głębi siebie" od początku. Wiem, że miałam dość długą przerwę od pisania i ta historia może mi się kompletnie nie udać, więc jeżeli macie jakieś uwagi, zauważcie jakiś błąd, coś wam w tym wszystkim po prostu nie będzie pasować- komentujcie, piszcie. Jestem otwarta na wszelkiego rodzaju opinie.  ^^ Już jutro wstawię pierwszy rozdział nowej wersji starego opowiadania.
Dziękuję za uwagę i przepraszam za tak długie milczenie.

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 1









Część 1
Nika











Rozdział 1
Zwyczajnie niezwykła



Jeszcze tylko pięć sekund, tylko chwilka, chwileczka... Na błogosławiony dźwięk dzwonka oznaczającego moją ostatnią lekcję, poderwałam się z miejsca i podskoczyłam z dzikim wrzaskiem. Nauczycielka spojrzała na mnie zaskoczona, a wszyscy uczniowie wybuchli śmiechem.
-Przepraszam.- zaświergotałam starając się nie śmiać i powoli pakowałam swoje rzeczy. Rzucając krótkie „cześć” znajomym wybiegłam na długi korytarz i ruszyłam pędem w stronę głównego wejścia.- W końcu wakacje!- pisnęłam na widok znajomej blond czupryny i rzuciłam się przyjaciółce na szyję.
-Tak, wiem. Też się cieszę.- odpowiedziała Natalia swoim uroczym głosem. Była niewiele wyższa ode mnie, miała długie, jasne włosy i duże, zielone oczy, w których zawsze można było dostrzec cień smutku.- Ale niestety mam dla ciebie złe wieści...- mruknęła dziewczyna wskazując skinieniem głowy na czarnego vana tuż za nią.
-No nie...- jęknęłam z naburmuszoną miną kierując się w stronę auta z przyciemnianymi szybami, z których jedna zaczęła się bezszelestnie opuszczać.- Znowu jakaś robota?
Kobieta za kierownicą spojrzała na mnie zrezygnowana, poprawiając swoje błękitne włosy. Chyba nie miała teraz ochoty na wysłuchiwanie kolejnych skarg swojej wychowanki, więc odpuściłam sobie dalsze narzekania i wsiadłam do samochodu.
-Kochanie, wiem, że nie masz na to ochoty.- zaczęła Irina.- Ale obiecuję, że po tej misji będziesz mogła pojechać, gdzie tylko chcesz.
-Naprawdę?!- zapytałam uradowana zapominając o moim wcześniejszym zniechęceniu.- Nawet na Madagaskar?!
-Tak, nawet tam.- zaśmiała się kobieta znowu przeczesując włosy palcami. Dostrzegłam niewielką kropelkę potu spływającą po jej skroni. Postanowiłam więc zajrzeć odrobinkę w głąb jej duszy. Była zestresowana, przemęczona i wściekła.
-Co się stało?- zapytałam patrząc w jej białe oczy, które przerażały mnie, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Irina spojrzała na mnie nagle wybuchając histerycznym śmiechem.
-Zapomniałam, że przed tobą nie da się nic ukryć.- jej twarz nagle spoważniała.- Doszło do ataku na ludzką wioskę. Podobno wilkołaki. Musisz to sprawdzić.
Westchnęłam i kiwnęłam lekko głową. Skoro w grę wchodzili zamordowani ludzie to było oczywiste, że wyślą tam mnie lub innych doświadczonych Agentów.
-Kto mnie przetransportuje?- zapytałam.
-Natalia. Jest pod ręką, więc nie widzę potrzeby szukania kogoś innego.
-Dobrze.- odpowiedziałam chwytając dłoń Natalii, którą dziewczyna wsunęła w otwarte okno.- Ale najpierw muszę się przebrać.

~*~

Poruszałam się między drzewami starając się nie nastąpić na żadną gałązkę. Położyłam dłoń na sztylecie przy moim prawym biodrze i wyskoczyłam na drogę wyciągając go jednocześnie przed siebie. Szłam chodnikiem trzymając srebrną broń w ugiętej w łokciu dłoni. Rozglądałam się wokół siebie, patrzyłam na podwórka mijanych domów, ale nigdzie nie było widać żywej duszy. Wszyscy mieszkańcy zostali ewakuowani, a ci dla których było już za późno leżeli na własnych posiadłościach. Za każdym razem patrzyłam na ich dusze z nadzieją, że któreś z nich jeszcze żyje.
-Cholera.- zaklęłam cicho opuszczając dłoń. Cokolwiek tu było już dawno zniknęło.
Już chciałam wezwać Natalię, gdy zauważyłam słaby blask duszy. Puściłam się pędem w kierunku zanikającego światła i dostrzegłam na ziemi nieprzytomnego chłopaka. Był wysoki i dobrze zbudowany. Ciemne włosy poprzyklejały mu się do czoła splamionego krwią. Miał rozszarpane ramię i głębokie zadrapanie na prawej skroni. Ewidentna robota rozwścieczonego lub głodnego wilkołaka.
-Nie odchodź, co?- wymamrotałam kładąc chłopaka na plecach. Musiałam przyznać, że jest przystojny, bardzo przystojny.
Zerknęłam jeszcze raz na jego duszę, która stawała się coraz bledsza.
-Nie odchodź! Nie odchodź!- krzyknęłam.- Nie bądź pierwszą osobą, która umrze mi w ramionach.
Zamknęłam oczy starając się skupić na Natalii. Musiała się tu teleportować, żeby go stąd zabrać jak najszybciej.
-Natalia!- krzyknęłam słysząc cichy trzask oznaczający jej przybycie. Dziewczyna uklękła przy chłopaku z zatroskaną miną.- Zabierz go do lecznicy.
Blondynka skinęła tylko głową chwytając go za rękę i oboje rozpłynęli się w powietrzu pozostawiając po sobie szare smugi dymu. Ku swojemu zaskoczeniu kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Coś niesamowicie szybko przemieszczało się między krzakami uciekając w stronę pobliskiego lasu.
-Nie uciekniesz mi tak łatwo.- warknęłam czując jak moje ciało przybiera zupełnie nowy kształt.
Ręce i nogi były teraz tej samej długości, palce skróciły się o połowę przybierając kształt tygrysich łap o pazurach ostrych jak miecz samuraja, z kości ogonowej wystrzelił nagle długi ogon, szczęka wysunęła się do przodu razem z nosem upodabniając się do pyska, a uszy przesunęły się na czubek głowy, po czym całe moje ciało porosło gęste, czarne futro. Wszystko to trwało niecałe dwie sekundy.
Bez zastanowienia ruszyłam w pogoń za celem moich poszukiwań, co chwila wydając z siebie dziki pomruk. Szara bestia była coraz bliżej. Stowarzyszenie się nie myliło, to był wilkołak. Nie myśląc zbyt długo przyspieszyłam i skoczyłam na plecy stwora wbijając mu kły w kark i unieruchamiając go.
-P-Puść mnie! To boli!- zawył srebrny wilkołak próbując się jakoś uwolnić z mojego stalowego uścisku.
-Czemu ich zaatakowałeś?- warknęłam. Może wydawać się to dziwne, ale to mój umysł mówił, a nie moje usta. To tak jakbym miała głośniki na skroniach, przez które wydobywał się dźwięk, gdy przybierałam postać jakiegoś zwierzęcia.
-Nic im nie zrobiłem! Mieszkałem tutaj z rodzicami! Oni... oni zostali zabici przez to COŚ!- ostatnie słowo wysyczał z taką nienawiścią, że aż poczułam ukłucie w żołądku.- I jeszcze, gdy chcieli zabić Dominika... Ja... Nie mogłem pozwolić, żeby zabili mi przyjaciela. Zmieniłem się i zaatakowałem ich, ale to nic nie dało.- mówił dalej co chwila robiąc przerwy, żeby złapać oddech.- Gdy już sobie poszli, chciałem mu pomóc i wtedy zjawiłaś się ty. Coś w twoich oczach kazało mi się ukryć. Widziałem, jak się odwracasz, myślałem, że odejdziesz i nie zauważysz Dominika, ale nagle spojrzałaś w jego stronę i podbiegłaś do niego. Krzyczałaś coś, chciałaś go uratować i wezwałaś tą czarownicę, a gdy ona go zabrała po prostu uciekłem, wiedząc, że jest w dobrych rękach.
Nie kłamał, czułam to. Zawsze wiedziałam, czy ktoś kłamie, czy nie. Nadal czułam jego ból i strach, ale na pewno nie kłamał. Zaskoczyłam z jego pleców bacznie go obserwując.
-Zmień się znowu w człowieka.- powiedziałam siadając na ziemi, gdy chłopak się podniósł. Jego ciało błyskawicznie przybrało ludzką formę.
Miał ostry zarys szczęki i wysokie kości policzkowe. Złote oczy wpatrywały się we mnie z wyrzutem przesłonięte srebrnymi włosami. Całe szczęście był w ubraniach, chociaż pod podartą bluzką widziałam zarys umięśnionego ciała chłopaka.
-Kim jesteś?- syknął.- Nigdy nie spotkałem kogoś, kto mógłby przybierać postać dowolnego zwierzęcia.
-Powiedzmy, że jestem jedyna w swoim rodzaju.- powiedziałam chodząc wokół niego.- Kto zaatakował wioskę?
-Nie wiem... Ta kobieta wyglądała strasznie. Jej oczy i włosy były w kolorze świeżej krwi, nie potrafię nawet powiedzieć, jakiej rasy była. Ale ta druga bez dwóch zdań była elfem ognia.- chłopak usiadł na ziemi jedną ręką przecierając obolały kark i wpatrując się uważnie w moje oczy.- Właściwie ta pierwsza miała takie oczy, jak ty.
-Nie porównuj mnie to kogoś, kto zabija ludzi!- warknęłam jeżąc sierść na swoim karku.- Jestem ostatnią z mojego gatunku i nie ma żadnych szans na to, że jest druga taka osoba, jak ja.
-Gdyby tamta kobieta była tego samego gatunku, co ty od razu bym cię poznał po zapachu.- zaśmiał się chłopak.- I co miałaś na myśli mówiąc „ostatnia z mojego gatunku”?
-Nie interesuj się.- syknęłam zmieniając się z powrotem w „człowieka”. Widziałam jak sunie wzrokiem po moim ciele. Nic dziwnego, na każdego działałam tak samo.
Byłam średniego wzrostu, miałam długie, czarne włosy i czerwone oczy. Jednym z moich atutów była sylwetka „idealna”. Byłam szczupła, miałam duże piersi i tyłek, za którym oglądali się faceci. Nikt z nich nawet nie spodziewał się, że ta ślicznotka o wydatnych ustach i ładnej buźce jest na tyle silna, że potrafi zabić dwudziestu siedmiu wampirów (mój dotychczasowy rekord ustanowiony w Kanadzie).
-Przestań się na mnie gapić i wstawaj.- mruknęłam znudzona naciskając czerwony przycisk na moim komunikatorze, który bardziej przypominał zegarek niż urządzenie, z którego w każdej chwili mógł wyskoczyć hologram szefowej lub Kleo, ale o niej opowiem później.
-Co właśnie zrobiłaś?- zapytał zaniepokojony podnosząc się z trudem z ziemi. Dopiero teraz dostrzegłam głęboką ranę na jego prawym udzie.
-Wezwałam transport.
Jakby na zawołanie, obok nas pojawiła się Natalia z szerokim uśmiechem na ustach. Zerknęła na chłopaka i skłoniła się jak księżniczka ze średniowiecza.
-Nazywam się Natalia Bloodhunter, miło mi pana poznać, sir.- powiedziała nadal nie przestając się uśmiechać. Kiedyś, kilkaset lat temu była dwórką jednej z księżniczek. Nigdy nie chciała mi powiedzieć jakiej, więc nie drążyłam tematu, chociaż bardzo mnie ciekawił. Blondynka wyciągnęła dłonie w naszym kierunku, czekając na naszą reakcję.
Chwyciłam jej rękę bez zastanowienia. Wilczy chłopak miał z tym mały problem, ale po paru niepewnych spojrzeniach skierowanych to na mnie, to na Natalię niechętnie podał jej dłoń. Zamknęłam oczy, ściskając dłoń Natalii. Nigdy nie lubiłam teleportacji. Kto to wymyślił?
Nagle ciszę lasu zastąpiły ludzkie rozmowy i stukot kobiecych obcasów. Natalia puściła moją dłoń, a ja otworzyłam oczy z ulgą rozglądając się po sterylnie białych ścianach Stowarzyszenia. Wśród rzędu komputerów ustawionych na długich, czarnych biurkach Centrali krzątała się Irina, nasza wspaniała szefowa, a obok niej stała Kleo- dziewczyna o włosach białych jak śnieg i czarnych jak węgiel oczach. Była ubrana w czarny, skórzany kombinezon podobny do tego, którzy nosili wszyscy Agenci.
-Przyprowadziłam jednego ze świadków. Jest ciężko ranny w prawe udo.- zameldowałam zwracając na siebie uwagę kobiet.- Co z tym drugim?
-Nieprzytomny, żyje, stracił dużo krwi.- odpowiedziała Kleo wracając do wystukiwania czegoś na klawiaturze.- Nie został przemieniony, zwykły śmiertelnik. Irina mówi, że nie możemy go wypuścić, bo widział zbyt dużo i niestety, Nika, będzie mieszkał z tobą.
-Ze mną?- jęknęłam przerażona. No świetnie. W szkole unikam facetów jak ognia, a teraz miałam z jednym dzielić pokój?!- Nie może mieszkać w jednej z cel?
-Chcemy się z nim jakoś porozumieć, przedstawić mu sytuację w jak najłagodniejszy sposób. Jest w twoim wieku, więc się dogadacie.- przerwała mi ostro szefowa, po czym jej ton głosu zelżał.- Nie możemy go traktować jak więźnia.
-A może przydzielicie dla mnie i dla Dominika wspólny pokój?- wtrącił się nagle srebrnowłosy.
Wzrok Kleo padł na nieznajomego i w tym momencie pojawiło się w pomieszczeniu dwóch lekarzy.
-Nie możemy ryzykować, że w czasie jednej z pełni zobaczy, jak się przemieniasz. Uwierz mi, że wtedy możecie nie być tak dobrymi przyjaciółmi. Lepiej przekazać mu to w łagodniejszy sposób.- odparła kobieta znowu przykuwając wzrok do jednego z monitorów.- Ci lekarze opatrzą twoją ranę. Nika, idź z nim i znajdź tego rannego, którego tu przyprowadziłaś.

sobota, 10 stycznia 2015

Prolog i dedykacje do nowego opowiadania :3

Tak, zdecydowałam się jednak wstawić tu nowe opowiadanie. ^^ Mam nadzieję, że będzie się cieszyło jeszcze większą popularnością niż moje ostatnie historie. ;3


~*~



Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.”
(Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru)














Moim dziadkom oraz
Dominikowi, który zawsze mnie
wspierał w trudnych chwilach.






Prolog



Ludzie zawsze narzekają na wszystko. Przyłączają się do różnych grup, żeby zdobyć coś, co jest przeznaczone tylko dla nas, nie dla nich, uważając to za coś, co się im bezpretensjonalnie należy. Wielu naszych z chęcią zamieniłoby się z nimi miejscami, wielu z naszych chciałoby w końcu zasmakować śmiertelnego życia na dłużej. To nie tak, że wszyscy rodziliśmy się tacy, niektórzy byli kiedyś śmiertelnikami, ale zostali przemienieni. A kim my jesteśmy?
Dzielimy się na wiele gatunków, nie tak jak ludzie, którzy mimo kolorów, dla nas nie różnili się między sobą niczym. Śmiertelnicy mieli taką samą posturę, takie same narządy wewnętrzne, wszyscy byli podatni na takie same choroby. U nas było zupełnie inaczej. Każdy z gatunków funkcjonował, odżywiał się, oddychał i wyglądał inaczej. Różniliśmy się między sobą praktycznie wszystkim.
Pieczę nad całym naszym światem sprawowała Rada, trójka najsilniejszych przedstawicieli całego Królestwa Eire, królestwa istot paranormalnych.

poniedziałek, 22 września 2014

Wybaczcie!

Wybaczcie mi moją długą nieobecność... Brak weny, czasu i sporo problemów... :< I niestety nie dokończę "Łowcy"... ;-; Może zacznę jakieś nowe opowiadanie, ale nie jestem jeszcze do końca pewna...
Jeszcze raz przepraszam... Q.Q