Ogłoszenia parafialne!
1. Rozdziały będę dzielić na części, bo piszę opowiadanie pod kątem druku. (Nie, nie wydaję książki. Kto by chciał taki szajs wydrukować? xd) Będę je dzielić na 2, czasem 3 części. :)
2. Wiem, miałam wstawiać rozdziały regularnie, ale jest początek roku szkolnego, a liceum nie zna litości. ;___;
3. W najbliższym czasie zorganizuję mały konkurs na opowiadanie! :3 Zwycięska historia zostanie opublikowana na moim blogu. ^^ Szczegóły już wkrótce!
~*~
Przytargałam
go do tego hotelu podając go za mojego narzeczonego, który za dużo
wypił na wieczornej imprezie u znajomych. Mężczyzna z recepcji
pomógł mi go wnieść do pokoju, za co niezmiernie mu dziękowałam,
bo, mimo mojej siły, wleczenie za sobą o ponad głowę wyższego
ode mnie i umięśnionego faceta nie należało do zajęć łatwych i
przyjemnych. Razem z recepcjonistą położyliśmy go na dwuosobowym
łóżku, po czym mężczyzna pożegnał się z uśmiechem, życząc
mi dobrej nocy. W końcu mogłam się lepiej przyjrzeć osobie, którą
poniekąd uratowałam.
Wpadające
przez okno światło księżyca oświetlało jego twarz. Musiałam
przyznać, że był przystojniejszy niż jakikolwiek facet, którego
kiedykolwiek spotkałam. Miał mocno zarysowaną linię szczęki i
kości policzkowych. Włosy krótsze po bokach, a dłuższe na górze
sprawiały, że wyglądał dość młodo. Mimowolnie przejechałam
dłonią po jego policzku. Skórę miał miękką i delikatną...
Dość
tego dobrego, zbeształam się w myślach, odsuwając się od
chłopaka i kierując się w stronę jego nóg. Delikatnie zdjęłam
mu buty i zabrałam się za kurtkę, gdy jego powieki zaczęły się
delikatnie unosić. Odskoczyłam od niego jak poparzona, wyczekując
jakiejś reakcji z jego strony.
-Gdzie
ja jestem..?- wybełkotał, powoli się podnosząc.
W
pokoju hotelowym nie było zbyt wielu kryjówek, więc stałam w
cieniu jak posąg mając nadzieję, że mnie nie zauważy. Jego
zielone oczy rozejrzały się powoli po pokoju i przez chwilę miałam
wrażenie, że patrzą wprost na mnie. Niestety, nie myliłam się.
-Kto
tam jest?- zapytał słabym głosem.
Westchnęłam
ciężko, ale nie ruszyłam się ani na krok.
-Ktoś,
kto ci pomógł. Nie musisz znać ani mojej twarzy, ani mojego
imienia.- powiedziałam twardo.
-Ty
jesteś tą kobietą, która mnie wyciągnęła z klubu? Tą która
mówiła, że chce mnie zabić?- zapytał, podnosząc się z łóżka.
W jego oczach dostrzegłam lekki cień strachu, gdy stawiał kolejne
kroki w moją stronę.
-Nie.-
odpowiedziałam na jego pytanie, gdy stanął tak blisko, że
wystarczyłoby wyciągnąć rękę, aby go dotknąć.- I nie mam
zamiaru cię skrzywdzić. Jestem tutaj, żeby ci pomóc.
Patrzyłam
z uwagą na jego twarz, która dalej była w zasięgu światła
księżyca. Nagle chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę i
uśmiechnął się delikatnie.
-Więc
nie bój się i wyjdź z tego cienia.
-Nie
boję się.- prychnęłam, patrząc na jego dużą, silną dłoń.
-To
dlaczego się chowasz?- zapytał, próbując dostrzec choć zarys
mojej sylwetki.
-Nie
chowam się.- odpowiedziałam, podając mu swoją dłoń.
Co
ja, do cholery, wyprawiam?! Ukrywam przed ESIP osobę, która może
poważnie zaszkodzić naszemu Stowarzyszeniu, jeżeli zacznie
opowiadać o tym, co go spotkało. Jeżeli tamta Czarna Wdowa
powiedziała mu coś o świecie paranormalnym to powinnam go od razu
odstawić do dowództwa, a zamiast tego bawię się w wielką
bohaterkę. Przecież Czarne Wdowy uwielbiają straszyć swoje ofiary
historiami o wampirach i wilkołakach, zanim jeszcze je zabiją.
Brawo, Nika!
Nawet
nie zauważyłam, kiedy zostałam wciągnięta w snop jasnego
światła. Widziałam jak na jego twarzy pojawia się cała gama
emocji od zdziwienia, przez zamyślenie, po rozbawienie.
-A
więc taka ślicznotka została moim wybawcą?- zapytał z uśmiechem,
chwytając delikatnie pasmo moich długich, prostych włosów w
kolorze węgla i przeczesując je między palcami.
Czułam,
jak uważnie przygląda się całej mojej postaci. Nie byłam zbyt
wysoka, ale miałam za to sylwetkę, której pozazdrościłaby mi
niejedna kobieta. To jednak nie ciało najbardziej go zaciekawiło.
-Nosisz
soczewki?- zapytał, po chwili głębokiego wpatrywania się w moje
krwistoczerwone tęczówki. Pokręciłam przecząco głową,
przenosząc wzrok na nasze splecione dłonie. W porównaniu z jego
dłonią moja ręka wydawała się taka drobna.- Przepraszam.-
wybełkotał, rozluźniając uścisk. Niechętnie zabrałam dłoń i
spojrzałam mu w oczy.
-Widzę,
że już czujesz się lepiej. Nie będę ci już potrzebna.-
powiedziałam, kierując się w stronę okna i otwierając je na
oścież. Uśmiech aż cisnął mi się na usta, gdy poczułam
przyjemny powiew wiatru na twarzy.- Masz opłaconą jedną noc tutaj,
więc rano będziesz musiał wrócić do domu.- odwróciłam się,
żeby po raz ostatni na niego spojrzeć.- I lepiej by było, gdybyś
nikomu nie mówił ani o tamtej kobiecie, ani o mnie. Inaczej moja
próba zapewnienia ci normalnego życia zakończy się
niepowodzeniem.- zadowolona z siebie wskoczyłam na parapet,
oceniając odległość od ziemi. Byliśmy na trzecim piętrze, mogło
być gorzej.
-Nie
idź.- usłyszałam za sobą cichy szept, a zaraz potem silne ramiona
oplotły mnie w pasie.- Nic z tego nie rozumiem, nie wiem, co się
stało, ale chcę się dowiedzieć. Czuję się jak bezbronny
szczeniak, a przecież nie jestem słaby! Wytłumacz mi wszystko.
Zaskoczona
pozwoliłam mu ściągnąć się z okna i posadzić na łóżku. W
jego głosie nie było ani odrobiny rozpaczy, którą spodziewałam
się w takiej sytuacji usłyszeć. Mówił to wszystko z żarem i
zawziętością. Nie były to błagania małego dziecka, ale rozkaz
dorosłego mężczyzny.
-Proszę.-
wyszeptał, siadając w fotelu naprzeciwko mnie i patrząc mi głęboko
w oczy. No to się wkopałam...
-Ale...-
zaczęłam, lecz po chwili urwałam. Co ja mu mogę powiedzieć?
„Przykro mi. Wiem, że przed kilkoma godzinami o mało nie zginąłeś
z rąk, albo raczej odnóży Czarnej Wdowy, to taki rodzaj demona,
ale nie mogę ci niczego powiedzieć.”? Przecież należą mu się
jakieś wyjaśnienia.- No dobrze.- westchnęłam ciężko. Ech, robię
się miękka...- Może najpierw mi chociaż powiesz jak się
nazywasz?
-Dominik.-
odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem.- A ty?
-Ja?-
zapytałam zaskoczona. Rzadko mnie pytano o imię.- Nika...
-Piękne
imię. Miło mi cię poznać.
Patrzyłam
na niego zdezorientowana. Co jest nie tak z tym chłopakiem?
-Nie
przerażają cię moje oczy? Nie chcesz mnie wypytywać co to była
za kobieta? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego chciała cię zabić? Nie
boisz się, że też mogę cię w każdej chwili zabić?- rzucałam
pytaniami, które tak bardzo zaprzątały mi głowę, nie odrywając
oczu od jego twarzy.
-Gdybyś
chciała mnie zabić, już dawno byś to zrobiła.- powiedział,
wskazując na przytwierdzony do mojego pasa miecz.- Widzę, że masz
do tego odpowiedni sprzęt.
Teraz
to dopiero mnie zaskoczył. On widział moją broń? Przecież żaden
śmiertelnik nie był w stanie jej zobaczyć. Przecież na każdą
broń wydawaną Agentom przez ESIP są nakładane zaklęcia
maskujące. Coraz bardziej mi się to nie podoba...
-Jakim
cudem to widzisz?- warknęłam, podchodząc do niego tak blisko, że
nasze oddechy się mieszały.- Czym ty jesteś?- syknęłam patrząc
mu głęboko w oczy.
Nie
wyczuwałam żadnej paranormalnej energii. To był zwykły człowiek,
więc jakim cudem mógł przejrzeć te zaklęcia? Może straciły już
swoją moc? Nie, to niemożliwe. Przecież mężczyzna z recepcji
niczego nie zauważył.
-Jak
to „czym”?- oburzył się Dominik.- Człowiekiem, tak samo jak
ty!
-Pudło.-
odpowiedziałam, nie odsuwając się od niego ani na milimetr.- Ja
nie jestem człowiekiem.
-To
nie jest zabawne.- syknął chłopak, podrywając się z miejsca.
Rzeczywiście był ode mnie o głowę wyższy, więc musiałam
zadrzeć głowę do góry.- A teraz powiedz mi prawdę. Kim była ta
kobieta?
-Prawdę?
Chcesz znać prawdę? Ludzie nie są w stanie uwierzyć w coś, na co
nie mają jakichkolwiek dowodów.- powiedziałam, podnosząc głos.
-Nie
bądź tego taka pewna.- powiedział, jeszcze bardziej zmniejszając
odległość między nami.- Nawet nie wiesz, jakie rzeczy widziałem
przez te dziewiętnaście lat swojego życia.- wyszeptał mi wprost
do ucha.
Był
zdecydowanie zbyt blisko. Czułam wyraźnie zapach jego skóry.
Słodki, czekoladowy, z nutką cynamonu. Mogłabym go teraz zabić
jednym, płynnym ruchem. Nawet nie wiedział, w jak wielkim
niebezpieczeństwie się znajduje.
Myślisz,
że jak spróbujesz mnie uwieść, to powiem ci wszystko co chcesz
wiedzieć? Nie ze mną takie gierki, o nie!
-Igrasz
z ogniem...- wymruczałam cicho i pchnęłam go z powrotem na fotel.-
Może najpierw ty opowiesz mi coś o sobie?- mój głos nagle stał
się chłodny, a twarz nie zdradzała żadnych emocji.
-Niby
po co?- obruszył się, jakby ktoś właśnie kazał mu zrobić coś
niesamowicie głupiego.
-W
ten sposób będę mogła stwierdzić, czy rzeczywiście powinnam ci
cokolwiek powiedzieć.
Jego
twarz nagle stężała, a usta zacisnęły się w cienką linię. Z
triumfalnym uśmiechem zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu.
Na jego środku znajdowało się ogromne, dwuosobowe łóżko
wykonane z ciemnego drewna. Obok łóżka, znajdował się
przymocowany do ściany blat zrobiony z tego samego rodzaju drewna.
Nie widziałam tu zbyt wielu mebli. Oprócz dużej szafy stały tu
również dwa fotele z czerwonym obiciem i mała szafka nocna. Nie
był to zbyt luksusowy hotel, ale znajdował się najbliżej starego
magazynu, z którego kilka godzin temu uciekli. Gdybym została tam
odrobinę dłużej i zaczekała na pojawienie się innych Agentów,
to nie musiałabym teraz się z nim użerać. Wszystkim zajęłaby
się Szefowa. Teraz już nie ma niestety odwrotu.
-Gdy
miałem pięć lat, jechaliśmy z rodzicami i starszym bratem do
mojej babci.- zaczął mówić Dominik. Wzrok miał utkwiony w
splecione nerwowo dłonie. Usiadłam na drugim z foteli, wsłuchując
się w to, co miał mi do powiedzenia.- Wyjechaliśmy późnym
wieczorem, chcąc dojechać na miejsce z samego rana. Droga była
zupełnie pusta. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, gdy nagle na drogę
wpadło jakieś zwierzę. Było ogromne, wyższe nawet od naszego
samochodu. Tata spanikował, próbował to wyminąć, ale wpadliśmy
w poślizg. Dachowaliśmy. Ja jako jedyny nie straciłem
przytomności. Pamiętam, jak ten stwór podszedł do naszego
samochodu. Wyglądał jak ogromny wilk, ale zbliżał się do nas na
tylnych łapach. Pazurami rozerwał pasy, którymi był przypięty
mój brat i...- podniósł na mnie wzrok. Widziałam ból w jego
oczach, przez który poczułam ukłucie w sercu.- Po prostu go
pożarł. Widziałem na własne oczy, jak wilk wielkości konia
pożera mojego brata w całości. Bałem się, ale ten strach mnie
paraliżował. Nie mogłem się ruszyć. Nie wydałem z siebie
żadnego dźwięku, patrząc jak pochłania ciało mojej mamy i
mojego taty. Potem przyszła kolej na mnie. Gdy poczułem jego
wielkie pazury, które łapią mnie w pasie, zacząłem się wić jak
szalony. Krzyczałem, płakałem, próbowałem jakoś uciec.- jego
wzrok dalej spoczywał na moich oczach, obserwując malujące się w
nich emocje.- I wtedy zdarzył się cud. Coś odciągnęło ode mnie
tego potwora, który zdążył jedynie pozostawić na moich plecach
kilka głębokich zadrapań. Widziałem jak troje ludzi rzuca się
na... to coś, rozszarpując mu gardło własnymi zębami. To jest
ostatnie, co pamiętam. Po tym wszystkim obudziłem się w szpitalu,
a przy moim łóżku siedziała zapłakana babcia.- nagle z jego oczu
uleciały wszelkie emocje.- Do dziś noszę na plecach pamiątkę po
tamtym stworze. Ciał mojej rodziny nigdy nie odnaleziono. Do moich
osiemnastych urodzin byłem wychowywany przez dziadków. Od roku sam
zarabiam na życie, mam własne mieszkanie, które zostało mi po
rodzicach. Jakoś daję radę.- westchnął, rozsiadając się
wygodnie w fotelu.- Może teraz twoja kolej, aby opowiedzieć mi coś
o sobie?
-Ta
istota, która cię zaatakowała...- zaczęłam, nie mogąc oderwać
od niego wzroku.- To był wilkołak. Ci ludzie, którzy go zabili, to
wampiry. Wiesz, że jeżeli powiem ci więcej, to już nigdy nie
będziesz mógł żyć jak dawniej?
-Wiem.-
odpowiedział bez chwili zastanowienia.- Chcę znać prawdę. Nawet
jeśli to oznacza, że moje życie obróci się o sto osiemdziesiąt
stopni.
Wzięłam
głęboki wdech i wyjrzałam za okno, spoglądając na księżyc.
Właśnie łamię jedną z zasad ESIP- nigdy nie zdradzaj istocie
ludzkiej żadnych informacji o świecie paranormalnym. Od teraz będę
musiała mieć tego chłopaka na oku. Dlaczego ja w to dalej brnę?
Mogłabym go po prostu ogłuszyć i wyskoczyć przez okno.
-Kobieta,
która próbowała cię dzisiaj zabić to Czarna Wdowa. Jeden z
demonów niższego poziomu. Wabi mężczyzn, żeby potem wyjeść ich
wnętrzności. Paskudne stworzenia, ale łatwo je zabić.- ponownie
przeniosłam wzrok na jego skupioną twarz.- Jestem jedną z
najmłodszych, ale i najbardziej skutecznych Agentów Europejskiego
Stowarzyszenia Istot Paranormalnych, w skrócie ESIP. Nie powinieneś
widzieć ani mojej broni, ani mojego naturalnego koloru oczu. Zostały
na nie narzucone czary maskujące, którym podlegają ludzie. Nie
wiem jak, ale na ciebie nie działają.- zaczęłam mu to wszystko
opowiadać tak spokojnie, jakbym z nim rozmawiała o pogodzie.
Dominik także nie okazywał zbyt wielu emocji. Jedyne, co udało mi
się rozszyfrować z jego kamiennej twarzy to zainteresowanie i
niedowierzanie.- Ja także jako dziecko nie miałam łatwo.-
powiedziałam spokojnie. Nie, nie mów mu tego! Nikomu oprócz
Szefowej o tym nie mówiłaś, więc czemu teraz masz to zmienić?!,
zganiłam się w myślach, jednak to było silniejsze ode mnie.
Czułam, jak jakaś niewidzialna siła każe mi się przed nim
otworzyć, zwierzyć się ze wszystkiego, co w sobie tłumiłam przez
te kilkanaście lat.- Nie pamiętam swoich rodziców. Zostali
zamordowani przez jeden z klanów wampirów. Miałam wtedy niewiele
ponad rok. Do czwartego roku życia znajdowałam się pod opieką
ciotki, która była człowiekiem. Niestety, wtedy zaczęły się
ujawniać moje paranormalne zdolności. Nie winię jej za to, że
oddała mnie do domu dziecka. To normalne, że mógł ją przerazić
widok małej dziewczynki, która w jednej chwili zmienia się w kota,
a później wraca do swojej normalnej postaci.- uśmiechnęłam się
mimowolnie na to wspomnienie. Nie ze szczęścia, ale z rozbawienia.-
W placówce moje przemiany stawały się coraz częstsze, ale
skutecznie udawało mi się je ukrywać. Do czasu, gdy przy
wszystkich podopiecznych i większości pracowników, zamieniłam się
w dorosłą lwicę. Tylko jedna kobieta nie panikowała na ten widok.
Jak się później okazało, była ona czarownicą. To ona
zawiadomiła ESIP o moim istnieniu. Od tamtej pory trenowałam,
uczyłam się panować nad swoimi zdolnościami i wyruszałam na
misje, aby odwdzięczyć się Szefowej za to, że się mną
zaopiekowała. Jednak w przyszłym miesiącu skończę osiemnaście
lat i mam prawo wyboru- albo zostanę w ESIP i będę żyła tak jak
dawniej, albo na zawsze stamtąd odejdę. Nadal jestem niezwykle
wdzięczna Stowarzyszeniu, ale coraz mniej mi się podoba praca
egzekutora.- westchnęłam, opadając na oparcie fotela i patrząc w
biały sufit.- Ta robota męczy i sprawia, że tracisz poczucie
człowieczeństwa. Zabicie kogoś nie ma już dla mnie większego
znaczenia. Wpisało się to w moją codzienność i nie przywiązuję
do tego zbytniej wagi.
-Czym
ty jesteś?- zapytał Dominik, lustrując uważnie moje ciało.
Spojrzałam
na jego zmarszczone czoło i ściągnięte brwi. Jego usta były
lekko rozwarte, a dłonie zaciśnięte w pięści. Czyżby się mnie
bał?
-Jestem
ostatnią na świecie zmiennokształtną.