Wszyscy stanęli jak wryci przed bramą okazałego budynku z czarnego marmuru otoczonego złotym płotem. Po obu stronach dużej bramy stały dwa, wysokie pale, na które nabite były śnieżnobiałe czaszki. Od domu wionęło chłodem, które przeszywało do szpiku kości i wywoływało gęsią skórkę.
-Co to za...
-Dom Zegarmistrza.- przerwał wampir Farciarzowi mierząc go ostrym wzrokiem.
-Dobra! Nie zniosę tego dłużej!- warknął wściekły Rafael, a jego koci ogon poruszał się nerwowo na prawo i lewo.- Powiedz mi w końcu o co ci chodzi, koleś! Zachowujesz się cholernie dziwnie! Raz się cieszysz i obejmujesz Alice, potem prawie płaczesz, a teraz syczysz na nas jak jakiś wąż! Co ty jesteś?! Baba w ciąży?!
-Zamknij się! Ty nic nie rozumiesz!- krzyknął Roy, a jego seledynowe oczy błyszczały bólem i wściekłością.
-To mi to wytłumacz!- ryknął zirytowany kotołak obserwując uważnie wampira, który westchnął tylko z rezygnacją i kucnął zakrywając twarz dłońmi.
-Kiedyś, gdy ja i Mia byliśmy jeszcze dziećmi byliśmy... blisko ze sobą. Nie rozstawaliśmy się na krok, a król i królowa traktowali mnie jak własnego syna. Byłem jej...narzeczonym.- zaśmiał się cicho Roy i uniósł głowę patrząc na zaskoczone miny zebranych.- Wtedy Hades i Eris... oni po prostu zasnęli i już nigdy się nie obudzili. Cerber i ja próbowaliśmy jakoś pocieszyć Mię, ale to było bez sensu. Żadne z nas nie mogło nic zrobić. Byliśmy bezsilni. A ja tak bardzo ją kochałem! Tak bardzo, że byłbym w stanie zrobić wszystko dla jej dobra. Sandra dała jej szansę na nowe życie w ludzkim świecie z dala od Doliny Potępionych albo, jak mówiono za czasów Hadesa, Kamiennego Królestwa. Od tego czasu całe to miasto zdziczało, a wraz z nim, jego mieszkańcy, którzy nie ufali Selene. Ja i Cerber nigdy nie chcieliśmy opuszczać tego miejsca w nadziei, że Mia kiedyś wróci, żeby ubiegać się o koronę. Czekałem tyle lat, żeby zobaczyć jak wyrosła moja mała księżniczka, a gdy w końcu poczułem jej zapach nie mogłem się powstrzymać i przybiegłem do was. Jednak, gdy powiedziała mi, że idzie odzyskać koronę prawie nie wybuchłem. Kiedyś Sandra próbowała się tam dostać i ledwo uszła z życiem, a poszła tam w postaci trójgłowego psa! Kłótnie z Mią nie mają jednak sensu, więc pozwoliłem jej udać się na pewną śmierć. Później miałem wyrzuty sumienia i byłem na siebie wściekły. To dlatego byłem dla was taki niemiły.
-Jakie to smutne...- wyszeptała wzruszona Caroline, a jej oczy się zeszkliły.- Nigdy bym się nie spodziewała, że Alice miała taką romantyczną i łzawą przeszłość.
-Romantyczną?!- prychnął lekceważąco Roy, a na jego twarzy pojawił się cień bólu.- Ona mnie traktowała jak brata, a ja zawsze chciałem od niej czegoś więcej. Ale nie czas teraz na moje opowieści. Jedno z was musi wejść do środka.- mówiąc to spojrzał przeciągle na Peter'a, którego fioletowe oczy ani na moment nie oderwały się od pięknie zdobionych, drewnianych drzwi budynku.
-A co będzie z wami? Co będziecie robić?- spytał Peter nie zmieniając obiektu obserwacji. Jego czarne włosy poruszały się lekko na wietrze, który Dominica z nerwów uwalniała z zaciśniętych pięści.
-Nie martw się o to.- powiedział Rafael i położył chłopakowi dłoń na ramieniu. Michael zapalił kolejnego papierosa i klepnął czarnowłosego przyjacielsko w bark.
-Nie bądź baba i wchodź do środka.- zaśmiał się złotooki wypuszczając dym z płuc.
Peter zaśmiał się krótko i nie zwlekając zbyt długo ruszył w stronę drzwi. Nagle u jego stóp w ziemię wbiła się srebrna strzała, a wraz z dźwiękiem przecinanego powietrza rozległ się zwierzęcy śmiech Roy'a. Chłopak odwrócił się i spojrzał zaskoczony w nieludzko uśmiechniętą twarz wampira. Jego oczy przepełniała czerń. Jego piękne seledynowe tęczówki zalała bezdenna ciemność.
-Ale teraz nienawidzę Mii tak bardzo, że chcę was zabić, by cierpiała.- wycharczał wampir, a grupa przyjaciół podbiegła przestraszona do zaskoczonego Petera. Ze wszystkich stron otaczały ich obdarte ze skóry demony z łukami w rękach.- Zginiecie, żeby pokazać jej co znaczy prawdziwe cierpienie.
Gdy wypowiedział te słowa jego dłoń się uniosła i wystrzeliła z nich potężna fala dźwiękowa. Grupka nastolatków nie miała nawet czasu pisnąć. Gdy fala dźwiękowa była dosłownie kilkanaście centymetrów od przerażonych twarzy nastolatków pojawiła się przed nimi ściana złotego ognia, która zneutralizowała atak.
-Popełniłeś wielki błąd, Roy.- rozległ się miękki, przejrzysty głos za plecami Peter'a i innych. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku i dostrzegli płonącą sylwetkę kobiety o włosach z płomieni i ogromnych, palących się skrzydłach. Biła od niej moc i potęga, której nie byli w stanie o garnąć. Szła wolnym krokiem w stronę wilkołaka, na którego twarzy zagościło zdumienie i przerażenie.
-Jak ty...
-Łatwo było odzyskać koronę, której bronili świadome istoty.- przerwała mu Mia, a w jej czerwonych oczach płonęła czysta nienawiść.- Co się z tobą stało przez te parę lat?! Kiedyś cię podziwiałam, ale teraz tobą gardzę!
-To twoje odejście mnie tak zmieniło! Tylko Czarna Dama mnie rozumiała! Tylko ona!- jęknął Roy, a w jego czarnych oczach pojawiły się łzy goryczy.
-Skoro zawarłeś pakt z Czarną Damą to musisz zginąć.- wraz ze słowami dziewczyny wokół wampira pojawił się czarny, płonący krąg i zacisnął się na jego brzuchu wypalając go od środka. Chłopak nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku. Na chwilę przed śmiercią jego oczy stały się na powrót seledynowe i spojrzały na Mię z czułością.
-Dziękuję ci...- wyszeptał bezgłośnie po czym jego ciało upadło na ziemię z głuchym łupnięciem. Alice odwróciła wzrok i błyskawicznie powróciła do swojej dawnej postaci.
-Przepraszam... Nie powinniście tego widzieć.- wyszeptała blondynka i spojrzała na drewniane drzwi domu. Jej wzrok przeniósł się na fioletowo-okiego i wtedy uśmiechnęła się miło.- Powinieneś tam wejść.
-Romantyczną?!- prychnął lekceważąco Roy, a na jego twarzy pojawił się cień bólu.- Ona mnie traktowała jak brata, a ja zawsze chciałem od niej czegoś więcej. Ale nie czas teraz na moje opowieści. Jedno z was musi wejść do środka.- mówiąc to spojrzał przeciągle na Peter'a, którego fioletowe oczy ani na moment nie oderwały się od pięknie zdobionych, drewnianych drzwi budynku.
-A co będzie z wami? Co będziecie robić?- spytał Peter nie zmieniając obiektu obserwacji. Jego czarne włosy poruszały się lekko na wietrze, który Dominica z nerwów uwalniała z zaciśniętych pięści.
-Nie martw się o to.- powiedział Rafael i położył chłopakowi dłoń na ramieniu. Michael zapalił kolejnego papierosa i klepnął czarnowłosego przyjacielsko w bark.
-Nie bądź baba i wchodź do środka.- zaśmiał się złotooki wypuszczając dym z płuc.
Peter zaśmiał się krótko i nie zwlekając zbyt długo ruszył w stronę drzwi. Nagle u jego stóp w ziemię wbiła się srebrna strzała, a wraz z dźwiękiem przecinanego powietrza rozległ się zwierzęcy śmiech Roy'a. Chłopak odwrócił się i spojrzał zaskoczony w nieludzko uśmiechniętą twarz wampira. Jego oczy przepełniała czerń. Jego piękne seledynowe tęczówki zalała bezdenna ciemność.
-Ale teraz nienawidzę Mii tak bardzo, że chcę was zabić, by cierpiała.- wycharczał wampir, a grupa przyjaciół podbiegła przestraszona do zaskoczonego Petera. Ze wszystkich stron otaczały ich obdarte ze skóry demony z łukami w rękach.- Zginiecie, żeby pokazać jej co znaczy prawdziwe cierpienie.
Gdy wypowiedział te słowa jego dłoń się uniosła i wystrzeliła z nich potężna fala dźwiękowa. Grupka nastolatków nie miała nawet czasu pisnąć. Gdy fala dźwiękowa była dosłownie kilkanaście centymetrów od przerażonych twarzy nastolatków pojawiła się przed nimi ściana złotego ognia, która zneutralizowała atak.
-Popełniłeś wielki błąd, Roy.- rozległ się miękki, przejrzysty głos za plecami Peter'a i innych. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku i dostrzegli płonącą sylwetkę kobiety o włosach z płomieni i ogromnych, palących się skrzydłach. Biła od niej moc i potęga, której nie byli w stanie o garnąć. Szła wolnym krokiem w stronę wilkołaka, na którego twarzy zagościło zdumienie i przerażenie.
-Jak ty...
-Łatwo było odzyskać koronę, której bronili świadome istoty.- przerwała mu Mia, a w jej czerwonych oczach płonęła czysta nienawiść.- Co się z tobą stało przez te parę lat?! Kiedyś cię podziwiałam, ale teraz tobą gardzę!
-To twoje odejście mnie tak zmieniło! Tylko Czarna Dama mnie rozumiała! Tylko ona!- jęknął Roy, a w jego czarnych oczach pojawiły się łzy goryczy.
-Skoro zawarłeś pakt z Czarną Damą to musisz zginąć.- wraz ze słowami dziewczyny wokół wampira pojawił się czarny, płonący krąg i zacisnął się na jego brzuchu wypalając go od środka. Chłopak nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku. Na chwilę przed śmiercią jego oczy stały się na powrót seledynowe i spojrzały na Mię z czułością.
-Dziękuję ci...- wyszeptał bezgłośnie po czym jego ciało upadło na ziemię z głuchym łupnięciem. Alice odwróciła wzrok i błyskawicznie powróciła do swojej dawnej postaci.
-Przepraszam... Nie powinniście tego widzieć.- wyszeptała blondynka i spojrzała na drewniane drzwi domu. Jej wzrok przeniósł się na fioletowo-okiego i wtedy uśmiechnęła się miło.- Powinieneś tam wejść.
Szkoda mi Roya... ._.
OdpowiedzUsuńPrzez ten komentarz mam wyrzuty sumienia, że go zabiłam... ;_;
UsuńCzasem niektóry muszą odejść.. Q>Q Ale i tak szkoda.. ;w;
Usuń