środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XXII- "Na co jeszcze czekamy?!"

   Mam do was niewielkie pytanie... Którego z chłopaków wolelibyście dla Alice (Mii)? :3 I tak dam jej tego, którego sama wybrałam, ale chciałabym wiedzieć co wy o tym myślicie. :D
   Który chłopak pasuje do Mii?
   A.Light
   B.Peter.
   Odpowiedzi w komentarzach! ^w^


~*~


   Minął miesiąc od kiedy straciła pamięć. Długi i wyczerpujący miesiąc, w trakcie którego starała się przypomnieć sobie o wszystkim, co się wydarzyło. Nadal pamiętała tylko imiona i krótkie urywki rozmów. Nie potrafiła sobie niczego przypomnieć.
   Był to też miesiąc odkąd zniknął Peter. Tylko Rafael wiedział, gdzie on jest, ale nie chciał o tym nikomu powiedzieć. Cały czas zarzekał się, że chłopak chce pobyć sam przez jakiś czas i nie ma ochoty oglądać "krzywej mordy tego idioty, który myśli, że jego złote oczka go zauroczą i, że jak zarzuci tymi białymi kłakami to się w nim zakocha.". Light był w tym czasie cały w skowronkach i nie odstawał Mii na krok.
 -Nawet do kibla chce za mną chodzić.- warknęła wściekła blondynka siadając na przeciwko roześmianej Caroline. Dawno nie rozmawiała z kimś normalnym, a zielono-włosa wydawała się być jedną z najbliższych jej osób.- Powiedz mi! Czy ja się z nim kiedyś przespałam, albo coś, że on teraz się tak do mnie klei?! A może on jest moim byłym?! 
 -Nie i nie.- zachichotała zielonooka.- Ale on chyba nie jest jedynym, który się do ciebie "klei", prawda?
   Alice odwróciła wzrok speszona spojrzeniem przyjaciółki. To prawda... Niedawno do królestwa Selene przybyło kolejne "Smocze Dziecko". Był to chłopak o pięknych czarnych oczach i włosach tego samego koloru. Jego grzywka i kilka pasm włosów z przodu głowy były białe. Chłopak był naprawdę przystojny i wysoki, a zarazem wysportowany. Podobno był to "człowiek-puma", z którym Alice rozmawiała na London Bridge, ale dziewczyna go nie pamiętała.
 -Ale... Sam to co innego! On jest... On...
 -...Nie jest nachalny?- dokończyła Caroline.- Oj, dziewczyno! Trzech facetów jest w tobie zakochanych, a ty nie pamiętasz co do nich czujesz...
 -No wiem tyle, że do Sama nic nie czuję, bo poznałam go dopiero na ostatniej misji, prawda?- wymruczała Alice starając się sobie coś przypomnieć.
 -No niby tak. Więc jego możesz wykluczyć. Nie jesteś raczej typem dziewczyny zakochującej się od pierwszego wejrzenia.- westchnęła Caroline i spojrzała w zmartwione, czerwone oczy dziewczyny.- Pomogę ci, ale musisz mi powiedzieć wszystko, co pamiętasz.
 -Pocałunek...
 -Co?!- pisnęła zdezorientowana zielono-włosa.
 -Gdy się obudziłam pamiętałam jak ktoś mnie wołał i krzyczał, żebym nie umierała. Pamiętałam też, że ktoś mnie pocałował.
 -Zaczyna się robić ciekawie.- wyszeptała skupiona Catraw patrząc na zaczerwienioną twarz przyjaciółki.- Opowiadaj! Twoje życie jest bardziej pokręcone niż "Moda na Sukces", ale chociaż jest ciekawe.
 -No jak już mówiłam to pamiętam, że ktoś mnie pocałował. Jak się obudziłam to był przy mnie Light i on pocałował mnie w dłoń, ale poznałam, że to nie on mnie pocałował przed utratą pamięci, a gdy Light zasnął to przyszedł Peter i... no i...
 -Co on takiego zrobił, że nie możesz tego z siebie wykrztusić?- zaśmiała się Caroline patrząc na zawstydzoną twarz Alice, która powoli przybierała kolor oczu blondynki.
 -No, bo on mnie pocałował i...
 -I wtedy skojarzyłaś, że to on pocałował się przed atakiem Czarnej Damy?- dokończyła zielono-włosa przybierając taki ton głosu jakby była dumna z czynów czarnowłosego.- A to dopiero lowelas... No to nad czym ty się jeszcze zastanawiasz, kobieto?! Zamiast zapieprzać teraz za nim to siedzisz i się nad sobą użalasz?
 -No, bo ja najpierw chcę sobie wszystko przypomnieć!- jęknęła zrozpaczona blondynka.
 -Więc ja mam pewien interesujący pomysł...- wyszeptała zielonooka, a jej wyraz twarzy przeraziłby samego Chucka Norrisa...

   -Myślisz, że dasz radę nas unieść, Andrew...?- wymruczała niepewnie Alice patrząc na wielkiego, złotego tygrysa o ogromnych skrzydłach.- I powiesz mi w końcu co to za pomysł, Caroline?
 -Nie!- krzyknęła i łapiąc blondynkę jedną ręką za koszulkę z łatwością i precyzją rzuciła nią na grzbiet tygrysa.- Lecimy, kochanie. Wiesz, co robić.
   Po tych słowach tygrys wzbił się w powietrze i zgrabnie wyleciał przez dziurę w sklepieniu jaskini, która od razu się za nimi zrosła.
 -Moja moc bywa przydatna.- zaśmiała się zielono-włosa zatapiając swoje palce w sierści Farciarza, który wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia.
   Ich zdolności znacznie się poprawiły, a ich wygląd też nie był taki jak kiedyś. Caroline miała liczne zadrapania na plecach, które sprytnie ukryła pod białą koszulką, a na nadgarstkach miała śnieżnobiałe bandaże osłaniające nie tylko nadgarstki, ale też dłonie i część palców. Nawet Andrew w ludzkiej postaci nie był taki jak dawniej. Zadrapania na jego ciele ukazywały jak ciężko trenował, a pięknie zarysowane mięśnie potęgowały tylko wrażenie, że chłopak dawał z siebie wszystko. Stał się też wyższy i całkiem wyprzystojniał.
 -Teraz, kotku!- wrzasnęła zielonowłosa, gdy znaleźliśmy się nad jednym z głębszych jezior w okolicy.
   Alice wyrwana z zamyśleń nie zdążyła nawet przytrzymać się ciała tygrysa, który nagle szybował do góry łapami. Blondynka z głośnym wrzaskiem runęła w dół. Strach sparaliżował ją całą. Nie chciała umierać, nie chciała teraz ginąć! Nagle przed jej oczami pojawiła się przerażona twarz Petera na tle rozgwieżdżonego nieba. Łzy spływały po jego policzkach, jego usta poruszały się szybko wypowiadając słowa, które sprawiły, że cała siła jej wróciła....
   -"Myślisz, że mnie tak teraz zostawisz?!- krzyczał chłopak z jej wspomnień.- Nawet nie próbuj teraz umierać!"
   Zdawało jej się, że czas zwolnił swój bieg. Widziała swoje łzy unoszące się w powietrzu i włosy, które targał wiatr. Nie czuła już tak silnej grawitacji jak sekundę wcześniej teraz wiedziała już co robić. W ułamek sekundy jej ciało zaczęło płonąć, a z pleców wyrosła para ognistych skrzydeł. Jednak to nie tego chciała....
    Jej ciało znowu się zmieniło. Zmniejszyło się do rozmiarów mrówki, po czym rozrosło się przyjmując kształt ogromnego smoka otoczonego smugami cieni. Smocze ciało od razu pokryły kruczoczarne łuski, a z wielkiej paszczy zwierzęcia wydobył się przeraźliwy ryk, który sprawił, że wszystkie ptaki siedzące na pobliskich drzewach wzbiły się w górę uciekając w popłochu.
 -No i jak, Alice?! Mój plan się powiódł?!- krzyknęła w jej stronę Caroline i razem z Andrew zbliżyli się do wielkiego pyska smoka. Zwierzę zamiast odpowiedzieć uśmiechnęło się tylko i znowu przybrało postać ognistej kobiety o pięknych skrzydłach.
 -Wiesz, Caroline...- rozległ się ciepły głos Mii dochodzący z ognistych ust dziewczyny.- Jeszce raz zrobisz coś takiego to zatłukę cię tak samo, jak Alex Claudię na jednym z treningów! Ech... Jak dobrze jest odzyskać pamięć...

2 komentarze:

  1. Wole Petera.. =u=" Light wkurza mnie.. Nie wiem czemu, ale go nie lubię.. :C
    Rozdział fajny.. c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to też nie lubię Lighta. >x< Stworzyłam go na podstawie osoby, której nienawidzę, więc nie ma co mi się dziwić. xD
      Postaram się jednak z czasem ukazać tą lepszą stronę białowłosego. ^^

      Usuń