piątek, 31 maja 2013

Historia 7- Amnezja

   Czy wiecie jak to jest stracić wszystkie swoje wspomnienia? Widzieć ludzi, którzy podają się za twoją rodzinę, a nie poznawać ich twarzy? Mijać na ulicy swoich dawnych znajomych i nie pamiętać kim są? Ja poznałam ból, który towarzyszy amnezji.
   Zaczęło się to tydzień temu. Obudziłam się w szpitalu otoczona przez kilkoro nieznanych mi ludzi, którzy podawali się za moich wujków, braci, ciotki i siostry. Nie wiedziałam nawet jak mam na imię. Spojrzałam w jedno z okien i zobaczyłam w nim swoje odbicie. Miałam długie, falowane, białe włosy i piękne, duże oczy, które mieniły się we wszystkich kolorach tęczy. Nagle po policzkach zaczęły mi spływać niekontrolowane łzy.
   Straciłam wszelkie swoje wspomnienia. Nie wiedziałam kim jestem. Nie miałam już swojej przeszłości, ani miejsca, do którego mogłabym wrócić. Czułam się samotna mimo otaczającego mnie tłumu ludzi. Byłam sama.
 -Hej, Rachel! Pamiętasz wypadek?- usłyszałam za sobą głos, który rozmazał przykre, szpitalne wspomnienia. Ten głos należał do chłopaka, który był moim bratem. Miał krótkie, białe włosy i piękne, niebieskie oczy.

 -Nie, Seth, nie pamiętam.- powiedziałam na tyle głośno, żeby mnie usłyszał i przeniosłam wzrok na morze, które rozciągało się przede mną. Morska bryza targała lekko moje włosy i pozwalała mi się uspokoić.- Co mi się właściwie stało? Kim ja właściwie jestem?
 -Ech...- westchnął chłopak i usiadł obok mnie na ławce.- Jechałaś motorem na zakończenie liceum i miałaś wypadek. Straciłaś panowanie nad kierownicą i wjechałaś w pobliskie drzewo ledwo uchodząc z życiem. Lekarze powiedzieli, że to cud, ale to nie prawda. Nie łatwo zabić dojrzewającego wampira. Choć po tym wypadku stałaś się już wampirem w stu procentach. Cała nasza rodzina jest z ciebie dumna!- zaśmiał się chłopak. Mówił o tym tak naturalnie, jakby to nie było nic dziwnego.
   Wiedziałam o tym, że nie byłam człowiekiem, ale nie umiałam określić, czy to mnie cieszy, czy raczej smuci. Czułam głód i pragnęłam krwi, ale skutecznie ignorowałam swoje potrzeby. Każdego wieczora dostawałam kubek ludzkiej krwi, żeby zaspokoić pragnienie, ale to nie pomagało. Ciągle byłam głodna.
 -No to ja idę do pracy. Chcesz jechać ze mną?- zapytał chłopak unosząc się z ławki i pochylając się nade mną z uroczym uśmiechem. Był do mnie naprawdę podobny. W jego błękitnych oczach widziałam dużo czułości.
 -Nie. Jeszcze trochę tu posiedzę.- mruknęłam podkulając nogi i podciągając kolana pod brodę.
 -Jak chcesz...- zaśmiał się chłopak i zaczął zmierzać w stronę parkingu, który znajdował się przy plaży. Usłyszałam jak zatrzaskuje drzwi samochodu i odpala silnik, po czym odjeżdża zostawiając mnie samą.
    Cicho zaczęłam śpiewać jedyną piosenkę, którą pamiętałam i zamknęłam oczy. Słyszałam dźwięk morskich fal i szum wiatru, który nagle zagłuszyły ludzkie kroki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą wysokiego, przystojnego chłopaka o fioletowych włosach i pięknych, jasno-brązowych oczach. Był jedyną osobą, którą poznałam. Miał na imię Arius i był osobą, w której byłam zakochana. Także był wampirem i zawsze, gdy się spotykaliśmy przychodziliśmy w to miejsce.
 -Rachel! Słyszałem, że miałaś wypadek! Nic ci nie jest?!- krzyknął przerażony chłopak przytulając mnie do siebie.- Dobrze się czujesz?! Jeśli nie to wypij trochę mojej krwi!
   Chłopak odsłonił swoją szyję i spojrzał na mnie zmartwionym i pełnym uczuć wzrokiem. Bez zastanowienia zanurzyłam kły w jego szyi rozkoszując się smakiem jego krwi. Miała słodki i przyjemny smak. Po chwili w końcu oderwałam się od jego szyi pozwalając mu zatopić swoje zęby w mojej tętnicy. Po raz pierwszy od długiego czasu moje pragnienie zostało zaspokojone. Wszystkie wspomnienia zaczęły do mnie powoli wracać. Pamiętała już wszystko, co dotyczyło mojej rodziny, ale ciągle nie mogłam przywołać wspomnień na temat Ariusa...
   Fioletowo-włosy oderwał się od mojej szyi i ujął moją twarz w dłonie, po czym namiętnie mnie pocałował. Zalała mnie fala rozkoszy i wielu przyjemnych wspomnień na temat mojego ukochanego.
   Czy wyobrażacie sobie jak to jest odzyskać wspomnienia? Cieszyć się jak dziecko z powodu odzyskanej przeszłości i płakać ze szczęścia z powodu odnalezienia ukochanej osoby? Ja już wiem jakie to uczucie...

czwartek, 30 maja 2013

Wyniki konkursu!







   Przyszła tylko jedna praca, szkoda, ale za to świetna! Zakochałam się w niej! <3 Z przyjemnością umieszczę ją na tym blogu!!!

Autor opowiadania:  Julcia ;*

To ja mag i demon, Christine Canady, czyli dla tych co mnie znają C.C.*. Mam czarne włosy z grzywką i różowymi pasemkami, błękitne oczy i delikatnie zarysowaną twarz.  




Co dziennie na niej widnieje sztuczny uśmiech. Dlaczego? Bo dla tych, co mnie podziwiają muszę być ideałem. Zawsze idealny makijaż, idealnie uczesane włosy i idealnie dobrane ubrania. Zawsze tak jest. Zawsze jestem wybierana na miss szkoły. A ja...chciałabym się poczuć jak normalna uczennica liceum, nie być codziennie oblegana przez zboczonych chłopaków i dziewczyn, które dla sławy udają moje przyjaciółki. A co teraz robię? Idę do miejsca gdzie jestem tylko ja i nikt więcej. Tuż za moim domem, w którym mieszkam razem z moją rodziną zastępczą, znajduje się mały lasek. Na środku niego stoi drzewo, które zostało zaczarowane przez moją mamę, zanim zginęła wraz z moim tatą. Dzięki mojej bransoletce, którą podarowała mi jak byłam mała, mogę przejść przez nie do tajemniczego lasu, który nie posiada końca. Lecz w miejscu do którego się dostaję jest płacząca wierzba, z której spadają krople wody. Obok płynie szybki strumyk, który nagle zapada się pod ziemię. Obok stoi ławka, którą oświetlają promienie słońca. Wszystko to zrobiła mi moja mama A najlepsze jest to, że mogę tu być zupełnie sama.
Podeszłam do ławeczki i usiadłam.
-Dlaczego mi się to przytrafiło?- cicho westchnęłam -Czemu nie poznałam swoich rodziców? Czemu...?- Nie dokończyłam, ponieważ nie kontrolowana łza wypadła mi z oka. Ukryłam twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak ciepłe dłonie dotykają moich ramion. Szybko zerwałam się na nogi i odwróciłam się. Po prostu oniemiałam przede mną stał przystojny, wysoki i chudy chłopak o niebieskich oczach czerwonych włosach.
                                                                                                                                      

-K-kim jesteś?- zapytałam zaskoczona.
-Dylan. Dylan Redbird.- od powiedział miękkim głosem.- sorry nie chciałem cię przestraszyć.


-Spoko, ale...- urwałam - Jak się tu dostałeś?
-Nie wiem. Biegłem przez miasto i nagle tutaj się znalazłem...hmm. A ty jak masz na imię.
-Aaa... jaa...- przeciągałam- Christine Canady... Ale mów mi C.C.- Powiedziałam. W tym momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nagle wszystko znika stałam tylko ja i on. Czyżby...to on był moją Bratnią Duszą?!
-Czy ty też...hmmm, jakby to powiedzieć, posiadasz magiczne zdolności?
-Jasne. Jestem demonem.- powiedział to tak jakby mówił to codziennie.- A ty...
-O-oczywiście jestem demonem oraz magiem
-Super. A możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy?
-Jasne to jest...To jest... To jest miejsce gdzie często przesiaduję. To nie ma nazwy.
-Aaaaa jak się stąd wydostać?- Nie wiem dlaczego ale na te słowa posmutniałam.
-Choć ze mną.- powiedziałam i złapałam go za chudą rękę, nawet się nie zastanawiając. Szybko przeszliśmy przez drzewo i znaleźliśmy się za moim domem.
-Wejdziesz?- zapytałam się. A on odpowiedział kiwając głową...
Od tego czasu spotykaliśmy się regularnie. Zawsze w tym samym miejscu. Zaczęłam coraz bardziej odczuwać łączącą nas więź. Pewnego dnia czekałam na niego, lecz nigdzie się nie pojawił. Usłyszałam trzask łamiącej się gałązki. Szybko się odwróciłam wypowiadając tylko krótkie :
-Dyl...- nie dokończyłam. I dopiero po kilku ułamkach sekundy zorientowałam się, że Dylan czule mnie pocałował. Oddałam pocałunek a on wziął mnie w ramiona. Oderwał się na chwile opierając czoło o mój bark i szepcząc:
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.- Odpowiedziałam. A on znów mnie pocałował.


                                                                           <KONIEC> 




niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 32- Szkatułka

 -Ja was witać!- krzyknął niski zielony stworek z białą peruką na głowie. Jego niewielkie ciałko było przystrojone w złotą szatę.- Ty i twój koń zaskoczyć nas swoja wizyta!
   Zachichotałam cicho patrząc na minę wielkiego, czarnego wilka obok mnie. James wyglądał jakby miał zaraz rzucić się na zielonego stworka. Na ustach nadal czułam słodki smak czekolady i migdałów, ale starałam nie dać po sobie poznać jak bardzo mnie to zawstydzało. Jego pocałunek naprawdę smakował jak czekolada.
 -Podobno moi rodzice coś tutaj zostawili.- powiedziałam głośno i dostojnie, aby pokazać, że powód mojego przybycia jest niesamowicie ważny. Król uśmiechnął się ukazując zaskakująco białe zęby.
 -Tak, tak... Minerwo, ty przynieść szkatułka od Nika!- polecił król jednej ze służek, która pospiesznie zniknęła w pałacu.- Czy to być wszystko, co...
   Król nie dokończył, bo rzuciłam mu pod nogi resztę plakatów, które zabrałam z domu. Jego czarne ślepia rozszerzyły się i przez chwilę zastanawiałam się jakim cudem mu jeszcze nie wypadły.
 -Chcę zawrzeć z wami sojusz.- powiedziałam wyciągając zza pasa sztylet i nacinając skórę na dłoni. Nie wiem skąd to wiedziałam, ale tak wśród refii zawierało się sojusz. Był to tak zwany pakt krwi. Dwójka osób nacinała swoje ciało i przykładali swoje rany do siebie, aby połączyć swoją krew.
   Król spojrzał na mnie z podejrzliwym uśmiechem i skinął palcem na jednego ze sług, który podbiegł do niego z małym nożykiem. Król naciął swoją drobną, zieloną dłoń i z jego rany zaczęła płynąć czarna krew. Bez zastanowienia uścisnęliśmy sobie dłonie. Krople naszej wymieszanej krwi padły na dziedziniec i w tej chwili przybiegła do nas Minerwa ze sporej wielkości srebrną szkatułką, którą podała mi pospiesznie.
 -Dziękuję.- powiedziałam i chwyciłam piękne pudełko czystą ręką.
 -To my ci dziękować. My słyszeć o ty od twoja matka. Ty mieć oczy po ona. Nika być moja dobra przyjaciółka, która pierwsza zawrzeć ze mną pakt i posadzić mnie na tron królestwo.- powiedział z uśmiechem stworek kłaniając mi się.
   Razem z Jamesem pożegnaliśmy się i weszliśmy w głąb lasu. Wskoczyłam na grzbiet wilka i spojrzałam po raz ostatni na szkatułkę. Widniało na nim moje imię i dziura w kształcie serca, w które idealnie wpasowałoby się serduszko, które nosiłam na szyi.
   Szybko schowałam szkatułkę do torby i chwyciłam się sierści na karku czarnego wilka, który gwałtownie przyspieszył i pędził teraz przez las. Czułam jego strach i zdenerwowanie. Musiał wyczuć jakieś niebezpieczeństwo i chciał jak najszybciej dostać się do kryjówki. O co chodziło tym razem?!
 -James, coś się stało?- zapytałam zmartwiona pochylając się nad uchem wielkiego zwierzęcia.
 -Ktoś nas śledzi!- warknął wilk i jeszcze bardziej się rozpędził. W zasięgu naszego wzroku znalazł się drewniany domek. James coraz bardziej przyspieszał i w końcu wpadł na podwórko cały zdyszany. Pospiesznie zeskoczyłam z jego grzbietu i odwróciłam się w stronę lasu przybierając obronną pozę.
   Widziałam wysoką, ciemną postać, która ucieka w stronę lasu. Nie mogłam dostrzec jej twarzy, ani nawet jej włosów. Była za szybka...

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 31- Sprytne rozwiązanie problemu


   Mój plan był ryzykowny, ale nie miałam innego wyjścia. Skoro Refie tak bardzo lubili pięknych ludzi to mogłam im ich dać. Razem z Jamesem poszliśmy najpierw do mojego domu i ze swojego pokoju zabrałam chyba z dwadzieścia plakatów pięknych i sławnych ludzi i jeszcze dziesięć z pokoju Nadii.
   Potem zapakowałam to wszystko do torby, zabrałam ze sobą sztylet mojego ojca i usiadłam na Jamesa, który był w postaci wilka. Widziałam, że ten pomysł mu się nie podoba, ale nie miał innego wyjścia. Był teraz wspaniałym, wielkim wilkiem o czarnej sierści.
   James biegł już jakieś pół godziny przez las. Nie wiedziałam, czy jesteśmy już blisko, gdy mój naszyjnik nagle zaczął się świecić. Patrzyłam na niego, gdy nagle coś uderzyło mnie w bok i zrzuciło mnie z James. Zrobiłam przewrót i wylądowałam z tym co mnie zaatakowało pode mną przykładając mu sztylet do szyi. Mój naszyjnik oświetlał jego twarz.
   Był to niewielki stworek o zielonej skórze. Miał duże, czarne oczy i brzydką twarz. Nie miał nosa, a jego usta były odrobinę za szerokie. Miał ostre, brzydkie zęby i na widok serduszka na mojej szyi jego twarz wykrzywiła się w przerażeniu.
 -My nie móc ci zrobić krzywda, bo ty mieć tarcza na szyja.- powiedział skrzeczącym głosem. Znowu czułam jak adrenalina buzuje w moich żyłach i zaczęłam się zastanawiać gdzie jest James. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że stoi obok mnie w wilczej postaci.
   Stworzenie próbowało mi się wyrwać, więc mocniej je chwyciłam.
 -Przyszłam tu po odpowiedzi na swoje pytania. A w zamian za pomoc otrzymacie kilka pięknych twarzy.- powiedziałam, a stworzenie popatrzyło na mnie z uśmiechem. Jego uszy były długie i ostro zakończone.
 -Ja być Kilenis.- przedstawił się.- Ja nie móc zrobić ci krzywda, więc ty mnie puścić, a ja cię zaprowadzić do król. Twój wilk też nie móc być skrzywdzony, bo my nie chcieć ty zła.- zaśmiał się, a ja go puściłam. Wstałam, a Kilenis stanął obok mnie. Sięgał mi do pasa.
 -Jestem Noemi, a to jest James.- powiedziałam pokazując na wilka.- Więc prowadź nas do króla.
 -Ty się tak nie spieszyć. Najpierw ty pokazać mi piękne twarze!- rozkazał. Wyciągnęłam więc z torby jeden z plakatów i podałam mu go. Rozwinął i spojrzał na to z zachwytem.- To być twarz na papier! To nie być śmierdząca! Król będzie szczęśliwy! Chodź, Noemi! Chodź! Ja i Wilerus pokazać ci i twój wilk droga! Wilerus mam piękna twarz na papier! To być cud!- krzyczał uradowany Kilenis, gdy zza krzaków wyszło stworzenie, które wyglądało tak samo jak on.
 -Czy to wasze królestwo jest daleko?- zapytałam przerywając ich zachwycone okrzyki. Wtedy Wilerus odwrócił się i spojrzał na mnie.
 -Nie! To tam za krzak i drzewo! To być blisko.- powiedział i chwycił mnie za rękę prowadząc w stronę starej, powalonej brzozy. Usłyszałam jak James cicho warknął, ale poszedł z nami. Kilenis szedł za mną zachwycając się plakatem.
   Jesteś genialna. Usłyszałam głos James'a w swojej głowie i się uśmiechnęłam. Chwilę później naszym oczom ukazało się duże zbiorowisko małych domów, które sięgały mi do ramion. Z domów wychodziły po kolei refie i przyglądały nam się ze zdziwieniem i strasznymi uśmiechami na twarzach, które szybko znikały, gdy zobaczyły mój naszyjnik.
   Po chwili zostaliśmy zaprowadzeni do zamku króla. Był on wielkości ludzkiego domu. Kilenis spojrzał na mnie i na James'a, który w postaci wilka był wielkości konia.
 -Wy usiąść tutaj i poczekać na król. My iść go zawołać.- powiedział po czym razem z Wilerusem zniknęli w zamku. James położył się przed zamkiem. Zajmował cały dziedziniec. Zamek był zbudowany z białej cegły i w oknach miał witraże.
   Siadaj na mnie, mała. Zanim oni tutaj dojdą to trochę minie. Spojrzałam na James'a. Jego wilczy pysk był uśmiechnięty. Rozbawiło mnie to. Usiadłam na ziemi przy jego brzuchu i oparłam się plecami o jego bok. Wydał z siebie cichy pomruk i położył pysk na łapach. Prawą ręką zaczęłam go głaskać po tylnej łapie. Wilk gwałtownie podniósł łeb i spojrzał na mnie. Wiesz gdzie mnie głaszczesz? Od razu zabrałam rękę. Wilk zaczął się śmiać. Nie wiedziałam, że wilki potrafią się śmiać.
   Siedziałam zawstydzona, a gdy wilk przestał się śmiać spojrzał na mnie swoimi czerwonymi oczami i przybliżył się do mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało i się zarumieniłam. Spojrzałam na drzwi zamku, żeby na niego nie patrzeć i wtedy poczułam na policzku jego usta. Nie wilcze tylko ludzkie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Siedziałam więc nawet się do niego nie odwracając.
 -Nie siedź taka obrażona. Nie powinienem ci mówić, gdzie mnie głaskałaś. To było nawet przyjemne.- szeptał mi do ucha i wtedy dopiero się odwróciłam. Od razu jego usta zetknęły się z moimi. Były delikatne jak płatki róż. Zamknęłam oczy i pozwoliłam mu się całować.



Pocałunek jest obietnicą, którą składają sobie kochankowie. 

czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 30- Refie


   Na miejscu zobaczyłam drewniany dom z potężnym ogrodzeniem. Ten dom był naprawdę ładny. Przeszliśmy przez bramkę i okrążyliśmy dom, żeby wejść od tyłu. James otworzył przede mną potężne drzwi i wpuścił mnie do środka. Było to jedno wielkie pomieszczenie z kanapą, stołem i niby kuchnią w jednym z kątów. Chłopak usiadł na kanapie i spojrzał na mnie czekając na moją reakcję.
 -To mam ci to wszystko wytłumaczyć, czy nie?- zapytał, a ja podeszłam i usiadłam na drugim końcu sofy. Przy nim stawałam się spięta, wierzyłam w każde jego słowo. On był jak narkotyk.
 -Dlaczego wierzę w to wszystko? Przecież to jest chore! Który normalny człowiek uwierzyłby w to wszystko?!
 -I tu tkwi problem! Nie jesteś normalnym człowiekiem! Jesteś Bestią i dlatego w to wszystko wierzysz, bo ktoś ci już kiedyś o tym mówił, ale twoje wspomnienia zostały usunięte przez Radę! Nie chcieli, żebyś przez całe życie szkoliła się na maszynę do zabijania! Gdyby nie zakazy Rady już dawno wiedziałabyś o wszystkim! To wszystko o o czym ci opowiedzieli rodzice zostało by w twojej pamięci, ale Rada się nie zgodziła.- James mówił opanowanym głosem.
 -Co to za Rada?- zapytałam.
 -Rada to ludzie godni naszego zaufania, którzy pilnują, aby żadne zasady nie zostały złamane. Pilnują, żeby ludzie się nie dowiedzieli o świecie magii, bo wtedy będą musieli do niego dołączyć. Czasem zamieniają ludzi w wampiry, czasem w wilkołaki, a czasem w zmiennokształtnych. Różnie bywa. Ludzie wybierają kim chcą się stać, a czasami, gdy Rada stwierdza, że nie są tego godni to kończą jako przekąski.- Cole zaśmiał się ponuro.- Decydują też o takich rzeczach jak to kiedy Bestia powinna się dowiedzieć kim jest. Następne pytanie.
 -Kto to są Strażnicy?- pytałam dalej. Chciałam się dowiedzieć wszystkiego. Wszystkiego, co przez te lata było przede mną ukryte.
 -Strażnicy, czyli tak zwani Obrońcy, to istoty, które mają za zadanie chronić Bestię. Każda Bestia ma trzech obrońców. Moi dawno nie żyją, a twoich została tylko dwójka. Maria była jednym z twoich Strażników  Była czarownicą, naprawdę potężną czarownicą, ale z Rochem nie miała żadnych szans. Nadia i Kamil to twoi pozostali obrońcy. Nadia jest wampirem, a Kamil wilkołakiem. Kamil i Maria byli bratnimi duszami... Ale ostatnio Rada usunęła mu wspomnienia o niej na jego prośbę. Nie chciał pamiętać o jej śmierci, bo nie chciał się zabić. Zostawili mu same dobre wspomnienia na jej temat. Jest mu teraz o wiele łatwiej.- Dawid opowiadał to wszystko spokojnym i opanowanym tonem. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. 
   Siedziałam i chłonęłam to, co mówił. Im więcej się dowiadywałam tym bardziej w to wierzyłam. Nagle w mojej głowie pojawiło się słabe wspomnienie. Było to wspomnienie z okresu mojego dzieciństwa. Rodzice stali przede mną i się śmiali.
 -Noemi, kochanie. Kiedyś będziesz wspaniałą Bestią.- mówił mój tata.- I w dodatku najpiękniejszą, bo odziedziczyłaś urodę po matce.
 -Miałeś jej dać prezent od nas!- mama szturchnęła tatę w ramię.
 -Już, Nika. Nie denerwuj się.- zaśmiał się mój tata i podał mi niewielkie pudełko. Otworzyłam je, a w środku był łańcuszek z czerwoną zawieszką w kształcie serduszka.- Będzie cię chronił przed chochlikami i refiami. One uwielbiają kaleczyć piękne dziewczynki. 
    I nagle wspomnienie zniknęło. Dotknęłam swojego naszyjnika. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak James wpatruje się we mnie dziwnie. Na jak długo straciłam świadomość?
 -Chyba wspomnienia wracają.- zaśmiałam się cicho.- Co to są refie?
   Chłopak spojrzał na mnie dziwnie i się zaśmiał.
 -Refie to niewielkie stworzenia, takie jak chochliki, które kochają piękno, ale same są brzydkie. Gdy tylko ktoś piękny wejdzie do ich lasu i nie będzie uzbrojony to refie go zaatakują i obetną mu głowę, którą nadzieją na pal i postawią w swoim królestwie. Im potężniejsze królestwo tym więcej głów. Nikt nigdy nie dał rady zawrzeć z nimi sojuszu.
 -Mógłbyś mnie kiedyś do nich zaprowadzić?- zapytałam. Miałam dziwne przeczucie, że u refii znajdę coś co będzie mi bardzo potrzebne. 
 -Zwariowałaś?! Gdy tylko cię zobaczą nie będą zwracać uwagi na to, czy jesteś uzbrojona czy nie. Nie będzie ich obchodzić to, czy możesz je zabić. Będą chciały cię zabić!- James wyglądał na przerażonego. Nareszcie jego twarz wyrażała jakieś emocje.
 -Mam pewien pomysł. Zaufaj mi. Muszę się z nimi spotkać! Teraz, natychmiast!- powiedziałam wstając. James złapał mnie za rękę i przytrzymał w miejscu. Spojrzałam na niego z wyrzutem. Westchnął i spojrzał na mnie.
 -Jaki masz plan, szefowo?

środa, 15 maja 2013

Rozdział 29- Niemożliwe...

   Jesteś Bestią, tak jak ja. Bestia to wampir, wilkołak, elf, zmiennokształtny, mag i człowiek w jednym ciele. Tamten mężczyzna, który cię gonił był wilkołakiem. Twoja matka go tak zraniła podczas wojny z Nocte. 
   Słuchałam uważnie jego pięknego głosu, który rozbrzmiewał w mojej głowie, wierząc w każde jego słowo. Jak inaczej wytłumaczyć wygląd tamtego psychopaty i to, że ten chłopak porozumiewał się ze mną telepatycznie. James był naprawdę niesamowity.
   Postaraj się teraz być jak najciszej, bo Roch tu biegnie... Nie ma zmysłu węchu, więc nas nie wyczuje, a jeśli będziemy siedzieć cicho i w ukryciu to nas nie zobaczy i nie usłyszy.
   Rzeczywiście po kilkudziesięciu sekundach zza zakrętu wybiegł wściekły mężczyzna trzymając się zakrwawioną dłonią za brzuch. Szkarłatna ciecz powoli sączyła się z rany na jego brzuchu. Ja mu to zrobiłam?! Boże, wybacz...
 -Niech szlag trafi tę małą sukę! Niech no ja ją tylko dorwę... - warknął mężczyzna.
   Zza pobliskich krzaków wyskoczył rudy wilk wielkości sporego kucyka. Miał duże, czarne oczy, a odsłonięte kły błyszczały niebezpiecznie na Rocha, którego ciało wygięło się nieludzko. Jego kości zaczęły zmieniać kształt, a ciało błyskawicznie pokrywało się srebrnym futrem. Jego twarz wydłużyła się przybierając kształt wilczego pyska. Połowa jego pysku także była naderwana i odkrywała umięśnioną szczękę. Czerwone oczy skrywały pogardę.
 -Lepiej się poddaj! Nie masz z nami szans!- warknął rudy wilk. Jego głos wydawał mi się dziwnie znajomy... Kamil?!
   Spojrzałam pytająco na James'a, który uśmiechnął się dziko i skinął tylko głową. Więc to jest Kamil?! To ten sam chłopak, którego znam od dziecka?!
 -Zabiłem jedną jej Strażniczkę. Myślisz, że nie poradzę sobie z dwójką pozostałych?!- prychnął srebrny wilk.
   Nagle za jego plecami pojawiła się Nadia. Miała na sobie czarny, skórzany kombinezon, a jej włosy były związane w wysoki kucyk. Jej brązowe oczy zmieniły kolor na intensywny złoty.
 -Raczej nie dasz nam rady.- zaśmiała się Nadia pokazując długie kły.
   Roch puścił się biegiem w stronę lasu przeskakując nade mną i James'em. Nawet na nas nie spojrzał. Za nim puścili się biegiem Nadia i rudy wilk. O co w tym wszystkim chodziło?! Kamil był wilkołakiem, ja jakąś Bestią, a Nadia wampirem?! To kim byli moi rodzice, albo rodzice Nadii?!
 -Wstawaj!- krzyknął James podnosząc się z ziemi i otrzepując z siebie źdźbła trawy. Wstałam pospiesznie i zanim zdążyłam się wyprostować James zarzucił mnie sobie na plecy.
 -Co ty robisz?!- warknęłam zarzucając ręce na jego szyję.
 -Wtul twarz w moje plecy i zamknij oczy.- polecił chłopak z uśmiechem.
   Zrobiłam to, co mi kazał, choć milion przekleństw cisnęło mi się na usta. Co on sobie myślał?! I na dodatek Nadia i Kamil... Moje życie zaczęło się sypać. To niemożliwe! Nie wierzę w to...

~*~
I tak właśnie moje życie jako normalnej nastolatki się skończyło,
a rozpoczęło się moje życie jako niesamowitej Bestii...

piątek, 10 maja 2013

Historia 6- Tattoo

   -Neri! Napij się ze mną!
 -Nie!
 -A ze mną się napijesz, ślicznotko?
 -Wal się!
    Stała bywalczyni pobliskich barów, czyli Neri. Znana ze swojej mocnej głowy do alkoholi. Nienawidziła palić, choć często musiała pilnować niedopalonych papierosów, które oddawali jej nawaleni do końca kumple. Chciałaby wiedzieć jak to jest się upić, ale jej organizmu nie dało się schlać.
   Dziewczyna miała długie, czarne włosy i czarne oczy. Zawsze nosiła na dłoniach skórzane rękawiczki bez palców. Na jej prawym barku widniał piękny, czarny tatuaż.
 -Ej, Neri! Czemu z nami nie wypijesz?- zapytała grupka nawalonych facetów. Podeszli do niej i próbowali się do niej dobierać, ale powaliła ich jednym ciosem.
 -Nudzicie mnie.- prychnęła i wyszła z lokalu płacąc za wypite wcześniej piwo. 
 -Mogłabyś ich trochę lżej traktować.- usłyszała głos po swojej prawej.
   Był to wysoki, szczupły mężczyzna o białych włosach i szarych oczach. Na jego prawym barku i prawej części szyi widniał piękny tatuaż o niespotykanym wzorze. Był naprawdę przystojny.
 -Czego chcesz? Cuchniesz wilkołakiem.- prychnęła dziewczyna i zaczęła przemieszczać się ciemnymi i cichymi uliczkami, które zalewało światło księżyca.
 -A ty cuchniesz wampirem i jakoś się ciebie o to nie czepiam.- burknął i poszedł za mną.- Jestem Peter i jestem twoją Bratnią Duszą.
 -Dzięki, ale nie potrzebuję kogoś takiego jak Bratnia Dusza.- powiedziała czarno-włosa nie zwalniając tępa.- Świetnie sobie radzę bez tej całej...
   Nie dokończyła, bo została przyparta do ściany i pocałowana przez chłopaka. 
   "Cholera by go..."- pomyślała i odwzajemniła pocałunek. Chciała go od siebie odepchnąć i go zabić, ale jej ciało się jej nie słuchało. Robiło to, co podpowiadało serce.
 -Nadal twierdzisz, że nie mnie nie potrzebujesz?- wydyszał chłopak odsuwając swoje usta od jej warg.
 -Może...- mruknęła dziewczyna, a ich usta złączyły się w kolejnym, namiętnym pocałunku.

Miłość przychodzi niespodziewanie i nigdy nie wiesz, czy przyniesie ze sobą cierpienie, czy rozkosz... 

środa, 8 maja 2013

Rozdział 28- Biegnij w stronę rzeki

   Wyszłam z domu Kamila z uśmiechem na twarzy. Było już późno i słońce chowało się za horyzontem. Widok zaróżowionego nieba zauroczył mnie swoim pięknem i kazał mi przyspieszyć kroku. Nie lubiłam chodzić na zewnątrz, gdy było ciemno. A na dodatek musiałam jeszcze przejść przez Zakazane Osiedle.
   Zakazane Osiedle było opuszczoną częścią miasta pełną starych i przerażających budynków, w których nikt od dawna nie mieszkał. Czy to była jakaś kara Boska?! Miałam przechodzić przez najstraszniejsze miejsce w mieście i to po ciemku?!
   Zaczęłam powoli przechodzić uliczkami Zakazanego Osiedla kierując się jak najszybciej w stronę głównej drogi. Nagły szelest za moimi plecami kazał mi przyspieszyć kroku. Dobrze, że wzięłam sztylet, który zostawił dla mnie mój ojciec. Mogłabym się w razie czego obronić. 
   Z każdym krokiem szelest stawał się coraz wyraźniejszy i swym dźwiękiem zaczął przypominać odgłos kroków. Czyjś śmiech tuż obok mojej głowy sparaliżował moje ciało. Był to ostry, krótki i przerażający męski chichot.
 -No, no, no... Naprawdę wyglądasz jak twoja matka, ale włosy masz po dziadku. Zabiję cię z rozkoszą. Nie tak jak twoich dziadków, których musiałem zabić z przymusu, ale zabiję cię z przyjemnością.- mężczyzna mówił do mnie swoim zachrypniętym głosem i stanął przede mną.
   Miał długie, brązowe włosy związane na karku w koński ogon. Lewa połowa jego twarzy była oderwana i ukazywała jego mięśnie, szczęki i żuchwę. Jego oczy były całe czarne. Nie miał nawet białek! Wyglądał strasznie, ale nie dałam po sobie poznać jak bardzo mnie przeraził.
 -Nawet w takiej sytuacji się nie boisz, co?- zaśmiał się mężczyzna, a z każdym ruchem jego szczęk robiło mi się niedobrze.- Wesz, kto mi to zrobił? Twoja matka! Twoja chora matka!
 -Nie mów nic złego o mojej mamie!- warknęłam w jego stronę sięgając do sztyletu, który miałam za plecami.
   Wbij mu sztylet w brzuch i biegnij w stronę rzeki tak szybko, jak tylko możesz. Będę tam na ciebie czekał i ci pomogę. Zaufaj mi!- usłyszałam miły, męski głos w swojej głowie. Czy to była moja wyobraźnia, czy to działo się naprawdę?!
   W głowie słyszałam czyjś głos, a przede mną stał mężczyzna, który wyglądał jak jakiś potwór! Jak to możliwe, że krew nie leje mu się z twarzy litrami?! O co tu chodzi?!
   Jednak głos w głowie miał rację. Muszę go jakoś zatrzymać i uciec. To, co podpowiadał mi głos było najlepszym wyjściem z sytuacji.
   Jednym, płynnym ruchem i rzuciłam nim precyzyjnie w brzuch mężczyzny, który zawył boleśnie. Miałam zamiar uciekać, gdy w moim umyśle pojawiła się myśl, że nie mogę zostawić sztyletu po ojcu w brzuchu tej kanalii. Podbiegłam do mężczyzny, wyrwałam mu sztylet i odbijając się butem od jego rany przeskoczyłam nad nim.
   Kierując się w stronę rzeki biegłam co sił w nogach. Krzyki i jęki mężczyzny powoli cichły, a ja byłam już przy moście. Zaraz będę bezpieczna...
   Niespodziewanie ktoś wyłonił się z lasu i zasłonił mi usta dłonią obejmując mnie w pasie. Zaciągnął mnie do lasu i delikatnie posadził na ziemi. Wyrywanie się nie miało sensu, więc nawet się nie broniłam.
   Spokojnie, nie jestem wrogiem.- głos znowu rozbrzmiał w mojej głowie. Czyżby to ten chłopak do mnie mówił?- Połóż się na ziemi i nie wydawaj z siebie żadnego dźwięku. Roch może nas zaraz odnaleźć.
   Zrobiłam to, co mi kazał. Położyłam się bezszelestnie na brzuchu czując na nagich udach mokrą ziemię. Chłopak położył się obok i wreszcie mogłam dostrzec jego twarz (poprawka: jego nieziemsko piękną twarz!)
   Miał on piękne, granatowe włosy i czerwone oczy. Miał twarz modela i posturę sportowca. Był wiele ode mnie wyższy (chociaż każdy był ode mnie wyższy...). Sięgałabym mu ledwie do obojczyków. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się ukazując piękne, równe, białe zęby.
   Mam na imię James i tak jak ty jestem Bestią. Za chwilę ci wszystko wytłumaczę....


Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości. (Paulo Coelho)

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 27- Kamil

   Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam i sennie przetarłam oczy. Pospiesznie zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi, w których stał znany mi policjant. Jednak moje podejrzenia się sprawdziły.
 -Dzień dobry.- przywitałam się miło i wpuściłam mężczyznę do środka.
 -Dzień dobry, Noemi. Nie zajmę ci za dużo czasu. Mam do ciebie tylko parę pytań.- powiedział policjant.
   Był to pięćdziesięcioletni, szczupły, siwy mężczyzna o zielonych oczach. Na twarzy miał wiele zmarszczek, ale najbardziej wyróżniały się jego podkrążone oczy. Chyba nie spał za dobrze tej nocy...
 -Proszę pytać.- powiedziałam z uśmiechem.
 -Znałaś Marię Sader?- zapytał mężczyzna.
 -Tak, jest moją przyjaciółką.- powiedziałam niepewnie. Coś się stało Marii?
 -Kiedy ją ostatnio widziałaś?- pytał dalej mężczyzna zapisując coś w swoim notatniku.
 -Wczoraj, około godziny osiemnastej, a coś się stało?- zapytałam naprawdę zmartwiona.
   Wczoraj Maria wyglądała na zamyśloną i przestraszoną. Czy to miało z tym coś wspólnego? Miałam nadzieję, że nic jej nie jest.
 -Tak...- mruknął policjant.- Przykro mi, ale Maria nie żyje. Wczorajszej nocy została zamordowana. Dzisiaj nad ranem znaleziono jej ciało. Naprawdę mi przykro.
„Żegnając przyjaciela, nie płacz, ponieważ jego nieobecnoość ukaże ci to, co najbardziej w nim kochasz”
Khalil Gibran

~*~

   Od pogrzebu minęły dwa tygodnie. Od śmierci Marii płakałam tylko raz. Obiecałam sobie, że nie będę więcej płakać z tego powodu. Maria by mnie za to znienawidziła.
   Stanęłam przed drzwiami pięknego, czerwonego domu i zapukałam trzy razy. Po chwili usłyszałam kroki, które zbliżały się w moją stronę. Stukot obcasów ustał i drzwi otworzyły się z hukiem.
 -Noemi! Dawno cię tu nie było! Kamil się ucieszy! Ależ ty wyładniałaś!- mówiła szybko wysoka, szczupła kobieta o ładnej twarzy i krótkich, czarnych włosach.- Wchodź, wchodź. Ja niestety lecę, praca, ale Kamil zaraz do ciebie przyjdzie. Kamil!!! Zejdź na dół Noemi przyszła!!! To ja lecę, pa!
   Po tych słowach energiczna trajkotka wybiegła z domu. Co za kobieta! Tyle energii w tak niewielkim ciele. Chwilę po jej wyjściu z góry zbiegł wysoki brunet o brązowych oczach i uśmiechnął się miło.
 -Cześć, Kamil.- przywitałam się idąc za nim do salonu.
 -Hej, piękna.- zaśmiał się zaspany chłopak.- Sorki za mamę. Ostatnio bardziej... rozpiera ją energia.
    Chłopak zaprowadził mnie do dużego pokoju z ogromnym telewizorem, stołem i narożną, czerwoną kanapą na której usiedliśmy.
 -Wiadomo już kto zabił Marię?- zapytałam Kamila.
 -Nie, ale policja ma pewność, że ten ktoś jest jeszcze w mieście. Prawdopodobnie planuje kolejne morderstwo, więc lepiej nie chodź sama po ulicach, gdy jest ciemno, okej?- mruknął chłopak ze zmartwioną miną.
 -Nie mam takiego zamiaru.- powiedziałam i zastanowiłam się przez chwilę, czy powiedzieć mu to, co mnie dręczyło od śmierci Marii.- Kamil... Ja chyba wiem, kto ją zabił. I jeżeli mam rację, to chcę się na nim zemścić...
 -Kogo masz na myśli?- zapytał. I to w nim właśnie lubiłam najbardziej. Nie powstrzymywał mnie, niczego mi nie zabraniał, a czasami nawet zachęcał do działania.
 -Pamiętasz tę historię o śmierci moich dziadków?- zaczęłam patrząc mu w oczy wyczekująco.
 -No tak...- szepnął chłopak.- Ale przecież on nie żyje. Zginął w jakiejś bójce i nigdy nie znaleziono jego ciała, prawda?
 -Tak, a co jeśli on przeżył i szuka tych, którzy go wtedy zaatakowali?- zapytałam zamyślona.
 -To brzmi trochę dziwnie, ale to możliwe.- wymruczał chłopak zastanawiając się nad tym, co przed chwilą powiedziałam.- Tylko kto go zaatakował?

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 26- Noemi

   Wojna między Bestiami, a Bliźniaczkami trwała dwa lata. W ciągu tych dwóch lat moja mama zaszła w ciążę i mnie urodziła. Widziałam jej twarz tylko na zdjęciach, ale podobno jestem do niej bardzo podobna i mam jej oczy.
   Dwa lata po rozpoczęciu wojny między Wybranką, a Bliźniaczkami moi rodzice użyli najpotężniejszego z zakazanych zaklęć i dzięki niemu pokonali Bliźniaczki. Dlaczego to zaklęcie było zakazane? Dlatego, że zabijało tego, kto je wypowie.
   Od śmierci rodziców wychowywana byłam w niewiedzy. Niczego nie wiedziałam o otaczającym mnie świecie. Nie znałam nawet prawdziwej historii o moich rodzicach. Wszyscy mi wmawiali, że rodzice zginęli w wypadku samochodowym tuż po moich narodzinach.
   Kim byli moi rodzice? Nazywali się David i Nika i są głównym tematem historii w świecie magii. Jakie były ostatnie słowa mojej matki, które wypowiedziała przed śmiercią? "To nie ja jestem prawdziwą Wybranką. Wiem, że Tene, Flos i ich matka odrodzą się w jednej postaci i wtedy moje dziecko je pokona. Ja jestem tylko matką Prawdziwej Wybranki!"
   No, ale może zacznę całą historię od początku. Od momentu, w którym cały mój dotychczasowy, całkowicie normalny świat zaczął się walić i sypać, a ja uważałam to za normalne.

~*~

 -Noemi!- wrzeszczała Nadia machając mi dłonią przed oczami.- Ocknij się! Pierwszy dzień wakacji, a ty siedzisz na murku i nucisz coś pod nosem zamiast cieszyć się słońcem! No i jeszcze ta ponura mina! Uśmiechnij się! Może komuś się spodobasz...
 -Jedyną osobą, która się komuś spodoba jesteś ty!- zaśmiałam się.
   Nadia była najładniejszą dziewczyną w całej szkole. Miała długie, kręcone blond włosy, duże, brązowe oczy i pełne usta. Miała zgrabną sylwetkę i ładne nogi, więc ciągle chodziła w spódniczkach i sukienkach. Każdy chłopak w szkole za nią szalał.
    Wkurzona dziewczyna podała mi lusterko, które wyciągnęła z małej, brązowej torebki. Wzięłam je do ręki i spojrzałam na nią pytająco.
 -Spójrz w lustro! Przecież jesteś ładna!- burknęła dziewczyna zakładając ręce na piersi.
   Zgodnie z jej poleceniem spojrzałam na lśniącą powierzchnię. Zobaczyłam tam to samo, co zwykle: całkiem ładną dziewczynę o jasnobłękitnych oczach, różanych ustach, zgrabnym nosie i białych włosach z grzywką zaczesaną na bok.
 -Przesadzasz...- mruknęłam oddając jej lusterko. Wściekła Nadia wyrwała mi je z ręki i włożyła do torebki.
 -Jesteś nieznośna!- syknęła blondynka i zaczęła się śmiać.- Patrz! To Maria!- powiedziała nagle Nadia wskazując dłonią na wysoką, szczupłą, krótkowłosą blondynkę, która wyraźnie się gdzieś spieszyła.- Cześć, Maria!
   Dziewczyna się odwróciła i spojrzała na Nadię swoimi szarymi oczami. Uśmiechnęła się i pomachała w jej stronę. Zachowywała się jakoś dziwnie. Nie podeszła do nas i nie pogadała, ale poszła dalej. Ciekawe gdzie się tak spieszyła...
 -Hm... Może wracajmy do domu. Rodzice mieli dzwonić.- zaśmiała się blondynka ciągnąć mnie w stronę domu.
   Od dziecka byłam wychowywana przez rodziców Nadii, którzy byli najlepszymi przyjaciółmi moich rodziców. Bella i Leo byli dla mnie naprawdę mili i nie wyobrażałam sobie życia bez nich. Wyglądali naprawdę młodo i oboje byli nieziemsko piękni.
   Często nie było ich w domu z powodu pracy, ale nie miałam im tego za złe. Niektórzy powiedzieliby, że to świetne, bo nikt cię nie nadzoruje i niczego ci nie zakazuje, ale czasami chciałabym, żeby Bella i Leo byli w domu choćby mieli nie wiem ile zrzędzić.
    Dom był piękny. Duży, biały budynek z czerwoną dachówką i sporej wielkości oknami. Wokół domu rozciągał się piękny, kolorowy ogród, który był chlubą Belli. Dom prezentował się naprawdę niesamowicie.
 -Noemi, wszystko w porządku?- zapytała zaniepokojona Nadia. To, że milczałam aż tak ją zaniepokoiło?
 -Tak, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że stanie się coś złego.- mruknęłam unosząc głowę i patrząc na przesłonięte ciemnymi chmurami niebo. Niedługo będzie padać...
 -Też mam takie wrażenie.- szepnęła Nadia i także spojrzała w górę.- Oby to nie było nic poważnego. Twoje przepowiednie zwykle się sprawdzają.
 -Te kilka razy to były zwykłe przypadki.- zachichotałam i razem z blondynką weszłam do środka.
 -Mów co chcesz ja i tak wiem swoje.- zaśmiała się brązowooka i wbiegła po drewnianych schodach na górę.
   Zamknęłam drzwi i także wbiegłam na górę i wpadłam do swojego pokoju. Był urządzony w różnych odcieniach błękitu i fioletu, choć przeważała w nim biel. Na ścianach wisiało kilka moich gitar, a pod nimi stały dwa wzmacniacze gitarowe.
   Podeszłam do swojego łóżka i padłam na nie wyczerpana. Co się miało zdarzyć następnego dnia? Czy czekała nas jakaś tragedia? Czy może to było coś nieszkodliwego?
   Pytania kłębiły się w mojej głowie, a dziwne uczucie nadchodzącego niebezpieczeństwa nasilało się z każdą minutą.

Historia 5- Wilk

   Kolejny samotny powrót do domu. Spacer przez cichy i pusty las. Niewyobrażalna melancholia. Czy nie byłoby lepiej, gdyby po prostu nigdy się nie urodziła?
   Rodzice uratowali ją kiedyś spod kół nadjeżdżającego samochodu, ale sami przez to zginęli... Czy tak musiało się stać?
   Od czasu ich śmierci wielu chłopaków z jej szkoły zakładało się o to, który z nich jako pierwszy ją zdobędzie. Przez ich głupie zakłady znienawidziła wszystkich facetów na Ziemi. Zawsze była ponura i poważna. Jej imię było zawsze na pierwszym miejscu w szkolnych konkursach piękności, a dziewczyny ubóstwiały jej charakter. Przez to stała się najpopularniejszą dziewczyną szkolę, która walczyła ze zboczonymi chłopakami. Ale czy to ją satysfakcjonowało lub cieszyło...?
   Nagle po prawej stronie dziewczyny coś zaszeleściło. Dziewczyna błyskawicznie zmieniła się w piękną, czarną panterę o złotej końcówce ogona, którą okalały elektryczne iskry.
   Z krzaków wyskoczył nagle piękny, wielki wilk. Miał szaro-brązowe futro i błękitne oczy, a na jego prawej łapie widniała gruba, czarna bransoleta. Dziewczyna czuła od niego magię. On także był zmiennokształtnym.
   Dziewczyna warknęła w jego stronę, ale wilk nie ruszył się ani na krok. Stali więc tak na środku leśnej drogi patrząc sobie w oczy. Ciekawe jak on wygląda jako człowiek i czemu się nie przemienił...
 -To Wieczna Bransoleta?- warknęła puma patrząc na jego łapę. Wilk skinął tylko łbem.- Nie ruszaj się.
    Po tych słowach puma skoczyła na wilka i jednym kłapnięciem szczęk zerwała bransoletę.
 -Nazywam się Kira.- powiedziała dziewczyna zmieniając się z powrotem w człowieka i nie patrząc na wilka.
   Była śliczna. Blond włosy, zielone oczy, zgrabna sylwetka i długie nogi. Miała na sobie czarne spodnie, kremową bluzkę i czarną bluzę z kapturem, który naciągnęła na głowę.
 -A ty jak się nazywasz?- zapytała dziewczyna i odwróciła się w stronę chłopaka.
   Dosłownie zaniemówiła. Ten chłopak był jakby nie z tego świata. Przystojny, wysoki, szczupły i wspaniale zbudowany. Jego twarz była przepiękna. Miał wspaniałe, brązowe włosy i błękitne oczy.
 -Haji.*- odpowiedział chłopak z uśmiechem. Był naprawdę uroczy.
 -Jak to się stało, że miałeś na nadgarstku Wieczną Bransoletę? Nienawidzę tych świństw.- burknęła Kira zakładając ręce na piersi.
 -Jakiś idiota mi to nałożył, gdy byłem wilkiem i nie mogłem tego zdjąć. Chodząc po lesie wyczułem zapach innego zmiennokształtnego, więc miałem nadzieję, że mi pomoże.- powiedział Haji z dłońmi włożonymi do kieszeni.- Dzięki.
 -Nie ma za co...- mruknęła blondynka i ruszyła w dalszą drogę do domu. Po przejściu kilku metrów zatrzymała się i spojrzała wymownie na chłopaka.- Idziesz, czy będziesz tak stał?
   Kira pozwoliła Hajiemu zamieszkać razem z nią. Chłopak powiedział, że nie ma dokąd wracać, bo jego dom został spalony, więc dziewczyna zgodziła się mu pomóc.
   Z każdym dniem stawali się sobie coraz bliżsi. Byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi i Haji był jedyną osobą, przy której Kira szczerze się śmiała. Wszystko wyglądało jak scena z jakiegoś romansu, ale powoli zaczęli się w sobie zakochiwać.
 -Wychodzę!- krzyknęła dziewczyna otwierając drzwi. Nagle ręka Hajiego je zatrzasnęła.- O co chodzi?- zapytała dziewczyna odwracając się.- Muszę...
   Nie dokończyła, bo chłopak ją pocałował. Kira odwzajemniła pocałunek z szeroko otworzonymi z zaskoczenia oczami.
 -Kocham cię...- mruknął chłopak odsuwając swoje usta od jej warg.
 -Też cię kocham, głupku.- zaśmiała się dziewczyna i pocałowała go.

*Haji [czyt.: Hadżi]
~THE END~

   Zachęcam do brania udziału w konkursie! ^^