Na miejscu zobaczyłam drewniany dom z potężnym ogrodzeniem. Ten dom był naprawdę ładny. Przeszliśmy przez bramkę i okrążyliśmy dom, żeby wejść od tyłu. James otworzył przede mną potężne drzwi i wpuścił mnie do środka. Było to jedno wielkie pomieszczenie z kanapą, stołem i niby kuchnią w jednym z kątów. Chłopak usiadł na kanapie i spojrzał na mnie czekając na moją reakcję.
-To mam ci to wszystko wytłumaczyć, czy nie?- zapytał, a ja podeszłam i usiadłam na drugim końcu sofy. Przy nim stawałam się spięta, wierzyłam w każde jego słowo. On był jak narkotyk.
-Dlaczego wierzę w to wszystko? Przecież to jest chore! Który normalny człowiek uwierzyłby w to wszystko?!
-I tu tkwi problem! Nie jesteś normalnym człowiekiem! Jesteś Bestią i dlatego w to wszystko wierzysz, bo ktoś ci już kiedyś o tym mówił, ale twoje wspomnienia zostały usunięte przez Radę! Nie chcieli, żebyś przez całe życie szkoliła się na maszynę do zabijania! Gdyby nie zakazy Rady już dawno wiedziałabyś o wszystkim! To wszystko o o czym ci opowiedzieli rodzice zostało by w twojej pamięci, ale Rada się nie zgodziła.- James mówił opanowanym głosem.
-Co to za Rada?- zapytałam.
-Rada to ludzie godni naszego zaufania, którzy pilnują, aby żadne zasady nie zostały złamane. Pilnują, żeby ludzie się nie dowiedzieli o świecie magii, bo wtedy będą musieli do niego dołączyć. Czasem zamieniają ludzi w wampiry, czasem w wilkołaki, a czasem w zmiennokształtnych. Różnie bywa. Ludzie wybierają kim chcą się stać, a czasami, gdy Rada stwierdza, że nie są tego godni to kończą jako przekąski.- Cole zaśmiał się ponuro.- Decydują też o takich rzeczach jak to kiedy Bestia powinna się dowiedzieć kim jest. Następne pytanie.
-Kto to są Strażnicy?- pytałam dalej. Chciałam się dowiedzieć wszystkiego. Wszystkiego, co przez te lata było przede mną ukryte.
-Strażnicy, czyli tak zwani Obrońcy, to istoty, które mają za zadanie chronić Bestię. Każda Bestia ma trzech obrońców. Moi dawno nie żyją, a twoich została tylko dwójka. Maria była jednym z twoich Strażników Była czarownicą, naprawdę potężną czarownicą, ale z Rochem nie miała żadnych szans. Nadia i Kamil to twoi pozostali obrońcy. Nadia jest wampirem, a Kamil wilkołakiem. Kamil i Maria byli bratnimi duszami... Ale ostatnio Rada usunęła mu wspomnienia o niej na jego prośbę. Nie chciał pamiętać o jej śmierci, bo nie chciał się zabić. Zostawili mu same dobre wspomnienia na jej temat. Jest mu teraz o wiele łatwiej.- Dawid opowiadał to wszystko spokojnym i opanowanym tonem. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
Siedziałam i chłonęłam to, co mówił. Im więcej się dowiadywałam tym bardziej w to wierzyłam. Nagle w mojej głowie pojawiło się słabe wspomnienie. Było to wspomnienie z okresu mojego dzieciństwa. Rodzice stali przede mną i się śmiali.
-Noemi, kochanie. Kiedyś będziesz wspaniałą Bestią.- mówił mój tata.- I w dodatku najpiękniejszą, bo odziedziczyłaś urodę po matce.
-Miałeś jej dać prezent od nas!- mama szturchnęła tatę w ramię.
-Już, Nika. Nie denerwuj się.- zaśmiał się mój tata i podał mi niewielkie pudełko. Otworzyłam je, a w środku był łańcuszek z czerwoną zawieszką w kształcie serduszka.- Będzie cię chronił przed chochlikami i refiami. One uwielbiają kaleczyć piękne dziewczynki.
I nagle wspomnienie zniknęło. Dotknęłam swojego naszyjnika. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak James wpatruje się we mnie dziwnie. Na jak długo straciłam świadomość?
-Chyba wspomnienia wracają.- zaśmiałam się cicho.- Co to są refie?
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie i się zaśmiał.
-Refie to niewielkie stworzenia, takie jak chochliki, które kochają piękno, ale same są brzydkie. Gdy tylko ktoś piękny wejdzie do ich lasu i nie będzie uzbrojony to refie go zaatakują i obetną mu głowę, którą nadzieją na pal i postawią w swoim królestwie. Im potężniejsze królestwo tym więcej głów. Nikt nigdy nie dał rady zawrzeć z nimi sojuszu.
-Mógłbyś mnie kiedyś do nich zaprowadzić?- zapytałam. Miałam dziwne przeczucie, że u refii znajdę coś co będzie mi bardzo potrzebne.
-Zwariowałaś?! Gdy tylko cię zobaczą nie będą zwracać uwagi na to, czy jesteś uzbrojona czy nie. Nie będzie ich obchodzić to, czy możesz je zabić. Będą chciały cię zabić!- James wyglądał na przerażonego. Nareszcie jego twarz wyrażała jakieś emocje.
-Mam pewien pomysł. Zaufaj mi. Muszę się z nimi spotkać! Teraz, natychmiast!- powiedziałam wstając. James złapał mnie za rękę i przytrzymał w miejscu. Spojrzałam na niego z wyrzutem. Westchnął i spojrzał na mnie.
-Jaki masz plan, szefowo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz