Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam i sennie przetarłam oczy. Pospiesznie zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi, w których stał znany mi policjant. Jednak moje podejrzenia się sprawdziły.
-Dzień dobry.- przywitałam się miło i wpuściłam mężczyznę do środka.
-Dzień dobry, Noemi. Nie zajmę ci za dużo czasu. Mam do ciebie tylko parę pytań.- powiedział policjant.
Był to pięćdziesięcioletni, szczupły, siwy mężczyzna o zielonych oczach. Na twarzy miał wiele zmarszczek, ale najbardziej wyróżniały się jego podkrążone oczy. Chyba nie spał za dobrze tej nocy...
-Proszę pytać.- powiedziałam z uśmiechem.
-Znałaś Marię Sader?- zapytał mężczyzna.
-Tak, jest moją przyjaciółką.- powiedziałam niepewnie. Coś się stało Marii?
-Kiedy ją ostatnio widziałaś?- pytał dalej mężczyzna zapisując coś w swoim notatniku.
-Wczoraj, około godziny osiemnastej, a coś się stało?- zapytałam naprawdę zmartwiona.
Wczoraj Maria wyglądała na zamyśloną i przestraszoną. Czy to miało z tym coś wspólnego? Miałam nadzieję, że nic jej nie jest.
-Tak...- mruknął policjant.- Przykro mi, ale Maria nie żyje. Wczorajszej nocy została zamordowana. Dzisiaj nad ranem znaleziono jej ciało. Naprawdę mi przykro.
„Żegnając przyjaciela, nie płacz, ponieważ jego nieobecnoość ukaże ci to, co najbardziej w nim kochasz”
Khalil Gibran
~*~
Od pogrzebu minęły dwa tygodnie. Od śmierci Marii płakałam tylko raz. Obiecałam sobie, że nie będę więcej płakać z tego powodu. Maria by mnie za to znienawidziła.
Stanęłam przed drzwiami pięknego, czerwonego domu i zapukałam trzy razy. Po chwili usłyszałam kroki, które zbliżały się w moją stronę. Stukot obcasów ustał i drzwi otworzyły się z hukiem.
-Noemi! Dawno cię tu nie było! Kamil się ucieszy! Ależ ty wyładniałaś!- mówiła szybko wysoka, szczupła kobieta o ładnej twarzy i krótkich, czarnych włosach.- Wchodź, wchodź. Ja niestety lecę, praca, ale Kamil zaraz do ciebie przyjdzie. Kamil!!! Zejdź na dół Noemi przyszła!!! To ja lecę, pa!
Po tych słowach energiczna trajkotka wybiegła z domu. Co za kobieta! Tyle energii w tak niewielkim ciele. Chwilę po jej wyjściu z góry zbiegł wysoki brunet o brązowych oczach i uśmiechnął się miło.
-Cześć, Kamil.- przywitałam się idąc za nim do salonu.
-Hej, piękna.- zaśmiał się zaspany chłopak.- Sorki za mamę. Ostatnio bardziej... rozpiera ją energia.
Chłopak zaprowadził mnie do dużego pokoju z ogromnym telewizorem, stołem i narożną, czerwoną kanapą na której usiedliśmy.
-Wiadomo już kto zabił Marię?- zapytałam Kamila.
Stanęłam przed drzwiami pięknego, czerwonego domu i zapukałam trzy razy. Po chwili usłyszałam kroki, które zbliżały się w moją stronę. Stukot obcasów ustał i drzwi otworzyły się z hukiem.
-Noemi! Dawno cię tu nie było! Kamil się ucieszy! Ależ ty wyładniałaś!- mówiła szybko wysoka, szczupła kobieta o ładnej twarzy i krótkich, czarnych włosach.- Wchodź, wchodź. Ja niestety lecę, praca, ale Kamil zaraz do ciebie przyjdzie. Kamil!!! Zejdź na dół Noemi przyszła!!! To ja lecę, pa!
Po tych słowach energiczna trajkotka wybiegła z domu. Co za kobieta! Tyle energii w tak niewielkim ciele. Chwilę po jej wyjściu z góry zbiegł wysoki brunet o brązowych oczach i uśmiechnął się miło.
-Cześć, Kamil.- przywitałam się idąc za nim do salonu.
-Hej, piękna.- zaśmiał się zaspany chłopak.- Sorki za mamę. Ostatnio bardziej... rozpiera ją energia.
Chłopak zaprowadził mnie do dużego pokoju z ogromnym telewizorem, stołem i narożną, czerwoną kanapą na której usiedliśmy.
-Wiadomo już kto zabił Marię?- zapytałam Kamila.
-Nie,
ale policja ma pewność, że ten ktoś jest jeszcze w mieście.
Prawdopodobnie planuje kolejne morderstwo, więc lepiej nie chodź
sama po ulicach, gdy jest ciemno, okej?- mruknął chłopak ze zmartwioną miną.
-Nie
mam takiego zamiaru.- powiedziałam i zastanowiłam się przez
chwilę, czy powiedzieć mu to, co mnie dręczyło od śmierci
Marii.- Kamil... Ja chyba wiem, kto ją zabił. I jeżeli mam
rację, to chcę się na nim zemścić...
-Kogo
masz na myśli?- zapytał. I to w nim właśnie lubiłam najbardziej.
Nie powstrzymywał mnie, niczego mi nie zabraniał, a czasami nawet
zachęcał do działania.
-Pamiętasz tę historię o śmierci moich dziadków?- zaczęłam patrząc mu w oczy wyczekująco.
-No tak...- szepnął chłopak.- Ale przecież on nie żyje. Zginął w jakiejś bójce i nigdy nie znaleziono jego ciała, prawda?
-Tak, a co jeśli on przeżył i szuka tych, którzy go wtedy zaatakowali?- zapytałam zamyślona.
-To brzmi trochę dziwnie, ale to możliwe.- wymruczał chłopak zastanawiając się nad tym, co przed chwilą powiedziałam.- Tylko kto go zaatakował?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz