sobota, 4 maja 2013

Rozdział 26- Noemi

   Wojna między Bestiami, a Bliźniaczkami trwała dwa lata. W ciągu tych dwóch lat moja mama zaszła w ciążę i mnie urodziła. Widziałam jej twarz tylko na zdjęciach, ale podobno jestem do niej bardzo podobna i mam jej oczy.
   Dwa lata po rozpoczęciu wojny między Wybranką, a Bliźniaczkami moi rodzice użyli najpotężniejszego z zakazanych zaklęć i dzięki niemu pokonali Bliźniaczki. Dlaczego to zaklęcie było zakazane? Dlatego, że zabijało tego, kto je wypowie.
   Od śmierci rodziców wychowywana byłam w niewiedzy. Niczego nie wiedziałam o otaczającym mnie świecie. Nie znałam nawet prawdziwej historii o moich rodzicach. Wszyscy mi wmawiali, że rodzice zginęli w wypadku samochodowym tuż po moich narodzinach.
   Kim byli moi rodzice? Nazywali się David i Nika i są głównym tematem historii w świecie magii. Jakie były ostatnie słowa mojej matki, które wypowiedziała przed śmiercią? "To nie ja jestem prawdziwą Wybranką. Wiem, że Tene, Flos i ich matka odrodzą się w jednej postaci i wtedy moje dziecko je pokona. Ja jestem tylko matką Prawdziwej Wybranki!"
   No, ale może zacznę całą historię od początku. Od momentu, w którym cały mój dotychczasowy, całkowicie normalny świat zaczął się walić i sypać, a ja uważałam to za normalne.

~*~

 -Noemi!- wrzeszczała Nadia machając mi dłonią przed oczami.- Ocknij się! Pierwszy dzień wakacji, a ty siedzisz na murku i nucisz coś pod nosem zamiast cieszyć się słońcem! No i jeszcze ta ponura mina! Uśmiechnij się! Może komuś się spodobasz...
 -Jedyną osobą, która się komuś spodoba jesteś ty!- zaśmiałam się.
   Nadia była najładniejszą dziewczyną w całej szkole. Miała długie, kręcone blond włosy, duże, brązowe oczy i pełne usta. Miała zgrabną sylwetkę i ładne nogi, więc ciągle chodziła w spódniczkach i sukienkach. Każdy chłopak w szkole za nią szalał.
    Wkurzona dziewczyna podała mi lusterko, które wyciągnęła z małej, brązowej torebki. Wzięłam je do ręki i spojrzałam na nią pytająco.
 -Spójrz w lustro! Przecież jesteś ładna!- burknęła dziewczyna zakładając ręce na piersi.
   Zgodnie z jej poleceniem spojrzałam na lśniącą powierzchnię. Zobaczyłam tam to samo, co zwykle: całkiem ładną dziewczynę o jasnobłękitnych oczach, różanych ustach, zgrabnym nosie i białych włosach z grzywką zaczesaną na bok.
 -Przesadzasz...- mruknęłam oddając jej lusterko. Wściekła Nadia wyrwała mi je z ręki i włożyła do torebki.
 -Jesteś nieznośna!- syknęła blondynka i zaczęła się śmiać.- Patrz! To Maria!- powiedziała nagle Nadia wskazując dłonią na wysoką, szczupłą, krótkowłosą blondynkę, która wyraźnie się gdzieś spieszyła.- Cześć, Maria!
   Dziewczyna się odwróciła i spojrzała na Nadię swoimi szarymi oczami. Uśmiechnęła się i pomachała w jej stronę. Zachowywała się jakoś dziwnie. Nie podeszła do nas i nie pogadała, ale poszła dalej. Ciekawe gdzie się tak spieszyła...
 -Hm... Może wracajmy do domu. Rodzice mieli dzwonić.- zaśmiała się blondynka ciągnąć mnie w stronę domu.
   Od dziecka byłam wychowywana przez rodziców Nadii, którzy byli najlepszymi przyjaciółmi moich rodziców. Bella i Leo byli dla mnie naprawdę mili i nie wyobrażałam sobie życia bez nich. Wyglądali naprawdę młodo i oboje byli nieziemsko piękni.
   Często nie było ich w domu z powodu pracy, ale nie miałam im tego za złe. Niektórzy powiedzieliby, że to świetne, bo nikt cię nie nadzoruje i niczego ci nie zakazuje, ale czasami chciałabym, żeby Bella i Leo byli w domu choćby mieli nie wiem ile zrzędzić.
    Dom był piękny. Duży, biały budynek z czerwoną dachówką i sporej wielkości oknami. Wokół domu rozciągał się piękny, kolorowy ogród, który był chlubą Belli. Dom prezentował się naprawdę niesamowicie.
 -Noemi, wszystko w porządku?- zapytała zaniepokojona Nadia. To, że milczałam aż tak ją zaniepokoiło?
 -Tak, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że stanie się coś złego.- mruknęłam unosząc głowę i patrząc na przesłonięte ciemnymi chmurami niebo. Niedługo będzie padać...
 -Też mam takie wrażenie.- szepnęła Nadia i także spojrzała w górę.- Oby to nie było nic poważnego. Twoje przepowiednie zwykle się sprawdzają.
 -Te kilka razy to były zwykłe przypadki.- zachichotałam i razem z blondynką weszłam do środka.
 -Mów co chcesz ja i tak wiem swoje.- zaśmiała się brązowooka i wbiegła po drewnianych schodach na górę.
   Zamknęłam drzwi i także wbiegłam na górę i wpadłam do swojego pokoju. Był urządzony w różnych odcieniach błękitu i fioletu, choć przeważała w nim biel. Na ścianach wisiało kilka moich gitar, a pod nimi stały dwa wzmacniacze gitarowe.
   Podeszłam do swojego łóżka i padłam na nie wyczerpana. Co się miało zdarzyć następnego dnia? Czy czekała nas jakaś tragedia? Czy może to było coś nieszkodliwego?
   Pytania kłębiły się w mojej głowie, a dziwne uczucie nadchodzącego niebezpieczeństwa nasilało się z każdą minutą.

3 komentarze:

  1. Super nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów i historii też. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :*
      I mam nadzieję, że weźmiesz udział w konkursie! ;)

      Usuń
    2. Jasne, jasne w moim zeszycie już mam zapisany materiał dla ciebie tylko go jeszcze trzeba wysłać. ;)

      Usuń