-Ja was witać!- krzyknął niski zielony stworek z białą peruką na głowie. Jego niewielkie ciałko było przystrojone w złotą szatę.- Ty i twój koń zaskoczyć nas swoja wizyta!
Zachichotałam cicho patrząc na minę wielkiego, czarnego wilka obok mnie. James wyglądał jakby miał zaraz rzucić się na zielonego stworka. Na ustach nadal czułam słodki smak czekolady i migdałów, ale starałam nie dać po sobie poznać jak bardzo mnie to zawstydzało. Jego pocałunek naprawdę smakował jak czekolada.
-Podobno moi rodzice coś tutaj zostawili.- powiedziałam głośno i dostojnie, aby pokazać, że powód mojego przybycia jest niesamowicie ważny. Król uśmiechnął się ukazując zaskakująco białe zęby.
-Tak, tak... Minerwo, ty przynieść szkatułka od Nika!- polecił król jednej ze służek, która pospiesznie zniknęła w pałacu.- Czy to być wszystko, co...
Król nie dokończył, bo rzuciłam mu pod nogi resztę plakatów, które zabrałam z domu. Jego czarne ślepia rozszerzyły się i przez chwilę zastanawiałam się jakim cudem mu jeszcze nie wypadły.
-Chcę zawrzeć z wami sojusz.- powiedziałam wyciągając zza pasa sztylet i nacinając skórę na dłoni. Nie wiem skąd to wiedziałam, ale tak wśród refii zawierało się sojusz. Był to tak zwany pakt krwi. Dwójka osób nacinała swoje ciało i przykładali swoje rany do siebie, aby połączyć swoją krew.
Król spojrzał na mnie z podejrzliwym uśmiechem i skinął palcem na jednego ze sług, który podbiegł do niego z małym nożykiem. Król naciął swoją drobną, zieloną dłoń i z jego rany zaczęła płynąć czarna krew. Bez zastanowienia uścisnęliśmy sobie dłonie. Krople naszej wymieszanej krwi padły na dziedziniec i w tej chwili przybiegła do nas Minerwa ze sporej wielkości srebrną szkatułką, którą podała mi pospiesznie.
-Dziękuję.- powiedziałam i chwyciłam piękne pudełko czystą ręką.
-To my ci dziękować. My słyszeć o ty od twoja matka. Ty mieć oczy po ona. Nika być moja dobra przyjaciółka, która pierwsza zawrzeć ze mną pakt i posadzić mnie na tron królestwo.- powiedział z uśmiechem stworek kłaniając mi się.
Razem z Jamesem pożegnaliśmy się i weszliśmy w głąb lasu. Wskoczyłam na grzbiet wilka i spojrzałam po raz ostatni na szkatułkę. Widniało na nim moje imię i dziura w kształcie serca, w które idealnie wpasowałoby się serduszko, które nosiłam na szyi.
Szybko schowałam szkatułkę do torby i chwyciłam się sierści na karku czarnego wilka, który gwałtownie przyspieszył i pędził teraz przez las. Czułam jego strach i zdenerwowanie. Musiał wyczuć jakieś niebezpieczeństwo i chciał jak najszybciej dostać się do kryjówki. O co chodziło tym razem?!
-James, coś się stało?- zapytałam zmartwiona pochylając się nad uchem wielkiego zwierzęcia.
-Ktoś nas śledzi!- warknął wilk i jeszcze bardziej się rozpędził. W zasięgu naszego wzroku znalazł się drewniany domek. James coraz bardziej przyspieszał i w końcu wpadł na podwórko cały zdyszany. Pospiesznie zeskoczyłam z jego grzbietu i odwróciłam się w stronę lasu przybierając obronną pozę.
Widziałam wysoką, ciemną postać, która ucieka w stronę lasu. Nie mogłam dostrzec jej twarzy, ani nawet jej włosów. Była za szybka...
-Podobno moi rodzice coś tutaj zostawili.- powiedziałam głośno i dostojnie, aby pokazać, że powód mojego przybycia jest niesamowicie ważny. Król uśmiechnął się ukazując zaskakująco białe zęby.
-Tak, tak... Minerwo, ty przynieść szkatułka od Nika!- polecił król jednej ze służek, która pospiesznie zniknęła w pałacu.- Czy to być wszystko, co...
Król nie dokończył, bo rzuciłam mu pod nogi resztę plakatów, które zabrałam z domu. Jego czarne ślepia rozszerzyły się i przez chwilę zastanawiałam się jakim cudem mu jeszcze nie wypadły.
-Chcę zawrzeć z wami sojusz.- powiedziałam wyciągając zza pasa sztylet i nacinając skórę na dłoni. Nie wiem skąd to wiedziałam, ale tak wśród refii zawierało się sojusz. Był to tak zwany pakt krwi. Dwójka osób nacinała swoje ciało i przykładali swoje rany do siebie, aby połączyć swoją krew.
Król spojrzał na mnie z podejrzliwym uśmiechem i skinął palcem na jednego ze sług, który podbiegł do niego z małym nożykiem. Król naciął swoją drobną, zieloną dłoń i z jego rany zaczęła płynąć czarna krew. Bez zastanowienia uścisnęliśmy sobie dłonie. Krople naszej wymieszanej krwi padły na dziedziniec i w tej chwili przybiegła do nas Minerwa ze sporej wielkości srebrną szkatułką, którą podała mi pospiesznie.
-Dziękuję.- powiedziałam i chwyciłam piękne pudełko czystą ręką.
-To my ci dziękować. My słyszeć o ty od twoja matka. Ty mieć oczy po ona. Nika być moja dobra przyjaciółka, która pierwsza zawrzeć ze mną pakt i posadzić mnie na tron królestwo.- powiedział z uśmiechem stworek kłaniając mi się.
Razem z Jamesem pożegnaliśmy się i weszliśmy w głąb lasu. Wskoczyłam na grzbiet wilka i spojrzałam po raz ostatni na szkatułkę. Widniało na nim moje imię i dziura w kształcie serca, w które idealnie wpasowałoby się serduszko, które nosiłam na szyi.
Szybko schowałam szkatułkę do torby i chwyciłam się sierści na karku czarnego wilka, który gwałtownie przyspieszył i pędził teraz przez las. Czułam jego strach i zdenerwowanie. Musiał wyczuć jakieś niebezpieczeństwo i chciał jak najszybciej dostać się do kryjówki. O co chodziło tym razem?!
-James, coś się stało?- zapytałam zmartwiona pochylając się nad uchem wielkiego zwierzęcia.
-Ktoś nas śledzi!- warknął wilk i jeszcze bardziej się rozpędził. W zasięgu naszego wzroku znalazł się drewniany domek. James coraz bardziej przyspieszał i w końcu wpadł na podwórko cały zdyszany. Pospiesznie zeskoczyłam z jego grzbietu i odwróciłam się w stronę lasu przybierając obronną pozę.
Widziałam wysoką, ciemną postać, która ucieka w stronę lasu. Nie mogłam dostrzec jej twarzy, ani nawet jej włosów. Była za szybka...
Fajny rozdział i zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuń