czwartek, 27 czerwca 2013

Historia 10- Chłopczyca

 
   W wieku trzech lata była małą dziewczynką ciekawą świata. Wiecznie uśmiechnięta buzia i roztrzepane  różowe włosy, które sprawiały, że nie można było oderwać od niej oczu. Gdy miała pięć lat stała się małą chłopczycą. Biła się lepiej niż ktokolwiek, by przypuszczał i do domu często wracała z pobitą twarzą, za co dostawała zawsze jakieś nagany. W wieku lat ośmiu nadal pozostawała przy swojej "męskiej naturze". Nie miała zbyt wielu przyjaciół w swojej szkole, ale za to przyjaźniła się z ludźmi, których poznała w nieciekawych miejscach. Gdy skończyła lat dwanaście dołączyła do pewnej grupy trenującej siatkówkę. Szybko okazało się, że mimo swojego młodego wieku i drobnej postury jest jedną z najlepszych zawodniczek. Skakała wyżej niż ktokolwiek by się spodziewał. W wieku szesnastu lat zaczęła palić, ale szybko z tego zrezygnowała, bo dowiedziała się o chorobie swojej mamy. Jej ojciec je zostawił i zniknął z ich życia, a jej matka umarła na jej oczach, gdy dziewczyna miała siedemnaście lat. Od tamtego momentu w jej błękitnych oczach zawsze widać było ból i smutek. Zamknęła się w sobie i dołączyła do jednego z gangów, który zajmował się płatnymi zabójstwami. Była mistrzynią walki wręcz, a jej oko dostrzegało ruch z prawie kilometra, więc była też świetnym strzelcem. W wieku lat dziewiętnastu otrzymała niezwykle ważne zlecenie, za które miała otrzymać sporą sumę- zabicie wampira. Została wtedy wprowadzona w świat magii i niezwykłych stworzeń. Wykonała zadanie, lecz została poważnie pogryziona. Nie było dla niej żadnego ratunku... Sama stała się tym, na co tak zaciekle polowała.
 -Meg. Meg. Meg!- usłyszała czyjś głos. Nie znała go. Był dla niej zupełnie obcy, ale czuła od niego ciepło. W głowie miała pustkę, którą powoli zapełniał nieznany jej głos. Nie czuła swojego ciała, ale czuła niesamowity ból, którego źródła nie mogła odnaleźć. Czuła, że spada w tą bezdenną otchłań własnego bólu i chciała się czegoś kurczowo chwycić. Dłonią wyczuła coś ciepłego i miękkiego, więc chwyciła to resztkami swoich sił. Pomogło...
   Ból powoli mijał, a jej umysł na nowo wypełniał się kolorami, wspomnieniami i uczuciami. Jej dłoń nadal czuła ciepło drugiego ciała, gdy jej powieki się powoli uniosły. Jej błękitnym oczom ukazała się piękna, męska twarz o dużych, zielonych oczach. Brązowe włosy mężczyzny lekko powiewały na wietrze. Znała go tylko z widzenia. Miał na imię Matt i był jednym z krwiopijców, którzy wyznawali zasadę "Nie krzywdzimy niewinnych."
 -Meg! Tak się cieszę, że nic ci nie jest!- krzyknął chłopak obejmując ją gwałtownie. Wtedy się zorientowała, że tą ciepłą i miękką rzeczą była jego dłoń. Nigdy się nie spodziewała, że chłopak, który jej się podoba zrobi coś takiego...
 -Ale skąd... znasz moje imię?- zdziwiła się różowo-włosa nie próbując się wyrwać z jego objęć. Czuła szybkie bicie jego serca, co dodawało jej otuchy. Wtuliła się w jego ciepłe ciało i westchnęła z ulgą.
 -Znam je, bo obserwowałem cię odkąd pamiętam.- szepnął chłopak nie chcąc jej puszczać. Mimo tego, że był wampirem jego ciało było takie ludzkie.- A obserwowałem cię dlatego, że jesteś moją... Bratnią Duszą...
   Dni mijały, a oni stawali się sobie coraz bliżsi. Tygodnie mijały, a oni coraz bardziej się w sobie kochali. Miesiące mijały, a oni nadal byli dla siebie całym światem. Lata mijały, a ich dłonie nadal pozostawały złączone.

~*~

   Postanowiłam napisać coś tak trochę inaczej niż zwykle. Mam nadzieję, że się wam podoba! :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz