poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 38- Hirvia

   Andrew uśmiechnął się dziko w moją stronę i skinął lekko głową w stronę wampira. Kit zaśmiał się szyderczo, a do moich uszu doszedł dźwięk łamanych kości. W nozdrzach czułam smród gnijącego ciała, a przed moimi oczami Kit zmieniał się w jakieś dzikie stworzenie o białych gałkach ocznych. Całe jego ciało było nieludzko wygięte i powykrzywiane, a wszystkie kości się powoli wydłużały. W jego oczach widziałam szaleńczą chęć mordu. To nie wyglądało za dobrze. Mocniej przyłożyłam nóż do jego szyi, ale to nic nie dało. Poczułam jak długie, czarne szpony wampira wbijają mi się w ramię i unoszą mnie w powietrze. Ból był nie do zniesienia. Wampir rzucił mną gwałtownie o ścianę łamiąc mi przy tym kilka żeber, które natychmiast zaczęły się zrastać.
 -Noemi!- usłyszałam paniczny krzyk Nadii.- Nie walcz z nim! W takim stanie nie masz żadnych szans na walkę z Hirvią!
 -Z kim?!- mruknęłam podnosząc się z ziemi. Wszystkie moje rany już się zagoiły, ale na czole nadal miałam ślady krwi.
 -On jest Hirvią, istotą o genach NST- Nieokreślonej Substancji Toksycznej! To już nie jest człowiek, to istna maszyna do zabijania!- krzyczała blondynka w moją stronę. Ciekawe... Zmodyfikowana genetycznie istota?
 -Może być ciekawie.- zaśmiałam się cicho i spojrzałam w wygięte ciało potwora. Z jego oczu powoli zaczęła spływać krew, a jego ostre kły ukazały się w diabolicznym uśmiechu. To prawda, to już nie był człowiek.
 -No więc się zabawmy.- usłyszałam zachrypnięty, niski głos, który wydobywał się z nieporuszających się szczęk Kita. Jego długa dłoń poruszyła się gwałtownie i uderzyła w ścianę tuż obok mojej głowy zostawiając w niej znaczne wgniecenie. Co to było do cholery?!
 -Zabawę czas zacząć.- zaśmiałam się wskakując na jedną z ławek i zgarniając z niej nożyczki, którymi zacięłam szarą skórę stworzenia. Kit wydał z siebie wściekły syk i spojrzał na mnie z nienawiścią. Ze  śmiechem wbiłam nożyczki w jego białe oko i wyrwałam mu je wywołując kolejny jęk.
   Nie wiem dlaczego, ale czułam się wolna. Sprawiało mi to swego rodzaju radość. Chyba muszę iść do jakiegoś naprawdę dobrego psychiatry...
 -Ty mała... szmato...- warknął potwór, na którego łopatkach wyrosły nagle obszarpane, czarne skrzydła, a jego włosy stały się dłuższe i przybrały taki sam kolor.- Oddaj mi moje oko!
   Po tych słowach potwór skoczył w moją stronę, ale gwałtownie oderwało go w tył i ostatecznie wylądował na przeciwległej ścianie. Z jego czarnych ust wylała się biała ciecz o zapachu krwi.
 -Nie dotykaj mojej dziewczyny!- ryknął chłopak, który nagle wskoczył do pomieszczenia przez okno. Od razu rozpoznałam jego twarz.
 -Radzę sobie, debilu!- warknęłam w jego stronę i wstałam zdejmując białą gałkę oczną z nożyczek.
 -Tak, tak...- zaśmiał się James i zeskoczył z parapetu.
 -I o co ci chodziło z tym całym "Nie dotykaj mojej dziewczyny!"?- zachichotałam patrząc jak Kit podnosi się powoli z ziemi, a Andrew pojawia się obok niego.
 -O to, żeby nie kładł swoich brudnych łap na mojej Bratniej Duszy.- powiedział chłopak i puścił do mnie oko.
   Uśmiechnęłam się i spojrzałam na wilkołaka, którego ciało przybrało podobny kształt, co ciało Kita. Zaczynało się robić coraz ciekawiej.
 -Ja dokończę to, co zaczęłam, a ty zajmij się tym niziołkiem.- mruknęłam i rzuciłam się z nożyczkami na Kita.- To za nazwanie mnie szmatą!- wrzasnęłam wbijając nożyczki precyzyjnie w środek jego czoła i przekręciłam je o 90 stopni. Biała krew wylewała się z tego miejsca litrami, a moje usta wyszczerzyły się w nieludzkim uśmiechu. Wiedziałam, że w moich oczach widać szaleństwo, ale nie przeszkadzało mi to.
   Wstałam i wyrwałam nożyczki z głowy potwora poprawiając swoje czerwone włosy. Spojrzałam z uśmiechem na swoje rubinowe końcówki, na których widniały ślady krwi potwora i spojrzałam na Jamesa, który właśnie zabijał swojego przeciwnika i szeptał coś nad jego ciałem.
 -Dobra robota, Feniks.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz