środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 36- Eliksir

   -B-Bella?!- wyjąkałam i poderwałam się z łóżka.- Ale...
 -Oj cicho bądź, młoda!- mruknął Leo, który nagle pojawił się obok blondynki.- Tak, wiem. Wyglądamy jak para nastolatków, a nie jak dwójka dorosłych. Wybacz, ale przez te wszystkie lata mieliśmy na sobie zaklęcie postarzające.
 -Dość tych wygłupów!- warknęła Natalia i uderzyła pięścią o metalową część szpitalnego łóżka.- Noemi, twoje moce się nie przebudziły.
 -Co?!- krzyknęłam zaskoczona patrząc na wszystkich zebranych. Kamil i Nadia odwrócili wzrok, a Bella i Leo patrzyli na mnie ze współczuciem. Jednak to widok zawiedzionej i wściekłej Natalii zabolał mnie najbardziej.
 -Twój organizm zniszczył jad i obronił się przed jego działaniem. Lekarze nie wiedzą jak to jest możliwe. Jednak jedno wiedzą na pewno. Nie ma w tobie ani jednego grama przebudzonej Bestii. Jesteś o wiele silniej uśpiona niż myśleliśmy.- wysyczała tęczowo-włosa przez zęby. Wiedziałam, że to nie jest odpowiedni moment, żeby wspominać o moim "śnie".
 -Czyli wracam do normalnego życia?- zapytałam przekrzywiając głowę.
 -Tak.- westchnęła Natalia.
    Dowiedziałam się, że byłam w śpiączce przez całe wakacje. Po tygodniu rozpoczął się "upragniony" rok szkolny, a po trzech tygodniach znowu byłam skazana na lekcje dla nadzwyczajnie uzdolnionych. Razem z Blue, Paulem, Kamilem i Nadią zmierzaliśmy właśnie w stronę klasy, w której zamiast nauczycielki zastałyśmy jakiegoś dziwnego gościa w dużych, okrągłych okularach.
 -Noemi, to jest mój przyjaciel. Zajmuje się wykonywaniem eliksirów i ma coś dla ciebie.- zaśmiał się czerwono-włosy chłopak i podszedł do brązowo-włosego mężczyzny.
 -Paul, co ty znowu wymyśliłeś?- warknęłam w stronę wilkołaka, który tylko zaśmiał się i skinął głową w stronę mężczyzny.
 -Lewis, daj jej to.- powiedział Paul i pociągnął mnie lekko za rękę. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni małą fiolkę wypełnioną krwisto-czerwonym płynem.
 -Jest to eliksir, który przyspieszy twoją przemianę w Bestię.- powiedział Lewis zachrypniętym głosem. Jego złote oczy przyglądały mi się z niecierpliwością. Ech... Raz kozie śmierć.
   Chwyciłam fiolkę i otworzyłam ją zwinnie po czym błyskawicznie wypiłam zawartość. Ciecz miała metaliczny posmak krwi. Nie poczułam jednak żadnej zmiany. Chyba ten jego niesamowity eliksir nie działał.
 -Dobra, mam wszystkiego dość. Idę do domu.- mruknęłam i wyszłam z sali kierując się w stronę wyjścia. Nie czułam się na siłach, żeby z nimi teraz rozmawiać na temat tego niewypału. Czułam się strasznie śpiąca i chciałam się jak najszybciej dostać do domu.
   Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam na miejsce. Zmęczona podreptałam do pokoju i padłam na swoje łóżko. Wtedy dopiero to poczułam. To dziwne ciepło w moim brzuchu, które sprawiało, że moja głowa płonęła. Nie zdążyłam jednak nic zrobić, bo zasnęłam.

~*~

   Rozdział z dedykacją dla mojej kochanej Izy i dla wszystkich czytelników bloga! <3

1 komentarz:

  1. Zostałaś nominowana do Liebster Award szczegóły u mnie http://zycie-zoey-czy-bajka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń