wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 4

   Siedziałam na pryczy z kolanami podciągniętymi pod brodę. Rok temu miałam dziwny wypadek. Straciłam wtedy pamięć, nie rozpoznawałam nikogo, ani niczego. Może Liam znał mnie przed tym wypadkiem? Może coś się między nami wydarzyło...? Nie! To niemożliwe. Po raz kolejny spojrzałam na chłopaka w nadziei, że coś sobie przypomnę. 
   Jego ciemne włosy opadały miękko na czoło zasłaniając niewielkie zadrapania tuż nad jego brwiami. Błękitne oczy ślepo wpatrywały się w przestrzeń. Chłopak powoli oblizał swoje usta i spojrzał na mnie. Czułam jak moje serce gwałtownie przyspiesza, a na twarzy pojawia się rumieniec. Liam zaśmiał się cicho i podszedł do mnie.
 -Kiedyś też tak reagowałaś.- powiedział chłopak z uśmiechem i usiadł obok mnie.- Chociaż wtedy twoje włosy były czarne, a nie czerwone.
 -Skąd ty..
 -Nie ważne. Sama musisz sobie przypomnieć.- przerwał mi chłopak. Ugh... Ten gość działał mi na nerwy! 
   Chwyciłam Liama za kołnierz jego koszuli i przyciągnęłam go bliżej siebie.
 -Nie mogę sobie przypomnieć!- jęknęłam z nutką rozpaczy w głosie. Chłopak uśmiechnął się tylko i przysunął swoją twarz bliżej mojej.
 -Więc pozwól sobie pomóc.- zaśmiał się chłopak i delikatnie mnie pocałował. Te usta wydały mi się znajome... Zbyt znajome... 
   Brunet położył rękę na mojej szyi pogłębiając pocałunek. Nie chciałam, żeby przestawał... Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Ale dlaczego...? Przecież znałam go dopiero dwa dni, a teraz się z nim całowałam...
   Przed oczami mignął mi krótki obraz uśmiechającego się Liama, który trzyma mnie mocno za rękę i prowadzi w kierunku pięknego jeziora. 
   Gwałtownie odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam na niego z przerażeniem. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
 -Byliśmy nad jakimś jeziorem...- mruknęłam jakby sama do siebie, na co chłopak zareagował uśmiechem.
 -Czyli terapia działa.- zaśmiał się Liam kładąc dłoń na moim policzku.- Cieszę się, że pamiętasz chociaż tyle.
   Uśmiechnęłam się ciepło przykładając dłoń do jego policzka. Błękitnooki przekręcił lekko głowę i pocałował wnętrze mojej dłoni.
 -Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem.- wymruczał Liam zamykając oczy. Delikatnie potarłam kciukiem jego policzek.
   Chciałam sobie przypomnieć. Tak bardzo chciałam sobie przypomnieć o tym, co się między nami wydarzyło.
 -Widzę, że nasza mała księżniczka się obudziła.- usłyszałam męski głos dochodzący zza moich pleców.- Czas nauczyć cię trochę szacunku, mała zdziro! 

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 3

   Leżałam na czyimś ciele. Nie miałam siły, żeby się podnieść i sprawdzić, kto służył za moją poduszkę. Z ogromnym wysiłkiem uniosłam powieki i zauważyłam metalowe kraty miejscami pokryte jakimś dziwnym, czerwonym płynem. Chwila... Czy to była krew?!
   Z trudem uniosłam się na łokciach i przeniosłam wzrok na chłopaka, na którym właśnie leżałam. Był w moim wieku, twarz miał poobijaną i dziwnie znajomą. Nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie z przerażeniem swoimi błękitnymi oczami. No to był chyba jakiś kiepski żart...
 -Nina...?- wyszeptał zaskoczony Liam. Na korytarzu, który rozciągał się za kratami usłyszałam czyjeś ciężkie kroki. Chłopak natychmiast chwycił mnie w pasie i przekręcił nas oboje tak, że teraz to on leżał na mnie.
 -Co ty robisz?!- syknęłam w stronę chłopaka, który zasłonił mi usta dłonią.
 -Nie drzyj się i udawaj, że śpisz.- mruknął mi do ucha. Zamknęłam oczy wykonując jego polecenie. Bałam się... Cholernie się bałam. Zostałam porwana, a moją ostatnią deską ratunku był ten idiota. Musiałam mu zaufać.
 -Dzień dobry! Jak się wam spało, szmaty?- usłyszałam męski głos, a po nim przerażający chichot. Czułam jak zimny dreszcz przechodzi po moim karku. To był ten sam śmiech, który słyszałam zanim straciłam przytomność.
   Liam zabrał dłoń z moich ust i przyciągnął mnie do siebie zasłaniając mnie swoim ciałem.
 -Co powiedziałeś?!- ryknął wściekły brunet. Słyszałam zbliżające się w naszą stronę kroki i głośny plask tuż nad moim uchem.
 -Nadal nie nauczyłeś się kultury, co?- burknął mężczyzna i wyszedł z pomieszczenia zatrzaskując za sobą kraty.
   Otworzyłam oczy i dostrzegłam czerwony ślad na prawym policzku Liama. Czułam jak łzy napływają do moich oczu. Chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i bez słowa przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w niego pozwalając łzom swobodnie spłynąć po moich policzkach. Czułam jego szczupłe palce wplątujące się w moje włosy.
 -Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nie spadnie ci nawet włos z głowy. Obiecuję.- wyszeptał chłopak delikatnie muskając ustami moje ucho. Czułam jak moje serce gwałtownie przyspiesza i wiedziałam, że to samo dzieje się z nim.
 -Dziękuję.- jęknęłam rozklejając się do końca i wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Liam złożył delikatny pocałunek na mojej głowie i przyciągnął mnie bliżej do siebie.
   Więc to jest prawdziwy Liam, pomyślałam uśmiechając się do siebie i mocno go obejmując. Chłopak zaśmiał się cicho i delikatnie pogładził mnie po głowie.
 -Wczoraj rano chyba urwałabyś mi łeb gdybym zrobił coś takiego, a teraz uśmiechasz się i przyciągasz mnie coraz bliżej siebie.- powiedział brunet z uśmiechem starając się rozluźnić atmosferę.
 -Idiota...- burknęłam chichocząc cicho i starając się pohamować łzy.- Po prostu... Cholernie się boję...
 -Wiem...- wyszeptał chłopak delikatnie kładąc dłonie na moich policzkach i patrząc mi głęboko w oczy.- Nie pozwolę im cię skrzywdzić...
   Czułam jak moja twarz powoli przybiera kolor dojrzałego pomidora. On był zdecydowanie za blisko! Widziałam dokładnie niewielkie ranki i siniaki na jego twarzy. Moją uwagę przykuła rozcięta dolna warga Liama. Mimowolnie dotknęłam rany opuszkami palców starając się zrobić to najdelikatniej jak potrafiłam. Widziałam jak chłopak się rumieni i powoli przysuwa swoją twarz bliżej mojej. Czułam bicie swojego serca i słyszałam krew buzującą w moich żyłach. Co on zamierza zrobić? Jego usta były coraz bliżej moich warg i zbliżały się coraz bardziej. Chciałam, żeby mnie pocałował... Pragnęłam tego całą sobą. Czemu on musiał tak na mnie działać?
   Położyłam dłoń na jego policzku, gdy złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Jego wargi były strasznie suche, ale zadziwiająco delikatne. Kolejny pocałunek był bardziej natarczywy. Czułam jak chłopak wpija się w moje usta i przyciąga mnie bliżej do siebie. Oddałam pocałunek. Nie potrafiłam go powstrzymać... Nie, ja nie chciałam go powstrzymać...
 -L-Liam...- mruknęłam delikatnie przerywając pocałunek.
 -Przepraszam.- wyszeptał chłopak opierając się swoim czołem o moje.- Nie potrafiłem się opanować chociaż wiem, że niczego nie pamiętasz.
 -Co?- jęknęłam zaskoczona.- O czym mam niby pamiętać? O czym ty mówisz, Liam?
   Chłopak spojrzał mi głęboko w oczy i delikatnie pocałował mnie w czubek nosa. O czym on w ogóle mówił?! Co miałam niby pamiętać?
 -Powiedz mi, jak sobie przypomnisz.- powiedział Liam i powoli odsunął się ode mnie zostawiając mnie sam na sam z moimi myślami.

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 2

   Pierwsza lekcja obyła się bez rozlewu krwi chociaż muszę przyznać, że chwilami chciałam złamać mu nos i trochę oszpecić tą śliczną mordkę.
 -Nie gap się na mnie.- powiedział nagle Liam z uśmiechem. Spuściłam wzrok gapiąc się ślepo w zeszyt.- Przepraszam za to, co stało się na korytarzu.
 -Nie powinieneś przepraszać mnie.- mruknęłam i podniosłam wzrok patrząc mu w oczy.- Przeprosiny to tylko puste słowa. Powinieneś pokazać, że jest ci przykro.
   Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale dzwonek przerwał naszą jakże przyjemną rozmowę. Wielki książę idiotów podniósł się z miejsca i pewnym krokiem podszedł do lekko przestraszonej Klaudii. Niech mnie ktoś uszczypnie... Czy on właśnie ją przepraszał?! Chłopak chyba przeszedł na ciemną stronę mocy i właśnie zwariował...
 -Czy ty to widziałaś?- pisnęła Klaudia, która właśnie pojawiła się obok mnie.
 -Tak, widziałam...- odpowiedziałam z nutką niedowierzania w głosie. Teraz to byłam kompletnie zbita z tropu. 
 -Chodźmy na następną lekcję, teraz biologia.- powiedziała dziewczyna chwytając mnie za rękę i wyprowadzając na korytarz.
   No niech mnie ktoś uszczypnie. Ten gość do końca zwariował! Najpierw zachowywał się jak ostatni dupek i kretyn, a teraz udawał księcia z bajki. I nie wiadomo czemu Klaudia cały czas się uśmiechała. Coś mi się wydawało, że ta nagła zmiana nastroju księcia palantów zbyt bardzo ją cieszyła.
 -On kiedyś nie był taki..- powiedziała blondynka odwracając się w moją stronę.- Zmienił się jakiś rok temu po tym, jak zerwała z nim dziewczyna...
 -Ojej, jakież to romantyczne.- powiedziałam z przekąsem i odwróciłam wzrok.
 -Oj, nie bądź taka.- jęknęła zielonooka.- Przecież mnie przeprosił.
 -To tylko puste słowa...
 -To czyny powinny świadczyć o tym, jak bardzo jest nam przykro.- głos Liama za moimi plecami sprawił, że wzdrygnęłam się mimowolnie w zaskoczeniu.- Mam rację?- zapytał chłopak ukazując swoje białe zęby w uśmiechu.
 -Może.- burknęłam starając się na niego nie patrzeć. Zaraz mu chyba powybijam te równe ząbki.
 -Nie bądź taka wredna, Nina.- zaśmiał się chłopak i puścił w moją stronę perskie oko.
   Teraz to miałam ochotę palnąć go w łeb. Jak taki z niego playboy to niech sobie podrywa inne dziewczyny, a mi niech lepiej da spokój.
   Dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się kolejnej lekcji zadzwonił w moich uszach. Kolejne czterdzieści pięć minut, które będę musiała spędzić siedząc obok Liama...

  Reszta dnia minęła zaskakująco spokojnie. Brunet ogarnął się w końcu i przestał się do mnie odzywać, więc jego obecność tak bardzo mnie nie irytowała. Właściwie to czemu ciągle o nim myślę?!
   Ubrałam swoje buty do biegania i zarzuciłam bluzę na plecy wkładając słuchawki do uszu. Czas na ulubioną część mojego dnia- bieganie. Chodziłam na przebieżki odkąd pamiętam i stało się to moim uzależnieniem. Wyszłam z domu krzycząc przy tym krótkie słowa pożegnania w stronę jak zwykle zapracowanych rodziców i włączyłam pierwszą piosenkę na mojej liście odtwarzania.
   Pierwsze wersy piosenki Six Degrees of Separation zespołu The Script rozbrzmiały w moich uszach wywołując uśmiech na moich ustach. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, co sprawiało, że chciało mi się biegać bardziej niż kiedykolwiek.
   Zaczęłam biec i pewnie skręciłam w jedną z uliczek. Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, więc przyspieszyłam trochę i skręciłam w kolejną uliczkę. Nie wiem jak długo już tak biegłam, ale słyszałam jak adrenalina buzuje w moich żyłach i miesza się ze słowami kolejnej piosenki, która popłynęła z moich czarnych słuchawek. Don't know how to stop zespołu Halestorm, świetny kawałek.
   W tej samej chwili w której to pomyślałam usłyszałam czyjeś kroki tuż za sobą. Chciałam się odwrócić i zobaczyć kto za mną stoi, ale w jednej chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami i poczułam silny ból nad prawą skronią. Ostatnia rzecz, którą pamiętam to muzyka, która z każdą sekundą stawała się coraz cichsza i przeraźliwy, męski śmiech...

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 1

   No więc oto jedno z moich krótszych opowiadań. :3 Mam nadzieję, że wam się spodoba. ^^
   I chciałabym podziękować mojej przyjaciółce, od której pożyczyłam nazwisko dla jednej z nauczycielek X3 

~*~

   Zmiana szkoły nigdy nie była dla mnie czymś łatwym. Ciągłe przeprowadzki spowodowane pracą rodziców także nie były zbyt przyjemne. Co chwila musiałam rozstawać się z ludźmi, do których zdążyłam się już przywiązać. Może dlatego byłam teraz taka zimna...?
 -Hej! Słyszałem, że zrobisz wszystko za pieniędze!- krzyknął wysoki brunet o błękitnych oczach kierując się w stronę szczupłej blondynki stojącej obok mnie na szkolnym korytarzu.- Może przyszłabyś do mnie dziś wieczorem, co...?
   Dziewczyna spojrzała na własne stopy wyraźnie przestraszona. Znałam ten strach tak dobrze, że to aż bolało.
 -Zostaw ją w spokoju!- warknęłam patrząc z pogardą na piękną twarz chłopaka. O dziwo dopiero teraz zauważyłam, że jest przystojny. Czemu wszyscy przystojni faceci to takie dupki?! No może nie wszyscy, ale ten tutaj na pewno był dupkiem.
 -Co?- mruknął chłopak mierząc mnie wzrokiem.- Chyba jesteś tu nowa i nie wiesz z kim rozmawiasz, mała.
 -Może i jestem tu nowa...- uśmiechnęłam się pod nosem i zaciskając dłonie w pięści zadałam mu precyzyjny cios w brzuch, który pozbawił go na chwilę tchu.-... ale nie pozwolę, żeby taki gnojek jak ty traktował w ten sposób innych.- syknęłam i odwracając  się na pięcie udałam się na poszukiwania klasy, w której miała się odbyć moja pierwsza lekcja w nowej szkole.
 -Dziękuję.- powiedziała niepewnie blondynka, która nagle pojawiła się obok mnie. Miała duże, zielone oczy, które okalały gęste rzęsy, pokryte czarnym tuszem.
 -Nie ma za co.- westchnęłam starając się znaleźć salę 21.
 -Mam na imię Klaudia.- przedstawiła się pospiesznie dziewczyna wyciągając ku mnie swoją szczupłą dłoń. Uścisnęłam ją niepewnie i uśmiechnęłam się.
 -Nina.- przedstawiłam się dziewczynie, która wyraźnie się ożywiła.
 -Jeżeli jesteś tutaj nowa to mogę pokazać ci szkołę.- zaproponowała blondynka z szerokim uśmiechem na twarzy. Wyglądała trochę jak te lalki, które można znaleźć w prawie każdym sklepie. Uśmiechnięte blondynki o długich nogach... Tak, zdecydowanie przypominała mi jedną z nich.
 -Szukam sali 21.- powiedziałam nadal rozglądając się wokoło. Dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i szybko przecisnęła się przez tłum nastolatków stojący na korytarzu. No i oczywiście każdy musiał się na mnie gapić jakbym była jakimś kosmitą... Głupie włosy! Czemu musiałam je przefarbować akurat na czerwono?! A no tak... Żeby pokazać rodzicom, że mam serdecznie dość ich nakazów i zakazów. Opłacało się, bo w końcu przestali mnie traktować jak małe dziecko.
  -Jesteśmy.- powiedziała z uśmiechem blondynka zatrzymując się przed białymi drzwiami ze złotym napisem "21- Sala plastyczna".
 -Dzięki...- powiedziałam dostrzegając kątem oka znajomą postać. Znowu ten idiota? Jeszcze jego tu brakowało. Prychnęłam pogardliwie mierząc go wzrokiem.
 -Jesteśmy w tej samej klasie.- powiedziała Klaudia i rzuciła krótkie spojrzenie w stronę bruneta.- On też jest z nami w jednej klasie...
 -Jak ma na imię?- zapytałam czując na sobie spojrzenie błękitnookiego chłopaka. Odwróciłam głowę w jego stronę i pewnie spojrzałam mu w oczy. Dziwne... Mimo, że przed chwilą ośmieszyłam go przed jego świtą w jego oczach nie widziałam nienawiści. Za to jego towarzysze chichotali i szeptali coś między sobą.
 -Liam.- odpowiedziała blondynka niepewnym tonem. Zmierzyłam chłopaka wzrokiem i odwróciłam głowę. Niech to szlag! Był cholernie przystojny. Czemu ja musiałam go od razu bić? I na dodatek to imię...
   Dzwonek szkolny wyrwał mnie z zamyśleń. Po kilku chwilach pojawiła się także nasza nauczycielka plastyki, a właściwie wychowawczyni, która od razu spojrzała na mój czerwony łeb z... obrzydzeniem?
 -Ty musisz być Nina.- powiedziała nauczycielka. Była to wysoka, szczupła kobieta o czarnych włosach upiętych w schludny kok i brązowych oczach. Miała na sobie czarną sukienkę przyozdobioną różową, kocią łapą.
 -Tak. Miło mi panią poznać.- powiedziałam posyłając jej jeden z moich uśmiechów "idealnego ucznia" co wyraźnie poprawiło jej nastawienie do mnie. Kobieta uśmiechnęła się i otworzyła drzwi do sali.
 -Poczekaj przy moim biurku. Musimy znaleźć ci miejsce. Wszyscy mają tu wyznaczone miejsca i muszą na nich siedzieć przez cały rok szkolny.- powiedziała pani Radecka uśmiechając się ciepło.
 -Dobrze.- powiedziałam wchodząc do sali z resztą klasy i zatrzymując się przy biurku ustawionym pod tablicą. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia większości osób w klasie. Z jakiegoś powody Liam świdrował mnie wzrokiem, gdy zajmował swoje miejsce w ostatniej ławce w pierwszym rzędzie od okna.
 -Chciałabym serdecznie powitać naszą nową uczennicę.- powiedziała nauczycielka wchodząc do klasy i zamykając za sobą drzwi.- Może opowiesz nam coś o sobie?
 -Nazywam się Nina Ishigami. Mój tata ma japońskie korzenie, więc stąd to nazwisko. Ciągle zmieniam swoje miejsce zamieszkania z powodu pracy moich rodziców. Dlatego też przeniosłam się do tej szkoły w środku roku szkolnego.- spojrzałam na nauczycielkę z uśmiechem.- To chyba wszystko.
 -Dobrze.- powiedziała kobieta i wskazała dłonią na miejsce na końcu sali.- Usiądź proszę obok Liama.
   Te słowa były dla mnie jak zimny prysznic. Miałam do końca roku siedzieć z tym gnojkiem?! Prędzej bym sobie w łeb strzeliła, ale niestety stalowe spojrzenie nauczycielki kazało mi zająć miejsce obok bruneta, który wydawał się wcale nie przejmować moją obecnością. Zapowiadał się długi dzień...

wtorek, 12 listopada 2013

Epilog

   Obudziła się w ciemnym pokoju. Obok siebie słyszała dźwięk miliona aparatur medycznych, które przepełniały ją przerażeniem. To był tylko sen?!- to pytanie rozbrzmiewało w jej głowie głuchym echem. Poczuła miękki dotyk na swojej dłoni i uniosła swoje zmęczone, czerwone oczy, by zobaczyć twarz przybysza.
 -Jak się czujesz?- zapytał troskliwie Peter delikatnie chwytając jej dłoń. Więc jednak to nie był sen...
 -Co się stało...?- wyszeptała zaciskając palce wokół jego dłoni.- Czy Black i...
 -Nie żyją... - powiedział chłopak i uśmiechnął się słabo. Widziała ciemne cienie pod jego oczami. Jak długo była nieprzytomna?- Zabiłaś ich, ale Black zdążyła jeszcze cię zaatakować i...
   Zapadła długa chwila ciszy. Mia uniosła lewą dłoń chcąc ją położyć na policzku chłopaka i wtedy zorientowała się czemu zamilkł. Palce lewej dłoni były zastąpione maszyną, która miała jej zastąpić odciętą część ciała.
 -Niesamowite...- mruknęła czarnowłosa poruszając zwinnie mechanicznymi palcami.
 -Nie mogłem cię obronić... Byłem zbyt słaby... Ja...- zaczął chłopak ale nie zdążył dodać nic więcej, bo dziewczyna zamknęła mu usta pocałunkiem.
   Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, gdy odwzajemniał pocałunek z czułością. W jednym momencie przypomniał sobie wszystkie chwile, które spędzili razem. Wszystkie dobre i złe dni. Nawet te chwile spędzone bez niej przepełnione bólem i samotnością. W jednej chwili wszystko wróciło do niego z taką siłą, że musiał przyciągnąć do siebie Mię, aby upewnić się, że nie jest tylko złudzeniem.
  Dziewczyna uśmiechnęła się z miłością i delikatnie wplotła palce w jego włosy.
 -Kocham cię, Peter.- wyszeptała i pocałowała czubek jego głowy.
 -Kocham cię, Mia.- powiedział chłopak i uśmiechnął się wtulając swoją twarz w jej szyję..

   Tak, wiem... Krótki i głupi koniec opowiadania, ale naprawdę nie miałam żadnego pomysłu jak można zakończyć to opowiadanie... ;-; 
   Zanim zacznę kolejne opowiadanie typu romans/fantasy ("Łowca") chciałabym napisać kilka krótszych opowiadań romantycznych. :3 Mam nadzieję, że się wam spodobają. ^^ 
    Pytania można mi zadawać tutaj: http://ask.fm/NoemiMizu

sobota, 5 października 2013

Rozdział XXVI- Nowa moc = większa szansa na zwycięstwo

   Bardzo, ale to bardzo was przepraszam, ale... to już przedostatni rozdział Feniksa!!! Nie mam natchnienia do tego opowiadania i nie wiem jak je zakończyć, więc końcówka może być trochę zagmatwana... XD
   A tu mam taki link dla was, żebyście sobie zerknęli co robię w wolnym czasie :3 http://more-than-luck.deviantart.com/


~*~


   Osoba, która wyszła z pomieszczenia była mu zupełnie obca, ale i niezwykle znana. Czuł się rozdarty między niepewnością co do niej, a niewyobrażalną chęcią wzięcia jej w ramiona.
    Blond włosy zastąpiły długie, czarne jak smoła fale sięgające jej do połowy pleców. Czerwone ślepia zyskały kocie źrenice, które wpatrywały się w nich uważnie, a jej usta zacisnęły się w wąską linię. Nagle jej wzrok skierował się w jego stronę przeszywając go jak lodowe ostrze, które jak szybko się pojawiło tak i szybko zniknęło zastąpione przez ciepły i czuły uśmiech
 -Peter!- pisnęła szczęśliwa dziewczyna rzucając mu się na szyję i całując go namiętnie w usta. Lekko zaskoczony chłopak zamknął oczy odwzajemniając ten gest i obejmując ją delikatnie w pasie. Jednak to była ta sama osoba, którą kochał.
 -Nic ci nie jest?- zapytał zmartwiony kładąc dłonie na jej policzkach i patrząc jej głęboko w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i objęła go mocno wtulając twarz w jego pierś.
 -Nic a nic! Czuję się lepiej niż kiedykolwiek!- zaśmiała się Mia odsuwając się lekko od niego i patrząc za siebie.- Dziękuję ci, Taylor.
 -Nie ma za co.- zaśmiał się czerwono-włosy. Jego twarz zdradzała wyraźne zmęczenie, a oczy były niepokojąco podkrążone.- Ale będzie lepiej jeśli się na chwilę zdrzemnę. - powiedział sztywno i ruszył chwiejnym krokiem w stronę drzwi innej sali.
 -Jak się czujesz?- zapytał zmartwiony Red.- Czy przypomniałaś sobie wszystko?
   Mia zaśmiała się dziko przyglądając mu się swoimi kocimi oczami. Odgarnęła kosmyk czarnych włosów, które opadł jej na czoło i ukazała śnieżnobiałe kły w uśmiechu.
 -Jestem Mia, Smok Destrukcji i Ciemności oraz władczyni Mocy Zagłady...- powiedziała i wyszczerzyła swoje zęby w jeszcze większym uśmiechu.- Tak... Przypomniałam sobie wszystko.

   Czarne włosy powiewały na wietrze jak cienkie nici. Chłopak czuł się kompletnie zbity z tropu. Nie rozumiał jak to możliwe, że ona przeszła aż taką zmianę... Jakby słysząc jego myśli Mia obejrzała się i spojrzała mu głęboko w oczy.
 -Nadal jestem sobą.- powiedziała z ciepłym uśmiechem i chwyciła go za rękę. Tak... Było tak jak dawniej. Nadal potrafiła z niego czytać jak z otwartej księgi.
 -Długo będziemy tu tak stać?- warknęła niska dziewczyna o turkusowych lokach i różowych oczach.
 -Cierpliwości.- odburknęła jej Alice uśmiechając się z wyższością.
   Peter objął czarno-włosą i pocałował delikatnie jej szyję sprawiając, że przez jej ciało przeszły przyjemne dreszcze.
 -Nie wywyższaj się tak.- zaśmiał się chłopak składając kolejny pocałunek na jej gładkiej skórze.
 -N-Nie wywyższam się...- wyjąkała czerwonooka chwytając jego zimne dłonie. Nagły uśmiech pojawił się na jej twarzy gdy drzwi wielkiego, czarnego pałacu otworzyły się i wyszedł przez nie Zegarmistrz.- A to wredna kanalia...- warknęła Alice nadal szczerząc zęby w uśmiechu.
 -Czyli że to on był szpiegiem...?- zapytał zdziwiony Peter patrząc na niewielką postać mężczyzny.
 -Na to wygląda... -warknęła Mia rozglądając się po twarzach jej smoczych towarzyszy.- Gotowi do walki?
   Odpowiedziały jej liczne szmery i piski aprobaty przepełnione rządzą krwi. Dziewczyna związała włosy w wysoki kucyk i spojrzała na Petera wyczekująco. Chłopak uśmiechnął się i skinął lekko głową.
   -Czas rozpocząć zabawę!- warknęła Alice i ruszyła biegiem w stronę zamku. Wszyscy pewnie ruszyli za nią wyglądając razem jak czarny dym pełzający po lodowej tafli jeziora.
   Już niedługo...- pomyślała Mia.- Już niedługo to wszystko się skończy.

sobota, 14 września 2013

Rozdział XXV- Smok Umysłu

   Oficjalne informacje na temat zakończenia opowiadania!
   "Feniks" zakończy się wraz z końcem roku i wtedy oficjalnie rozpocznę też nowe opowiadanie pt. "Łowca". Mogę powiedzieć tylko, że będzie to opowiadanie typu fantasy. :3
   No i przepraszam, że nie wstawiałam tak długo kolejnego rozdziału, ale choroba mnie dopadła i nie mam na nic siły... ;_; 


~*~


   Hałas jaki roznosił się w niewielkiej jaskini był nie do zniesienia. Masa magii, którą dało się wyczuć od wszystkich zebranych była wręcz przytłaczająca, a było ich zaledwie piętnastu! Każdy nawet najcichszy szmer roznosił się echem uderzając w jej uszy potężnymi falami. To było nie do zniesienia!
 -Zamknijcie się wreszcie!- jęknął Peter pocierając pulsujące bólem skronie. Wszyscy zebrani zamilkli patrząc na niego ze zdziwieniem. Alice odchrząknęła i wstała z jednego z ustawionych tam drewnianych krzeseł.
 -Wiem, że wielu z was myśli sobie: "Co tej małolacie strzeliło do głowy, żeby walczyć z Czarną Damą?!"- kilka śmiechów rozniosło się po jaskini wywołując cień uśmiechu na jej twarzy.- Ale nie obchodzi mnie to, że uważacie mnie za dziecko bez doświadczenia. Zanim jeszcze nauczyłam się mówić potrafiłam zmienić skałę o grubości pięciu metrów w istny pył. Nazywam się Mia i jestem wnuczką Czterech Karcianych Władców. Dwóch z nich chcę zabić... Jesteście ze mną, czy przeciwko mnie?!
   Wszyscy jednocześnie podnieśli się z krzeseł wydając z siebie okrzyki aprobaty. Tylko jedna, drobna dziewczyna o pięknych, złotych włosach i kocich, zielonych oczach prychnęła z pogardą rzucając Alice nienawistne spojrzenie.
 -Skąd mamy wiedzieć, że nie prowadzisz nas na pewną śmierć?!- warknęła blondynka na tyle głośno, że wszyscy umilkli patrząc na nią w zadumie.- Dobrze wiesz, że Czarna Dama i Czarny Walet nie są pierwszymi lepszymi Smoczymi Dziećmi! Oni są jednymi z Pierwszych! Ich moc jest nieograniczona i...
 -Black obawia się mocy Mii!- przerwał jej Red obserwując wszystkich pełnymi mądrości i doświadczenia, czerwonymi oczami. Szczupłą dłonią przejechał po włosach w tym samym kolorze i westchnął cicho.- Jedynym problemem jest bariera, która utworzyła się w jej umyśle i która nie pozwala jej dotrzeć do większości jej mocy.
    Miliony szeptów rozeszły się po jaskini i z tłumu wyłonił się wysoki, szczupły chłopak o czerwonych niczym krew włosach i pięknych, złotych oczach. Uśmiechnął się ciepło do Mii i spojrzał na Red'a.
 -Nazywam się Taylor i jestem Smokiem Umysłu. Mógłbym ci pomóc zniszczyć tą barierę.- powiedział chłopak z uśmiechem. Miał na oko dwadzieścia lat. Czarna koszula delikatnie podkreślała jego zgrabną sylwetkę, a spodnie w tym samym kolorze sprawiały, że wyglądał na nieziemsko przystojnego.
 -Naprawdę?- zapytała podekscytowana Mia z nadzieją w głosie.- To wspaniale!
 -Tylko... to może być trochę bolesne.- mruknął chłopak drapiąc się po głowie.- Jesteś pewna, że...
 -Tak. Nie ważne jak bolesne to będzie chcę odzyskać swoje wspomnienia!- przerwała mu ostro Mia wpijając w niego swoje czerwone oczy. Chłopak cofnął się gwałtownie i uśmiechnął się z podziwem w jej stronie. To było spojrzenie godne zwycięzcy.


   Jej krzyki roznosiły się po korytarzu nie dając mu chwili wytchnienia. Chciał jak najszybciej do niej podbiec i jej pomóc, ale jak?! Nie mógł im przeszkodzić, bo to groziło wielkimi zmianami w jej umyśle a w najgorszym wypadku- śmiercią.
 -Uspokój się, bo i bez twojego poddenerwowania ledwo spokojnie stoję w miejscu!- warknął nagle Red zipiąc na Petera czerwonymi oczami.
 -Dobrze, postaram się.- westchnął chłopak i usiadł na jednym z drewnianych krzeseł.- Tak w ogóle to... Gdzie jest Czerwona Królowa?
 -Rose? Ech... Nie mam pojęcia...- odpowiedział mężczyzna, gdy kolejny głośny krzyk przedarł powietrze.- Ale wolałbym, żeby tu teraz była...

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział XXIV- Czy człowiek może pokonać smoka?

   Alice! Nie wracajcie tutaj!
   Co? Ian, o czym ty mówisz?- zapytała chłopaka w myślach zatrzymując się gwałtownie w środku lasu.
   Ludzie szukają wejścia do królestwa, ale nie znajdą go dopóki jakaś istota paranormalna im go nie wskaże. Przekazałem już wieści innym mieszkańcom, ale pozostaliście jeszcze wy. Za żadne skarby nie zbliżajcie się do królestwa!
   Ale Ian...
   Posłuchaj mnie, złotko.- przerwał jej błękitnooki.- To nie są żarty. Zaraz rozpocznie się wojna i nikt nie chce was tu teraz widzieć. Light i Sam byli w terenie, więc zaraz powinni się z wami skontaktować.  Macie inne zadanie, prawda? 
   Prawda...
   No to powodzenia, mała.- powiedział chłopak ze śmiechem i znowu rozległ się dźwięk wyłączanego telewizora. Peter patrzył na nią zdziwiony nie wiedząc o co chodzi.
 -Nie możemy wracać.- powiedziała blondynka i w skrócie opowiedziała mu to, co przekazał jej Ian.
   Szelest pośród koron drzew nie pozwolił im jednak dokończyć rozmowy. Peter pociągnął Alice za sobą i ukrył się z nią za jednym z drzew. Chwilę później na polanie tuż obok nich pojawił się piękny, dostojny gryf. Jego silne łapy stąpały delikatnie po trawie nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Nagle zwierze spojrzało w ich kierunku i zatrzepotało delikatnie skrzydłami.
 -Nie bójcie się, moje dzieci.- przemówił gryf niskim, dostojnym głosem i uśmiechnął się.- Jestem Red, chociaż bardziej znany jestem jako Czerwony As. Nie bój się mnie, moja droga wnuczko. Jestem tutaj, żeby ci pomóc, ale musicie się pospieszyć. Ludzkie siły już dawno rozproszyły się po lesie chcąc odnaleźć królestwo Selene.
 -Ale...- wyjąkała Alice, która razem z czarnowłosym wyszła z ukrycia.
 -Spokojnie, moje dziecko. Po prostu wsiądźcie na mój grzbiet, a ja zabiorę was do waszych towarzyszy.
 -D-dobrze.- mruknęła niepewnie blondynka i razem z Peterem niepewnie wsiadła na grzbiet gryfa. Jego futro było jak najprawdziwszy jedwab, a pióra na skrzydłach zdawały się płonąć. Zwierzę poderwało się gwałtownie z ziemi i nie wydając przy tym żadnego odgłosu wzniosło się w górę lecąc w stronę zachodzącego słońca. Deszcz przestał już padać, a niebo przybrało kolor pięknego błękitu.
   Alice zamknęła oczy zatapiając dłonie w sierści gryfa i odchyliła głowę do tyłu opierając ją lekko o ramię siedzącego za nią chłopaka. Czuła bicie jego serca i bicie potężnego serca zwierzęcia. Aż trudno uwierzyć, że to był jej dziadek. Nigdy nie traktowała go jak dorosłego, a co dopiero swojego dziadka! Nie było łatwo uważać go za starą osobę skoro wyglądał jak dwudziestolatek.
 -Mia.- odezwało się nagle cicho stworzenie i przechyliło łeb w jej stronę.
 -Tak?- odpowiedziała dziewczyna otwierając szeroko oczy jakby dopiero co ktoś obudził ją swoim krzykiem ze snu. 
 -Powiedz mi ile razy Black próbowała cię zabić.- powiedział Red tonem nie znoszącym sprzeciwu obserwując ją jednym z czerwonych jak krew oczu. te oczy były tak podobne do jej własnych, że nie potrafiła oderwać od nich wzroku.
 -Raz...
 -Czyli nie pamiętasz poprzednich razów...- westchnął gryf i gwałtownie opadł w dół zatrzymując się kilka metrów od ziemi i szybując dalej między drzewami.- Gdy tylko się narodziłaś Black wpadła w szał. Wyczuła, że twoja moc mogłaby kiedyś zagrażać jej życiu i próbowała cię zabić, ale jej plan się nie udał. Zamiast cię zabić utworzyła w twoim umyśle barierę oddzielającą cię od większości twoich zdolności magicznych, co spowodowało między innymi zmianę koloru twoich włosów z czarnych na blond. Nikt z nas nie wiedział jaką moc miałaś przedtem, ale po tym, co zrobiła Black pozostała ci tylko moc Smoka Ciemności. 
 -Ale...
 -Możliwe, że gdyby udało ci się zburzyć tą barierę mogłabyś wtedy pokonać i Black i Devila.- kontynuował gryf ignorując piskliwe jęknięcie Alice.- Nawet nie wiesz ile masz w sobie mocy, moje dziecko...


~*~

   Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na kolejny rozdział, ale brak weny i niechęć do rozpoczęcia kolejnego roku w tym piekle zwanym szkołą dały o sobie znać i nie pozwoliły mi nawet pomyśleć o dalszych losach Mii. 
   Planuję zakończyć to opowiadanie przed  moimi urodzinami (21 stycznia) i rozpocząć kolejne (tytuł podam następnym razem bo nadal nad nim pracuję xD). Na razie nie zdradzę wam szczegółów, ale postaram się napisać je bardziej... profesjonalnie od moich wcześniejszych opowiadań.
   Mam nadzieję, że mimo braku weny jakoś ten rozdział wyszedł. :D

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział XXIII- Odnaleziony

   Tak jak napisałam wcześniej wybrałam sobie idealnego faceta dla Alice. xD No i dzisiaj będziecie mieli scenę pocałunku... ^3^ *u*
   Miłego czytania! :3 ^^


~*~

   -Znowu ci się nie udało.- zaśmiał się Zegarmistrz patrząc na czarno-włosa kobietę.- Ech... Ty się nigdy nie uczysz na błędach, Black... Przecież kiedyś już próbowałaś trucizny i ci się nie udało.
 -A ty nadal tutaj?!- syknęła wściekła Czarna Dama. Oczy miała podkrążone, a jej policzki były zadziwiająco zapadnięte. W jej oczach czaił się strach.- Przecież jesteś po stronie dobrych, więc co tu robisz, staruchu?!
 -Już ci mówiłem, że chcę zobaczyć strach na twojej twarzy, a poza tym jestem szpiegiem od twojej siostry.
 -I mówisz to tak otwarcie?! Wiem, że Karciani władcy nie mogą tknąć cię nawet palcem, ale to nie znaczy, że możesz mnie tak irytować! Powiedz Rose, że zabiję i Mię i wszystkich innych ludzi na świecie! Wyrżnę ich co do jednego i nie oszczędzę żadnego z nich! Wszyscy będą cierpieć tak samo jak kiedyś cierpiałam ja! Będą mnie błagać o śmierć! Będą się przede mną płaszczyć i prosić, żebym wyrwała im serce, a ich strach da mi siłę! I ani Red, ani Rose nie będą w stanie mnie powstrzymać! Czerwoni władcy nie będą mieli szans z
siłą ciemności!


   Krople deszczu uderzały miarowo o jej plecy, ramiona, głowę i twarz, ale to jej nie zatrzymywało. Nie mogła użyć skrzydeł, bo cała woda, która się wokół niej gromadziła by wyparowała, a ona straciłaby z oczu całą okolicę. Musiała więc biec w takich warunkach cholera wie gdzie!
 -Ian, masz coś?- zapytała w myślach błękitno-włosego, z którym była połączona telepatycznie.
 -Niestety nie...- rozległ się w jej głowie głos chłopaka.- Czekaj! Za pół kilometra dawaj w lewo i tam powinna być jakaś jaskinia. Przed chwilą wyczułem z niej niewielką ilość świetlnej energii, ale zaraz zniknęła. Nieźle się ten gnojek ukrywa, nie ma co...
 -Dzięki, dalej już sobie poradzę.- odpowiedziała mu w myślach przyspieszając trochę i mierząc odległość, którą przebywa.
 -Powodzenia, Alice.- wyszeptał tylko chłopak w jej głowie, po czym rozległ się niewielki trzask jak przy włączaniu starego telewizora i już go nie było.
   Cholera... Czemu dopiero teraz sobie wszystko przypomniała?! Gdyby tylko to stało się wcześniej to może wtedy... 
   Odepchnęła od siebie te myśli i skręciła w lewo. Jej oczom ukazała się góra, a w niej niewielka szczelina, która dla normalnego człowieka byłaby niezauważalna. Zamaskował się, ale ona wiedziała jak się przez to przebić.
   Mia rozpędziła się jeszcze bardziej pędząc na skalną ścianę. Gdyby ktoś ją teraz zobaczył pomyślałby, że zwariowała. Dziewczyna biegnąca w stronę skały bez żadnego zamiaru zatrzymania się. Sekundę przed zderzeniem zamknęła oczy i zamiast wbić się boleśnie w ścianę przebiegła przez nią i wylądowała w ciemnej jaskini. Nie musiała długo szukać Petera.
   Chłopak stał na środku jaskini patrząc w górę, gdzie w sklepieniu widniała niewielka wyrwa, przez którą na jego twarz spadały krople deszczu. Tego, co w tej chwili poczuła nie można opisać słowami. Szczęście mieszało się z tęsknotą, złością i prostą chęcią rzucenia się w jego ramiona. Coś kuło ją w piersi, a w brzuchu czuła miliony motyli.
   Peter nagle spojrzał w jej stronę. Albo jej się wydawało albo wyprzystojniał przez ten jeden miesiąc. W jego oczach widziała ból i tęsknotę, ale przede wszystkim widziała w nich czułość. Zapatrzona w jego twarz puściła się biegiem w jego stronę. Peter nie czekając na jej słowa zeskoczył ze skały, na której stał i podbiegł do niej biorąc ją w ramiona.
   Objął ją delikatnie w talii i unosząc nad ziemią przyciągnął jej drobne ciało do siebie. Zatopił twarz w jej wilgotnych blond włosach pozwalając jej schować twarz w zagłębieniu jego szyi. Czuł łzy spływające po jej policzkach, które powoli spływały także po jego torsie.
 -Dlaczego...?- wyjąkała nagle dziewczyna odrywając od niego swoją zapłakaną twarz. Jej czerwone oczy przyglądały mu się z wyrzutem i bólem. Czarno-włosy westchnął tylko i postawił blondynkę na ziemi ocierając jej kciukiem łzy z policzków. Z uśmiechem złożył miękki pocałunek na jej czole i przytulił ją do swojego torsu.
 -Nie chciałem cię opuszczać, ale Light powiedział, że jeśli ja cię zostawię to może wtedy sobie przypomnisz. Nie chciałem tego, ale gdy zobaczyłem jak uśmiechałaś się do niego, jak pocałował twoją rękę... Po prostu stwierdziłem, że będziesz z nim szczęśliwsza. Chciałem jednak się dowiedzieć, czy mnie pamiętasz, ale ty nie pamiętałaś prawie nic. Nie potrafiłem się powstrzymać i cię pocałowałem, a potem po prostu uciekłem jak jakiś cholerny tchórz! Wybacz mi... Proszę cię, Alice... Ja cię...- przerwał chłopak na chwilę i ujął jej twarz w dłonie.- Ja cię kocham jak wariat... Ja nie mogę bez ciebie żyć!
 -Peter...- wyszeptała tylko blondynka patrząc jak chłopak powoli się nad nią pochyla.- Ja... też cię kocham.- zdążyła tylko wyszeptać zanim chłopak zamknął jej usta pocałunkiem.
   To nie był jeden z tych delikatnych pocałunków, którymi obdarzał ją wcześniej. Ten był pełny pasji i tęsknoty ukazującej te wszystkie dni spędzone bez niej. Jego usta były natarczywe i delikatne zarazem. W końcu jego język wdarł się do jej ust i sprawił, że ledwo wstrzymała westchnienie. Jego usta smakowały czekoladą, którą teraz czuła na swoich wilgotnych wargach. Peter zatopił palce w jej włosach, a drugą rękę położył na jej talii przyciągając ją bliżej do siebie. Mia czuła jego przyspieszone bicie serca, które biło równie szybko co jej własne. Chłopak co chwilę pogłębiał pocałunek jakby bał się, że to jest tylko piękny sen, który zaraz się skończy. Jego język był równie natarczywy, co usta, ale dziewczyna potrafiła dotrzymać mu tempa i czerpała z tego samą rozkosz.
   Nagle jednak chłopak oderwał się od niej i przyłożył swoje rozpalone czoło do jej głowy. Westchnął tylko cicho i przyłożył dłoń do jej policzka.
 -Przepraszam, ale jakbyś dalej mnie tak całowała to próbowałbym się do ciebie dobierać.- zaśmiał się smutno Peter i pocałował ją w czoło.
 -Wracajmy do domu.- powiedziała z uśmiechem czerwono-oka chwytając jego chłodną dłoń i uniosła głowę chcąc spojrzeć w piękne, fioletowe oczy chłopaka.
 -Dobrze.- odpowiedział jej chłopak, a z jego oczu zniknął wszelki ból i smutek. Pozostała tylko czysta radość i miłość do niej. Tak bardzo za nim tęskniła...- Wracajmy do domu, Mia...

~*~
   Ta... To znowu ja! xD Przepraszam, że taki ten rozdział nijaki, ale jakoś weny nie miałam i tak to się skończyło... ;_;

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział XXII- "Na co jeszcze czekamy?!"

   Mam do was niewielkie pytanie... Którego z chłopaków wolelibyście dla Alice (Mii)? :3 I tak dam jej tego, którego sama wybrałam, ale chciałabym wiedzieć co wy o tym myślicie. :D
   Który chłopak pasuje do Mii?
   A.Light
   B.Peter.
   Odpowiedzi w komentarzach! ^w^


~*~


   Minął miesiąc od kiedy straciła pamięć. Długi i wyczerpujący miesiąc, w trakcie którego starała się przypomnieć sobie o wszystkim, co się wydarzyło. Nadal pamiętała tylko imiona i krótkie urywki rozmów. Nie potrafiła sobie niczego przypomnieć.
   Był to też miesiąc odkąd zniknął Peter. Tylko Rafael wiedział, gdzie on jest, ale nie chciał o tym nikomu powiedzieć. Cały czas zarzekał się, że chłopak chce pobyć sam przez jakiś czas i nie ma ochoty oglądać "krzywej mordy tego idioty, który myśli, że jego złote oczka go zauroczą i, że jak zarzuci tymi białymi kłakami to się w nim zakocha.". Light był w tym czasie cały w skowronkach i nie odstawał Mii na krok.
 -Nawet do kibla chce za mną chodzić.- warknęła wściekła blondynka siadając na przeciwko roześmianej Caroline. Dawno nie rozmawiała z kimś normalnym, a zielono-włosa wydawała się być jedną z najbliższych jej osób.- Powiedz mi! Czy ja się z nim kiedyś przespałam, albo coś, że on teraz się tak do mnie klei?! A może on jest moim byłym?! 
 -Nie i nie.- zachichotała zielonooka.- Ale on chyba nie jest jedynym, który się do ciebie "klei", prawda?
   Alice odwróciła wzrok speszona spojrzeniem przyjaciółki. To prawda... Niedawno do królestwa Selene przybyło kolejne "Smocze Dziecko". Był to chłopak o pięknych czarnych oczach i włosach tego samego koloru. Jego grzywka i kilka pasm włosów z przodu głowy były białe. Chłopak był naprawdę przystojny i wysoki, a zarazem wysportowany. Podobno był to "człowiek-puma", z którym Alice rozmawiała na London Bridge, ale dziewczyna go nie pamiętała.
 -Ale... Sam to co innego! On jest... On...
 -...Nie jest nachalny?- dokończyła Caroline.- Oj, dziewczyno! Trzech facetów jest w tobie zakochanych, a ty nie pamiętasz co do nich czujesz...
 -No wiem tyle, że do Sama nic nie czuję, bo poznałam go dopiero na ostatniej misji, prawda?- wymruczała Alice starając się sobie coś przypomnieć.
 -No niby tak. Więc jego możesz wykluczyć. Nie jesteś raczej typem dziewczyny zakochującej się od pierwszego wejrzenia.- westchnęła Caroline i spojrzała w zmartwione, czerwone oczy dziewczyny.- Pomogę ci, ale musisz mi powiedzieć wszystko, co pamiętasz.
 -Pocałunek...
 -Co?!- pisnęła zdezorientowana zielono-włosa.
 -Gdy się obudziłam pamiętałam jak ktoś mnie wołał i krzyczał, żebym nie umierała. Pamiętałam też, że ktoś mnie pocałował.
 -Zaczyna się robić ciekawie.- wyszeptała skupiona Catraw patrząc na zaczerwienioną twarz przyjaciółki.- Opowiadaj! Twoje życie jest bardziej pokręcone niż "Moda na Sukces", ale chociaż jest ciekawe.
 -No jak już mówiłam to pamiętam, że ktoś mnie pocałował. Jak się obudziłam to był przy mnie Light i on pocałował mnie w dłoń, ale poznałam, że to nie on mnie pocałował przed utratą pamięci, a gdy Light zasnął to przyszedł Peter i... no i...
 -Co on takiego zrobił, że nie możesz tego z siebie wykrztusić?- zaśmiała się Caroline patrząc na zawstydzoną twarz Alice, która powoli przybierała kolor oczu blondynki.
 -No, bo on mnie pocałował i...
 -I wtedy skojarzyłaś, że to on pocałował się przed atakiem Czarnej Damy?- dokończyła zielono-włosa przybierając taki ton głosu jakby była dumna z czynów czarnowłosego.- A to dopiero lowelas... No to nad czym ty się jeszcze zastanawiasz, kobieto?! Zamiast zapieprzać teraz za nim to siedzisz i się nad sobą użalasz?
 -No, bo ja najpierw chcę sobie wszystko przypomnieć!- jęknęła zrozpaczona blondynka.
 -Więc ja mam pewien interesujący pomysł...- wyszeptała zielonooka, a jej wyraz twarzy przeraziłby samego Chucka Norrisa...

   -Myślisz, że dasz radę nas unieść, Andrew...?- wymruczała niepewnie Alice patrząc na wielkiego, złotego tygrysa o ogromnych skrzydłach.- I powiesz mi w końcu co to za pomysł, Caroline?
 -Nie!- krzyknęła i łapiąc blondynkę jedną ręką za koszulkę z łatwością i precyzją rzuciła nią na grzbiet tygrysa.- Lecimy, kochanie. Wiesz, co robić.
   Po tych słowach tygrys wzbił się w powietrze i zgrabnie wyleciał przez dziurę w sklepieniu jaskini, która od razu się za nimi zrosła.
 -Moja moc bywa przydatna.- zaśmiała się zielono-włosa zatapiając swoje palce w sierści Farciarza, który wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia.
   Ich zdolności znacznie się poprawiły, a ich wygląd też nie był taki jak kiedyś. Caroline miała liczne zadrapania na plecach, które sprytnie ukryła pod białą koszulką, a na nadgarstkach miała śnieżnobiałe bandaże osłaniające nie tylko nadgarstki, ale też dłonie i część palców. Nawet Andrew w ludzkiej postaci nie był taki jak dawniej. Zadrapania na jego ciele ukazywały jak ciężko trenował, a pięknie zarysowane mięśnie potęgowały tylko wrażenie, że chłopak dawał z siebie wszystko. Stał się też wyższy i całkiem wyprzystojniał.
 -Teraz, kotku!- wrzasnęła zielonowłosa, gdy znaleźliśmy się nad jednym z głębszych jezior w okolicy.
   Alice wyrwana z zamyśleń nie zdążyła nawet przytrzymać się ciała tygrysa, który nagle szybował do góry łapami. Blondynka z głośnym wrzaskiem runęła w dół. Strach sparaliżował ją całą. Nie chciała umierać, nie chciała teraz ginąć! Nagle przed jej oczami pojawiła się przerażona twarz Petera na tle rozgwieżdżonego nieba. Łzy spływały po jego policzkach, jego usta poruszały się szybko wypowiadając słowa, które sprawiły, że cała siła jej wróciła....
   -"Myślisz, że mnie tak teraz zostawisz?!- krzyczał chłopak z jej wspomnień.- Nawet nie próbuj teraz umierać!"
   Zdawało jej się, że czas zwolnił swój bieg. Widziała swoje łzy unoszące się w powietrzu i włosy, które targał wiatr. Nie czuła już tak silnej grawitacji jak sekundę wcześniej teraz wiedziała już co robić. W ułamek sekundy jej ciało zaczęło płonąć, a z pleców wyrosła para ognistych skrzydeł. Jednak to nie tego chciała....
    Jej ciało znowu się zmieniło. Zmniejszyło się do rozmiarów mrówki, po czym rozrosło się przyjmując kształt ogromnego smoka otoczonego smugami cieni. Smocze ciało od razu pokryły kruczoczarne łuski, a z wielkiej paszczy zwierzęcia wydobył się przeraźliwy ryk, który sprawił, że wszystkie ptaki siedzące na pobliskich drzewach wzbiły się w górę uciekając w popłochu.
 -No i jak, Alice?! Mój plan się powiódł?!- krzyknęła w jej stronę Caroline i razem z Andrew zbliżyli się do wielkiego pyska smoka. Zwierzę zamiast odpowiedzieć uśmiechnęło się tylko i znowu przybrało postać ognistej kobiety o pięknych skrzydłach.
 -Wiesz, Caroline...- rozległ się ciepły głos Mii dochodzący z ognistych ust dziewczyny.- Jeszce raz zrobisz coś takiego to zatłukę cię tak samo, jak Alex Claudię na jednym z treningów! Ech... Jak dobrze jest odzyskać pamięć...

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział XXI- Utrata pamięci

   Wszystko go irytowało. Dźwięk aparatury, do której była podłączona Alice, stukot obcasów Selene, ciche kroki pielęgniarek i nawet oddech zdruzgotanego Lighta. Nie mógł tego znieść. W ostatniej chwili przynieśli Mię do skrzydła szpitalnego. Lekarze mówili, że jeszcze chwila, a nie mogliby jej pomóc. Czuł niemiłosierny ból w klatce piersiowej, a jego oczy wypełniały się łzami, których nie mógł uronić.
 -I co z nią?- jęknęła zmartwiona królowa patrząc na lekarza, który dopiero co wyszedł z sali. Jego widok przyprawił go tylko zawroty głowy. Cały jego strój był poplamiony krwią, a na twarzy malowało się zmęczenie i bezradność z domieszką dumy.
 -Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale i bez tego dziewczyna dałaby sobie radę.- zaśmiał się smutno lekarz.- Trucizna rozprzestrzeniła się w jej żyłach i wyniszczyła większość organizmu, ale ta dziewczyna się nie poddaje. Jej ciało szybko się regeneruje. Organy w zaskakującym tempie powracają do pierwotnego stanu, a trucizna jest niszczona. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim.
 -Czyli wyjdzie z tego?!- jęknął przerażony Peter, który nie mógł już dłużej usiedzieć w miejscu.
 -Tak, ale...
 -Ale?!- warknął poirytowany Light, który nagle pojawił się obok Selene i mierzył lekarza swoimi złotymi oczami.
 -Możliwe, że nie będzie niczego ani nikogo pamiętać.- westchnął lekarz niezbyt przejmując się morderczym wzrokiem biało-włosego.- Trucizna dostała się do mózgu i...- mówił dalej lekarz, ale czarno-włosy go już nie słuchał. Podszedł do stalowo-szarych drzwi i spojrzał przez niewielką szybę na leżącą na łóżku Alice. Wydawała się jeszcze szczuplejsza niż zwykle. Policzki miała zapadnięte, a oczy podkrążone. Po chwili fioletowo-oki wyłapał tylko jedno zdanie, które wypowiedział lekarz.- Jest jednak możliwość, że pod wpływem silnych uczuć odzyska pamięć...

   Nie umieraj!, krzyczał głos w jej głowie dodając jej sił do walki z trucizną. Ale czyj to był głos i do kogo należały usta, które złożyły pocałunek na jej wargach? Nie pamiętała jego twarzy, nie pamiętała jego imienia, ale pamiętała ten pełen przerażenia krzyk i jego ciepłe i delikatne usta.
   Alice..., to jedno słowo rozniosło się szeptem w jej głowie. Powoli uniosła powieki i na chwilę oślepiło ją ostre jasne światło. Zaraz po nim poczuła czyjąś ciepłą dłoń chwytającą delikatnie jej nadgarstek. Obróciła głowę patrząc na dużą, męską dłoń. Zaraz później dostrzegła duże, złote oczy wpatrujące się w nią z ulgą i nastroszone, białe włosy. Chłopak wyglądał jakby nie spał od tygodnia.
 -Nareszcie się obudziłaś, księżniczko.- powiedział chłopak. Znała ten głos, ale nie należał on do tego chłopaka, który prosił ją, żeby przeżyła.- Pamiętasz cokolwiek? Wiesz kim jesteś?
 -Jestem Alice Heartbreker... Nie, jestem Mia. Córka Eris i Hadesa, wnuczka Czterech Karcianych Władców i królowa Doliny Potępionych.- wyrecytowała blondynka jakby to był jakiś wierszyk, którego nauczyła się na pamięć.
 -Tak, ale pamiętasz kogokolwiek, słonko?- zaśmiał się chłopak i przetarł oczy ze zmęczeniem.- Pamiętasz mnie?
   Smutek w jego głosie sprawił, że zrobiło jej się go żal. Usiadła na łóżku i opierając dłoń na jego włosach położyła jego głowę na swoich kolanach. Miał takie miękkie i przyjemne w dotyku włosy...
   Chłopak spojrzał na nią z zaskoczeniem po czym uśmiechnął się ciepło przykrywając jej dłoń swoją.
 -Powinieneś się przespać, Light.- powiedziała czerwono-oka. Nie pamiętała go, ale była pewna, że miał na imię Light. Białowłosy zaśmiał się cicho i przyłożył jej dłoń do swoich ust po czym złożył na niej ciepły pocałunek. To nie były te usta, które złożyły "niemą obietnicę" na jej wargach, ale ich dotyk był niewyobrażalnie delikatny.- Wyglądasz jak zombie.
 -Nie spałem przez kilka dni, bo się o ciebie martwiłem, ślicznotko.- zaśmiał się uroczo chłopak i zamykając oczy błyskawicznie zasnął.
   Blondynka jeszcze chwilę gładziła go po głowie, po czym przeniosła wzrok na drzwi do pomieszczenia. W niewielkiej szybie widziała dwoje pięknych, fioletowych oczu. Osoba pchnęła delikatnie drzwi i gasząc światło wślizgnęła się do środka. Fioletowe oczy świeciły w ciemności obserwując ją uważnie i z... czułością?
 -Wiem, że mnie może nie pamiętasz, ale...
 -"Te oczy będzie kiedyś znał każdy.- zaczęła Alice przerywając uśmiechającemu się ciepło chłopakowi- To są oczy bohatera. Nie zapominaj o tym i walcz o wolność innych, smoku." Jesteś Peter, prawda?
 -Tak...- wyszeptał chłopak i usiadł na drugim skraju jej łóżka nie chcąc budzić Lighta. On także miał podkrążone oczy, a w jego oczach czaiło się zmęczenie.
    To był ten głos... To był ten szept, ale dlaczego nie mogła sobie niczego przypomnieć?! Dlaczego pamiętała tylko urywki i tylko imiona?! Dlaczego nie mogła sobie przypomnieć wszystkiego?!
   Czarno-włosy pochylił się nad nią jakby czytał jej w myślach i położył jej swoją dłoń na policzku. Była chłodna, a za razem delikatna. Mia spojrzała na niego swoimi dużymi, czerwonymi oczami i uśmiechnęła się ciepło.
 -W końcu sobie przypomnisz.- wyszeptał chłopak i składając jeden krótki pocałunek na jej ustach wyszedł z pokoju. To były te usta, ale dlaczego nie mogła sobie niczego przypomnieć?!

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XX- Most

  20 rozdział Feniksa! Yay! :3 Dziękuję wam za taką dużą ilość wyświetleń! *o* Kocham was po prostu!
   Rozdział z dedykacją dla wszystkich czytelników bloga! Przepraszam za zabieranie waszego cennego czasu tą bezwartościową informacją i zapraszam do czytania rozdziału. 

~*~

   Nauka zmiany w smoka zajęła im całe dwa tygodnie i wymagała od nich naprawdę wiele wysiłku i cierpliwości, zwłaszcza, że przez cały czas musieli znosić obecność Light'a, który na każdym kroku podrywał Alice, co doprowadzało go do szału. Ale dlaczego?! Czemu tak się denerwował, gdy tylko ktoś zbliżał się do Alice?!
 -Peter...?- wyszeptała blondynka kładąc mu dłoń na ramieniu. Peter wyrwany z zamyśleń uśmiechnął się do niej i schował się bardziej w cieniu. Stali właśnie na jednej z wieży London Bridge i obserwowali stworzenie przypominające pumę na dwóch łapach. Nagle pojawił się obok nich Light i także schował się przed dzikimi oczami obiektu ich obserwacji.
 -Z pewnością smok.- powiedział cicho biało-włosy patrząc na stworzenie, które poruszało się po drugiej wieży z niepokojem. Czuło na sobie czyjeś spojrzenia, ale nie widziało nikogo.- Wyczuwam od niego moc wody.
 -Wodny Smok?- zaśmiała się cicho Mia, a w jej czerwonych oczach pojawiła się niespodziewana pewność siebie.- Ciekawe czy poradzi sobie z Feniksem...
 -Nie.- syknął cicho Peter powstrzymując dziewczynę od wyjścia z ukrycia. Blondynka natychmiast się opanowała i kucnęła obok czarnowłosego. Light zaśmiał się cicho i spojrzał na nich rozbawiony.
 -Chłoptaś ma rację, ślicznotko.- szepnął złotooki i puścił oko w stronę blondynki. Peter zacisnął zęby i posłał pełne nienawiści spojrzenie w stronę chłopaka. Chętnie zdarłby ten głupawy uśmieszek z jego twarzy.
 -Więc co robimy?- wymruczała Alice przerywając tą niezręczną ciszę i mierząc obu chłopaków wzrokiem.
 -Musisz go przekonać, żeby do nas dołączył.- powiedział cicho Light z jeszcze szerszym uśmiechem na ustach.
 -Co?! Czemu ona?! Nie wiadomo jak on się zachowa!- jęknął zdenerwowany Peter patrząc z wściekłością na biało-włosego. Miał go serdecznie dość! Jeszcze chwila, a zdrapie mu ten uśmieszek własnymi pazurami. 
 -Spokojnie... Pójdę tam...- powiedziała dziewczyna i już prawie wyszła z ukrycia, gdy Peter chwycił ją za rękę i przyciągnął gwałtownie do siebie.
   Mia prawie na niego upadła i wtedy poczuła jego miękkie i delikatne usta na swoich. Otworzyła szeroko oczy zaskoczona, ale chłopak tylko pogłębił swój pocałunek i przyciągnął ją bliżej do siebie. Blondynka zamrugała z niedowierzaniem i w końcu zamknęła oczy odwzajemniając pocałunek.
 -Uważaj na siebie.- wyszeptał Peter, gdy odsunął swoje wargi od jej ciepłych ust i spojrzał w jej piękne, czerwone oczy. Nie wiedział, co może jej się stać, ale wiedział, że nie da jej skrzywdzić. Mia położyła mu tylko dłoń na policzku i z uśmiechem wyszła z cienia i stanęła twarzą w twarz z istotą na przeciwległej wieży.
 -Nie jestem tu, żeby z tobą walczyć.- powiedziała dziewczyna i zdjęła z siebie czarną skórzaną kurtkę, pod którą miała białą bluzkę odsłaniającą jej szczupłe plecy, na których pojawiły się ogromne ogniste skrzydła.- Chcę po prostu porozmawiać!
 -Porozmawiać?!- prychnął chłopak z angielskim akcentem.- Kiedyś ktoś też chciał ze mną porozmawiać i skończyłem z tą blizną na oku!- syknął chłopak wskazując na jasne przecięcie przechodzące przez jego prawą powiekę i kończące się w kąciku ust. Jego czarne futro powiewało lekko na wietrze, a co chwila nocną ciszę przerywały dźwięki przejeżdżających w dole samochodów. 
 -Nazywam się Mia i jestem córką Hadesa i Eris.- powiedziała donośnie dziewczyna. Jej wypowiedź wywołała lekkie zastanowienie na jego twarzy.
 -Skąd więc masz ogniste skrzydła?!- odkrzyknęło Smocze Dziecko strzygąc uszami.
 -Jestem Wojowniczką Kamienia Selene.- odpowiedziała spokojnie Mia. Wiedziała, że powoli wzbudza zaufanie w chłopaku, gdy nagle jakiś cień uderzył ją w prawy bok i zepchnął ją z krawędzi wieży. Kątem oka dostrzegła smukłą, kobiecą twarz o dużych, czarnych oczach przepełnionych nienawiścią.
 -Słodkich snów.- wysyczała kobieta i pchnęła zaskoczoną Alice w dół. 
   Dziewczyna w ostatniej chwili wzbiła się w powietrze tuż nad krawędzią wody i obejrzała się za siebie. Widziała przerażone twarze Peter'a i Light'a oraz smoka, który wpatrywał się w nią ze zmartwieniem z uszami położonymi po sobie. Dziewczyna wzbiła się w górę i resztkami sił podciągnęła się na szczyt wieży, na której czekał na nią przestraszony Peter. Alice położyła się plecami na zimnych dachówkach wieży i spojrzała w fioletowe oczy chłopaka.
 -Zabij mnie.- wysyczała, a jej oczy stawały się coraz bardziej matowe.
 -Co?!- jęknął chłopak przytrzymując jej głowę.- O czym ty mówisz?!
 -To... była Czarna Dama..- wykasłała dziewczyna, a z jej ust wysączyła się stróżka szkarłatnej cieczy. Po tych słowach wyrwała sobie czarny sztylet pełny zielonej trucizny z prawego boku i rzuciła go daleko w czeluście Tamizy. Znowu zadławiła się własną krwią, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Spojrzała tępo na Petera i z uśmiechem przyłożyła mu dłoń na policzku.- Przepraszam... Nie... uważałam na siebie...
 -Myślisz, że mnie tak teraz zostawisz?!- wyjęczał Peter przez łzy, a Light w pośpiechu próbował utworzyć portal do zamku Selene.- Nawet nie próbuj teraz umierać!
 -Postaram się.- zaśmiała się dziewczyna, a po jej policzkach zaczynało spływać coraz więcej łez. 
   Peter nie mógł tego znieść. Ten widok po prostu rozrywał jego serce na milion kawałków. Czuł się jakby ktoś uderzył go w twarz, a potem niszczył go od środka. Jego myśli krążyły tylko wokół Alice i jej przerażonych, czerwonych oczu.
 -Szybko! Portal się otworzył!- krzyknął nagle Light. Nie musiał dwa razy powtarzać. Peter wziął blondynkę na ręce najdelikatniej jak potrafił i przeszedł przez tęczowy krąg utworzony w powietrzu. Proszę cię Alice, pomyślał, nie umieraj!

Rozdział XIX- Light

   -Ha! To dopiero dobre! Chcecie, żebyśmy was nauczyły jak się przemienić w smoka?!- krzyknęła Temida i wybuchła gromkim śmiechem.- Słyszałaś to, Selene?!
 -Proszę was...- warknęła wściekła biało-włosa patrząc na poważne twarze Mii i Petera.- Czy musicie odnaleźć Smocze Dzieci i pokonać Czarnych Władców, gdy zbliża się wojna z ludźmi?! Przecież...
 -Z całym szacunkiem, ale moi przyjaciele poradzą sobie sami.- przerwała jej blondynka, a w jej czerwonych oczach pojawiła się duma i pewność siebie.- Przecież Jacob nie jest takim wielkim zagrożeniem.
 -On ma w posiadaniu dusze i ciała wszystkich "bogów Olimpu"!- warknęła wściekła Temida ukazując swoje ostre, białe kły. Jej złota grzywa nastroszyła się niebezpiecznie, a paznokcie zmieniły się w stalowe pazury.
 -Nie wszystkich.- powiedziała ze spokojem Selene unosząc dłoń, żeby uciszyć przyjaciółkę. Spojrzała podejrzliwie na Mię i uniosła jedną brew pytająco.- Co masz zamiar zrobić?
 -Znowu masz zamiar jej zaufać, Selene?! Słyszałam od Rafaela i jej przyjaciół o tym co tam się stało! Ona zabiła człowieka!
 -Człowieka, który był pod władaniem Czarnej Damy!- warknął Peter, który w trakcie tej dziwnej wymiany zdań odezwał się po raz pierwszy. Temida zmierzyła go nienawistnym wzrokiem i syknęła jakieś przekleństwo pod nosem.
 -Mam zamiar pozwolić moim przyjaciołom zająć się wojną, a ja i Peter pójdziemy odnaleźć Smocze Dzieci, z których pomocą na pewno pokonamy Czarnych Władców!- powiedziała pełna entuzjazmu Mia, a w jej czerwonych oczach pojawiła się ekscytacja.
 -Nie wszystkie Smocze Dzieci staną po waszej stronie.- powiedziała ze spokojem królowa nie zwracając na pomruki niezadowolenia Temidy, która poruszała ogonem z niezadowoleniem.- Większość z nich woli pozostawać w ukryciu.
 -Nie prawda!- rozległ się donośny głos i w tej chwili ogromne drzwi otworzyły się z głośnym hukiem rozsypując wokół złote iskry. Z chmury pyłu wyłonił się wysoki chłopak o śnieżnobiałych włosach i złotych oczach. Chłopak był dobrze zbudowany i ubrany w białą koszulkę i czarne spodnie. Na jego dłoniach widniały czarne, skórzane rękawiczki bez palców, a na szyi wisiał czarny szalik. Nagle uśmiechnął się ukazując śnieżnobiałe kły i spojrzał na zaskoczoną minę Temidy i załamaną jego zachowaniem Selene.
 -Cieszę się, że cię widzę, Light...- westchnęła zrezygnowana królowa pocierając nasadę nosa i patrząc na chłopaka spode łba.- Co cię tu sprowadza?
 -Usłyszałem od Cerber z Doliny Potępionych, że szykuje się niezła bitwa miedzy Smoczymi Dziećmi, a Czarnymi Władcami, więc oto jestem!- zaśmiał się chłopak i puścił oko w stronę zdezorientowanej Mii. Peter zmierzył go nienawistnym wzrokiem i przysunął się bliżej do dziewczyny.- Słyszałem też, że córka Hadesa odzyskała tron w Dolinie Potępionych. Nawet nie wiecie jak tam teraz jest spokojnie! Mimo, że nie ma jej tam teraz to całe miasto tętni życiem. Widma i demony wyszły z cienia i zachowują się tak jak dawniej. Coś niezwykłego!
 -Córka Hadesa odzyskała tron?!- syknęła przez zęby Selene patrząc wymownie na śmiejącą się z zakłopotaniem Alice, która drapała się nerwowo po głowie. Zdziwiony Light patrzył to na Selene to na Alice, w której czerwonych oczach widział cień skruchy.
 -Zapomniałam ci o tym wspomnieć.- zachichotała Mia chowając się za plecami Petera. Oczy królowej zmieniły kolor na krwistą czerwień i wpatrywały się teraz w drobną postać dziewczyny.
 -Zapomniałaś?!- ryknęła wściekle. Temida próbowała powstrzymać ten napad szału, ale skończyło się to tym, że wylądowała na przeciwległej ścianie uderzona ogromnym, białym, jaszczurczym ogonem, który wyrósł z kości ogonowej Selene.- Zapomniałaś mi powiedzieć o tym, że narażałaś swoje życie dla Doliny Potępionych?!
   Temida podniosła się z ziemi i ponownie skierowała się w stronę królowej, ale było już za późno. Ciało kobiety zmieniło się w kulę świetlną i urosło błyskawicznie tworząc świetlistą sylwetkę smoka o ogromnych skrzydłach. Świetlny kształt powoli zaczęły pokrywać srebrne łuski, a z ogromnej paszczy smoka wydobył się głośny ryk. Czerwone oczy zwierzęcia spojrzały wściekle na Mię, ale po chwili przepełnił je nienaruszony spokój i stworzenie położyło się w sali zajmując jej znaczną część.
 -Tak właśnie należy zmieniać się w smoka.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział XVIII- Czterech Karcianych Władców

   Peter zatrzasnął za sobą drzwi nie patrząc nawet za siebie. Miał dość tego domu, miał dość Zegarmistrza, ale wciąż słyszał w głowie jego głos...
    "Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej to musisz o to zapytać Mię. Tylko ona zna odpowiedź na twoje pytanie, bo tylko ona zna Czterech Karcianych Władców." Co to miało znaczyć, do cholery?!
 -Peter?- usłyszał nikły głos, który wyrwał go z jego rozmyśleń. Czarno-włosy uniósł gwałtownie głowę i spojrzał w czerwone oczy dziewczyny, której twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jego. Wtedy wszystkie emocje, które w sobie wstrzymywał dały o sobie znać i mimo własnej woli przyciągnął do siebie zaskoczoną blondynkę, która delikatnie gładziła go po plecach.- Co się stało?
   Chłopak opowiedział jej w skrócie o tym, co się wydarzyło w domu Zegarmistrza i o swojej odzyskanej przeszłości. Jednak gdy wspomniał o Czterech Karcianych Władcach Alice spięła się i wyprostowała jak struna.
 -Czy jesteś pewny, że mówił o Karcianych Władcach?- jęknęła z niedowierzaniem w głosie i odsunęła się lekko od chłopaka chcąc spojrzeć mu w oczy. Peter był tak przerażony własną przeszłością i skołowany, że bał się wypuścić ją ze swoich objęć. Bał się, że i ona zniknie z jego życia, albo zamieni się w to, czym stała się jego siostra. Zacisnął mocniej ręce na jej talii i z zamkniętymi oczami oparł czoło o czubek jej głowy.
 -Jestem pewien.- wyszeptał załamany chłopak czując jak powoli odzyskuje spokój. To ona tak na niego działała. Tylko przy niej mógł się tak uspokoić.
 -Reszta grupy została odprowadzona do wyjścia przez Cerber, więc mogę ci spokojnie opowiedzieć o Karcianych Władcach.- wyszeptała Mia. Ona także była poddenerwowana i najwyżej przerażona, bo wtuliła twarz w klatkę piersiową Petera.- Dzielą się oni na dobrych i złych. Źli, czyli Czarni Władcy, próbują przejąć władzę nad ludzkimi umysłami i chcą sprowadzić chaos, a dobrzy, Czerwoni Władcy, wolą żyć ze wszystkimi w pokoju. Czarna Dama i Czarny Walet od zawsze zyskują ludzkie zaufanie, gdy oni przechodzą trudne chwile i zasiewają w nich tak zwaną Czarną Chorobę, na którą cierpiała twoja siostra. Czerwona Królowa i Czerwony As trzymają się bardziej na uboczu i próbują podawać ludziom lekarstwa, ale nie zawsze im się to udaje. Jednak kiedyś Czerwoni Władcy zauważyli, że pocałunek swojej prawdziwej miłości potrafi działać lepiej niż lekarstwo. Ciekawe, prawda?- zaśmiała się smutno Alice bardziej wtulając swoją twarz w jego pierś.- Czarny Walet... To on zabił mi rodziców...- zaszlochała cicho dziewczyna.- Chcę go zabić! Chcę jego śmierci! Chcę, żeby jego głowa zawisła na Wieży Królewskiej Doliny Potępionych!
   W dziwny sposób jej słowa sprawiały mu radość. On także chciał się zemścić. Chciał śmierci Czarnej Damy za to, że odebrała mu rodzinę!
 -Wiem, że ty chcesz się zemścić na Czarnej Damie, ale to nie jest dobry pomysł.- mruknęła Mia i odsuwając się od chłopaka otarła łzy z policzków.
 -Co?! Czemu?!- krzyknął zdenerwowany Peter, a jego oczach płonęła czysta żądza zemsty.
 -Czterej Karciani Władcy władają mocą, którą bez problemów mogliby nas zabić w naszej ludzkiej postaci!- jęknęła zirytowana blondynka kładąc dłonie na biodrach.- A ani ja, ani ty nie jesteśmy zdolni do przybrania swojej prawdziwej postaci! Jeśli się tego nauczymy możemy z nimi wtedy stanąć do wyrównanej walki.
 -"Wyrównanej"?! Chcesz mi powiedzieć, że oni posiadają moc równą smokom?!- warknął przerażony Peter łapiąc się za głowę.- Cholera! To jak ty niby chcesz ich pokonać?! Jaką oni dysponują magią?! Wiesz o nich cokolwiek?!
 -To moi kolejni "potężni krewni".- skrzywiła się dziewczyna patrząc w przepełnione strachem oczy chłopaka.- Są moimi dziadkami. As i Królowa są rodzicami Hadesa, a Dama i Walet są rodzicami Eris.
 -Czyli są smokami?!- syknął zdezorientowany Peter, na co Mia twierdząco pokiwała głową.
 -Przez te wszystkie tysiąclecia udało im się zgromadzić niewyobrażalną ilość magicznej mocy. Żaden człowiek nie jest w stanie ich pokonać dlatego trzeba zebrać wszystkich pozostałych Smoczych Dzieci.- powiedziała blondynka, a jej czerwonych oczach pojawił się cień nadziei.
 -Ale jak to?! Przecież wszystkie smoki są uwięzione w Kamieniu Selene!
 -Nie wszystkie.- zaśmiała się dziewczyna, a na jej twarzy pojawił się cień triumfu.- Niektóre smoki zdołały uciec i założyć rodziny. Świetnym przykładem tego są na przykład moi lub twoi rodzice.
 -Czyli moi rodzice...
 -Tak.- przerwała mu Alice z uśmiechem.- Twoi rodzice byli "bogami".

~*~


   -Black... Wydaje mi się, że twoja wnuczka szuka zemsty...- rozległ się niski, męski głos wyłaniającego się z cienia Zegarmistrza.- Nie martwi cię to?
 -Na razie nie mam się czego obawiać. To jeszcze dziecko i w dodatku nie umiejące przybrać swojej prawdziwej postaci!- syknęła kobieta. Jej głos sprawił, że serce mężczyzny przebiły miliony drobnych ostrzy pozbawiając go tchu.- A co z chłopakiem? To on wydaje się być poważniejszym zagrożeniem.
 -Pragnie zemsty tak samo jak twa wnuczka.- odrzekł biało-brody, a jego oczach pojawiła się niekryta radość.
 -Zdaje się, że ty także pragniesz mojej śmierci, Zegarmistrzu.- zachichotała kobieta, a jej czarne oczy przejechały z uwagą po ciele starca.- Więc dlaczego powiedziałeś mi o tym?
 -Och, Black... Chciałem po prostu zobaczyć twoją minę.- zaśmiał się z goryczą, a wskazówka w jego oku niebezpiecznie drgnęła.- Chciałem zobaczyć przerażenie na twarzy Czarnej Damy!

~*~

  Przepraszam, że dzisiaj tak krótko i nudno! :< Brak weny daje się we znaki ;s Naprawdę was przepraszam za tak zagmatwany i nudny ciąg dalszy historii. ;_;

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział XVII- Prawda bywa bolesna

   Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale byłam na kajakach. :p 
   Inspiracją do tego rozdziału była piosenka: Apocalyptica- Not strong enough. <3 Po prostu wyobraźcie sobie Peter'a, który śpiewa to w ciemnym pokoju, w którym jedynym światłem jest księżycowa poświata wpadająca przez wybite okno... *.* Coś pięknego...


~*~


   Podłoga była wyłożona miękkim, czerwonym dywanem, a ściany i sufit zdobiła różowa tapeta w panterkę. Zanim jednak dostał się do tego królestwa różu idealnego dla lalki Barbie przeszedł całkiem nieprzyjemną kłótnię z Mią. Był zły na nią za to, że zabiła Roy'a bez żadnych skrupułów, a potem zwyczajnie się do niego uśmiechnęła. Jednak, gdy powiedziała mu, że był opętany przez Czarną Damę cała jego złość wyparowała.
 -Nie czas teraz o tym myśleć.- syknął do siebie pod nosem i rozejrzał się naokoło, bo usłyszał jakiś szmer. Po jego prawej stronie w ścianie zionęła ogromna dziura, a za nią rozciągał się piękny, błękitny pokój z tylko jednym meblem. Stał tam duży fotel przypominający tron wypchany poduszkami i kocami na którym spoczywał stary mężczyzna o długiej, siwej brodzie i białych włosach splecionych w warkocz opadający na jego plecy.
 -Nie czas...- wymruczał mężczyzna niskim  głosem.- Kiedy, skoro nie teraz, będzie czas o tym myśleć?- zaśmiał się mężczyzna i spojrzał na niego swoimi niezwykłymi oczami. Od jego źrenic rozciągały się długie, złote wskazówki, które cały czas wskazywały godzinę 6:06 i nadawały Zegarmistrzowi nieziemski wygląd.- Czas biegnie szybciej niż ci się zdaje, Smoku Światła. Ale gdzie są moje maniery?! Wejdź, proszę! Nazywam się Zegarmistrz. Jak ci na imię, Smoku?
   Peter niepewnie przeszedł przez dziurę, która zakleiła się za nim nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Mężczyzna uśmiechał się miło ukazując swoje stare i poniszczone zęby. Jego oczy jednak nadal świeciły młodością.
 -Nazywam się Peter.- odpowiedział niewyraźnie chłopak, ale biało-włosy i tak go usłyszał.
 -Kto cię tu przysłał, chłopcze?- zapytał Zegarmistrz nadal się uśmiechając.
 -Alice...- wyszeptał chłopak, a widząc, że mężczyzna nie wie o kogo chodzi westchnął tylko bezradnie.- Mia.
   Uśmiech zniknął z twarzy starca, a zastąpiło go zaskoczenie i zdezorientowanie. Jego oczy błyszczały bezdenną tęsknotą i nadzieją.
 -M-Mia...?- wyjąkał, a na jego ustach zagościł najszczerszy uśmiech na jaki go było stać. Zaraz jednak się uspokoił i wrócił z powrotem na ziemię.- Mam przepowiedzieć ci przyszłość? Powiedzieć ci co się zdarzy, kiedy umrzesz?
 -Chcę żebyś odnalazł moje wspomnienia.- powiedział chłopak wyraźnie, a jego fioletowe oczy zapłonęły pewnością siebie. Zegarmistrz zeskoczył sprawnie z wysokiego siedziska i stanął z chłopakiem twarzą w twarz.
 -Czasami prawda bywa bolesna chłopcze.- powiedział ukazując dwa tępe kły, które nagle wydały się niebezpieczne.
 -Ale niewiedza potrafi doprowadzić do szaleństwa.- odwarknął Peter wywołując kolejny uśmiech na twarzy starca.
 -Podaj mi swoją dłoń.- powiedział Zegarmistrz i zanim czarno-włosy zdążył zareagować mężczyzna chwycił jego rękę i przejechał mu pazurem po wnętrzu dłoni. Chłopak syknął cicho i wraz z upadkiem pierwszej kropli krwi na błękitny dywan cały pokój się rozmazał.
   Peter stał teraz pośrodku pięknie zdobionego pokoju. Na łóżku siedziała wysoka, szczupła kobieta o blond włosach i fioletowych oczach z małą, blond-włosą córeczką na kolanach. Obok nich siedział czarno-włosy mężczyzna o zielonych oczach, takich samych, jak jego córki.
 -To jest twoja rodzina.- powiedział Zegarmistrz, który nagle pojawił się obok niego.- Zabito ich. Za chwilę zobaczysz kto to zrobił.
   Po tych słowach drewniane drzwi pomieszczenia roztrzaskały się w drobny mak unosząc w górę masę kurzu. Do pokoju powolnym krokiem wszedł wysoki, przystojny chłopak o potarganych, czarnych włosach i fioletowych oczach płonących nienawiścią.
 -Niemożliwe...- wyszeptał Peter rozpoznając w napastniku samego siebie.
 -Masz rację.- powiedział Zegarmistrz i ponownie przeniósł wzrok na chłopaka, który zaczął się o coś kłócić z ojcem.
 -Od początku to planowaliście, co?! Pozbyć się mnie tylko dlatego, że odziedziczyłem waszą moc i jestem od was silniejszy, tak?!- ryknął wściekły chłopak uderzając ojca w pierś.
 -A czego się spodziewałeś, hę?! Że będziemy tworzyć szczęśliwą rodzinkę z kimś, kto może nas w każdej chwili zabić?! Co ty sobie wyobrażałeś?!- krzyknął mężczyzna uderzając chłopaka w twarz tak mocno, że tamten aż się zachwiał.
 -Nigdy bym was nie tknął!- warknął chłopak wypluwając z ust krew. Kobieta spojrzał na niego z pogardą i zaśmiała się głośno.
 -Naprawdę myślisz, że my ci uwierzymy? Czarna Dama mówiła nam, że nas zabijesz, gdy skończysz siedemnaście lat.- syknęła kobieta, a jej głos był przepełniony jadem, który sprawiał, że Peterowi pękało serce.
 -Mamo...- powiedziała nagle mała dziewczynka, a w jej zielonych oczach czaiło się coś, co trudno było opisać. Kobieta spojrzała na nią z czułością i wtedy na twarzy dziecka zagościł nieludzki uśmiech.- Jestem głodna.- z tymi słowami rzuciła się na szyję kobiety i wbiła zęby w jej gardło. Blondynka próbowała oderwać od siebie dziecko, ale skończyło się to tym, że dziewczynka rozpruła jej szyję. W końcu kobieta padła martwa na ziemię i dziecko spojrzało na przerażonego ojca. 
 -Lily... Co ty robisz...?- wyjąkał mężczyzna patrząc na zakrwawioną twarz i sukienkę dziewczynki, która obserwowała go z niewinną minką.
 -Nadal jestem głodna.- powiedziała i rzuciła się na plecy uciekającego bruneta wgryzając się w jego kark.
   Z kości ogonowej mężczyzny wyrósł biały, smoczy ogon i wbił się w plecy dziecka odrzucając je do tyłu. Lily uderzyła plecami o białą ścianę zostawiając na niej plamę krwi i ponownie rzuciła się na ojca tym razem skręcając mu kark.
   Fioletowo-oki chłopak patrzył na nią sparaliżowany strachem, ale dziewczynka nie zwracała na niego uwagi.
 -Głodna, głodna, głodna...- jęczała tylko wgryzając się w swoją rękę, czemu towarzyszył trzask łamanej kości. Krew sączyła się z rany, ale to nie wystarczyło. 
   Dziecko zerwało z siebie sukienkę i zaczęło pazurami rozszarpywać swój brzuch. W jej zielonych oczach widać było obłęd i rządzę krwi. W końcu jej dłoń wślizgnęła się do wnętrzności i cała we krwi wyciągnęła ze swojego brzucha jelito, które rzuciła bez zainteresowania na ziemię. Z jej poplamionej krwią twarzy nie znikał obłąkańczy uśmiech. Później dziecko wyrwało sobie wątrobę i wepchnęło ją sobie do ust. W końcu umarła cała we krwi i z własnym sercem w ręku.
 -Co się...- wydukał przerażony Peter patrząc w smutne oczy Zegarmistrza. Starzec spojrzał na niego ze współczuciem i poklepał go po ramieniu.
 -Chodźmy dalej.- powiedział i w jednej chwili znaleźli się w ciemnym zaułku, w którym łkał cicho czarno-włosy chłopiec. 
   Podeszła do niego garstka napakowanych facetów i zaczęli go zaczepiać. Na pierwszy rzut oka Peter rozpoznał w nich wilkołaków i wtedy chłopak rzucił się na nich mając dość ich docinek. Jednemu z nich bez trudu rozwalił czaszkę i ciężko dysząc patrzył na kilku innych nieznajomych, którzy krzycząc, że jeszcze go dopadną wybiegli z uliczki.
   Otoczenie znowu się rozmazało i znaleźli się w ruinach jakiegoś budynku. Czarno-włosy chłopak stał przed prawie setką pięćdziesiątką wilkołaków chcących jego śmierci. Wtedy pojawiła się Mia i odepchnęła go na bok tak mocno, że chłopak uderzył się w głowę i stracił na chwilę przytomność.
 -A więc tak straciłem pamięć...- wymruczał patrząc na dumnego z Mii Zegarmistrza. Oboje znowu znaleźli się w pokoju starca.- Ale czemu moja siostra... Czemu ona...
 -Jeszcze wielu rzeczy nie wiesz o tym świecie, młodzieńcze. Nawet nie wiesz jak wielu...

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział XVI- Przedśmiertna wdzięczność

   Wszyscy stanęli jak wryci przed bramą okazałego budynku z czarnego marmuru otoczonego złotym płotem. Po obu stronach dużej bramy stały dwa, wysokie pale, na które nabite były śnieżnobiałe czaszki. Od domu wionęło chłodem, które przeszywało do szpiku kości i wywoływało gęsią skórkę.
 -Co to za...
 -Dom Zegarmistrza.- przerwał wampir Farciarzowi mierząc go ostrym wzrokiem.
 -Dobra! Nie zniosę tego dłużej!- warknął wściekły Rafael, a jego koci ogon poruszał się nerwowo na prawo i lewo.- Powiedz mi w końcu o co ci chodzi, koleś! Zachowujesz się cholernie dziwnie! Raz się cieszysz i obejmujesz Alice, potem prawie płaczesz, a teraz syczysz na nas jak jakiś wąż! Co ty jesteś?! Baba w ciąży?!
 -Zamknij się! Ty nic nie rozumiesz!- krzyknął Roy, a jego seledynowe oczy błyszczały bólem i wściekłością.
 -To mi to wytłumacz!- ryknął zirytowany kotołak obserwując uważnie wampira, który westchnął tylko z rezygnacją i kucnął zakrywając twarz dłońmi.
 -Kiedyś, gdy ja i Mia byliśmy jeszcze dziećmi byliśmy... blisko ze sobą. Nie rozstawaliśmy się na krok, a król i królowa traktowali mnie jak własnego syna. Byłem jej...narzeczonym.- zaśmiał się cicho Roy i uniósł głowę patrząc na zaskoczone miny zebranych.- Wtedy Hades i Eris... oni po prostu zasnęli i już nigdy się nie obudzili. Cerber i ja próbowaliśmy jakoś pocieszyć Mię, ale to było bez sensu. Żadne z nas nie mogło nic zrobić. Byliśmy bezsilni. A ja tak bardzo ją kochałem! Tak bardzo, że byłbym w stanie zrobić wszystko dla jej dobra. Sandra dała jej szansę na nowe życie w ludzkim świecie z dala od Doliny Potępionych albo, jak mówiono za czasów Hadesa, Kamiennego Królestwa. Od tego czasu całe to miasto zdziczało, a wraz z nim, jego mieszkańcy, którzy nie ufali Selene. Ja i Cerber nigdy nie chcieliśmy opuszczać tego miejsca w nadziei, że Mia kiedyś wróci, żeby ubiegać się o koronę. Czekałem tyle lat, żeby zobaczyć jak wyrosła moja mała księżniczka, a gdy w końcu poczułem jej zapach nie mogłem się powstrzymać i przybiegłem do was. Jednak, gdy powiedziała mi, że idzie odzyskać koronę prawie nie wybuchłem. Kiedyś Sandra próbowała się tam dostać i ledwo uszła z życiem, a poszła tam w postaci trójgłowego psa! Kłótnie z Mią nie mają jednak sensu, więc pozwoliłem jej udać się na pewną śmierć. Później miałem wyrzuty sumienia i byłem na siebie wściekły. To dlatego byłem dla was taki niemiły.
 -Jakie to smutne...- wyszeptała wzruszona Caroline, a jej oczy się zeszkliły.- Nigdy bym się nie spodziewała, że Alice miała taką romantyczną i łzawą przeszłość.
 -Romantyczną?!- prychnął lekceważąco Roy, a na jego twarzy pojawił się cień bólu.- Ona mnie traktowała jak brata, a ja zawsze chciałem od niej czegoś więcej. Ale nie czas teraz na moje opowieści. Jedno z was musi wejść do środka.- mówiąc to spojrzał przeciągle na Peter'a, którego fioletowe oczy ani na moment nie oderwały się od pięknie zdobionych, drewnianych drzwi budynku.
 -A co będzie z wami? Co będziecie robić?- spytał Peter nie zmieniając obiektu obserwacji. Jego czarne włosy poruszały się lekko na wietrze, który Dominica z nerwów uwalniała z zaciśniętych pięści.
 -Nie martw się o to.- powiedział Rafael i położył chłopakowi dłoń na ramieniu. Michael zapalił kolejnego papierosa i klepnął czarnowłosego przyjacielsko w bark.
 -Nie bądź baba i wchodź do środka.- zaśmiał się złotooki wypuszczając dym z płuc.
   Peter zaśmiał się krótko i nie zwlekając zbyt długo ruszył w stronę drzwi. Nagle u jego stóp w ziemię wbiła się srebrna strzała, a wraz z dźwiękiem przecinanego powietrza rozległ się zwierzęcy śmiech Roy'a. Chłopak odwrócił się i spojrzał zaskoczony w nieludzko uśmiechniętą twarz wampira. Jego oczy przepełniała czerń. Jego piękne seledynowe tęczówki zalała bezdenna ciemność.
 -Ale teraz nienawidzę Mii tak bardzo, że chcę was zabić, by cierpiała.- wycharczał wampir, a grupa przyjaciół podbiegła przestraszona do zaskoczonego Petera. Ze wszystkich stron otaczały ich obdarte ze skóry demony z łukami w rękach.- Zginiecie, żeby pokazać jej co znaczy prawdziwe cierpienie.
   Gdy wypowiedział te słowa jego dłoń się uniosła i wystrzeliła z nich potężna fala dźwiękowa. Grupka nastolatków nie miała nawet czasu pisnąć. Gdy fala dźwiękowa była dosłownie kilkanaście centymetrów od przerażonych twarzy nastolatków pojawiła się przed nimi ściana złotego ognia, która zneutralizowała atak.
 -Popełniłeś wielki błąd, Roy.- rozległ się miękki, przejrzysty głos za plecami Peter'a i innych. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku i dostrzegli płonącą sylwetkę kobiety o włosach z płomieni i ogromnych, palących się skrzydłach. Biła od niej moc i potęga, której nie byli w stanie o garnąć. Szła wolnym krokiem w stronę wilkołaka, na którego twarzy zagościło zdumienie i przerażenie.
 -Jak ty...
 -Łatwo było odzyskać koronę, której bronili świadome istoty.- przerwała mu Mia, a w jej czerwonych oczach płonęła czysta nienawiść.- Co się z tobą stało przez te parę lat?! Kiedyś cię podziwiałam, ale teraz tobą gardzę!
 -To twoje odejście mnie tak zmieniło! Tylko Czarna Dama mnie rozumiała! Tylko ona!- jęknął Roy, a w jego czarnych oczach pojawiły się łzy goryczy.
 -Skoro zawarłeś pakt z Czarną Damą to musisz zginąć.- wraz ze słowami dziewczyny wokół wampira pojawił się czarny, płonący krąg i zacisnął się na jego brzuchu wypalając go od środka. Chłopak nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku. Na chwilę przed śmiercią jego oczy stały się na powrót seledynowe i spojrzały na Mię z czułością.
 -Dziękuję ci...- wyszeptał bezgłośnie po czym jego ciało upadło na ziemię z głuchym łupnięciem. Alice odwróciła wzrok i błyskawicznie powróciła do swojej dawnej postaci.
 -Przepraszam... Nie powinniście tego widzieć.- wyszeptała blondynka i spojrzała na drewniane drzwi domu. Jej wzrok przeniósł się na fioletowo-okiego i wtedy uśmiechnęła się miło.- Powinieneś tam wejść.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział XV- Stary, dobry znajomy

   -Wiedziałem, że wrócisz!- rozległ się męski głos i czyjeś chude ramiona oplotły Mię w pasie. Rafael naciągnął strzałę na cięciwę i wycelował nią w rękę wroga.- Tak za tobą tęskniłem!
 -Roy... Puść mnie, do diaska!- wycharczała blondynka próbując zaczerpnąć powietrza. Wtedy uścisk się rozluźnił, a dziewczyna padła na ziemię głośno kaszląc.
 -Przepraszam.- wyszeptał mężczyzna z francuskim akcentem i wyszedł z cienia, w którym się chował. Ciemne włosy okalały jego piękną bladą twarz i spływały falami na plecy. Lekki zarost pokrywał ostro zarysowaną szczękę, a jego przenikliwe, seledynowe oczy obserwowały ze zmartwieniem próbującą się podnieść z ziemi osobę. Mia spojrzała na niego spode łba i potarła dłonią obolałe żebra.- Trochę mnie poniosło. Po prostu stęskniłem się za tobą.
 -Też za tobą tęskniłam, Roy, ale nie przyszłam tutaj na pogaduszki ze starymi znajomymi.- wysapała Mia z pełnym bólu uśmiechem. W jednej chwili wyprostowała się i jej kości nastawiły się z głuchym trzaskiem, który rozniósł się po jaskini.
 -Ooo... Więc co cię sprowadza?- zapytał mężczyzna przekrzywiając lekko głowę. Jego seledynowe oczy dosłownie błyszczały zaciekawieniem.
 -Idę do Zegarmistrza. Jeden z moich przyjaciół stracił pamięć i chce odzyskać swoje wspomnienia.- powiedziała i stanęła między Roy'em a przyjaciółmi. Twarz wampira pobladła jeszcze bardziej, a jego policzki się zapadły.
 -Nie... Nie możecie tam iść! To jest zbyt niebezpieczne! Przecież po drodze możecie spotkać wiele demonów i zdziczałych widm! Nie możesz tam iść, Mio! Od czasu, gdy ty, Hades i Eris stąd zniknęliście nikt nie ośmielił się zasiąść na tronie i zapanował tu kompletny chaos... Jeżeli coś ci się stanie, to...
 -To będziecie mieli o jednego trupa więcej.- przerwała mu blondynka zakładając ręce na piersiach.- Nie powstrzymasz mnie, Roy. To jest niemożliwe!
 -Wiem, ale proszę cię...
 -Od dzisiaj możesz mi mówić Wasza Wysokość, bo zamierzam zostać królową.- powiedział Mia z uśmiechem na ustach patrząc w oczy chłopak, w których pojawił się cień nadziei. Dziewczyna podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.- Proszę... Zaprowadź ich do Zegarmistrza i wyprowadź ich stąd żywych. Tylko tobie mogę zaufać.- wyszeptała Mia mierząc, a jej czerwone oczy patrzyły na niego błagalnie.
 -A ty co zamierzasz zrobić?- spytał cicho Roy, a jego usta utworzyły cienką linię.
 -Zamierzam odzyskać koronę ojca.- wymruczała dając się objąć chłopakowi.
 -Uważaj na siebie.- wymamrotał z bólem i pozwolił Mii się odsunąć.
 -Od teraz to on będzie waszym przewodnikiem.- powiedziała Alice patrząc na swoich zdezorientowanych przyjaciół, którzy mierzyli wampira niepewnym wzrokiem.
 -Ale... Co zamierzasz zrobić?- wyjąkała Caroline patrząc na nią ze smutkiem. Blondynka uśmiechnęła się tylko do niej i nic nie mówiąc wycofał się w jeden z bocznych korytarzy. Zielono-włosa chciała pobiec za nią, ale Roy zagrodził jej drogę.
 -To jest jej zadanie.- wymamrotał i przejechał wzrokiem po reszcie grupy.- Chodźcie za mną.- powiedział i ruszył przed siebie prowadząc ich wąskim i krętym korytarzem.- Jeżeli zobaczycie coś podejrzanego macie to bez zastanowienia zniszczyć.
   Po ich prawej stronie poruszył się jakiś cień i z ręki szatyna wystrzeliła potężna fala dźwiękowa. Skradająca się istota nie miała nawet czasu wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Jej bezwładne ciało padło przed nimi na ziemię. Był to wysoki szkielet ubrany w długą, czarną pelerynę. W jego oczodołach płonęły dwa, zielone płomienie.
 -Ale Alice... Musimy za nią iść! Musimy...
 -Nic nie musimy!- warknął wściekły wampir przerywając zaskoczonej Dominice. Dziewczyna jednak dostrzegła w jego oczach łzy.- Nawet nie wiecie jaką moc ona posiada! Ona sobie poradzi! Musicie w to wierzyć!
   Z tymi słowami Roy przeszedł nad skupiskiem kości i poprowadził grupę w głąb tunelu. Jego bose stopy uderzały miękko o zimne podłoże odstraszając wszystkie stwory, które na jego widok pospiesznie chowały się w cień. Niektóre, nieco odważniejsze, próbowały zaczepić jego ludzkich towarzyszy, co kończyło się porażeniem prądem przez Michael'a albo zdmuchnięciem na ścianę przez Dominicę. Czasem Caroline zwalała na nich masę kamieni, a Andrew rozszarpywał ich na strzępy pod postacią wielkiego, złotego wilka.
 -Które z was chce odzyskać wspomnienia?- zapytał nagle wampir przerywając głuchą ciszę. Jego seledynowe oczy błyszczały zaciekawieniem i czujnością.
 -Ja.- odpowiedział spokojnie Peter, gdy weszli do ogromnej jaskini. Nie było widać jej dalszych ścian, a w od jej centrum aż po ściany jaskini rozciągało się majestatyczne kamienne miasto.
 -Kiedyś na jego ulicach mieszkały wszystkie istoty paranormalne. Po śmierci Hadesa wszyscy poszli za Selene, a to miejsce pogrążyło się w nieprzeniknionym mroku. Teraz jest nazywane Doliną Potępionych, bo tylko potępieni mają tu wstęp. Jeżeli chcesz się spotkać z Zegarmistrzem to muszę cię ostrzec, że ten demon ma nie po kolei w głowie i jest niezłym wariatem, ale to sprawia, że jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Będę mógł was zaprowadzić tylko pod jego drzwi, ale do środka będziesz musiał wejść sam. Bez przyjaciół i beze mnie. Nawet kotołak nie będzie miał tam wstępu, gdy Zegarmistrz będzie ci oddawał twoje wspomnienia.
 -Co? Dlaczego?!- jęknął zdziwiony Rafael, który wcześniej nie odezwał się do wampira ani słowem. Roy zmierzył go surowym wzrokiem i prychnął cicho.
 -Bo przy tym może być tylko osoba, którą kocha.

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział XIV- Dolina Potępionych

   -Mamy teraz iść z tobą do jakiegoś cholernego piekła po tym, jak nas okłamałaś?! Jak ty to sobie wyobrażasz?!- warknął wściekły Michael, którego od rzucenia się na blondynkę z trudem powstrzymywała Dominica.
 -Nie okłamałam was! Nigdy mnie nie pytaliście, czy jestem smokiem, ani nie dopytywaliście się o moich rodziców! A to, co wam powiedziałam o mojej poprzedniej szkole było prawdą! Nigdy was nie okłamałam!- krzyknęła rozwścieczona Alice, która powoli traciła kontrolę nad sobą. Jednak jej słowa najwidoczniej dotarły do Michaela i nie tylko jego. 
 -Michael, ona ma rację.- powiedziała spokojnie Vellain kładąc mu dłoń na klatce piersiowej. Chłopak westchnął tylko z rezygnacją i spojrzał w czerwone oczy blondynki.
 -Przepraszam.- wyszeptał i spojrzał na Selene.- Którzy z nas tam pójdą?
 -Nie pytaj o to mnie.- zaśmiała się królowa i razem z Temidą odwróciły wzrok w stronę Alice.- Ja tam nie byłam.
 -Potrzebuję mocy ziemi, wiatru, wody, zmiennokształtności i elektryczności.- powiedziała spokojnym głosem i spojrzała na Rafaela.- Potrzebujemy też jednego odważnego kotołaka.- zaśmiała się blondynka patrząc na zakłopotany pysk chłopaka.
 -No ale żadne z nas nie odkryło w sobie jeszcze zdolności do władania elektrycznością.- powiedział Ian lustrując wszystkich swoimi błękitnymi oczami.
 -Nie był bym tego taki pewien.- zaśmiał się Michael i wokół jego zaciśniętej pięści pojawiły się złote iskierki.- Więc kiedy wyruszamy?

 -Jesteś pewna, że to bezpieczne?- jęknęła przestraszona Caroline parząc na szczupłe plecy Alice.
 -Nie, nie jest.- powiedziała blondynka z dzikim uśmiechem i przeniosła wzrok na skalny łuk, który stanowił wejście do ogromnej pieczary.- Ale tutaj spędziłam siedem lat mojego życia.- wyszeptała wywołując zaskoczenie przyjaciół i wszyscy weszli do jaskini. Czuć było tam zapach siarki palonej skóry.- Kiedyś bawiłam się w tym korytarzu. Pewnie znajdziemy tu gdzieś ślady moich szponów.- zaśmiała się Mia przyglądając się z nostalgią podrapanym ścianom. W jej czerwonych oczach pojawiło się dziecinne szczęście, które po chwili ustąpiło miejsca bezdennemu skupieniu.- Stańcie za mną!- ryknęła w stronę grupy rozkładając ramiona i stając na ich czele.
 -Jednak twoje zmysły się wyostrzyły.- rozległ się kobiecy głos, którego źródła nie mogło wyczuć żadne z nich, ale blondynka patrzyła uważnie przed siebie.- Dawno cię tutaj nie widziałam, Mio...
 -Przykro mi, ale nie miałam czasu na odwiedziny.- syknęła czerwonooka przez zęby ściągając brwi i patrząc spode łba na cień, który wyłaniał się powoli z głębi jaskini. Najpierw ukazała się im oczom ponętna, kobieca sylwetka, później dostrzegli długie, niebieskie włosy, a w następnej chwili duże, dzikie oczy o dwóch kolorach. Jedno z nich było błękitne, a drugie rubionowe.- Ale miło mi, że znowu się spotykamy, Sandro.
 -To ty ją znasz?- wyszeptała Domica mierząc nieznajomą wzrokiem, ale Alice uciszyła ją gestem dłoni.
 -Co cię tu sprowadza, Mio?- zapytała Sandra ukazując w nieludzkim uśmiechu swoje białe kły.- I na dodatek co sprawiło, że sprowadziłaś tu czwórkę ludzi, kotołaka i smoka?
 -Skąd ona...
 -To nie jest w tej chwili istotne.- przerwała Alice fioletowo-okiemu opanowanym głosem. Peter spojrzał na nią niepewnie, ale jedno, krótkie spojrzenie blondynki go uspokoiło.- Przepuść nas.
-Skąd mogę wiedzieć, że nie idziesz tam w złych intencjach?- wymruczała niebiesko-włosa patrząc uważnie na twarz czerwono-okiej, w której oczach pojawił się cień irytacji.
   Mia wyciągnęła zza pasa srebrny sztylet i przejechała nim po wewnętrznej stronie dłoni podając sztylet Sandrze, w której oczach zapłonęło pożądanie. Jej twarz wykrzywiła się w szyderczym uśmiechu i pospiesznie chwyciła sztylet. Z jej rubinowych ust wyłonił się długi, zielony język i oplótł ostrze noża zlizując z niego łapczywie krew. Jej źrenice się rozszerzyły, ale żądza krwi nie znikała z jej twarzy. W końcu oddała jej sztylet z niezadowoleniem i zeszła z ich drogi.
 -Jak zwykle nieskazitelnie czysta.- powiedziała szyderczo Sandra obserwując jak grupa wchodzi do jaskini.- Czy gdy zginiesz to będę mogła cię zjeść, Mio?- krzyknęła za nią kobieta z ciepłym uśmiechem na ustach. Alice odwróciła się w jej stronę i odwzajemniła uśmiech i ruszyła dalej.
 -Ja nigdy nie zginę!- odkrzyknęła z krystalicznym śmiechem. Sandra zaśmiała się cicho i pochyliła głowę.
 -Nawet anioły upadają, panienko...
   Te kilka słów, które były przeznaczone tylko dla uszu blondynki dotarły tylko do niej i zostały w jej sercu na zawsze. "Nawet anioły upadają". Tak, ona miała rację.
 -Co to była za...- zaczął Peter.
 -...istota?- dokończyła za niego Mia patrząc na uśmiechniętą twarz Petera.- Sandra, znana również jako Cerber. Pies Piekieł. Mój ojciec miał kilka takich. Zawsze pilnowały miejsc, które były dla niego ważne.- powiedziała blondynka z uśmiechem i prowadziła grupę długim korytarzem.- Była moją opiekunką, gdy byłam mała i to ona mnie szkoliła. To naprawdę miła osoba, ale odkąd pamiętam chciała mnie zjeść.
 -I mówisz o tym z takim spokojem?- jęknęła zaskoczona Caroline, a jej oczy wyglądały jak pięciozłotówki.
 -Tak. Jestem od niej silniejsza, a poza tym zaklęcie, które rzuciła na nią moja matka nie pozwala jej mnie zabić. Nawet gdybym sama chciała śmierci z jej ręki to nic by na to nie poradziła.- dopowiedziała Mia z uśmiechem i zatrzymując się obróciła się gwałtownie w ich stronę opierając prawą dłoń na biodrze.- Posłuchajcie mnie. Ja pamiętam te drogi na pamięć, ale jeżeli oddalicie się choćby na krok to zostaniecie rozszarpani na strzępy i zjedzeni przez Cerber. Wiem, że teraz wygląda na niewinną dziewczynkę, ale gdy przybierze postać trójgłowego psa to robi się niezbyt miła. Zwłaszcza, gdy jest głodna, a głodna jest zawsze.
Jeżeli nie będziecie gotowi do walki to zostaniecie zaatakowani przez szalone gargulce, które od lat marzą o jakiejś rozrywce. Możecie też po prostu się zgubić, a stąd jest tylko jedno wyjście. Krótko mówiąc- trzymaj się mnie jeśli chcesz przeżyć.
 -Czyli będziemy musieli tu z kimś walczyć?- jęknęła przestraszona Dominica obejmując ciasno ramię Michaela.
 -Tak.- odpowiedziała z dzikim uśmiechem Alice patrząc na ich zaskoczone i przepełnione strachem twarze. Tylko Peter zdawał się być obojętny.- Na przykład z tym wampirem, co stoi za mną i gapi się na was jak na jedzenie.

~*~

    Sorki, że mnie nie było tak długo, ale w końcu są wakacje! :3 Mam nadzieję, że wam się podobało!