wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział XIV- Dolina Potępionych

   -Mamy teraz iść z tobą do jakiegoś cholernego piekła po tym, jak nas okłamałaś?! Jak ty to sobie wyobrażasz?!- warknął wściekły Michael, którego od rzucenia się na blondynkę z trudem powstrzymywała Dominica.
 -Nie okłamałam was! Nigdy mnie nie pytaliście, czy jestem smokiem, ani nie dopytywaliście się o moich rodziców! A to, co wam powiedziałam o mojej poprzedniej szkole było prawdą! Nigdy was nie okłamałam!- krzyknęła rozwścieczona Alice, która powoli traciła kontrolę nad sobą. Jednak jej słowa najwidoczniej dotarły do Michaela i nie tylko jego. 
 -Michael, ona ma rację.- powiedziała spokojnie Vellain kładąc mu dłoń na klatce piersiowej. Chłopak westchnął tylko z rezygnacją i spojrzał w czerwone oczy blondynki.
 -Przepraszam.- wyszeptał i spojrzał na Selene.- Którzy z nas tam pójdą?
 -Nie pytaj o to mnie.- zaśmiała się królowa i razem z Temidą odwróciły wzrok w stronę Alice.- Ja tam nie byłam.
 -Potrzebuję mocy ziemi, wiatru, wody, zmiennokształtności i elektryczności.- powiedziała spokojnym głosem i spojrzała na Rafaela.- Potrzebujemy też jednego odważnego kotołaka.- zaśmiała się blondynka patrząc na zakłopotany pysk chłopaka.
 -No ale żadne z nas nie odkryło w sobie jeszcze zdolności do władania elektrycznością.- powiedział Ian lustrując wszystkich swoimi błękitnymi oczami.
 -Nie był bym tego taki pewien.- zaśmiał się Michael i wokół jego zaciśniętej pięści pojawiły się złote iskierki.- Więc kiedy wyruszamy?

 -Jesteś pewna, że to bezpieczne?- jęknęła przestraszona Caroline parząc na szczupłe plecy Alice.
 -Nie, nie jest.- powiedziała blondynka z dzikim uśmiechem i przeniosła wzrok na skalny łuk, który stanowił wejście do ogromnej pieczary.- Ale tutaj spędziłam siedem lat mojego życia.- wyszeptała wywołując zaskoczenie przyjaciół i wszyscy weszli do jaskini. Czuć było tam zapach siarki palonej skóry.- Kiedyś bawiłam się w tym korytarzu. Pewnie znajdziemy tu gdzieś ślady moich szponów.- zaśmiała się Mia przyglądając się z nostalgią podrapanym ścianom. W jej czerwonych oczach pojawiło się dziecinne szczęście, które po chwili ustąpiło miejsca bezdennemu skupieniu.- Stańcie za mną!- ryknęła w stronę grupy rozkładając ramiona i stając na ich czele.
 -Jednak twoje zmysły się wyostrzyły.- rozległ się kobiecy głos, którego źródła nie mogło wyczuć żadne z nich, ale blondynka patrzyła uważnie przed siebie.- Dawno cię tutaj nie widziałam, Mio...
 -Przykro mi, ale nie miałam czasu na odwiedziny.- syknęła czerwonooka przez zęby ściągając brwi i patrząc spode łba na cień, który wyłaniał się powoli z głębi jaskini. Najpierw ukazała się im oczom ponętna, kobieca sylwetka, później dostrzegli długie, niebieskie włosy, a w następnej chwili duże, dzikie oczy o dwóch kolorach. Jedno z nich było błękitne, a drugie rubionowe.- Ale miło mi, że znowu się spotykamy, Sandro.
 -To ty ją znasz?- wyszeptała Domica mierząc nieznajomą wzrokiem, ale Alice uciszyła ją gestem dłoni.
 -Co cię tu sprowadza, Mio?- zapytała Sandra ukazując w nieludzkim uśmiechu swoje białe kły.- I na dodatek co sprawiło, że sprowadziłaś tu czwórkę ludzi, kotołaka i smoka?
 -Skąd ona...
 -To nie jest w tej chwili istotne.- przerwała Alice fioletowo-okiemu opanowanym głosem. Peter spojrzał na nią niepewnie, ale jedno, krótkie spojrzenie blondynki go uspokoiło.- Przepuść nas.
-Skąd mogę wiedzieć, że nie idziesz tam w złych intencjach?- wymruczała niebiesko-włosa patrząc uważnie na twarz czerwono-okiej, w której oczach pojawił się cień irytacji.
   Mia wyciągnęła zza pasa srebrny sztylet i przejechała nim po wewnętrznej stronie dłoni podając sztylet Sandrze, w której oczach zapłonęło pożądanie. Jej twarz wykrzywiła się w szyderczym uśmiechu i pospiesznie chwyciła sztylet. Z jej rubinowych ust wyłonił się długi, zielony język i oplótł ostrze noża zlizując z niego łapczywie krew. Jej źrenice się rozszerzyły, ale żądza krwi nie znikała z jej twarzy. W końcu oddała jej sztylet z niezadowoleniem i zeszła z ich drogi.
 -Jak zwykle nieskazitelnie czysta.- powiedziała szyderczo Sandra obserwując jak grupa wchodzi do jaskini.- Czy gdy zginiesz to będę mogła cię zjeść, Mio?- krzyknęła za nią kobieta z ciepłym uśmiechem na ustach. Alice odwróciła się w jej stronę i odwzajemniła uśmiech i ruszyła dalej.
 -Ja nigdy nie zginę!- odkrzyknęła z krystalicznym śmiechem. Sandra zaśmiała się cicho i pochyliła głowę.
 -Nawet anioły upadają, panienko...
   Te kilka słów, które były przeznaczone tylko dla uszu blondynki dotarły tylko do niej i zostały w jej sercu na zawsze. "Nawet anioły upadają". Tak, ona miała rację.
 -Co to była za...- zaczął Peter.
 -...istota?- dokończyła za niego Mia patrząc na uśmiechniętą twarz Petera.- Sandra, znana również jako Cerber. Pies Piekieł. Mój ojciec miał kilka takich. Zawsze pilnowały miejsc, które były dla niego ważne.- powiedziała blondynka z uśmiechem i prowadziła grupę długim korytarzem.- Była moją opiekunką, gdy byłam mała i to ona mnie szkoliła. To naprawdę miła osoba, ale odkąd pamiętam chciała mnie zjeść.
 -I mówisz o tym z takim spokojem?- jęknęła zaskoczona Caroline, a jej oczy wyglądały jak pięciozłotówki.
 -Tak. Jestem od niej silniejsza, a poza tym zaklęcie, które rzuciła na nią moja matka nie pozwala jej mnie zabić. Nawet gdybym sama chciała śmierci z jej ręki to nic by na to nie poradziła.- dopowiedziała Mia z uśmiechem i zatrzymując się obróciła się gwałtownie w ich stronę opierając prawą dłoń na biodrze.- Posłuchajcie mnie. Ja pamiętam te drogi na pamięć, ale jeżeli oddalicie się choćby na krok to zostaniecie rozszarpani na strzępy i zjedzeni przez Cerber. Wiem, że teraz wygląda na niewinną dziewczynkę, ale gdy przybierze postać trójgłowego psa to robi się niezbyt miła. Zwłaszcza, gdy jest głodna, a głodna jest zawsze.
Jeżeli nie będziecie gotowi do walki to zostaniecie zaatakowani przez szalone gargulce, które od lat marzą o jakiejś rozrywce. Możecie też po prostu się zgubić, a stąd jest tylko jedno wyjście. Krótko mówiąc- trzymaj się mnie jeśli chcesz przeżyć.
 -Czyli będziemy musieli tu z kimś walczyć?- jęknęła przestraszona Dominica obejmując ciasno ramię Michaela.
 -Tak.- odpowiedziała z dzikim uśmiechem Alice patrząc na ich zaskoczone i przepełnione strachem twarze. Tylko Peter zdawał się być obojętny.- Na przykład z tym wampirem, co stoi za mną i gapi się na was jak na jedzenie.

~*~

    Sorki, że mnie nie było tak długo, ale w końcu są wakacje! :3 Mam nadzieję, że wam się podobało! 

2 komentarze:

  1. Złe interesy.. XD Jak to brzmiało.. :3
    Hahah, fajnie się mi to czyta.. :D
    Czekam na dalej~...

    OdpowiedzUsuń