poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 41- Walka o miłość

   Drzwi otworzyły się nagle z hukiem i wpadła przez nie zapłakana Britt. Nie mówcie mi, że wszystko słyszała... Brązowo-włosa pospiesznie otarła wilgotne policzki, a ja błyskawicznie odskoczyłam od przerażonego Jamesa. Więc jednak słyszała i jestem teraz w niezłych tarapatach...
 -Czy to wszystko prawda?- wyjąkała dziewczyna patrząc w zielone teraz oczy chłopaka. Jego włosy powoli zmieniały kolor na piękny purpurowy, a jego usta zacisnęły się gwałtownie.- A więc jednak prawda...
   Widziałam jak Britt lekko się trzęsie i zaciska dłonie w pięści. Wiedziałam, że najlepiej jest nie rzucać jej  się teraz w oczy, więc powoli wycofałam się w stronę drzwi z nadzieją, że mnie nie zauważy. Jednak dzięki wspaniałemu kolorowi moich włosów było to niemożliwe. Czerwono-oka odwróciła się gwałtownie w moją stronę i łapiąc mnie za gardło przygwoździła mnie do ściany tak mocno, że kawałki tynku posypały się na ziemię. Cholera... Tego się nie spodziewałam.
 -To wszystko twoja wina!- warknęła Britt zaciskając palce na mojej szyi. Dusiłam się. Nie mogłam wziąć oddechu, ale ostatkiem sił wysyczałam w jej stronę:
 -Zabiję cię!
   Dziewczyna widząc, że tracę oddech puściła mnie, a je bezwładnie padłam na kolana głośno dysząc. Ta mała... Miałam ochotę się na nią rzucić i rozszarpać ją na strzępy i niestety, jak to ja, dałam się ponieść emocjom. Chwyciłam ją mocno za kostkę i szarpnęłam tak, że Britt rąbnęła o ziemię. Dziewczyna ze zwierzęcym rykiem rzuciła się na mnie i rzuciła mną o ścianą, przez którą przeleciałam pozostawiając w niej wielką dziurę.
   Wtedy straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Na moich kostkach pojawiły się żelazne kajdany, moje paznokcie zmieniły się w długie szpony, a zęby w kły. Widziałam jak na niektórych częściach mojego ciała pojawiają się czarne, chropowate łuski o ostrych krawędziach, a z tyły pojawił się ogon, który swoim wyglądem przypominał lekko ogon skorpiona, ale był bardziej płaski i ostrzejszy. Moje ubrania powoli zostały wypalone przez jad na mojej skórze i zastąpione zostały łuskami. Uśmiechnęłam się dziko i spojrzałam na Britt, której ciało także się zmieniło.
    Na kostkach nie miała kajdan, tak jak to było w moim przypadku, ale na jej rękach widniały liczne bandaże. Jej ciało częściowo pokrywały czarne łuski, a jej koci ogon był zakończony czymś na kształt srebrnej kosy.. Jej brązowe włosy stały się dłuższe i związane były w długi, gruby warkocz. Jej długie, czarne szpony były wygięte, a z jej ust ciekła czarna krew.
   Znowu odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Zapowiadało się ciekawie.

~James~

   Pierwsze odgłosy walki wydawały mi się nie do zniesienia. Kobiece jęki i krzyki doprowadzały mnie do punktu, w którym mój umysł nie potrafił pracować. Siedziałem tak jakąś chwilę i patrzyłem jak dwa demony walczą ze sobą. Od czasów narodzin Niki pojawianie się demonów było coraz częstsze, ale te dwa tutaj były potężniejsze niż którykolwiek z nich.
    W żyłach Noemi płynęła czysta moc demonów, którą odziedziczyła po rodzicach, a Britt wszczepiono geny Demona Nocy- drugiego co do potęgi demona na świecie. Nie wyglądało to za dobrze. Po pięciu minutach walki cały korytarz pełen był czarnej krwi Britt i szkarłatnej krwi Noemi, a ja nadal nie potrafiłem się ruszyć. Ale dlaczego? Chciałem wstać i im przerwać, ale coś mnie powstrzymywało. Dopiero po chwili zorientowałem się, że moje ciało jest pod kontrolą Natalii... Niech to szlag! Chwila nieuwagi i tracisz kontrolę nad własnym ciałem!
   Coś nagle przeleciało tuż obok mojej twarzy u głucho uderzyło o ścianę. Kątem oka dostrzegłem czerwone włosy kobiety, która zwinnie się podnosiła z ziemi i z uśmiechem wyskoczyła na korytarz rzucając się na czarnego demona, któremu powoli brakło sił. Chwileczkę... Czy Noemi ma na kostkach kajdany...? Nie wierzę... Czyli ona...

~*~

   Ech... Miałam jechać nad jezioro, ale jest trochę zimno i nikt nie chce ze mną jechać. :< W związku z tym postanowiłam wstawić nowy rozdzialik! <3 Mam nadzieję, że wam się podobał! ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz