Alice siedziała skulona w kącie pokoju, który został jej przydzielony przez Selene. Nie miała siły nigdzie wychodzić i nie miała ochoty świętować tego, że Luke i Eveline byli parą. Luke... Czyżby go... kochała? Ostatnie słowo odbiło się echem w jej głowie i sprawiło, że jej serce rozpadło się na milion kawałeczków jak potłuczone lustro. Wtedy do pokoju weszła Isabella. Jej błękitne oczy jak zawsze nie zdradzały żadnych emocji, a różowe włosy były związane w wysoki kucyk.
-Wiedziałam, że tak będzie i za wszelką cenę próbowałam was trzymać z dala od siebie, ale nie udało mi się.- powiedziała Blice, a gdy Alice się do niej nie odwracała podeszła do niej i siadając za nią objęła ją w ramionach. Zaskoczona blondynka wzdrygnęła się czując na sobie jej dotyk.- Przy mnie możesz płakać.
Po tych słowach Alice wybuchła cichym płaczek i dała upust wszelkim emocjom.
-Wiedziałam, że tak będzie i za wszelką cenę próbowałam was trzymać z dala od siebie, ale nie udało mi się.- powiedziała Blice, a gdy Alice się do niej nie odwracała podeszła do niej i siadając za nią objęła ją w ramionach. Zaskoczona blondynka wzdrygnęła się czując na sobie jej dotyk.- Przy mnie możesz płakać.
Po tych słowach Alice wybuchła cichym płaczek i dała upust wszelkim emocjom.
~*~
Zapach gnomiego łajna mieszał się ze skrzacim potem przyprawiając go o mdłości i zawroty głowy. Kolejna brudna robota na rozkaz Selene, którą oczywiście wykonać tylko on. Następnym razem to Temida będzie musiała ruszyć swój lwi tyłek i ruszyć do tych zapyziałych jaskiń! Całe szczęście zakończył już swoją misję i razem ze swoim przyjacielem opuszczali to przeklęte miejsce. Rafael syczał co chwila, gdy jego noga wpadała w szczątki istot magicznych, a chłopak odwracał się wtedy w jego stronę i wzdychał z dezaprobatą. Kotołak podążał za nim i mimo swojego wielkiego ciała udało mi się jakoś przeskakiwać nad większością truchła. Jego czarne futro poruszało się przy tym od pracy mięśni, a tylne łapy z łatwością otrzymywały ciężar całego ciała. Co chwila jego czarne uszy poruszały się niepewnie w gęstej czuprynie ciemnych włosów, a puszysty ogon machał się to na lewo, to na prawo tak samo jak jego koci pysk.
-Fuj!- jęknął dziś po raz setny Rafael i prawie stracił równowagę, gdy jego prawa łapa wbiła się w ogromne serce ogra.- One nas tu wysłały specjalnie, żebyśmy nie byli obecni podczas przybycia Wojowników Nocy!
-Wiem, wiem.- mruknął zrezygnowany chłopak i przejechał dłonią po czarnych włosach. Kotołak podbiegł do niego i chwilę później stali u wyjścia jaskini. Rafael był od niego wyższy o głowę, ale gdy przybrał bardziej ludzką postać stali się sobie równi. Czarno-włosy wziął głęboki oddech i przejechał wzrokiem po oczach Rafaela, jedno oko było koloru brązowego, a drugie dosłownie świeciło błękitem.
-Peter... Musimy się teleportować.- szepnął kotołak uciekając wzrokiem od chłodnych, fioletowych oczu przyjaciela.
-Wolę pegazy.- zaśmiał się ponuro chłopak i spojrzał w niebo, na którym jak na zawołanie pojawił się potężny rumak czarny niczym noc o pięknych, czerwonych oczach i na swoich ogromnych skrzydłach spłynął z gracją do swojego pana. Peter pogładził z uśmiechem jego piękną szyję i spojrzał mu głęboko w oczy. Koń jednak patrzył tylko nienawistnie w stronę skulonego Rafaela.- Spokojnie, Night.
-Nie! Dzisiaj nie wsiądę na tą bestię!- ryknął wściekły kotołak, a jego oczy płonęły nienawiścią.- Dzisiaj się teleportujemy i to nie podlega żadnej dyskusji!
Peter spojrzał na niego zaskoczony i nawet koń patrzył na niego ze zdziwieniem w oczach. Wtedy fioletowo-oki spojrzał na rumaka i skinieniem głowy kazał mu odlecieć.
-Daj mi rękę.- powiedział Rafael, gdy czarne stworzenie zniknęło z jego pola widzenia i wyciągnął w stronę chłopaka prawą dłoń. Peter skrzywił się niechętnie, ale w końcu podał mu prawą dłoń.
Nienawidził się teleportować. Jednak zanim dokończył tę myśl poczuł mocne szarpnięcie w żebrach i obraz zamazał mu się przed oczami. Pozwolił, żeby powieki mu opadły, a gdy w końcu ból w żebrach minął otworzył oczy i puścił dłoń przyjaciela. Tego, co zobaczył się nie spodziewał. Byli w jego pokoju, ale nie byli tu sami. Na łóżku, które od dawna stało tam puste siedziała skulona, drobna postać o jasnych włosach do połowy łopatek i ładnych nogach. Nagle odwróciła się w ich stronę i Peter mógł dostrzec jej piękną twarz i duże, czerwone oczy, które patrzyły na niego z mądrością i zdziwieniem za razem. Jej twarz w jednej chwili stała się biała, a w jej prawej dłoni pojawiła się kula złotego ognia. Dziewczyna poderwała się z łóżka i stanęła w pozycji obronnej.
-Kim jesteście?!- warknęła w ich stronę patrząc to na Rafaela to na Petera, a jej oczach nie widać było ani cienia strachu tylko czyste zdziwienie i pewność siebie.
-Nazywam się Rafael, a to jest Peter. Jesteśmy... - tu się zawahał szukając odpowiedniego słowa, ale Peter go ubiegł.
-Jesteśmy jej przyjaciółmi i żołnierzami.- powiedział fioletowo-oki spojrzał na nią z powagą. Blondynka ani drgnęła. Naprawdę była drobnej budowy, ale figurę to miała nieziemską.- A ty kim jesteś, dzieciaku?
-Jak mnie nazwałeś?!- ryknęła wściekła czerwono-oka i do nosów przybyłych doszedł zapach spalanych ubrań. W jednej chwili na plecach dziewczyny wyrosły potężne ogniste skrzydła, a ona sama stanęła w płomieniach.
-No to już po nas...- wyszeptał Rafael w stronę fioletowookiego.- Nie dość, że ona nas nieźle urządzi to jeszcze Selene nam skopie cztery litery za złe traktowanie gości.
W jednej chwili Alice chwyciła się za głowę i z jękiem bólu upadła na kolana. Płomienie gasły, a skrzydła chowały się w jej plecach z nieprzyjemnym sykiem. Rafael i Peter spojrzeli na nią tępo nie rozumiejąc co tu zaszło i podbiegli do wijącej się z bólu dziewczyny.
-Co ci się stało?!- jęknął przerażony Rafael i uniósł głowę blondynki, która jakby ocknęła się z amoku i spojrzał na nich ze smutnym uśmiechem.
-To Ian... Wie, że nie potrafię jeszcze kontrolować moich mocy, więc wykorzystał jedyny sposób, żeby mnie powstrzymać od zabicia was.- zaśmiała się słabo Alice i spojrzała w oczy kotołaka. Uniosła prawą dłoń i dotknęła jego policzka.- Cóż za cudne oczy. Zupełnie jakby przedstawiały twoje wewnętrzne rozdarcie. Wiem, że jesteś niepewny samego siebie, Rafaelu.- wyszeptała dziewczyna i uśmiechnęła się słabo opuszczając dłoń.
Kotołak słyszał już kiedyś te słowa. Wypowiedziała je do niego Selene, gdy po raz pierwszy się spotkali. Kim, do diaska była ta dziewczyna?! Już miał się o to zapytać, gdy zauważył, że jej powieki się zamknęły, a bicie serca przestało pędzić jak szalone. Przez chwilę bał się, że przestało bić, ale ono nadal uderzało rytmicznie w klatce piersiowej dziewczyny.
-Zanieśmy ją do Selene.- powiedział Rafael unosząc dziewczęce ciało w swoich mocnych, kocich łapach i posłał niecierpliwe spojrzenie Peterowi, który nagle jakby skamieniał.
-Ona... Przez chwilę myślałem...
-Wiem.- przerwał mu kotołak i pochwycił jego zdezorientowane spojrzenie.- To nie ona, Peter. Nie daj się oszukać swojemu umysłowi.
-Fuj!- jęknął dziś po raz setny Rafael i prawie stracił równowagę, gdy jego prawa łapa wbiła się w ogromne serce ogra.- One nas tu wysłały specjalnie, żebyśmy nie byli obecni podczas przybycia Wojowników Nocy!
-Wiem, wiem.- mruknął zrezygnowany chłopak i przejechał dłonią po czarnych włosach. Kotołak podbiegł do niego i chwilę później stali u wyjścia jaskini. Rafael był od niego wyższy o głowę, ale gdy przybrał bardziej ludzką postać stali się sobie równi. Czarno-włosy wziął głęboki oddech i przejechał wzrokiem po oczach Rafaela, jedno oko było koloru brązowego, a drugie dosłownie świeciło błękitem.
-Peter... Musimy się teleportować.- szepnął kotołak uciekając wzrokiem od chłodnych, fioletowych oczu przyjaciela.
-Wolę pegazy.- zaśmiał się ponuro chłopak i spojrzał w niebo, na którym jak na zawołanie pojawił się potężny rumak czarny niczym noc o pięknych, czerwonych oczach i na swoich ogromnych skrzydłach spłynął z gracją do swojego pana. Peter pogładził z uśmiechem jego piękną szyję i spojrzał mu głęboko w oczy. Koń jednak patrzył tylko nienawistnie w stronę skulonego Rafaela.- Spokojnie, Night.
-Nie! Dzisiaj nie wsiądę na tą bestię!- ryknął wściekły kotołak, a jego oczy płonęły nienawiścią.- Dzisiaj się teleportujemy i to nie podlega żadnej dyskusji!
Peter spojrzał na niego zaskoczony i nawet koń patrzył na niego ze zdziwieniem w oczach. Wtedy fioletowo-oki spojrzał na rumaka i skinieniem głowy kazał mu odlecieć.
-Daj mi rękę.- powiedział Rafael, gdy czarne stworzenie zniknęło z jego pola widzenia i wyciągnął w stronę chłopaka prawą dłoń. Peter skrzywił się niechętnie, ale w końcu podał mu prawą dłoń.
Nienawidził się teleportować. Jednak zanim dokończył tę myśl poczuł mocne szarpnięcie w żebrach i obraz zamazał mu się przed oczami. Pozwolił, żeby powieki mu opadły, a gdy w końcu ból w żebrach minął otworzył oczy i puścił dłoń przyjaciela. Tego, co zobaczył się nie spodziewał. Byli w jego pokoju, ale nie byli tu sami. Na łóżku, które od dawna stało tam puste siedziała skulona, drobna postać o jasnych włosach do połowy łopatek i ładnych nogach. Nagle odwróciła się w ich stronę i Peter mógł dostrzec jej piękną twarz i duże, czerwone oczy, które patrzyły na niego z mądrością i zdziwieniem za razem. Jej twarz w jednej chwili stała się biała, a w jej prawej dłoni pojawiła się kula złotego ognia. Dziewczyna poderwała się z łóżka i stanęła w pozycji obronnej.
-Kim jesteście?!- warknęła w ich stronę patrząc to na Rafaela to na Petera, a jej oczach nie widać było ani cienia strachu tylko czyste zdziwienie i pewność siebie.
-Nazywam się Rafael, a to jest Peter. Jesteśmy... - tu się zawahał szukając odpowiedniego słowa, ale Peter go ubiegł.
-Jesteśmy jej przyjaciółmi i żołnierzami.- powiedział fioletowo-oki spojrzał na nią z powagą. Blondynka ani drgnęła. Naprawdę była drobnej budowy, ale figurę to miała nieziemską.- A ty kim jesteś, dzieciaku?
-Jak mnie nazwałeś?!- ryknęła wściekła czerwono-oka i do nosów przybyłych doszedł zapach spalanych ubrań. W jednej chwili na plecach dziewczyny wyrosły potężne ogniste skrzydła, a ona sama stanęła w płomieniach.
-No to już po nas...- wyszeptał Rafael w stronę fioletowookiego.- Nie dość, że ona nas nieźle urządzi to jeszcze Selene nam skopie cztery litery za złe traktowanie gości.
W jednej chwili Alice chwyciła się za głowę i z jękiem bólu upadła na kolana. Płomienie gasły, a skrzydła chowały się w jej plecach z nieprzyjemnym sykiem. Rafael i Peter spojrzeli na nią tępo nie rozumiejąc co tu zaszło i podbiegli do wijącej się z bólu dziewczyny.
-Co ci się stało?!- jęknął przerażony Rafael i uniósł głowę blondynki, która jakby ocknęła się z amoku i spojrzał na nich ze smutnym uśmiechem.
-To Ian... Wie, że nie potrafię jeszcze kontrolować moich mocy, więc wykorzystał jedyny sposób, żeby mnie powstrzymać od zabicia was.- zaśmiała się słabo Alice i spojrzała w oczy kotołaka. Uniosła prawą dłoń i dotknęła jego policzka.- Cóż za cudne oczy. Zupełnie jakby przedstawiały twoje wewnętrzne rozdarcie. Wiem, że jesteś niepewny samego siebie, Rafaelu.- wyszeptała dziewczyna i uśmiechnęła się słabo opuszczając dłoń.
Kotołak słyszał już kiedyś te słowa. Wypowiedziała je do niego Selene, gdy po raz pierwszy się spotkali. Kim, do diaska była ta dziewczyna?! Już miał się o to zapytać, gdy zauważył, że jej powieki się zamknęły, a bicie serca przestało pędzić jak szalone. Przez chwilę bał się, że przestało bić, ale ono nadal uderzało rytmicznie w klatce piersiowej dziewczyny.
-Zanieśmy ją do Selene.- powiedział Rafael unosząc dziewczęce ciało w swoich mocnych, kocich łapach i posłał niecierpliwe spojrzenie Peterowi, który nagle jakby skamieniał.
-Ona... Przez chwilę myślałem...
-Wiem.- przerwał mu kotołak i pochwycił jego zdezorientowane spojrzenie.- To nie ona, Peter. Nie daj się oszukać swojemu umysłowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz