~Natalia~
-To jest niedopuszczalne! Takie zachowanie u przewodniczącej Rady?!- warknęła jedna z białych postaci bez twarzy.
-Od śmierci Niki poczynasz sobie jak królowa! Wiemy, że jesteś potężna, ale to nie znaczy, że masz zmieniać cały nasz świat Co ty sobie wyobrażasz?! Chcesz ukazać świat magii ludzkim oczom?!- burknęła kolejna biała postać. Tym razem była to kobieta. W pomieszczeniu znajdowała się czwórka Mędrców- białych duchów bez twarzy, którzy żyli na Ziemi za czasów Pradawnej.
-Gdyby Pradawna się o tym dowiedziała...- mruknęła druga z kobiet i złapała się za głowę. Teraz to powoli traciłam cierpliwość.
-To dlaczego nie zapytamy Diem, co o tym myśli?- zaśmiałam się dziko zakładając ręce na klatce piersiowej. Byłam jedną z niewielu osób, które odważyłyby się wymawiać imię Pradawnej, a dziadkowie dobrze wiedzieli, że dostałam na to pozwolenie od samej Diem.
-No dobrze...- powiedział ostatni z Mędrców, a jego dudniący głos odbił się echem od ścian pustego pomieszczenia.- Powiadom władze ludzkiego świata o swojej decyzji, a później dopilnuj, żeby NST nie dostał się do ludzkich organizmów, bo to wywoła istne piekło. Światu grozi większe niebezpieczeństwo niż myślicie...
~Noemi~
-Musisz uderzać na poważnie. Nie bój się, że zranisz swojego przeciwnika, bo o to w tym właśnie chodzi!- krzyczał w moją stronę James kierując w moją stronę swoje ciosy, których zwinnie unikałam.
-Staram się!- warknęłam i kopnęłam go w twarz z półobrotu.- Widzisz?! Walczę na poważnie!
-Nieźle...- zaśmiał się chłopak pocierając obolałe miejsce.- Jednak z tamtą Hirvią walczyłaś lepiej.
Podbiegłam do Jamesa i chwyciłam go za rękę przerzucając go sobie przez ramię. Jego błękitne włosy mignęły mi przed oczami i teraz to ja byłam w powietrzu. Wykonałam obrót i wylądowałam na ziemi kucając. Uśmiechnęłam się pod nosem i łapiąc go za nadgarstek połamałam mu kość łokciową.
-Cholera!- syknął James i odskoczył ode mnie kilka metrów nastawiając kość, która natychmiast się zrosła.- To było dobre... Na dzisiaj koniec treningu.
Odetchnęłam z ulgą i padłam na trawę. Zmęczona patrzyłam na chmury, które płynnie poruszały się po niebie. Usłyszałam jak James kładzie się obok mnie. Jego włosy znowu przybrały czerwony kolor. Ech... Nie rozumiałam dlaczego jego włosy cały czas zmieniały kolor, ale to było nawet zabawne.
-Kocham cię.- szepnął chłopak i mnie pocałował. Odsunęłam się od niego cała czerwona i spojrzałam w drugą stronę.
-M-M-Mógłbyś tego nie mówić tak nagle?- wyjąkałam szukając wyjścia z tej niezręcznej sytuacji. Chłopak przybliżył się do mnie i ujął moją twarz w dłonie.
-Kocham cię.- powtórzył wpatrując się we mnie swoimi lśniącymi, czarnymi jak węgle oczami. Nawet nie zauważyłam kiedy jego oczy zdążyły zmienić kolor. Poczułam motylki w brzuchu, a moje serce prawie wyrwało się z mojej piersi. Jego dłonie były takie ciepłe...
-Ja ciebie też...- szepnęłam pozwalając mu się ponownie pocałować.
~*~
No to krótka i ważna informacja! Mam zamiar zakończyć to opowiadanie. Nie wiem jeszcze kiedy, ale wiem, że nastąpi to po wakacjach. Później rozpocznę pisać nowe opowiadanie o zupełnie innej tematyce i innych postaciach. Możliwe, że będę je prowadzić na tym samym blogu. Mam nadzieję, że mimo zakończenia przygód Noemi będziecie nadal odwiedzać tą stronkę. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz