niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 45- Początek kolejnej wojny

   Oficjalnie oznajmiam, że opowiadanie pt.: "Bestia" zakończę 10 lipca 2013 roku!
   Wiem, miało być po wakacjach, ale termin się przesunął z pewnych powodów, których wam nie podam! ;3 10 lipca rozpocznę także nowe opowiadanie pt. "Feniks".
   Przepraszam, że zajęłam wasz cenny czas tą krótką informacją! A oto nowy rozdział:

~*~

    To nie czas na sen! Muszę czym prędzej wstać i się ogarnąć! Przecież właśnie zabiłam siostrę Shike! To na 100% wywoła wojnę!
   Podniosłam się szybko ze szpitalnego łóżka i w pośpiechu ubrałam swoje ubrania bitewne, które uprzednio sama zaprojektowałam. Były to krótkie, czarne spodenki i krótki, czarny top, od których dołączyłam miecz, sztylet i łuk z kołczanem. Dobrze, że w tym pokoju szpitalnym nikogo teraz nie było, bo z pewnością chcieliby mnie powstrzymać.
   Wybiegłam z pokoju i pędem puściłam się przez korytarz chwilę później wybiegając na zewnątrz. To, co zobaczyłam wywołało u mnie mieszane uczucia. Stała przede mną armia uzbrojonych istot paranormalnych, a na ich czele widziałam drobną blondynkę o jednym oku niebieskim, a drugim czerwonym. O ile dobrze pamiętałam to miała na imię Rue i miała dopiero 15 lat!
 -Rue! Co tu się dzieje?!- krzyknęłam i podbiegłam do niej. Dziewczynka odwróciła się i poprawiając swoje długie, czarne skórzane spodnie uśmiechnęła się do mnie.
 -Wojska Shike zmierzają w tą stronę, więc szykujemy się do wojny!- powiedziała dziewczynka radosnym głosem. Cholera! Wiedziałam, wiedziałam!- To cała chmara Hirvii, więc szybko sobie z nimi poradzimy, ale większe zagrożenie stanowi sama Shike i jej grupka pupilków, których ciała zaakceptowały NST...
 -A ty, młoda damo, nigdzie nie idziesz!- usłyszałam kobiecy głos i nagle ciało Rue uniosło się w powietrze. 
 -Ann! Puść mnie! Zdejmij ze mnie to zaklęcie! Ja będę walczyć!- krzyczała blondynka wijąc się dziko. 
 -Nie!- powiedziała wysoka, szczupła kobieta o długich, brązowych włosach i brązowych oczach. Za nią stała trójka uzbrojonych po zęby mężczyzn. Pamiętałam ich... Byli to Michael, Oliver i Ron.- My będziemy pomagać w lecznicy! Wojna nie jest dla dzieci!
 -Ale ja nie jestem dzieckiem!- jęknęła Rue i zrobiła obrażoną minę.
 -Dorośli się raczej tak nie zachowują.- zachichotała Ann i zarzucając sobie Rue na ramię skierowała się w stronę Szklanego Pałacu. Zatrzymała się jednak przy grupce chłopaków i podeszła do wysokiego blondyna.- Uważaj na siebie, Michael.- mruknęła i pocałowała chłopaka, po czym biegiem puściła się do pałacu.
 -Jak zginę w wieku 60 lat to nie wiem co zrobię.- zaśmiał się rudy chłopak o czerwonych oczach i zmienił się w wielkiego, czerwonego wilka.
 -Może przeżyjesz, staruszku.- zaśmiał się Oliver ukazując swoje długie i ostre szpony oraz kły.- Nudno by było gdybyś zginął. Noemi...- zwrócił się mężczyzna w moją stronę z miłym uśmiechem.- Wierzymy w ciebie.... Dasz radę.
   Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na horyzont. Widać tam było zbliżające się postacie, co spotęgowało tylko mój strach.
    Szkatułka...
   To słowo rozbrzmiało w mojej głowie głośnym echem. No tak! Przecież mama powiedziała, że muszę ją otworzyć!
   Pobiegłam szybko w stronę pałacu. Czułam na sobie kilka zdziwionych i zaskoczonych spojrzeń, ale nic mnie to teraz nie obchodziło.
   Wampir.- pomyślałam uwalniając źródło magii i błyskawicznie znalazłam się w swoim pokoju. Otworzyłam szufladę, w której znajdowała się szkatułka i pospiesznie ją otworzyłam za pomocą mojego wisiorka. Szkatuła trzasnęła cicho, a na jej dnie znalazłam sztylet zawinięty w kawałek papieru. Rozwinęłam kartkę, a sztylet schowałam do cholewki wysokiego buta, w którym tkwiła niewielka pochwa. 
   "Tym sztyletem zabijesz nawet najpotężniejszego wroga z jakim przyjdzie ci się zmierzyć. Zaufaj tej broni, a nic nie będzie ci straszne."
    Dziękuję Ci, mamo...

~James~

   Szybciej! Szybciej! Jeżeli nie dobiegnę tam na czas to wiele osób może zginąć. A co jak coś się stanie Noemi?! Stop! W tej postaci nie dobiegnę tam tak szybko jak bym chciał... Ech... Muszę to jednak zrobić.
   Uwolniłem źródło magii i zamknąłem oczy. Demon...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz