-Alice Heartbreaker, numer 1... Alex Crow, numer 2... Ian Blisan, numer 3... Cole Smith, numer 4... Luke Sky, numer 5... Michael Roke, numer 6... Dominica Vellain, numer 7... Isabella Blice, numer 8... Eveline Butterfly, numer 9... David Biray, numer 10... Claudia Blossom, numer 11... Caroline Catraw, numer 12... Andrew Saber, numer 13... Tożsamość potwierdzona.- piszczała maszyna, gdy pojedyncze osoby po kolei przed nią stawały.
-No więc najpierw mam obowiązek poinformować was o wszystkich szczegółach.- powiedział z niechęcią granatowo-włosy zdejmując okulary.- Niedawno znaleźliśmy niezwykły kamień, który każdej osobie daje inną moc. Między innymi umożliwia panowanie nad żywiołami, ale nie tylko. W starożytności został on stworzony przez grecką boginię Selene, która przemierzając nocne niebo na swoim srebrnym rydwanie upuściła kamień na ziemię. Oczywiście jest to tylko bajka. Prawdopodobnie kamień był poddawany jakimś dziwnym promieniowaniom przez tysiące lat. Dzięki energii jaką on wytwarza możemy wszczepić wam komórki "nadludzkie", które dadzą wam dodatkowe możliwości.
-Czy to jest stuprocentowo bezpieczne?- zapytała zmartwiona Caroline bawiąc się końcówkami swoich zielonych włosów. W jej dużych oczach czaił się strach. Nie bała się jednak o siebie...
-Tak. Żadne ze zwierząt przy tym nie ucierpiało.- powiedział znużony już Jacob. Nienawidził dzieci, ale tylko w dojrzewające jeszcze ciało dało się wszczepić te komórki nie zabijając obiektu. To było trudne.- Kamień sam wybierze sobie lidera grupy, który otrzyma dodatkową zdolność. Zyska możliwość przybrania postaci ognistego ptaka, czyli feniksa. Jednak nie musi to być ta osoba, która będzie władać ogniem. Może to być równie dobrze osoba, która będzie posługiwać się lodem. No ale dość tych pytań! Nie mamy czasu. Wchodzicie do tej kuli pojedynczo i ustawiacie się w linii prostej od drzwi. Może was trochę szczypać.
Gromada nastolatków posłusznie weszła do ciemnego pomieszczenia i zamknęła za sobą potężne drzwi. W środku panowała kompletna cisza, a z powodu braku oświetlenia żadne z nich nie widziało twarzy swoich przyjaciół. W kuli rozległ się przerażający huk i porażająca jasność oślepiła ich na chwilę, by po chwili zobaczyli pojawiające się między nimi szklane ściany. W pomieszczeniu powoli rozprzestrzeniał się srebrny dym. Wszyscy spanikowali. Walili pięściami o szklane szyby chcąc się wydostać. Jedynie Luke i Alice stali spokojnie powoli tracąc przytomność od natłoku dymu. To prawda... Szczypało.
Blondynka padła bezwładnie na ziemię patrząc jak jej przyjaciele jeden po drugim tracą siły i lądują na podłodze. Czuła jak dym powoli wpływa do jej płuc, żeby stopniowo wypełnić jej całe ciało. Nie czuła bólu. Jeżeli miała zginąć to taka śmierć jej odpowiadała chociaż mogła mieć na sobie coś ładniejszego niż skórzany kombinezon.
Nie minęło jakieś pięć minut, gdy srebrny dym zniknął, a szklane ściany wsunęły się z powrotem w podłogę. Znowu zapanowała ciemność. O dziwo każdy odzyskał swoją siłę i każdy dał radę stać o własnych siłach. Jednak jednej osoby brakowało i zauważyli to dopiero na zewnątrz.
-Gdzie Andrew?- jęknęła przerażona Catraw rozglądając się bezradnie po zebranych w pokoju.- Gdzie jest Andrew?!
-Nie jęcz, kochanie.- głos chłopaka dochodził z okolic maszyny, ale nikt go nie widział. Wszyscy rozglądnęli się po pomieszczeniu z zaskoczeniem wymalowanym na zmęczonych twarzach.- Tu, na dole.- powiedział Saber i wszyscy spojrzeli pod swoje nogi. Jednak zamiast chłopaka dostrzegli sporego, złotego kota o oczach w kolorze sierści.- Tak, jestem kotem. Chyba to przez ten cholerny kamień.
-Dość szybko ukazały się twoje moce. Otrzymałeś tak zwaną moc kameleona. Możesz przybrać postać każdego zwierzęcia, czy człowieka. Masz niezwykłe szczęście, że ta moc ujawniła się tak szybko.- powiedział Jacob z nieskrywanym podziwem. Kot spojrzał na niego i odsłonił swoje kły, co przypominało uśmiech.
-Nie bez powodu mówią na mnie 'Farciarz'.
-Tak. Żadne ze zwierząt przy tym nie ucierpiało.- powiedział znużony już Jacob. Nienawidził dzieci, ale tylko w dojrzewające jeszcze ciało dało się wszczepić te komórki nie zabijając obiektu. To było trudne.- Kamień sam wybierze sobie lidera grupy, który otrzyma dodatkową zdolność. Zyska możliwość przybrania postaci ognistego ptaka, czyli feniksa. Jednak nie musi to być ta osoba, która będzie władać ogniem. Może to być równie dobrze osoba, która będzie posługiwać się lodem. No ale dość tych pytań! Nie mamy czasu. Wchodzicie do tej kuli pojedynczo i ustawiacie się w linii prostej od drzwi. Może was trochę szczypać.
Gromada nastolatków posłusznie weszła do ciemnego pomieszczenia i zamknęła za sobą potężne drzwi. W środku panowała kompletna cisza, a z powodu braku oświetlenia żadne z nich nie widziało twarzy swoich przyjaciół. W kuli rozległ się przerażający huk i porażająca jasność oślepiła ich na chwilę, by po chwili zobaczyli pojawiające się między nimi szklane ściany. W pomieszczeniu powoli rozprzestrzeniał się srebrny dym. Wszyscy spanikowali. Walili pięściami o szklane szyby chcąc się wydostać. Jedynie Luke i Alice stali spokojnie powoli tracąc przytomność od natłoku dymu. To prawda... Szczypało.
Blondynka padła bezwładnie na ziemię patrząc jak jej przyjaciele jeden po drugim tracą siły i lądują na podłodze. Czuła jak dym powoli wpływa do jej płuc, żeby stopniowo wypełnić jej całe ciało. Nie czuła bólu. Jeżeli miała zginąć to taka śmierć jej odpowiadała chociaż mogła mieć na sobie coś ładniejszego niż skórzany kombinezon.
Nie minęło jakieś pięć minut, gdy srebrny dym zniknął, a szklane ściany wsunęły się z powrotem w podłogę. Znowu zapanowała ciemność. O dziwo każdy odzyskał swoją siłę i każdy dał radę stać o własnych siłach. Jednak jednej osoby brakowało i zauważyli to dopiero na zewnątrz.
-Gdzie Andrew?- jęknęła przerażona Catraw rozglądając się bezradnie po zebranych w pokoju.- Gdzie jest Andrew?!
-Nie jęcz, kochanie.- głos chłopaka dochodził z okolic maszyny, ale nikt go nie widział. Wszyscy rozglądnęli się po pomieszczeniu z zaskoczeniem wymalowanym na zmęczonych twarzach.- Tu, na dole.- powiedział Saber i wszyscy spojrzeli pod swoje nogi. Jednak zamiast chłopaka dostrzegli sporego, złotego kota o oczach w kolorze sierści.- Tak, jestem kotem. Chyba to przez ten cholerny kamień.
-Dość szybko ukazały się twoje moce. Otrzymałeś tak zwaną moc kameleona. Możesz przybrać postać każdego zwierzęcia, czy człowieka. Masz niezwykłe szczęście, że ta moc ujawniła się tak szybko.- powiedział Jacob z nieskrywanym podziwem. Kot spojrzał na niego i odsłonił swoje kły, co przypominało uśmiech.
-Nie bez powodu mówią na mnie 'Farciarz'.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz