Andrew spojrzał na zawiniątko w rękach Alice i skrzywił się lekko. Blondynka rozwinęła kartkę i zaskoczona pokazała im to, co było w jej wnętrzu.
-Toć to mapa!- krzyknął zdziwiony Ian i spojrzał jeszcze raz na kartkę. Widniała na niej zaznaczona czerwonym kolorem ścieżka, która prowadziła przez las do jakichś ruin.
-Robi się coraz dziwniej.- westchnęła zrezygnowana Claudia i dwoma palcami potarła nasadę nosa.
Alice uśmiechnęła się tylko pocieszająco i ruszyła drogą ukazaną na mapie. Nie była to zbyt przyjemna podróż, bo prowadziła przez miliony ostrych i gęstych zarośli, których dziewczyny po prostu nie znosiły. Co chwila Caroline się zatrzymywała, by za pomocą swojej mocy pomóc im się przedostać przez ten las lub, jak to mówił Cole, "dżunglę bez Tarzana".
-Powinny tu być te ruiny...- mruknęła zamyślona Alice i podniosła twarz znad mapy. Ku jej zaskoczeniu przed nią rozciągały się ogromne, kamienne pozostałości miasta. Na jego murach dostrzegała resztki kamiennych figur i rzeźb.- Musimy szukać placu z fontanną. Pod nią jest przejście do podziemnego świata, ale jest tu pewne ostrzeżenie: "Żyją tam istoty, o których istnieniu nawet nie śniliście."
-Co to ma znaczyć? Spotkamy rodzinkę Cullenów ze "Zmierzchu", czy jak?!- warknął zirytowany Michael i zapalił papierosa.
-Nie pal!- syknęła Dominica i wyrwała mu dymiący przedmiot z ust rzucając go na ziemię i przydeptując. Mchael westchnął tylko i spojrzał na budynki między którymi się przemieszczali.
-Strasznie tu...- stwierdziła Eveline kuląc ramiona i patrząc na rozgwieżdżone niebo.- I na dodatek ciemno...
Jak na zawołanie w prawej dłoni Alice zapłonął złoty ogień, który oświetlił im drogę i wytwarzał przyjemne ciepło, które owinęło ciała jej przyjaciół.
-No i mamy fontannę.- zaśmiał się Luke i podszedł do zamyślonej Alice. Stali na dużym placu, na środku którego stał duży zbiornik z wodą z piękną figurą Posejdona. Grecki bóg trzymał w prawej ręce trójząb, którego ostrza wskazywały na niewidoczny w świetle dnia właz. Alice wzięła głęboki wdech i jeszcze raz spojrzała na mapę, ale nie było już na niej rysunków. Zastąpiły je złote litery układające się w tekst przeznaczony tylko dla czerwonych oczu dziewczyny.- "Okaż im swoje skrzydła, a zostaniecie wpuszczeni."- wyszeptała Alice sama do siebie i wtedy kartka zajęła się ogniem i spłonęła w jej dłoni. Blondynka spojrzała na chłopaków, którzy właśnie otworzyli właz i patrzyli na nią wyczekująco.- No to idziemy!
Po tych słowach Alice wskoczyła do szybu i zwinnie zsunęła się po długiej drabinie.
-Czekajcie na mój znak!- krzyknęła do przyjaciół i schodziła w dół bezdennej otchłani. Szła tak dobre dziesięć minut i gdy przerażona stwierdziła, że nie ma sił na dalszą wędrówkę jej stopy dotknęły twardego podłoża, a ona odetchnęła z ulgą. Z jej dłoni wystrzelił czerwony płomień i poszybował w górę.
Nie musiała długo czekać na przybycie reszty grupy i gdy wszyscy byli w komplecie ruszyli przed siebie krętym korytarzem. Słyszeli przed sobą masę krzyków, jęków i śmiechów, a po chwili ich oczom ukazało się ogromne miasto zbudowane z kamienia i złota. Alice zaparło dech w piersiach. Wysokie budynki wznosiły się aż pod sklepienie wielkiej jaskini, a po ulicach chodziły gargulce, gnomy, chochliki, skrzaty i inne istoty z bajek. W tłumie widać było istoty, które na pierwszy rzut oka wydawały się ludźmi, ale po bliższym przyjrzeniu się dostrzec można było ich ostre kły, wielkie szpony i wilcze uszy wystające z g ęstych czupryn. Żadne z nich ich jeszcze nie zauważyło oprócz jednej istoty, która z furią w oczach pędziła w ich kierunku.
Była to lwica o długiej grzywie i kobiecej sylwetce. Miała duże, czarne oczy, a jej białe kły błyskały co chwila w ich kierunku wściekle. Biała koszula na ramiączkach i krótkie, czarne spodenki o dziwo wyglądały na niej świetnie, a jej kobiece dłonie pokrywała sierść, a od wewnętrznej strony widniały lwie opuszki.
-Kim jesteście?!- ryknęła wściekle lwica i wysunęła w ich stronę długie, czarne szpony. Jej czarne oczy przebiegły szybko po całej grupie, a gdy zatrzymały się na czerwonych oczach Alice, która wystąpiła przed szereg uśmiechnęła się z pogardą.- Myślisz, że te soczewki ci coś dadzą, głupi człowieku?- prychnęła lwica.
-Przykro mi, że cię rozczaruję, ale to nie są soczewki.- powiedziała blondynka i z zawadiackim uśmiechem zdjęła swoją bluzę, pod którą miała bluzkę na ramiączkach z odsłoniętymi plecami. Nie tracąc uśmiechu z twarzy spojrzała lwicy w oczy i wtedy z jej łopatek wyrosły ogromne, płonące skrzydła. Kobieta cofnęła się od niej i opuściła dłoń. Szczęka jej opadła, a oczach miała niedowierzanie. Życie w mieście nagle ustało i wszyscy spojrzeli w ich kierunku.
-Zaprowadzę was do królowej...- mruknęła nadal osłupiała i odwracając się na pięcie szła w stronę największego budynku w mieście. Alice i jej towarzysze ruszyli ulicami miasta nie zwracając uwagi na spojrzenia innych istot. Blondynka schowała swoje skrzydła i patrzyła uważnie na plecy lwicy. Kim była ta królowa, do której ich prowadziła?
Dojście na miejsce nie zajęło im dużo czasu. Po chwili stali przed potężnym, złotym budynkiem o wielkich drzwiach, które kobieta otworzyła z łatwością i wpuściła ich do pięknego ogrodu pełnego kolorowych kwiatów i drobnych zwierząt. Po środku ogrodu stała pięknie zdobiona drewniana ławka przy której stała smukła kobieta. Alice od razu poznała tą sylwetkę i jej piękne, białe włosy opadające falami na plecy. Kobieta odwróciła się w ich stronę i spojrzała w ich stronę swoimi błękitnymi oczami. Poprawiła swoją długą, białą suknię i uśmiechnęła się do nich.
-Pokłońcie się przed Selene!- warknęła wściekle lwica, ale kobieta uciszyła się gestem dłoni.
-Spokojnie, Temido.- powiedziała miękkim głosem Selene i uśmiechnęła się ciepło.- Przyjaciele nie muszą przede mną klękać.- po tych słowach odwróciła się w stronę Alice i podeszła do niej płynnym krokiem. Chwyciła ją za dłonie i spojrzała jej głęboko w oczy.- Dziękuję, że mi zaufałaś. Teraz mogę wam wyjaśnić czemu was tutaj wezwałam.
-Selene... Czy jesteś pewna, że możemy im ufać?- wymruczała Temida i spojrzała niepewnie na trzynastkę zupełnie obcych im ludzi.
-Tak, Temido, jestem pewna. To, że są ludźmi nie znaczy, że są tacy jak grecy.- zaśmiała się biało-włosa, a jej śmiech rozbrzmiał w ogrodzie jak milion dzwoneczków.
-A więc to prawda? Jesteście boginiami?- jęknął zaskoczony Ian, a jego błękitne oczy patrzyły to na Temidę to na Selene. Temida wybuchła szczerym śmiechem, a Selene zachichotała cicho.
-Nie, nie jesteśmy boginiami chociaż mamy całkiem sporo mocy.- powiedziała Temida z szerokim uśmiechem. Kosmyki grzywy opadły jej miękko na lwie czoło dodając jej uroku.- To Grecy, Rzymianie i Egipcjanie postrzegali nas jako bogów, a tak naprawdę to jesteśmy tylko smokami w ciałach ludzi. Zaskoczony?
-Trochę...- powiedział Ian i pochwycił wzrok Selene. Uśmiechnęła się do niego miło jak to miała w zwyczaju i wróciła do swojej przemowy.
-Wezwałam was tutaj z powodu wojny, która ma się niedługo rozpocząć i chciałam was na ten czas tutaj uchronić. Niejaki Jacob White zdobył kamień, ale nie może go użyć, bo jest Hybrydą kotołaka i człowieka. Dlatego wykorzystał wasi chciał was użyć jako broni w wojnie ludzi z moim światem. Gdy chciałam was o tym poinformować w postaci ducha zauważyłam, że Alice podsłuchała jego rozmowę, więc wszystko przekazałam jej. Wiedziałam, że to ona jest waszą liderką. W końcu sama ją na nią wybrałam.- zachichotała Selene, a jej błękitne oczy były przepełnione dumą.- Tak więc zostaniecie tu dopóki wojna się nie skończy, a później...
-Nie!- przerwała jej Alice i zacisnęła dłonie w pięści. Znowu ma się przyglądać wszystkiemu? Znowu ma uciekać i dać się pokonać?!- Weźmiemy udział w wojnie!
Cień przerażenia przelał się po twarzach reszty drużyny, ale w końcu każde z nich przybrało dumną i pewną postawę i spojrzało bez obaw w błękitne oczy królowej, której oczy się zeszkliły, a po policzku spłynęła jej pojedyncza łza.
-Wyglądacie jak dumni bogowie Olimpu, gdy ludzie wypowiedzieli im wojnę, która nie została zapisana na kartach historii, ale pamiętają ją skały splamione krwią smoków i ludzi.- wyszeptała Selene ledwo powstrzymując łzy, które spływały po jej pięknej twarzy.- Do dzisiaj pamiętam twarz Zeusa, który kazał uciekać mi i Temidzie, po czym sam poległ na polu bitwy. Wtedy straciłam prawie całą swoją moc chcąc schować ich dusze i ciała w kamieniu, by mogli tam odzyskać siły i by mogli kiedyś wrócić do życia. Niestety kamień mi skradziono, ale ich dusze i ciała nadal tam tkwią.- powiedziała kobieta uśmiechając się smutno.- Skradziono mi go w czasach, gdy podążałam za Chrystusem i przyjęłam jego wiarę. Wiele razy próbowałam kamień odzyskać, ale za każdym razem gubiłam jego trop. Dobrze! Możecie wziąć udział w bitwie o wolność Dzieci Księżyca, ale musicie mi obiecać, że nie dacie się zabić!
-Nie pal!- syknęła Dominica i wyrwała mu dymiący przedmiot z ust rzucając go na ziemię i przydeptując. Mchael westchnął tylko i spojrzał na budynki między którymi się przemieszczali.
-Strasznie tu...- stwierdziła Eveline kuląc ramiona i patrząc na rozgwieżdżone niebo.- I na dodatek ciemno...
Jak na zawołanie w prawej dłoni Alice zapłonął złoty ogień, który oświetlił im drogę i wytwarzał przyjemne ciepło, które owinęło ciała jej przyjaciół.
-No i mamy fontannę.- zaśmiał się Luke i podszedł do zamyślonej Alice. Stali na dużym placu, na środku którego stał duży zbiornik z wodą z piękną figurą Posejdona. Grecki bóg trzymał w prawej ręce trójząb, którego ostrza wskazywały na niewidoczny w świetle dnia właz. Alice wzięła głęboki wdech i jeszcze raz spojrzała na mapę, ale nie było już na niej rysunków. Zastąpiły je złote litery układające się w tekst przeznaczony tylko dla czerwonych oczu dziewczyny.- "Okaż im swoje skrzydła, a zostaniecie wpuszczeni."- wyszeptała Alice sama do siebie i wtedy kartka zajęła się ogniem i spłonęła w jej dłoni. Blondynka spojrzała na chłopaków, którzy właśnie otworzyli właz i patrzyli na nią wyczekująco.- No to idziemy!
Po tych słowach Alice wskoczyła do szybu i zwinnie zsunęła się po długiej drabinie.
-Czekajcie na mój znak!- krzyknęła do przyjaciół i schodziła w dół bezdennej otchłani. Szła tak dobre dziesięć minut i gdy przerażona stwierdziła, że nie ma sił na dalszą wędrówkę jej stopy dotknęły twardego podłoża, a ona odetchnęła z ulgą. Z jej dłoni wystrzelił czerwony płomień i poszybował w górę.
Nie musiała długo czekać na przybycie reszty grupy i gdy wszyscy byli w komplecie ruszyli przed siebie krętym korytarzem. Słyszeli przed sobą masę krzyków, jęków i śmiechów, a po chwili ich oczom ukazało się ogromne miasto zbudowane z kamienia i złota. Alice zaparło dech w piersiach. Wysokie budynki wznosiły się aż pod sklepienie wielkiej jaskini, a po ulicach chodziły gargulce, gnomy, chochliki, skrzaty i inne istoty z bajek. W tłumie widać było istoty, które na pierwszy rzut oka wydawały się ludźmi, ale po bliższym przyjrzeniu się dostrzec można było ich ostre kły, wielkie szpony i wilcze uszy wystające z g ęstych czupryn. Żadne z nich ich jeszcze nie zauważyło oprócz jednej istoty, która z furią w oczach pędziła w ich kierunku.
Była to lwica o długiej grzywie i kobiecej sylwetce. Miała duże, czarne oczy, a jej białe kły błyskały co chwila w ich kierunku wściekle. Biała koszula na ramiączkach i krótkie, czarne spodenki o dziwo wyglądały na niej świetnie, a jej kobiece dłonie pokrywała sierść, a od wewnętrznej strony widniały lwie opuszki.
-Kim jesteście?!- ryknęła wściekle lwica i wysunęła w ich stronę długie, czarne szpony. Jej czarne oczy przebiegły szybko po całej grupie, a gdy zatrzymały się na czerwonych oczach Alice, która wystąpiła przed szereg uśmiechnęła się z pogardą.- Myślisz, że te soczewki ci coś dadzą, głupi człowieku?- prychnęła lwica.
-Przykro mi, że cię rozczaruję, ale to nie są soczewki.- powiedziała blondynka i z zawadiackim uśmiechem zdjęła swoją bluzę, pod którą miała bluzkę na ramiączkach z odsłoniętymi plecami. Nie tracąc uśmiechu z twarzy spojrzała lwicy w oczy i wtedy z jej łopatek wyrosły ogromne, płonące skrzydła. Kobieta cofnęła się od niej i opuściła dłoń. Szczęka jej opadła, a oczach miała niedowierzanie. Życie w mieście nagle ustało i wszyscy spojrzeli w ich kierunku.
-Zaprowadzę was do królowej...- mruknęła nadal osłupiała i odwracając się na pięcie szła w stronę największego budynku w mieście. Alice i jej towarzysze ruszyli ulicami miasta nie zwracając uwagi na spojrzenia innych istot. Blondynka schowała swoje skrzydła i patrzyła uważnie na plecy lwicy. Kim była ta królowa, do której ich prowadziła?
Dojście na miejsce nie zajęło im dużo czasu. Po chwili stali przed potężnym, złotym budynkiem o wielkich drzwiach, które kobieta otworzyła z łatwością i wpuściła ich do pięknego ogrodu pełnego kolorowych kwiatów i drobnych zwierząt. Po środku ogrodu stała pięknie zdobiona drewniana ławka przy której stała smukła kobieta. Alice od razu poznała tą sylwetkę i jej piękne, białe włosy opadające falami na plecy. Kobieta odwróciła się w ich stronę i spojrzała w ich stronę swoimi błękitnymi oczami. Poprawiła swoją długą, białą suknię i uśmiechnęła się do nich.
-Pokłońcie się przed Selene!- warknęła wściekle lwica, ale kobieta uciszyła się gestem dłoni.
-Spokojnie, Temido.- powiedziała miękkim głosem Selene i uśmiechnęła się ciepło.- Przyjaciele nie muszą przede mną klękać.- po tych słowach odwróciła się w stronę Alice i podeszła do niej płynnym krokiem. Chwyciła ją za dłonie i spojrzała jej głęboko w oczy.- Dziękuję, że mi zaufałaś. Teraz mogę wam wyjaśnić czemu was tutaj wezwałam.
-Selene... Czy jesteś pewna, że możemy im ufać?- wymruczała Temida i spojrzała niepewnie na trzynastkę zupełnie obcych im ludzi.
-Tak, Temido, jestem pewna. To, że są ludźmi nie znaczy, że są tacy jak grecy.- zaśmiała się biało-włosa, a jej śmiech rozbrzmiał w ogrodzie jak milion dzwoneczków.
-A więc to prawda? Jesteście boginiami?- jęknął zaskoczony Ian, a jego błękitne oczy patrzyły to na Temidę to na Selene. Temida wybuchła szczerym śmiechem, a Selene zachichotała cicho.
-Nie, nie jesteśmy boginiami chociaż mamy całkiem sporo mocy.- powiedziała Temida z szerokim uśmiechem. Kosmyki grzywy opadły jej miękko na lwie czoło dodając jej uroku.- To Grecy, Rzymianie i Egipcjanie postrzegali nas jako bogów, a tak naprawdę to jesteśmy tylko smokami w ciałach ludzi. Zaskoczony?
-Trochę...- powiedział Ian i pochwycił wzrok Selene. Uśmiechnęła się do niego miło jak to miała w zwyczaju i wróciła do swojej przemowy.
-Wezwałam was tutaj z powodu wojny, która ma się niedługo rozpocząć i chciałam was na ten czas tutaj uchronić. Niejaki Jacob White zdobył kamień, ale nie może go użyć, bo jest Hybrydą kotołaka i człowieka. Dlatego wykorzystał wasi chciał was użyć jako broni w wojnie ludzi z moim światem. Gdy chciałam was o tym poinformować w postaci ducha zauważyłam, że Alice podsłuchała jego rozmowę, więc wszystko przekazałam jej. Wiedziałam, że to ona jest waszą liderką. W końcu sama ją na nią wybrałam.- zachichotała Selene, a jej błękitne oczy były przepełnione dumą.- Tak więc zostaniecie tu dopóki wojna się nie skończy, a później...
-Nie!- przerwała jej Alice i zacisnęła dłonie w pięści. Znowu ma się przyglądać wszystkiemu? Znowu ma uciekać i dać się pokonać?!- Weźmiemy udział w wojnie!
Cień przerażenia przelał się po twarzach reszty drużyny, ale w końcu każde z nich przybrało dumną i pewną postawę i spojrzało bez obaw w błękitne oczy królowej, której oczy się zeszkliły, a po policzku spłynęła jej pojedyncza łza.
-Wyglądacie jak dumni bogowie Olimpu, gdy ludzie wypowiedzieli im wojnę, która nie została zapisana na kartach historii, ale pamiętają ją skały splamione krwią smoków i ludzi.- wyszeptała Selene ledwo powstrzymując łzy, które spływały po jej pięknej twarzy.- Do dzisiaj pamiętam twarz Zeusa, który kazał uciekać mi i Temidzie, po czym sam poległ na polu bitwy. Wtedy straciłam prawie całą swoją moc chcąc schować ich dusze i ciała w kamieniu, by mogli tam odzyskać siły i by mogli kiedyś wrócić do życia. Niestety kamień mi skradziono, ale ich dusze i ciała nadal tam tkwią.- powiedziała kobieta uśmiechając się smutno.- Skradziono mi go w czasach, gdy podążałam za Chrystusem i przyjęłam jego wiarę. Wiele razy próbowałam kamień odzyskać, ale za każdym razem gubiłam jego trop. Dobrze! Możecie wziąć udział w bitwie o wolność Dzieci Księżyca, ale musicie mi obiecać, że nie dacie się zabić!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz