środa, 24 lipca 2013

Rozdział X- Ucieczka

   Od teraz moje rozdziały będą trochę dłuższe. ;3 Rozdział z dedykacją dla Izy i jej młodszej siostry- Małgosi. <3

~*~

   Alice otworzyła powoli oczy i spojrzała na biały sufit jasnego pomieszczenia. Gdzie ona była? Co się stało? Dlaczego wszystko ją bolało?
   Nagle fala wspomnień zalała jej głowę i wywołała w niej kompletną burzę. Miliony obrazów przepłynęły przed jej oczami- przepalona koszula nocna, pożądanie w oczach Jacoba i strach w oczach przyjaciół, ale jedno ze wspomnień wywołało rumieńce na jej twarzy i sprawiło, że przyjemne ciepło rozeszło się po całym jej ciele od serca aż po same koniuszki palców. Przypomniała sobie jak Luke ją obejmował i znowu poczuła ten słodki, imbirowy zapach jego skóry oraz zaskakujące ciepło jego ciała.
   Dziewczyna wstała niechętnie z łóżka i z przestrachem przejechała dłonią po delikatnej skórze na jej plecach chcąc się upewnić, że skrzydła zniknęły, by po chwili wyjść z pokoju i pewnym krokiem ruszyć przez długi korytarz w stronę laboratorium. Zatrzymała się przy dużych, białych drzwiach i wyciągnęła dłoń w ich stronę, lecz przed popchnięciem ich powstrzymały ją głosy dochodzące ze środka. Słyszała głos Jacoba, ale on nie był tam sam. Alice wyraźnie słyszała stukot obcasów i znajomy, kobiecy głos.
   Heartbreaker stwierdziła, że to trochę podejrzane i postanowiła dowiedzieć się jak najwięcej na temat tej rozmowy. Alice schowała się bardziej w cieniu i kucając przyłożyła policzek do chłodnej, gładkiej powierzchni drzwi nasłuchując uważnie. Wiedziała, że to nie jest zwykła rozmowa i nie musiała długo czekać na potwierdzenie swoich podejrzeń.
 -Jacob, dość tych żartów! Jak ich przekonałeś do tego, żeby ci pomogli?- syknęła kobieta, a jej jadowity głos uderzył blondynkę z taką siłą, że miała ochotę uciec stamtąd jak najszybciej. To była ta brązowo-włosa nauczycielka z jej nowej szkoły, której tak bardzo nienawidziła. Dźwięk jej obcasów rozpoznała by wszędzie!
 -Opowiedziałem im bajeczkę o szalonym naukowcu, który zdobył odłamek kamienia Selene i o tym, że wojsko ich potrzebuje.- zachichotał mężczyzna. Niech go szlag! Wiedziała, że nie można mu ufać. 
   Alice usłyszała jak White wstaje ze swojego fotela i przechadza się niebezpiecznie blisko drzwi i wstrzymała oddech nie chcąc wydać żadnego dźwięku. Jej serce biło jak szalone. Czuła jak zimne dreszcze rozchodzą się falami po jej ciele i czas na chwilę się dla niej zatrzymał, by znowu ruszyć wraz z krokami oddalającego się naukowca. Alice cicho wypuściła powietrze z płuc i na nowo skupiła się na rozmowie tej dwójki.
 -I oni w to uwierzyli?- prychnęła z pożałowaniem kobieta i wybuchła ironicznym, ostrym jak brzytwa śmiechem, który tak samo jak jej głos był przepełniony nienawistnym jadem. Alice spodziewała się jak musi wyglądać teraz jej twarz i skrzywiła się na samą myśl o tym.
 -Nie mieli wyboru. Nasz szef przez te parę lat zdobył zaufanie Alex, a ona nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to on zamordował jej rodziców.- zaśmiał się ponuro White. Alice nie mogła już dłużej tego słuchać. Poderwała się z podłogi i na miękkich nogach szła szybkim krokiem przez korytarz. Nagle zza rogu wyszła szczupła, biała postać, która na pierwszy rzut oka wydawała się duchem i rzeczywiście nim była! Smukła kobieta spojrzała w czerwone oczy Alice, a regularne rysy jej twarzy stawały się coraz wyraźniejsze. Na jej różanych ustach zagościł uśmiech i po chwili jej wargi się rozwarły, a z jej gardła wydobył się czysty, miękki dźwięk:
 -Zabierz stąd przyjaciół i co sił w nogach biegnijcie do pobliskiego lasu.- powiedziała kobieta, a w jej pięknych, błękitnych oczach pojawił się cień bólu. Po tych słowach jej postać rozpłynęła się w powietrzu pozostawiając po sobie tylko lekką poświatę, a Alice prowadzona bezgranicznym zaufaniem wbiegła do roześmianego pokoju, w którym Caroline chwaliła się swoją zdolnością do władania nad żywiołem ziemi, a Dominika z uśmiechem pokazywała sztuczki ze zmianą koloru powietrza. Wszyscy jednak umilkli na widok przerażonej twarzy Alice i pokój pogrążył się w grobowej ciszy oczekując pierwszych słów swojej liderki, ale nie spodziewali się, że będzie to dla nich taki szok.
 -Zmywamy się stąd.- rzuciła tylko Alice i zaczęła pakować do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy.Grupa nastolatków patrzyła na nią w osłupieniu. Caroline i Eveline już chciały się pakować, gdy nagle Alice zagrodziła im drogę. W jej oczach widać było cień pogardy, a jej rubinowe usta wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu.
 -Jak się robi gorąco to chcesz uciekać, tak?!- ryknęła wściekła Alex, a jej brązowe oczy przepełniały już tylko ból i rozczarowanie.- Czy może masz inny powód do ucieczki?!
    Alice z westchnieniem opowiedziała przyjaciołom o podsłuchanej niedawno rozmowie i o poleceniu widmowej kobiety. Po twarzach jej towarzyszy przebiegł grymas przerażenia, a Alex cicho łkała.
 -Ufałam mu...- jęknęła brązowo-włosa nie mogąc pojąć czemu szef SSŁ tak ją oszukał.
 -Wiem.- szepnęła Alice ze współczuciem i zarzuciła niewielki plecak na ramię. Po raz ostatni spojrzała na ekran swojego telefonu i ze wściekłością cisnęła nim o ziemię.- W ten sposób nas nie namierzą.- mruknęła blondynka widząc, że reszta grupy patrzy na nią zaskoczona, ale po chwili i oni powtórzyli jej czyn. Po niecałych trzech minutach wszyscy skierowali się spakowani do wyjścia, ale Alex znowu zagrodziła im drogę. Na jej twarzy widniał łobuzerski uśmieszek, a w oczach tańczyły radosne iskierki.
 -Lepiej chodźmy tajnym przejściem, o którym wiem tylko ja...- powiedziała z szelmowskim uśmiechem. 
   Ruszyła w stronę dużych, czarnych drzwi, które pchnęła z lekkością i zamknęła za nimi na klucz, który wyrzuciła gdzieś na ziemię. Później podeszła do potężnej, drewnianej szafy i otworzyła ją po czym zniknęła w jej wnętrzu. No świetnie!, pomyślała Alice, Przejście do Narnii! Blondynka uśmiechnęła się na samą myśl o tym i weszła do szafy za Alex, ale zamiast w szafie pełnej starych płaszczy i futer znalazła się w niskim tunelu, w którym nawet ona musiała się pochylić do przodu. Chłopcy musieli się przemieszczać na czworaka, co wyglądało przekomicznie.Przeszli tak jakieś dwieście metrów i wszyscy znaleźli się w pięknej, obszernej jaskini o błyszczących stalaktytach i stalagmitach. Po prawej stronie płynął strumyk, a w pomieszczeniu panowała błękitna jasność, która każdego zauroczyłaby swym pięknem.
   Nie mieli jednak czasu na podziwianie. Za ich plecami, w tym ogromnym białym więzieniu, rozległ się alarm komunikujący o ich ucieczce tego się nie spodziewali. Spojrzeli na trzy kolejne korytarze jaskini i przenieśli swój wzrok na przerażoną Alex.
 -Ich psy.... One nas znajdą po zapachu! Nie mamy najmniejszych szans!- jęknęła przerażona i zakryła twarz dłońmi. W jaskini rozległ się cichy śmiech Dominiki, która zarzuciła swoimi fioletowymi włosami i z uśmiechem uniosła dłonie w górę.
 -Nie byłabym tego taka pewna...- wymamrotała i zamknęła oczy. Powietrze wokół niej zaczęło wibrować i na ciałach nastolatków zacisnęła się niewidzialna powłoka otaczająca całe ich ciała. Vellain opuściła ręce lekko dysząc, a po jej czole spłynęła pojedyncza kropelka potu.- Wytworzyłam wokół naszych ciał bariery maskujące nasz zapach.
 -Jesteś świetna.- zaśmiał się Michael i wziął zdyszaną Dominicę na ręce. Wszyscy ruszyli jednym z kolejnych tuneli, który na szczęście był już wyższy od poprzedniego, i skierowali się za Alex, która co chwila skręcała to w prawo to w lewo. Szli tak za nią dobre dwadzieścia minut i niektórzy powoli tracili cierpliwość, gdy nagle Alex stanęła i wdrapała się po wysokiej drabinie i otworzyła właz, po czym zniknęła.
 -Wchodźcie.- poleciła Alice oglądając się za siebie. Czuła na sobie czyjeś spojrzenie, ale nie widziała nikogo. Stała i czekała aż reszta wejdzie na górę po czym sama pospiesznie wdrapała się na górę i zatrzasnęła za sobą właz.
 -Co dalej, szefowo?- zaśmiał się Ian, a w jego błękitnych oczach widać było czystą, dziecięcą radość. Blondynka spojrzała za siebie i dojrzała białą poświatę za jednym z drzew.
 -Może zapytamy jej?- zachichotała Alice i ruszyła w kierunku kobiety, która odwzajemniła jej ciepły uśmiech. Heartbreaker pochyliła lekko głowę, a duch zrobił to samo. Wtedy kobieta wyciągnęła w jej stronę szczupłą, białą rękę ze zwiniętą w rulon kartką i z wyczekiwaniem patrzyła na Alice. Dziewczyna wyciągnęła swoje drobne dłonie w jej stronę i patrzyła jak kartka spada i delikatnie ląduje na jej dłoniach.- Dziękuję za...- Alice w tym momencie zamilkła, bo ku jej zdziwieniu kobieta znowu rozmyła się w powietrzy pozostawiając po sobie tylko jasną poświatę. Jednak teraz w głowie Alice krążyło tylko jedno pytanie: "Co to za kartka?"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz