Znowu nie mogła spać. Coś cały czas paliło ją w plecy jakby ktoś przykładał jej do łopatek rozżarzone węgielki. Musi o tym kogoś poinformować, ale czy ktokolwiek jej pomoże? Żadne leki nie pomogły, a zimny prysznic tylko pogarszał sprawę. Alice musiała coś szybko wymyślić, bo ten ból nie dawał jej spokoju. Może to tylko jej wyobraźnia, ale miała wrażenie, że coś wyrasta jej z łopatek i przepala materiał jej bluzki.
Dość tego! Idę do Jacoba!, pomyślała dziewczyna i podniosła się z łóżka. Ledwo wstała, a jej koszula nocna upadła na ziemię zostawiając na jej ciele samą bieliznę. Co się stało? Czy to był jakiś głupi żart chłopaków.
Blondynka poczuła jak coś delikatnie uderza o jej ramiona i daje przy tym delikatny, ciepły powiew. Spojrzała podejrzliwie za siebie i to, co dostrzegła zaparło jej dech w piersi. Czy już do końca zwariowała w tym przedziwnym ośrodku? Wyciągnęła dłoń w stronę dziwnego zjawiska i poczuła miękkie, puszyste pióra.
To była prawda! Na jej plecach widniała para ogromnych, pierzastych skrzydeł o czerwono-pomarańczowych piórach. Gdyby tylko jej ojciec mógł to zobaczyć to padłby z zachwytu! Jude Heartbreaker, wielki artysta i marzyciel, który za życia wierzył w niezliczone magiczne istoty i był wielkim fanem książek oraz filmów fantasy.
-Jacob!- krzyknęła Alice wybiegając z pokoju i budząc przy tym swoich przyjaciół, którzy na wpół przytomni dostrzegli tylko parę zapalających się skrzydeł. Heartbreaker biegła przez długi korytarz prowadzący do laboratorium White oglądając się co chwila i rzucając przerażone spojrzenie płonącym skrzydłom.- Jacob!
-Czego się drzesz?- wymamrotał mężczyzna, gdy na wpółnaga dziewczyna wbiegła do laboratorium. Zaraz jednak przestał być taki markotny i uśmiechnął się studiując każdą najdrobniejszą część jej ciała. Jego wzrok zatrzymał się na chwilę w okolicach bioder po czym powędrował w kierunku jej piersi i tam się w końcu zatrzymał. Głupi naukowiec! Tylko jedno mu w głowie! Nawet na skrzydła nie spojrzał, a one przecież płonęły żywym ogniem. Alice pokiwała tylko głową z dezaprobatą i odwróciła się do mężczyzny plecami.
-O kur...- krzyknął, ale urwał wpół słowa i spojrzał uważnie na płomienie. Skrzydła miały rozpiętość ok. trzech, może czterech metrów, a ich pióra wyglądały na tak delikatnie, że Jacob bał się ich dotknąć. Płomienie jednak nie wyglądały już na takie delikatne i kruche. Swoim blaskiem i ciepłem pasowały by raczej Lucyferowi niż tej niewielkiej, szczupłej dziewczynce, która nie miała pojęcia o mocy, która w niej drzemie.- Masz w sobie niezwykłą moc, którą podarował ci sam Kamień Selene, ale czy to wystarczy, żeby ICH pokonać?
-Nie wiem jak mam rozumieć twoje słowa, ale chcę wiedzieć jaką mam moc, żeby móc to lepiej kontrolować.- warknęła lekko zirytowana blondynka, a jej oczy zaczęły świecić. Znienacka do pokoju wbiegła reszta grupy i na widok Alice, w samej bieliźnie i z parą płonących skrzydeł na plecach po prostu zaniemówiła.
-Co się stało? Jej moc się ujawniła?- krzyknęła przerażona Alex widząc krew spływającą z lewego oka Heartbreaker i zasłoniła usta dłońmi.- Czemu ona krwawi?! Co się z nią dzieje?! Alice, co ci jest?!
Blondynka zdziwiona przejechała dłonią po policzku rozmazując przy tym stróżki czerwonej cieczy i spojrzała ze strachem na zabarwione krwią palce. Jej wzrok stał się pusty, a ona sama stanęła w płomieniach. O co w tym chodziło. Luke przyglądał się jej w przerażeniu i nagle sam stanął w płomieniach o pięknej, białej barwie lodu i puścił się pędem w stronę dziewczyny. Języki białego ognia przyjemnie szczypały jego policzki i pozostawiały na jego dłoniach odłamki lodu. Mimo, że były to płomienie to były lodowate.
Sky zbliżył się do dziewczyny i objął ją natychmiast. Płomienie obojga zgasły i skrzydła Alice zniknęły, a w pomieszczeniu utworzyła się gęsta chmura pary wodnej. Blondynka spojrzała z przestrachem w błękitne oczy chłopaka i objęła go ze łzami w oczach.
-Dziękuję...- wyszeptała i po chwili straciła przytomność.
-Jacob!- krzyknęła Alice wybiegając z pokoju i budząc przy tym swoich przyjaciół, którzy na wpół przytomni dostrzegli tylko parę zapalających się skrzydeł. Heartbreaker biegła przez długi korytarz prowadzący do laboratorium White oglądając się co chwila i rzucając przerażone spojrzenie płonącym skrzydłom.- Jacob!
-Czego się drzesz?- wymamrotał mężczyzna, gdy na wpółnaga dziewczyna wbiegła do laboratorium. Zaraz jednak przestał być taki markotny i uśmiechnął się studiując każdą najdrobniejszą część jej ciała. Jego wzrok zatrzymał się na chwilę w okolicach bioder po czym powędrował w kierunku jej piersi i tam się w końcu zatrzymał. Głupi naukowiec! Tylko jedno mu w głowie! Nawet na skrzydła nie spojrzał, a one przecież płonęły żywym ogniem. Alice pokiwała tylko głową z dezaprobatą i odwróciła się do mężczyzny plecami.
-O kur...- krzyknął, ale urwał wpół słowa i spojrzał uważnie na płomienie. Skrzydła miały rozpiętość ok. trzech, może czterech metrów, a ich pióra wyglądały na tak delikatnie, że Jacob bał się ich dotknąć. Płomienie jednak nie wyglądały już na takie delikatne i kruche. Swoim blaskiem i ciepłem pasowały by raczej Lucyferowi niż tej niewielkiej, szczupłej dziewczynce, która nie miała pojęcia o mocy, która w niej drzemie.- Masz w sobie niezwykłą moc, którą podarował ci sam Kamień Selene, ale czy to wystarczy, żeby ICH pokonać?
-Nie wiem jak mam rozumieć twoje słowa, ale chcę wiedzieć jaką mam moc, żeby móc to lepiej kontrolować.- warknęła lekko zirytowana blondynka, a jej oczy zaczęły świecić. Znienacka do pokoju wbiegła reszta grupy i na widok Alice, w samej bieliźnie i z parą płonących skrzydeł na plecach po prostu zaniemówiła.
-Co się stało? Jej moc się ujawniła?- krzyknęła przerażona Alex widząc krew spływającą z lewego oka Heartbreaker i zasłoniła usta dłońmi.- Czemu ona krwawi?! Co się z nią dzieje?! Alice, co ci jest?!
Blondynka zdziwiona przejechała dłonią po policzku rozmazując przy tym stróżki czerwonej cieczy i spojrzała ze strachem na zabarwione krwią palce. Jej wzrok stał się pusty, a ona sama stanęła w płomieniach. O co w tym chodziło. Luke przyglądał się jej w przerażeniu i nagle sam stanął w płomieniach o pięknej, białej barwie lodu i puścił się pędem w stronę dziewczyny. Języki białego ognia przyjemnie szczypały jego policzki i pozostawiały na jego dłoniach odłamki lodu. Mimo, że były to płomienie to były lodowate.
Sky zbliżył się do dziewczyny i objął ją natychmiast. Płomienie obojga zgasły i skrzydła Alice zniknęły, a w pomieszczeniu utworzyła się gęsta chmura pary wodnej. Blondynka spojrzała z przestrachem w błękitne oczy chłopaka i objęła go ze łzami w oczach.
-Dziękuję...- wyszeptała i po chwili straciła przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz