wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 47- Koniec...

   Oto ostatni rozdział Bestii. Dziękuję wam za te cztery miesiące! Dzięki waszym komentarzom i tak dużej ilości wyświetleń zyskałam siłę i chęć do pisania! <3 Naprawdę wam dziękuję! :*

~Noemi~


    -To dziwne... Ludzie na świecie zaczęli wariować, bo do ich żył dostało się NST, ale wraz ze śmiercią Shike ta trucizna zniknęła. Nawet probówki, które mieliśmy w laboratorium wyparowały.- mruknęła Natalia czesząc długie włosy Rue, która nadal była obrażona na Ann za to, że nie mogła brać udziału w wojnie. Całe szczęście Michael, Ron i Oliver przeżyli...
    Obok mnie i Jamesa siedziała "siostra" chłopaka, Shilo- ładna dziewczyna o brązowych oczach i ciemnych, blond włosach. Nie spodziewałam się tutaj nikogo więcej, ale nagle drzwi się otworzyły i wpadła przez nie Nadia, a za nią Kamil.
    Jak ja ich dawno nie widziałam! Ze łzami w oczach rzuciłam się im na szyje, a później razem z Nadią z szerokimi uśmiechami na ustach ocierałyśmy wilgotne policzki.
 -Nie spodziewałam się, że to się tak zakończy.- powiedziałam głośno i wyraźnie zwracając się do wszystkich ludzi, którzy powoli zbierali się w pomieszczeniu.- Ale jednak nam się udało! Udało nam się pokonać zło! Udało nam się dokończyć to, co zaczęła moja matka! Dzięki temu moja matka będzie mogła w końcu zaznać wiecznego spokoju.- w trakcie mojej przemowy widziałam, że parę osób ocierało łzy wzruszenia. Uśmiechnęłam się do nich miło i postanowiłam mówić dalej.- Jednak bez waszej pomocy nigdy by to nie wyszło. Gdyby nie wasze poświęcenie to właśnie ja, a nie Shike, byłabym martwa! Dziękuję wam za to, że we mnie wierzyliście, bo bez tej wiary nigdy bym nie odważyła się stanąć do jakiejkolwiek walki!

~3 lata później~

    -Noemi! Wychodź! Zaraz się spóźnisz!- krzyczała do mnie Nadia waląc pięścią w drzwi.- Nie mów mi, że masz tremę!
    Lekko uchyliłam drzwi wpuszczając Nadię do środka. Była ubrana w długą, jasno-różową sukienkę, która idealnie podkreślała jej zgrabną figurę. Nich to szlag!
 -O mój Boże! Jakaś ty piękna!- jęknęła Nadia chwytając moje dłonie i prowadząc mnie do lustra.
   Spojrzałam na swoje odbicie z uśmiechem i przejechałam dłonią po białym materiale sukni ślubnej. Była ona długa i swoim krojem przypominała trochę suknie, które nosiły księżniczki w bajkach dla dzieci. Czerwone włosy miałam spięte w kok i przykryte długim, białym welonem. Naprawdę wyglądałam pięknie...
 -No, ale czemu muszę nosić coś, co tak bardzo rzuca się w oczy?!- burknęłam.
 -Bo to dzień twojego ślubu!- zaśmiała się blondynka i wyprowadziła mnie z pokoju. Szłyśmy korytarzem mijając wiele wystrojonych istot paranormalnych, które także zbierały się do wyjścia. Gdy mnie widzieli uchylali lekko głowy i uśmiechali się miło. To zaczynało robić się dziwne.
 -Czemu ten debil musiał mi się oświadczyć?! Czemu byłam na tyle głupia, żeby się zgodzić?!- warknęłam sama do siebie. Gdybym wtedy odmówiła to może bym tego uniknęła, ale prawda była taka, że sama chciałam tego cholernego ślubu!
 -Przesadzasz!- zachichotała Nadia otwierając przede mną drzwi do czarnej limuzyny Rona, który rok temu okazał się Bratnią Duszą blondynki.- Wskakuj do środka!
   Posłusznie usiadłam w środku delikatnie poprawiając moją suknię. To dziwne, ale chciałam już zobaczyć Jamesa. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak będzie wyglądał w dzień taki jak ten, ale jedno wiedziałam na pewno... Będziemy żyć długo i szczęśliwie...

~10 lat później~

   -Mamo, mamo!- krzyczało małe, uśmiechnięte stworzenie o czerwonych oczach i czarnych włosach, które biegło właśnie w moją stronę.
 -Słucham cię, Nika.- powiedziałam z uśmiechem nadal nie puszczając dłoni Jamesa.
 -David znowu zmienił się w demona!- pisnęła dziewczynka ciągnąc mnie za drugą rękę. Zaśmiałam się cicho i razem z Jamesem ruszyliśmy za zdenerwowanym dzieckiem.
   Nadałam moim dzieciom imiona moich rodziców, bo chciałam, żeby i one zawsze pamiętały o swoich dziadkach. Zza krzaków wyłonił się szczupły, czerwono-włosy chłopiec o czarnych oczach z długim ogonem. Bliźniaki miały dopiero po dziewięć lat, ale kilka razy doprowadziły mnie do niekontrolowanej zmiany w demona. Mimo tego one i James były dla mnie całym moim światem i całym moim życiem.
 -Mamo... O czym tak myślisz?- zapytała Nika wyrywając mnie z zamyślenia.
 -O niczym, skarbie. O niczym...- zaśmiałam się patrząc na uśmiechniętą twarz Jamesa. Tak... Oni byli całym moim światem...

~Koniec~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz