Oto ostatni rozdział Bestii. Dziękuję wam za te cztery miesiące! Dzięki waszym komentarzom i tak dużej ilości wyświetleń zyskałam siłę i chęć do pisania! <3 Naprawdę wam dziękuję! :*
~Noemi~
-To dziwne... Ludzie na świecie zaczęli wariować, bo do ich żył dostało się NST, ale wraz ze śmiercią Shike ta trucizna zniknęła. Nawet probówki, które mieliśmy w laboratorium wyparowały.- mruknęła Natalia czesząc długie włosy Rue, która nadal była obrażona na Ann za to, że nie mogła brać udziału w wojnie. Całe szczęście Michael, Ron i Oliver przeżyli...
Obok mnie i Jamesa siedziała "siostra" chłopaka, Shilo- ładna dziewczyna o brązowych oczach i ciemnych, blond włosach. Nie spodziewałam się tutaj nikogo więcej, ale nagle drzwi się otworzyły i wpadła przez nie Nadia, a za nią Kamil.
Jak ja ich dawno nie widziałam! Ze łzami w oczach rzuciłam się im na szyje, a później razem z Nadią z szerokimi uśmiechami na ustach ocierałyśmy wilgotne policzki.
-Nie spodziewałam się, że to się tak zakończy.- powiedziałam głośno i wyraźnie zwracając się do wszystkich ludzi, którzy powoli zbierali się w pomieszczeniu.- Ale jednak nam się udało! Udało nam się pokonać zło! Udało nam się dokończyć to, co zaczęła moja matka! Dzięki temu moja matka będzie mogła w końcu zaznać wiecznego spokoju.- w trakcie mojej przemowy widziałam, że parę osób ocierało łzy wzruszenia. Uśmiechnęłam się do nich miło i postanowiłam mówić dalej.- Jednak bez waszej pomocy nigdy by to nie wyszło. Gdyby nie wasze poświęcenie to właśnie ja, a nie Shike, byłabym martwa! Dziękuję wam za to, że we mnie wierzyliście, bo bez tej wiary nigdy bym nie odważyła się stanąć do jakiejkolwiek walki!
Jak ja ich dawno nie widziałam! Ze łzami w oczach rzuciłam się im na szyje, a później razem z Nadią z szerokimi uśmiechami na ustach ocierałyśmy wilgotne policzki.
-Nie spodziewałam się, że to się tak zakończy.- powiedziałam głośno i wyraźnie zwracając się do wszystkich ludzi, którzy powoli zbierali się w pomieszczeniu.- Ale jednak nam się udało! Udało nam się pokonać zło! Udało nam się dokończyć to, co zaczęła moja matka! Dzięki temu moja matka będzie mogła w końcu zaznać wiecznego spokoju.- w trakcie mojej przemowy widziałam, że parę osób ocierało łzy wzruszenia. Uśmiechnęłam się do nich miło i postanowiłam mówić dalej.- Jednak bez waszej pomocy nigdy by to nie wyszło. Gdyby nie wasze poświęcenie to właśnie ja, a nie Shike, byłabym martwa! Dziękuję wam za to, że we mnie wierzyliście, bo bez tej wiary nigdy bym nie odważyła się stanąć do jakiejkolwiek walki!
~3 lata później~
-Noemi! Wychodź! Zaraz się spóźnisz!- krzyczała do mnie Nadia waląc pięścią w drzwi.- Nie mów mi, że masz tremę!
Lekko uchyliłam drzwi wpuszczając Nadię do środka. Była ubrana w długą, jasno-różową sukienkę, która idealnie podkreślała jej zgrabną figurę. Nich to szlag!
-O mój Boże! Jakaś ty piękna!- jęknęła Nadia chwytając moje dłonie i prowadząc mnie do lustra.
Spojrzałam na swoje odbicie z uśmiechem i przejechałam dłonią po białym materiale sukni ślubnej. Była ona długa i swoim krojem przypominała trochę suknie, które nosiły księżniczki w bajkach dla dzieci. Czerwone włosy miałam spięte w kok i przykryte długim, białym welonem. Naprawdę wyglądałam pięknie...
-No, ale czemu muszę nosić coś, co tak bardzo rzuca się w oczy?!- burknęłam.
-Bo to dzień twojego ślubu!- zaśmiała się blondynka i wyprowadziła mnie z pokoju. Szłyśmy korytarzem mijając wiele wystrojonych istot paranormalnych, które także zbierały się do wyjścia. Gdy mnie widzieli uchylali lekko głowy i uśmiechali się miło. To zaczynało robić się dziwne.
-Czemu ten debil musiał mi się oświadczyć?! Czemu byłam na tyle głupia, żeby się zgodzić?!- warknęłam sama do siebie. Gdybym wtedy odmówiła to może bym tego uniknęła, ale prawda była taka, że sama chciałam tego cholernego ślubu!
-Przesadzasz!- zachichotała Nadia otwierając przede mną drzwi do czarnej limuzyny Rona, który rok temu okazał się Bratnią Duszą blondynki.- Wskakuj do środka!
Posłusznie usiadłam w środku delikatnie poprawiając moją suknię. To dziwne, ale chciałam już zobaczyć Jamesa. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak będzie wyglądał w dzień taki jak ten, ale jedno wiedziałam na pewno... Będziemy żyć długo i szczęśliwie...
~10 lat później~
-Mamo, mamo!- krzyczało małe, uśmiechnięte stworzenie o czerwonych oczach i czarnych włosach, które biegło właśnie w moją stronę.
-Słucham cię, Nika.- powiedziałam z uśmiechem nadal nie puszczając dłoni Jamesa.
-David znowu zmienił się w demona!- pisnęła dziewczynka ciągnąc mnie za drugą rękę. Zaśmiałam się cicho i razem z Jamesem ruszyliśmy za zdenerwowanym dzieckiem.
Nadałam moim dzieciom imiona moich rodziców, bo chciałam, żeby i one zawsze pamiętały o swoich dziadkach. Zza krzaków wyłonił się szczupły, czerwono-włosy chłopiec o czarnych oczach z długim ogonem. Bliźniaki miały dopiero po dziewięć lat, ale kilka razy doprowadziły mnie do niekontrolowanej zmiany w demona. Mimo tego one i James były dla mnie całym moim światem i całym moim życiem.
-Mamo... O czym tak myślisz?- zapytała Nika wyrywając mnie z zamyślenia.
-O niczym, skarbie. O niczym...- zaśmiałam się patrząc na uśmiechniętą twarz Jamesa. Tak... Oni byli całym moim światem...
~Koniec~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz