wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 25- Czy to już koniec?

   Oczy wszystkich skierowane w moim kierunku. W oczach wszystkich widziałem podejrzenia i niepewność. Czyżby mnie oskarżali?! O co tu chodziło?!
   Nika zniknęła, a oni siedzieli tutaj zamiast iść jej na ratunek! Za kogo oni się uważali?! Może i byłem nadpobudliwą maszyną do zabijania, ale oni też mogliby ruszyć te swoje cztery litery!
   Zabijmy ich wszystkich!- kolejny pisk demona. Miałem ochotę go zabić...
 -Nie ma Miry!- usłyszeliśmy krzyk Natalii.
   Podziwiałem ją. Straciła oko i ledwo uszła z życiem, ale nadal była pełna energii. To było niesamowite.
 -Ale jak to nie ma Miry?!- warknęła Lucy wstając.- Przecież...- zaczęła i urwała nagle. Otworzyła szeroko oczy i usta patrząc w pustą przestrzeń.
 -Spokojnie... To tylko wizja.- mruknął Dark.- Pewnie widzi coś na temat Miry.
 -O mój Boże...- mruknęła Lucy otrząsając się.- Mira... to ona nas zdradziła. To ona wpuściła Bliźniaczki do Szklanego Pałacu i to ona powiedziała im który pokój zajmuje Nika. Teraz one... używają najsilniejszych iluzji, aby wmówić dla Niki, że jest tak naprawdę zła.
 -Co?!- warknąłem wściekły wstając z kanapy. Wszyscy zebrani w pokoju spojrzeli na mnie zaskoczeni, a Natalia uśmiechała się dziko.- Idę tam!
 -Nie możesz!- syknął Cole zagradzając mi drogę. Czy ten facet miał nierówno pod sufitem?!
 -Czy już ci na niej nie zależy?! Zapomniałeś co was łączyło?!- krzyknąłem wywołując jego wyrzuty sumienia.- Nie pozwolę im jej nic zrobić!
   Tylko czy mi się uda...? Czy to miało się tak skończyć? Nie zniósł bym tej myśli! Nie zniósł bym myśli o jej stracie!
 -Idę z tobą.- powiedziała z uśmiechem Natalia, a za nią pojawiła się Aqua z podobnym uśmieszkiem.
 -Ja też!- powiedziała zielono-włosa.
 -I my!- zaśmiały się jednocześnie Caroline i Bella.
 -Też chcę pomóc Nice! Jestem jej coś dłużna.- powiedziała Maddie puszczając do mnie perskie oko.
 -Idę z wami.- zaśmiał się White.- Mój brat także.
 -No to my też.- powiedziała z miłym uśmiechem Levy łapiąc Lucy za rękę.
 -Też idę. Muszę nauczyć ją pokory. Ta idiotka nigdy się niczego nie nauczy.- zachichotała złośliwie Leila.
   To było niezwykle. Nika zdążyła zjednać sobie wszystkich w Szklanym Pałacu. Wszyscy stali się jej przyjaciółmi i sprzymierzeńcami. Ja nigdy nie miałem głowy do czegoś takiego. Zawsze byłem wyzywany i wytykany palcami. Nazywali mnie demonem, potworem i zabójcą.
   Uwolnij mnie! Uwolnij Paina! Uwolnij mnie! Pain chce zabijać i niszczyć!
   Och, zamknij się! Mam dość twojego ględzenia! Jeżeli będziesz potrzebny to cię uwolnię, ale przestań piszczeć, bo dostaję bólu głowy!
   Uwolnisz Paina?! Tak się cieszę!
   Niczego nie obiecuję, Pain... Ale jeżeli będę musiał cię uwolnić, żeby pomóc Nice to zrobię to bez chwili wahania. Nawet, gdy będę to musiał przypłacić własnym życiem.

 "Miłość jest jak narkotyk Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny  Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny  a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość."
Paulo Coelho 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

OGŁOSZENIE! (KONKURS)

   Hello, darlings!
   Yay! 500 wyświetleń! xD Cieszę się jak dziecko, ale co mi tam!
   Hm... Mam do was pewną sprawę... Chcecie niewielki konkursik? (Choć i tak pewnie nikt nie zechce wziąć udziału :< )
   No, więc jeśli ktoś jest zainteresowany to niech wyśle mi swoją własną historię na maila (fairytailismylove@gmail.com). Może być powiązana z głównym opowiadaniem lub kompletnie z tym nie związanie (jak moje historie np. o Ianie i Ewelinie ^^).
   Najlepsza historia zostanie umieszczona na moim blogu!!!

   Zasady wysyłania historii:
 -podpisz się imieniem i nazwiskiem (lub pseudonimem)
 -wyślij opowiadanie w załączniku (no chyba każdy to umie xD)
 -to nie może być historia typu +18!!! -.-"
 -musi to być twoja własna historia (chyba że chcesz pisać z przyjaciółką/przyjacielem xDD No ale wtedy podpisz się imieniem twoim i przyjaciółki/przyjaciela)


   No to chyba na tyle! Na historie czekam do 30 maja! :***
(Niech chociaż przyślą ze 2 osoby...)

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 24- Coś, czego nie wolno mi uwalniać

   -Ostatnio miałam dla ciebie tak niewiele czasu... Przepraszam...- mruknęłam wtulając się w Davida.
   Leżeliśmy na moim łóżku w Szklanym Pałacu. Od czasu jego rozprawy w sprawie zdrady czułam się spokojna. Rada uniewinniła go i stwierdziła, że był zmuszany do służenia Nocte. Wszystko się zaczęło układać, ale większość ludzi w Szklanym Pałacu nadal mu nie ufała. Niektórzy twierdzili, że spiskuje z bliźniaczkami.
 -Nic się nie stało. Przecież miałaś pewne powody.- zaśmiał się chłopak i pocałował mnie w czoło.- Najpierw ta wojna z Nocte, później trening z Telum, a na koniec ten cały test. Ciekawi mnie, jak poznałaś, że tamten David był fałszywy.
 -To proste.- zachichotałam i spojrzałam mu w oczy.- Po pierwsze- ty inaczej pachniesz. Po drugie- kolor twoich oczu był sztuczny. A po trzecie- ty byś mnie pocałował po tak długiej rozłące.
 -Masz rację.- zaśmiał się chłopak i mnie pocałował.
   Mimo, że dawno nie mogłam zaznać takiego spokoju, to on był tylko obłudą. Wszystko w swoim czasie i tak miało się posypać. Pewnego dnia bliźniaczki mnie w końcu zaatakują. Wtedy te pocałunki staną się tylko wspomnieniem.

~*~
(Od teraz narratorem będzie David)

   Cholera, zasnąłem. Z resztą, trudno mi się dziwić. Po całym dniu marnowania swojej magii na tę waloną iluzję...
   Przeciągnąłem się na łóżku. Nie było obok mnie Niki. Nie czułem jej zapachu. Czułem jednak czyjś zapach. Był bardzo zbliżony do zapachu...
 -Bliźniaczki?!- warknąłem i wybiegłem z pokoju.
   Na korytarzu leżała nieprzytomna służba i kilka strażniczek. Na schodach stała zdruzgotana Bella. Podbiegłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu.
   Jej twarz była mokra od łez i krwi. Co tu się stało?! Nika zniknęła, a w jej pokoju czuję zapach bliźniaczek.
 -Bella! Co się stało?!- krzyknąłem w jej stronę wywołując ją z zamyślenia. Cała się trzęsła i cały czas płakała.
 -One... przyszły tutaj... zabrały ją... i zabiły... go...- wyjąkała dziewczyna chowając twarz w dłoniach.
 -Co? Kto przyszedł? Kogo zabrał i kogo zabił?!- warknąłem łapiąc się za głowę.- Bella! Uspokój się. Powoli, zacznij od początku.
 -Tene i Flos. Przyszły tutaj i obezwładniły wszystkich. Później poszły po Nikę i uśpiły ciebie. Luke próbował je powstrzymać, ale go zabiły i później Leo... On też próbował je powstrzymać, ale mu się nie udało...- wyszeptała dziewczyna zalewając się łzami. Objąłem ją ze współczuciem.
 -Odejdź od mojej dziewczyny!- usłyszałem za sobą słaby krzyk przepełniony bólem.
   Bella oderwała się ode mnie i spojrzała ponad moim ramieniem. Na jej twarzy pojawiła się ulga i szczęście. Puściła się pędem w stronę poranionego Leo.
 -Nie rób tego więcej! Nigdy mnie tak nie strasz!- syknęła blondynka nie zważając na jęki bólu ukochanego.
   Zazdrościłem mu. Leo mógł spokojnie objąć kogoś, kogo kocha. Mógł ją bez obawy pocałować. A ja? Mi ten przywilej został odebrany i to już nie pierwszy raz.
   Och, przestań! Kim ona niby dla ciebie jest, co?- usłyszałem piskliwy głosik w moim wnętrzu. Głos demona, którego nosiłem w sobie i którego mocy nie wolno mi było uwalniać.
   Ona... Ona jest dla mnie całym życiem i całym światem. Jeśli bym ją stracił to byłbym martwy.


"Żeby widzieć naprawdę zamykają oczy, 
chociaż większym ryzykiem jest rodzić się niż umrzeć, 
kochamy wciąż za mało i stale za późno"
(ks. Jan Twardowski

wtorek, 23 kwietnia 2013

Historia 4- Ewelina i Ian

   Piękna, wysoka blondynka o zielonych oczach stała na środku pola pełnego kwiatów. Miała na sobie piękną, zwiewną, białą sukienkę z odsłoniętymi plecami. Na jej łopatkach widniały wytatuowane skrzydła anioła. W ręku trzymała przezroczysty parasol, o który nieustannie bębniły krople deszczu.
 -Panienko Ewelino! Proszę szybko wejść do środka! Może się pani przeziębić!- usłyszała za sobą głos jednego ze sług. Nienawidziła swojego życia.
   Należała do jednego z dwóch najsilniejszych elfich rodów. Jej ród toczył ciągłe walki z drugim najsilniejszym rodem na świecie. To było uciążliwe. Nie mogła nigdzie sama wychodzić i niczego nie mogła zrobić bez nadzoru innych.
 -Już idę!- krzyknęła ze sztucznym uśmiechem.
   Wiecznie musiała zachowywać się jak dama. Nienawidziła tego. Kiedyś, gdy chciała pokazać ojcu swoją niezależność poszła do studia tatuażu i poprosiła o wytatuowanie jej skrzydeł. Później poszła do jednego z magów i poprosiła go, aby nałożył na aniele skrzydła zaklęcie, dzięki którym będą odporne na wszelkie magie usuwające.
   Dziewczyna ruszyła powoli w stronę domu. Kochała deszcz, więc chciała jak najdłużej zostać na zewnątrz, co było niestety niemożliwe...
 -Witam, panno Ewelino.- usłyszała męski głos. Obok niej siedział, albo raczej leżał na jednej z ławek, przystojny chłopak o szarych włosach i błękitnych, kocich oczach.
 -Witaj, Ian.- przywitała się miło Ewelina.- Wiesz, że jeśli ktoś cię tu zobaczy to zginiesz lub zostaniesz wzięty za zakładnika.
 -Wiem.- zaśmiał się chłopak i spojrzał na nią z pożądaniem.- Ale chęć oglądania ciebie jest silniejsza niż mój strach przed śmiercią. Poza tym, nie mieszam się w wojny między naszymi rodami.
 -To, że jesteś moją Bratnią Duszą nie znaczy, że możesz ot tak sobie tutaj przychodzić.- zaśmiała się dziewczyna, a w jej oczach pojawiły się łzy.- Proszę cię... Nie chcę żeby coś ci się stało.
 -Więc jednak ci na mnie zależy.- zaśmiał się chłopak i zeskoczył z ławki. Podszedł do niej i odgarnął zagubiony kosmyk z jej czoła.- Nie masz się o co martwić.- mruknął i pocałował ją w czoło.
 -Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy to mnie stąd zabierzesz.- wyszeptała dziewczyna płacząc.
 -To nigdy się nie skończy, więc mogę cię zabrać nawet dzisiaj. Będę na ciebie czekał w ogrodzie, tam gdzie się poznaliśmy, o północy.- mruknął chłopak i uciekł, gdy rozległ się dźwięk otwieranych drzwi.
 -Panienko Ewelino! Proszę wejść do środka!
 -Już idę!

    Spóźniał się. To do niego nie podobne. Nigdy nie spóźnił się choćby o minutę, a ona czekała już na niego pół godziny. Coś się musiało stać.
    Po jej lewej rozległy się głosy, więc blond-włosa dziewczyna schowała się za drzewo. Dwójka sług prowadziła rozmowę na temat pojmanego jeńca.
 -Biedak. Pewnie już umiera. To było głupie z jego strony. Chować się w ogrodzie wroga.
 -Rzeczywiście. A widziałeś te jego kocie oczy? Żadnego w nich strachu! Jakby był na wakacjach! Czy on nie ceni własnego życia? A przy torturach nie wydał choćby najcichszego jęku!
   Ian! Ewelina wybiegła zza drzewa i nie zważając na głosy strażników tuż za nią pobiegła jak najszybciej w stronę sali tortur.
   Była wściekła, zrozpaczona i załamana. Na zewnątrz rozpętała się burza i wraz z pierwszym piorunem dziewczyna wpadła do pokoju.
   Na ziemi leżał Ian. Był cały we krwi. Gdy wbiegła uniósł głowę i poruszył ustami jakby chciał wymówić jej imię. Nad nim stał jej ojciec z zakrwawionymi narzędziami w ręce.
    Ból rozerwał jej serce. To niemożliwe. Blondynka uklękła obok chłopaka i lekko uniosła jego głowę. Łzy spływały jej ciurkiem po policzkach i kapały na jego rozdarte i zakrwawione ubrania. Chłopak uniósł dłoń i przyłożył ją do jej policzka.
 -Nie płacz.- wyszeptał chłopak.- Twój ojciec na ciebie patrzy...
 -Nie obchodzi mnie to!- jęknęła dziewczyna i uniosła głowę patrząc na wysokiego, szczupłego mężczyznę o długich blond włosach.- Nienawidzę cię!- warknęła w jego stronę i rozglądnęła się po pokoju.
   Ian umierał, a ona nie mogła nic zrobić. Rany w jego ciele były zbyt poważne, a ona nie zamierzała żyć bez niego.
   Niewiele myśląc chwyciła jeden ze sztyletów, które leżały na ziemi i wbiła go sobie w serce. Na twarzy jej ojca i Iana pojawiło się zaskoczenie. Mężczyzna ruszył w jej stronę, aby jej pomóc, ale drogę zagrodziła mu wodna ściana.
 -Skoro nie dane nam było być razem za życia.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna ostatkiem sił patrząc na umierającego ukochanego.- To może będzie nam dane być razem po śmierci.
 -Dlaczego to zrobiłaś?- jęknął Ian ze łzami w oczach.- Dlaczego nie chcesz dalej żyć?!
 -Ponieważ moje życie...- wyszeptała dziewczyna i opadła na ciało chłopaka.-... to ty.

   Po ich śmierci oba rody przestały ze sobą walczyć. Nie mogli znieść ich utraty, więc zawarli pokój. Ciała pary zostały pochowane w ogrodzie, w którym młodzi poznali się po raz pierwszy.
   Podobno do teraz można tam zobaczyć ich dusze, które siedzą roześmiane na płaczącej wierzbie oraz usłyszeć piękny śpiew Eweliny, a co roku, w dzień ich śmierci rozpętuje się tam okropna burza, po której zawsze na niebie pojawia się tęcza...

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 22- Powrót Telum

   -Jaja sobie ze mnie robisz?!- ryknęłam wściekła w stronę Katherine i chwyciłam ją za gardło. Bransolety na moim nadgarstku zabrzęczały w złowieszczy sposób.- Zaraz ci zetrę ten głupawy uśmieszek z twojej wkurzającej gęby, Katherine!
 -Oj, wyluzuj.- zaśmiała się brązowo-włosa.
 -Znowu się nachlałaś, czy jak?! Do końca cię pochrzaniło?! Może jeszcze wręczycie mi jakiś dyplom i medal?! Wtedy na pewno będę niezmiernie szczęśliwa!
 -Nie denerwuj się tak, młoda.- zaśmiała się wampirzyca. Wyraźnie było czuć od niej alkohol. Wiedziałam! Ta głupia alkoholiczka...!
 -Jak mam się nie denerwować?! Dobrze wiesz, jak na mnie działa ta scena z mojej przeszłości! Czy choć trochę cenisz sobie własne życie?!- warknęłam na nią, a ona znowu zareagowała śmiechem. Nie wytrzymałam i rzuciłam nią o ścianę.- Trzymajcie mnie, bo zaraz urwę idiotce łeb!
   Wszyscy w pomieszczeniu patrzyli na mnie zaskoczeni. Patrick nie wiedział co ma robić. Ostatnio widział mnie, jak miałam sześć lat, więc nie dziwię mu się. Zmieniłam się trochę.
 -Jak już mówiłam...- powiedziała ze śmiechem Katherine. Podniosła się chwiejnym krokiem z niewielkiej górki gruzu i spojrzała na mnie.- Musieliśmy sprawdzić, jak poradzisz sobie z iluzją. Nie rzucaj mną o ścianę bez powodu!
 -Bez powodu? Bez powodu?!- wrzasnęłam w jej stronę nabuzowana.- Jak chcesz to zaraz ci powiem jaki mam powód!- krzyknęłam i ruszyłam wściekła w jej stronę, jednak David pojawił się obok mnie i łapiąc mnie w pasie uniósł mnie do góry.- Odstaw mnie! Puszczaj! Nogi jej powyrywam! Tak ją skopię, że do końca życia nie usiądzie! Własny mąż jej nie pozna! Nikt jej nie pozna takie jej manto spuszczę! Postaw mnie na ziemię! Muszę ją uderzyć, bo zaraz wybuchnę!
   David zaśmiał się cicho i postawił mnie przed sobą na ziemi. Uniósł moją twarz do góry i pocałował mnie czule. Ech... On wiedział, jak mnie uspokoić. Tak się cieszyłam, że to ten prawdziwy David.
 -Hej, kochani! A ze mną kto się przywita?!- rozległ się znajomy, kobiecy głos. Chwila... Czy to możliwe?
   Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam piękną, wysoką dziewczynę o krótkich, czarnych włosach z białymi pasemkami i brązowych oczach. Obok niej stał piękny, biały wilk.
 -Telum?!- krzyknęłam zaskoczona, a dziewczyna zaśmiała się.
 -Nie, Święty Mikołaj!- odpowiedziała z sarkazmem. Ze śmiechem podbiegłam do niej.
 -A więc jednak się udało!- powiedziałam szczęśliwa.
 -No mniej więcej...- mruknęła dziewczyna drapiąc się po głowie.- Nie jestem już demonem... Ale to nawet lepiej! Cieszę się, że w końcu jestem od tego wolna!
 -To czym ty teraz jesteś?- zapytał David lekko przekrzywiając głowę.
 -Teraz jestem tym, czym stają się demony po utracie mocy.- zaśmiała się Telum i widząc moją zdezorientowaną twarz westchnęła z rezygnacją.- Stałam się Upadłym. Czyli czymś podobnym do wampira, tylko, że nie muszę pić krwi i byle kołek mnie nie zabije.
 -Hej!- krzyknęła pijana Katherine ze śmiechem. Odwróciłam się w jej stronę wściekła.- Ja z tobą jeszcze nie skończyłam, młoda!
 -Owszem, skończyłaś.- zaśmiał się Patrick i przerzucił sobie Katherine przez ramię.- Przepraszam Nika... Przyprowadzę ją do ciebie jak wytrzeźwieje.
 -Nie śpiesz się.- zaśmiałam się, a mężczyzna odpowiedział uśmiechem.
 -Hm.. To ja może pójdę i poszukam reszty Bestii...- mruknęła Natalia.- Niech to szlag! Wszyscy uciekli, jak rzuciłaś się na Katherine i o mnie zapomnieli. Tylko Leila powiedziała "Pilnuj jej". A co ja?! Pies?! Ja zaraz jej pokażę! Gdzie jest ta czerwono-włosa idiotka?!
 -Powinnaś poszukać w jej pokoju.- zaśmiałam się w jej stronę i puściłam do niej perskie oko.- I możesz ją "pozdrowić" ode mnie.

Historia 3- Noemi i Jason

  -Noemi, proszę umów się ze mną! Od dawna jestem w tobie zakochany!- powiedział cały czerwony chłopak o brązowych włosach. Był naprawdę przystojny, ale nie w jej typie.
 -Przykro mi, ale nie mogę się zgodzić.- powiedziała różowo-włosa dziewczyna i uśmiechnęła się miło.
   Szkolna buntowniczka o niesamowitej urodzie i miłym charakterze. Była mądra, pomocna, miła i zabawna, a na dodatek piękna. Chodzący ideał wśród chłopaków.
   Dziewczyna skrywała jednak pewien sekret, który znały tylko trzy osoby z całej szkoły. Mianowicie była zmiennokształtnym wampirem. Gdyby ktokolwiek ze szkoły się o tym dowiedział to ona i trójka jej przyjaciół musiałaby opuścić szkołę.
 -Noemi! Gdzie idziesz?- zapytały jednocześnie dwie dziewczyny, które nagle pojawiły się obok niej i załamanego chłopaka, który właśnie zaczął uciekać.
   Były to dwie piękne dziewczyny o takich samych twarzach i sylwetkach. Jedna miała czarne włosy i czerwone oczy, a druga zaś miała błękitne oczy i jasne, blond włosy. Obie były nieziemsko piękne i były wilkołakami.
 -Ech... Nie lubię dawać innym kosza.- mruknęła Noemi podchodząc do bliźniaczek.- No, ale muszę to robić. Przecież nie mogę zakochać się w zwykłym człowieku, a poza tym mam już Bratnią Duszę.
 -Hm...- mruknęła blondynka.
 -O co chodzi, Estero?- zapytała zmartwiona czarnowłosa.
 -O nic, Elwiro.- mruknęła zamyślona blondynka.- Wiem! Może przestań udawać, że nie masz chłopaka. Ty i Jason powinniście w końcu pokazać, że jesteście parą!
 -Racja! Przecież on też ma dość rozchwytywania przez dziewczyny!- zaśmiała się Elwira.
 -Hmm... Kogo ja tu widzę...- mruknął białowłosy chłopak o złotych oczach, który nagle pojawił się za Noemi i zaczął dotykać jej piersi.- Musisz się odprężyć, kochanie.

 -Och, masz rację...- mruknęła dziewczyna wzdychając z irytacją. Zamachnęła się i uderzyła chłopaka łokciem w brzuch.- A ty, kochanie, musisz trzymać swoje łapki przy sobie.
 -Tak jest.- mruknął wampir wstając i obejmując Noemi.- Z tego, co słyszałem, to przestajemy udawać, że nie jesteśmy razem.
 -Masz rację.- zaśmiała się Noemi i przyjęła czuły pocałunek od Jasona.- A tak w ogóle to masz całkiem spore grono fanek. Może powinnam je zastraszyć?
 -Lepiej nie. Masz już wystarczająco kłopotów.- zaśmiał się chłopak.- Dzisiaj słyszałem, że podobno jesteś głową jakiegoś gangu.
 -Hm.. Takiej plotki jeszcze nie słyszałyśmy.- zachichotały jednocześnie bliźniaczki.
 -No to ja lecę do domu.- zaśmiała się Noemi wyrywając się z uścisku Jasona.
 -Ale jak to?! Lekcje się jeszcze nie skończyły!- krzyknął za nią chłopak. Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła w jego stronę z uśmiechem.
 -W końcu jestem głową gangu! To, że urwę się z lekcji nikogo nie zdziwi!- zaśmiała się dziewczyna i zniknęła z ich pola widzenia.
   Noemi biegła przed siebie najszybciej jak się tylko dało. Wyczuła kogoś, kogo żadne z jej przyjaciół nie mogło by wyczuć.  Teraz musiała tylko tę osobę odciągnąć jak najdalej od nich.
 -Ode mnie nie uciekniesz!- usłyszała za sobą ostry, kobiecy głos. Odwróciła się gwałtownie i zmieniła się w wielkiego, białego tygrysa.
   Przed nią stała piękna, wysoka kobieta o długich, ciemnoszarych włosach. Lewe oko miała zasłonięte białą przepaską. Była naprawdę piękna.
 -Oj, Noemi... Tak się witasz z matką?- zachichotała kobieta. Biała tygrysica odpowiedziała warknięciem, a jej ciało zaczęło lekko płonąć.
 -Już nie jesteś moją matką! Dla mnie jesteś zwykłym wrogiem!- warknęła tygrysica.- Myślisz, że wybaczę ci po tym, co zrobiłaś dla Jasona, Elwiry i Estery?! Nawet o tym nie myśl!
 -Oj, córeczko.- mruknęła kobieta z dzikim śmiechem.- Wcale nie przyszłam tu po przebaczenie.- powiedziała kobieta i wskazała palcem na białą przepaskę na jej oku.- Przyszłam, żeby się zemścić.

   Noemi powoli otworzyła oczy. Leżała w szpitalu. Ale czemu? Czy to przez jej starcie z matką? Cholerna Dolores...
 -Nareszcie się obudziłaś!- krzyknął uradowany Jason i przytulił obolałą dziewczynę.- Pobiegłem za tobą, bo wyczułem Dolores. Jak dotarłem na miejsce to znalazłem tam Dolores i ciebie. Obie leżałyście na ziemi. Myślałem, że nie żyjecie...
 -To ona też tu jest?!- jęknęła Noemi.
 -Nie...- mruknął Jason i odsunął się od niej lekko.- Dolores nie żyje.
   Noemi zaśmiała się. Nie było jej przykro. Może i była jej matką, ale zamieniła jej życie w piekło. Kiedy była mała to traktowała ją jak służąco. Biła ją i poniżała na oczach innych, a kiedy poznała Jasona to Dolores próbowała go zabić. Później porwała bliźniaczki i torturowała je.
 -No to nareszcie możemy odetchnąć z ulgą.- powiedziała Noemi z miłym uśmiechem.
 -Masz rację...- mruknął chłopak i objął ją.- Od teraz powinniśmy żyć długo i szczęśliwie. Jak w bajkach!

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 21- Iluzja

   Fałszywy David zniknął. Tak samo jak dziwny korytarz i biała sala. Stałam teraz sam na sam ze swoją przeszłością.
   Byłam w pięknej, przytulnej sypialni, która była urządzona w kolorze fioletowym. Była to sypialnia moich rodziców. Wszędzie była krew, a ciała moich rodziców leżały rozszarpane u moich stóp. Padłam na kolana w kałuży krwi mojej matki i czułam niesamowity ból.
   Do oczu napłynęły mi łzy, które zaczęły spływać mi ciurkiem po policzkach i mieszać się z krwią rodziców. Ich ciała były porozrywane na strzępy, a na twarzach mieli nieludzkie uśmiechy. Nie... To nie dzieje się naprawdę...
   Ból w moim sercu coraz bardziej się nasilał. Mój ogon był cały zanurzony we krwi. Uniosłam twarz ku górze i zaczęłam krzyczeć. Wszystko, co znajdowało się wokół mnie zostało zbombardowane moją magią i zamieniło się w szkło, które pękło.
   Byłam zrozpaczona. Widok moich martwych rodziców był nie do zniesienia. Choć wiedziałam, że to tylko iluzja to nie potrafiłam przestać płakać i krzyczeć. Moja magia nie była już przeze mnie kontrolowana.
   Przestałam krzyczeć i opuściłam ręce bezradna. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zebrane wokół mnie Bestie. Na ich czele stali Katherine i jej mąż, Patrick. Był to wysoki mężczyzna o długich, białych włosach i czarnych oczach. Katherine ciężko dyszała. Więc to ona stała za tą iluzją.
 -Czemu to zrobiłaś?!- warknęłam w jej stronę wstając. Łańcuch między moimi kostkami zaczął płonąć błękitnym ogniem. Moje łuski także płonęły. Czułam niewyobrażalną wściekłość.
   Otarłam wilgotne policzki i zastrzygłam kocimi uszami. Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Leili i nie wytrzymałam. Rzuciłam się na tę czerwono-włosą zołzę z zamiarem zdarcia z jej twarzy tego głupiego uśmieszku.
   David chwycił mnie w pasie i odepchnął mnie od niej. Jego lewy bok był cały poparzony przez mój jad. Przerażona podeszłam do niego i przejechałam dłonią po jego poparzeniach, które zaczęły znikać.
 -Nie, Natalia, nie możesz brać w tym udziału w twoim stanie!- usłyszałam głos dochodzący zza ściany pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy.
   Nie było w nim żadnych mebli, ani sprzętów. Zwykły pokój z oknami i drzwiami.
 -W jakim stanie?! To, że straciłam oko nie robi ze mnie kaleki! Wszystkie moje rany się zagoiły i lekarz powiedział, że mogę żyć tak jak kiedyś, więc niech się pani ode mnie łaskawie odczepi!- ryknęła Natalia wbiegając do pokoju i rzucając za siebie kilka przekleństw. Tęcza na jej włosach była jeszcze piękniejsza niż kiedyś. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę. Na jej prawym oku widniała czarna przepaska.- Nika! Dawno się nie widziałyśmy!- krzyknęła dziewczyna z miłym uśmiechem.
   Zaśmiałam się i objęłam ją. Natalia objęła mnie ze śmiechem.
 -Tak, dawno się nie widziałyśmy.- powiedziałam miło odsuwając się od niej. Nawet nie zauważyłam kiedy znowu zmieniłam się w człowieka.
   Odwróciłam się w stronę Katherine, która uśmiechnęła się do mnie z poczuciem winy.
 -Zapytam jeszcze raz.- mruknęłam w jej stronę.- Czemu to zrobiłaś?
 -To miał być trening przygotowujący cię do starcia z Tene i Flos. One też posługują się iluzjami na najwyższym poziomie.- powiedziała Katherine i zaśmiała się.- No i zdałaś!

Historia 2- Zamieć

   Kolejna historia, która została napisana z myślą o mojej przyjaciółce Ewelinie, która jest jedną ze stałych czytelniczek bloga! ^^ 
   Miłego czytania!

~*~

   Skąd się tu wzięła w środku zamieci? Nie wiedział. Jak miała na imię? Nie wiedział. Kim była? Tego też nie wiedział.
   Wiedział tylko, że jest niesamowicie piękna i że jest wampirem (z resztą on też nim był). Dziewczyna leżała na jego łóżku z zamkniętymi oczami. Z każdym jej oddechem coraz intensywniej czuł jej zapach. Był on słodki i orzeźwiający.
   Brązowe loki dziewczyny swoim kolorem przypominały kasztany. Miała piękną, bladą cerę. Choć nie widział jej oczu podejrzewał, że również mają kolor brązowy. Jej drobne ciało wyglądało uroczo w czarnej koszuli i czarnych spodniach, które na sobie miała. Wyglądała bezbronnie przykryta kołdrą i kocem.
   Nagle jej powieki powoli się uniosły. Gdzie ona była? Nie wiedziała. Kim był ten przystojny chłopak o czerwonych włosach i oczach? Tego także nie wiedziała...
 -No nareszcie się obudziłaś!- powiedział z uśmiechem chłopak.- Nazywam się Edwin, a ty?
    Był napra wdę miły. W jego czerwonych oczach widać było niesamowitą czułość i troskliwość. Oczarował ją tym.
   -Mam na imię Nessie... Ale jak ja się tu dostałam? Nic nie pamiętam. Wiem tylko, że byłam na polowaniu i jak z niego wracałam to zaczął padać śnieg. Nie pamiętam niczego za wyjątkiem tego...- mruknęła dziewczyna siadając.
 -Znalazłem cię niedaleko mojego domu podczas zamieci. Byłaś wyczerpana i nieprzytomna. Musisz być bardzo młodym wampirem, skoro nie poradziłaś sobie w takich warunkach. Pewnie w twoich żyłach płynie jeszcze ludzka krew.
 -Hmm...- zamyśliła się Nessie.- Zostałam ugryziona... pół roku temu!
 -A więc jednak coś pamiętasz.- zaśmiał się chłopak i usiadł w dużym, czarnym fotelu naprzeciwko łóżka. Dziewczyna spojrzała na niego lekko przechylając głowę.
   Nessie wstała i bezszelestnie podeszła do Edwina. Chłopak spojrzał na nią i zmarszczył czoło. Widocznie się nad czymś zastanawiał.
   Nagle wyciągnął jedną dłoń i złapał nią nogę Nessie. Przyciągnął jej stopę w swoją stronę i zacisnął dłoń na jej kostce, po czym zapiął na niej srebrną bransoletkę z milionem pięknych zawieszek.
   Zachwycona Nessie poruszyła stopą i bransoletka wydała z siebie piękny, czysty dźwięk. Dziewczyna zaśmiała się i spojrzała na lekko zaczerwienionego chłopaka.
 -To po to, żebym słyszał, kiedy chodzisz.- mruknął chłopak i wziął książkę, którą wcześniej odłożył.
 -Dziękuję.- powiedziała dziewczyna i pocałowała chłopaka w policzek po czym pobiegła rozejrzeć się po domku.
 -Nie mogę się w niej zakochać...- mruknął do siebie Edwin.- Jak zamieć minie to ona odejdzie...
   Minął tydzień od zakończenia zamieci, a Nessie nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać małego domku w górach. Całe dnie spędzała na rozmowach z Edwinem. Często śmiali się i śpiewali. Zostali niesamowitymi przyjaciółmi.
 -Hej, Nessie! Nie zasypiaj na moim ramieniu!- mruknął senny Edwin i zaśmiał się.
   Brązowo-włosa siedziała obok niego z głową na jego ramieniu i najwidoczniej zasnęła. Rozbudziła się lekko i położyła głowę na jego udach zwijając się w kłębek. Chłopak zaśmiał się i przejechał swoją szczupłą dłonią po jej miękkich włosach.
   Jednak się zakochał i nie mógł nic na to poradzić... Zakochał się w tej niepoprawnej optymistce, która wszystkich uważała za swoich przyjaciół. Chciał jej powiedzieć, co czuje, ale bał się. Bał się, że ona nie czuje do niego tego, co on czuje do niej.
   Nagle usłyszał dźwięk jej bransoletki. Nessie przewróciła się na plecy z twarzą zwróconą ku jego twarzy. Nie mógł oprzeć się pokusie. Pochylił się nad nią i pocałował ją czule w usta. Dziewczyna otworzyła nagle oczy zaskoczona.
   Edwin oderwał od niej swoje usta cały czerwony i z poczuciem winy. Zacisnął oczy przygotowując się na jej krzyki lub uderzenie w twarz. Zamiast tego poczuł jej ciepłą dłoń na swoim policzku. Jej usta złączyły się z jego ustami.
   Zaskoczony chłopak odwzajemnił pocałunek. Zawsze dogadywał się z nią bez słów, więc wiedział, co oznacza jej zachowanie. Odsunął swoje usta od jej ciepłych warg i przyłożył dłoń do jej policzka.
 -Ja też cię kocham.- mruknął i znowu ją pocałował

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 20- Nad krawędzią

   Dzień po dniu ta sama bajka. Nieustanne treningi i omdlenia, które doprowadzały mnie do szału. Dusza Telum z dnia na dzień stawała się coraz słabsza, a moje ciało nie znosiło tego za dobrze. Każdy ból, chodźby ten najmniejszy, który odczuwała dusza demona przenosiła się na moje wycieńczone ciało.
 -Nie masz tego dość? Tego ciągłego bólu, który jest spowodowany moją osobą?- w mojej głowie rozbrzmiał słaby głos Telum.
  Jej dusza cały czas stawała się coraz słabsza. Nie mogłam nic na to poradzić. Chociaż cały czas próbowałam się od niej dowiedzieć, co robiła z moim ciałem podczas walki z Nocte, to ona milczała. Nie chciała mi powiedzieć, a z jej umysłu nie mogłam tego wyczytać.
 -Mam dość, ale co ja na to poradzę?- zaśmiałam się ciężko dysząc. Leżałam na środku zniszczonej przeze mnie polany cała zlana potem.- Ten trening jest świetny! Dzięki niemu mam...
   Urwałam w połowie zdania. Niewyobrażalny ból przeszył moje serce. Usłyszałam cichy jęk dochodzący ze znikającej duszy Telum. O co chodzi?! Czy ja też umrę razem z nią...? Myśl o śmierci mnie przerażała. Czułam się, jakbym stała przy krawędzi urwiska i ktoś dotykał moich pleców lekko popychając mnie w stronę bezdennej otchłani. Czy spadnę?
 -Przykro mi, Nika...- mruknęła Telum z bólem w głosie. Nie miałam pojęcia, o czym ona mówi dopóki nie poczułam niemiłosiernego bólu w mojej głowie i klatce piersiowej.
   Czułam, jak coś zostaje ze mnie wyrywane. Nie można tego nazwać cierpieniem, bo byłoby to zbyt łagodne określenie. Czy tak się czuje człowiek, gdy umiera.
   Moje oczy zaszły mgłą i czułam się, jakbym spadała w głąb otchłani. Więc jednak spadłam...

   Za często ostatnio mdlałam. Zdecydowanie za często. Nie wiedziałam jak nad tym zapanować.
   Byłam w swoim ciele? Żyłam, czy czekał mnie teraz Sąd Ostateczny? Ciekawe jak to będzie wyglądać...
   Auć! Hej! skoro umarłam, to nie powinnam czuć bólu! To nie fair! Myślałam, że chociaż po śmierci ludzie zasługują na spokój.
   Uniosłam powoli powieki. Oślepiło mnie jasne, białe światło. Jednak nadal żyję. Spróbowałam unieść głowę, ale nie potrafiłam tego zrobić, bo na moim czole był zaciśnięty jakiś dziwny, gruby, skórzany pas. Taki sam pas miałam zaciśnięty na brzuchu i na nogach. Uniemożliwiały mi one poruszanie się.
 -Może wykorzystam to, czego nauczyła mnie Telum.- zaśmiałam się do siebie cicho i uwolniłam źródło swojej magii.
   Demon!
   Pod swoimi plecami poczułam puszysty ogon. Łuski, który pojawiły się na niektórych partiach mojego ciała sprawiły, że czułam się pewniej, a jad, który je pokrywał wypalił skórzane pasy. Pazurami prawej dłoni rozerwałam ostatni pas i stanęłam niepewnie na swoich nogach.
   Gdzie ja byłam? Nastawiłam swoje kocie, błękitne uszy i ruszyłam niepewnie do załamania w ścianie. Każdemu mojemu ruchowi towarzyszył dźwięk łańcucha. Czemu mnie związali? Czemu byłam tutaj zamknięta?
   Z milionem pytań w głowie uderzyłam z całą moją siłą w ścianę, która pękła ukazując długi korytarz. W tej samej chwili rozległ się donośny alarm i na korytarzu rozbłysły czerwone światła. Dziwnie się czułam nie słysząc w swojej głowie głosu Telum, ale teraz chciałam tylko odnaleźć Davida.
   Nagle podbiegł do mnie wysoki, szczupły chłopak o czarnych włosach i oczach. Uśmiechnął się czarująco i przytulił mnie. David...
 -Witaj z powrotem.- mruknął chłopak odsuwając się ode mnie.
   Ze sztucznym uśmiechem spojrzałam na jego ciało. Na jego skórze i ubraniach nie było śladów po moim jadzie i jego zapach był dziwny.
 -Też się cieszę.- mruknęłam i błyskawicznie stanęłam na rękach.
   Oplotłam łańcuch wokół szyi chłopaka i pociągnęłam go w dół stając na nogach. Chłopak uderzył z impetem w podłogę. Wysunęłam swoje pazury i przyłożyłam je do jego szyi.
 -Kim jesteś?!

czwartek, 18 kwietnia 2013

Historia 1- Rosalie i Nick

   Postanowiłam, że będę pisać krótkie historie (które nie są związane z głównym opowiadaniem), które będą opowiadać o przygodach istot nadprzyrodzonych i ludzi.
   Życzę miłego czytania ^^
~*~

   Wiecznie oziębła i ponura dziewczyna o pięknych blond włosach, które były tak jasne, że można je było nazwać białymi, a oczy swym kolorem przypominały morze. Zobaczyć jej uśmiech było cudem, a ten, kto go zobaczył był uważany za bóstwo. Nazywana była w szkole "Chłodną Królową".
   Mimo jej chłodnego charakteru każdy musiał przyznać, że jest niesamowicie piękna i miała niesamowity talent do śpiewania. Jej głos był piękny i delikatny choć czasem potrafiła wydobyć z siebie mocne i ostre brzmienia. Jej imię brzmi Rosalie Emmet.
   Nigdy nie miała chłopaka, więc stała się obiektem wielu męskich zakładów i kłótni. Każdy facet, który próbował ją podrywać kończył jednak ze śliwą pod okiem lub gorzej. Nienawidziła mężczyzn i ich towarzystwa, a z dziewczynami także nie układało jej się najlepiej.
   Kiedy była jeszcze młoda wdała się w kłótnie z grupką dziewczyn ze swojej szkoły i wylądowała przez to w szpitalu, więc nie ma się jej co dziwić. Jednak nikt tak naprawdę nie wiedział co dzieje się w jej głowie i sercu...

   -Hej, słyszałam, że Chłodna Królowa znowu pobiła kolejnego chłopaka.
 -Ale temu się akurat należało! Dobierał się do każdej z dziewczyn i myślał, że wszystko mu wolno! Był zwykłym chamem!
 -Przepraszam...- mruknęła wściekle białowłosa pojawiając się obok dwóch przyjaciółek, które plotkowały na środku korytarza.- Chcę przejść.
   Na twarzach dziewczyn pojawiło się przerażenie. Szybko rozsunęły się robiąc miejsce dla pięknej dziewczyny. Niska, błękitnooka dziewczyna przeszła do swojej szafki i ją otworzyła wyciągając z niej kilka książek.
 -Myślisz, że to wszystko słyszała?
 -Tak... I najwyraźniej ma dzisiaj zły humor, więc nam też może się dzisiaj...
 -Zamkniecie się w końcu?!- ryknęła Rosalie potwornie i zatrzasnęła szafkę z impetem. Cały korytarz jakby zamilkł skupiając się na dwóch przerażonych dziewczynach i niskiej Chłodnej Królowej.- Nienawidzę, gdy się o mnie plotkuje i to jeszcze wtedy, gdy to słyszę, więc radzę wam trzymać język za zębami!
   Po tych słowach dziewczyna ruszyła przez korytarz kierując się w stronę sali biologicznej. Było to jedyne miejsce, w którym mogła być sama. Dyrekcja dała jej klucz od tej sali i pozwoliła z niej korzystać poza lekcjami w ramach wynagrodzenia jej niesamowitych stopni.
   Rose stanęła przy oknie z ciężkim westchnieniem. Czemu to zawsze ona jest obiektem plotek i głupich zakładów?! Gdyby tamten chłopak nie próbował jej pocałować to nic by mu nie zrobiła!
   Nagle do sali wszedł nauczyciel, a za nim reszta klasy, więc Rose zajęła swoje miejsce- w ostatniej ławce w rzędzie od okna. Siedziała sama. Rozpakowała się i usiadła w ławce wyglądając za okno. Zaciekawiło ją jednak zamieszanie w klasie.
   Przy tablicy stał nowy uczeń- wysoki, przystojny chłopak o kasztanowych oczach i ciemnych, hipnotycznych oczach. Uśmiechał się miło do całej klasy i słuchał uważnie tego, co mówi do niego nauczyciel. Wszystkie dziewczyny z klasy wzdychały na jego widok. Chłopak miał mnóstwo kolczyków w uszach, ale to poprawiało tylko jego wygląd.
   Chłopak miał na sobie czarną koszulę i ciemne spodnie. Na jego klatce piersiowej widniał srebrny anioł, który wisiał na ślicznym łańcuszku.
 -No to przedstaw się klasie.- powiedział stary profesor o siwych włosach. Chłopak zaśmiał się i ukłonił się całej klasie.
 -Nazywam się Nick Raven i pochodzę z Londynu. Kocham grę na gitarze i wszelkiego rodzaju słodkości.- powiedział chłopak miłym głosem. Był naprawdę uroczy. Cała klasa zaśmiała się razem z nim.
 -No więc usiądź z Rosalie.- powiedział profesor wskazując wolne miejsce obok białowłosej dziewczyny. Cała klasa milczała, a chłopak kierował się w stronę wskazanego miejsca z uśmiechem.
   Po klasie przeszedł szmer i słychać było różne niemiłe komentarze. Chłopak usiadł obok Rose z miłym uśmiechem i wyciągnął w jej stronę dłoń. Dziewczyna zmierzyła jego dłoń z chłodnym wyrazem twarzy.
 -Jestem Nick, a ty?- zapytał z lekko słyszalną niecierpliwością. Dziewczyna uśmiechnęła się sarkastycznie i otworzyła zeszyt zapisując temat, który podyktował właśnie nauczyciel.
 -Rosalie Emmet.- powiedziała dziewczyna bez emocji.- Więcej dowiesz się o mnie z plotek, więc nie musisz ze mną rozmawiać. Jak chcesz się czegoś o mnie dowiedzieć to pytaj o Chłodną Królową.
 -A może ja chciałbym z tobą porozmawiać?- powiedział chłopak z uśmiechem.
   Dziewczyna zachowała kamienny wyraz twarzy. Chyba już zdążył się założyć z jakimś chłopakiem ze szkoły. Ona już da mu nauczkę!
 -To zostań na przerwie w tej sali.- mruknęła dziewczyna i resztę lekcji przesiedzieli w milczeniu.
   Błękitnooka w milczeniu skrobała długopisem w zeszycie, a Nick cały czas uważnie jej się przyglądał. W końcu zadzwonił dzwonek i cała klasa łącznie z nauczycielem wyszła z sali zostawiając tę dwójkę samą.
 -Nie odzywaj się do mnie w szkole! Nie podchodź do mnie, nie dotykaj mnie, a nawet nie oddychaj tym samym powietrzem co ja!- warknęła Rose wkładając ostatnią książkę do torby. Chłopak był wyraźnie zszokowany tonem jej głosu.- Jak już mówiłam możesz dowiedzieć się o mnie z plotek, więc rozsądnie by było z twojej strony się do mnie nie odzywać!
   Po tych słowach dziewczyna wybiegła z klasy. Na innych lekcjach Nick się nie pojawił. Może poszedł do domu, albo rozmawiał z kimś na jej temat. Istniała też możliwość, że poprosił dyrektora o przeniesienia go do innej klasy.
   Nie obchodziło jej to. Ten chłopak przypominał jej psa! Cieszył się na widok ludzi, każda pochwała rozbawiała go jeszcze bardziej, a jeśli się na niego nakrzyczy to ucieka! Denerwujący chłopak.
   Rose wracała właśnie do domu. Było już ciemno, więc weszła w jedną z uliczek, chcąc jak najszybciej dojść do domu. Niebezpieczne było chodzenie po ciemku po ulicach, zwłaszcza, gdy miało się szesnaście lat.
   Nagle zza zakrętu wyskoczył jakiś mężczyzna w kapturze i złapał ją za lewy nadgarstek. Dziewczyna odruchowo uderzyła ją prawą pięścią w twarz, ale jego głowa ani drgnęła, za to jej ręka bolała niemiłosiernie! O co tu chodzi.
 -Dzisiaj zostaniesz moim posiłkiem.- warknął mężczyzna wywołując jej przerażenie. Uśmiechnął się nieludzko ukazując długie, ostre kły.
 -Zostaw mnie!- jęknęła Rose próbując się wyrwać.
 -Nie mogę... Krew demonów jest taka kusząca...
 - O czym ty...
   Nagle zza jej pleców wyskoczył Nick. Rzucił się na mężczyznę i odepchnął go od Rose osłaniając ją własnym ciałem. Chłopak zaśmiał się i przysunął się bliżej przerażonej dziewczyny.
 -Tropiłem cię dzisiaj cały dzień i gdy jestem naprawdę zły to ty napadasz moją Bratnią Duszę?! Czy ty naprawdę nie cenisz własnego życia?!-warknął Nick ze śmiechem.
 -Bratnią... Duszę...?- wyjąkała zdezorientowana Rose z przerażeniem.
 -Tak, jesteś moją Bratnią Duszą... Zaraz ci to wszystko wyjaśnię, ale pozwól mi zabić tego krwiopijce.- mruknął czule chłopak.
 -Myślisz, że tak łatwo mnie zabić?- zapytał mężczyzna, który właśnie podniósł się z ziemi.
   Nick zaśmiał się nieludzko i zmienił się w wielkiego, czarnego wilka. Zawył dziko i rzucił się na wściekłego i przerażonego mężczyznę.
  Rose kiedyś słyszała od swojej babci historie na temat istot paranormalnych, które wyglądają na ludzi, ale nimi nie są. Babcia jej kiedyś mówiła, że Rose jest wspaniałym i ślicznym pół-demonem o niesamowitej mocy i zdolnościach, więc powinna się uczyć z nich korzystać, ale dziewczyna z czasem uznała to za żart i o tym zapomniała.
   Teraz, gdy na jej oczach wilkołak zabił wampira, uwierzyła we wszystko, co mówiła jej babcia. W jej żyłach płynęła krew demonów, ale ona nie umiała z niej korzystać. 
   Nick zmienił się z powrotem w człowieka. Nie wyglądał jakby właśnie stoczył walkę. Na jego ciele nie było żadnych zadrapań, ani śladów walki. Chłopak uśmiechnął się i spojrzał na lodowatą twarz Rose.
 -Słyszałam od babci o Bratnich Duszach, ale nigdy w to nie wierzyłam.- powiedziała dziewczyna podchodząc do Nicka i kładąc swoją szczupłą dłoń na jego klatce piersiowej, które znajdowała się na poziomie jej twarzy.- Gdybym tylko była w stanie zobaczyć tę linię łączącą nasze serca...- urwała i przyłożyła drugą dłoń do swojej klatki piersiowej.
    Nick zaśmiał się i ujął jej twarz w dłonie. Uniósł ją lekko i pocałował jej czułe usta. Dziewczyna nie opierała się.
 -Skoro moim talentem jest granie na gitarze, a twoim jest śpiew to od dzisiaj grajmy razem.- zaśmiał się chłopak.- Do końca świata grajmy razem.
   Rose zaśmiała się. Jej szczery śmiech był niesamowity i magiczny na swój sposób. Oczarowała nim Nicka, który patrzył na nią jakby była jakimś skarbem.
 -Do końca świata i jeden dzień dłużej.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 19- Dwie twarze

   -Ale skąd to wiesz, Nika?- zapytała zaskoczona fioletowo-włosa. Patrzyła na moją dziką twarz z przerażeniem. Zabawni są ci ludzie...
 -Po pierwsze- poznałabym zapach swojego jadu na kilometr. Po drugie- ten jad cuchnie złem. Po trzecie- nie nazywam się Nika. Nazywam się Telum, a ta dziewczyna po prostu uzyskała możliwość korzystania z mojej mocy. Wiedziała na co się posuwa, więc nie macie powodów, żeby się denerwować. Z czasem moja dusza zniknie z jej ciała. Z resztą chciałabym, żeby to nastało jak najszybciej. Jestem już zmęczona życiem i mam ochotę w końcu umrzeć raz na zawsze.- zaśmiałam się dziko. Wiedziałam o nim tyle, ile wiedziała o nim Nika. To było całkiem zabawne.
   Razem z Niką mogłyśmy się komunikować, gdy ona spała, albo skupiała swoją magię na komunikacji ze mną. Była naprawdę miłą dziewczyną z niesamowitą mocą i odwagą. Jednak z powodu tego, co jej ciało przeszło poprosiła mnie o to, żebym pomogła jej je odnowić ze swoją mocą demona.
 -Czyli, że jeżeli ty... "zginiesz" to ona nie będzie miała mocy demona, tak?- zapytał mnie wysoki, czarno-włosy chłopak o błękitnych oczach. Rozbawiło mnie jego pytanie.
 -Nie. Ona nadal będzie miała moc demona, ale mnie nie będzie już z nią. Ja jestem tu tylko po to, żeby nauczyć ją jak z tego korzystać i żeby przystosować do tego jej ciało. Za jakiś tydzień, góra dwa, moja dusza poleci do nieba, albo do piekła, i będę sobie hasała na łąkach w zaświatach, a ona zabije Tene i Flos. Te dwie mnie strasznie zdenerwowały. Są tylko pół-demonami, a panoszą się jakby należały do mojej świętej pamięci rasy!- warknęłam wściekle.  Spojrzałam na zaskoczone twarze Cole'a i Maddie.- A tobie, Cole, mówiłam, że wielu rzeczy o mnie nie wiesz, więc nie rób takiej miny! No i Maddie, przepraszam, że udawałam Nikę, ale to był wtedy jedyny sposób, żeby się stamtąd wydostać i ratować te czarno-oką ciotę i tamtą blondi.
 -Ej!- jęknął David ze śmiechem.- Telum, nie widzieliśmy się kilka lat, ale to nie znaczy, że możesz sobie ze mnie żartować!
   Tak, to była prawda. Byłam ostatnim demonem, który przeżył Wojnę Światła. Kiedy David był młodszy to się z nim przyjaźniłam. Byłam wtedy po stronie Nocte, co okazało się jednym z największych błędów mojego życia. Gdy dowiedziałam się o jej planach uciekłam do Labiryntu Śmierci. Po kilku dniach tam też zginęłam, ale moja dusza zamiast powędrować do zaświatów, powędrowała do Diem. Wtedy Pradawna poleciła mi użyczyć swojej mocy Wybrance, więc zgodziłam się z zamiarem odkupienia swoich grzechów.
 -Teraz chyba jestem bardziej atrakcyjna.- zaśmiałam się patrząc na ciało Niki. Musiałam przyznać, że dziewczyna była śliczna i miała całkiem niezłą figurę. David zaśmiał się i nagle usłyszałam bolesny głos Niki w swoim środku.
 -Nika, co się stało?!- warknęłam łapiąc się za głowę i skupiając się na kontakcie z nią.
   Nie wiem... Coś mnie... boli. Czuję się jakby ktoś próbował mnie wyciągnąć na zewnątrz.
 -Jasna cholera! To Tene i Flos! Chcą zabrać twoją duszę! Poczekaj podmienimy...
   Nie! To nie one... Ta magia jest... ciepła i przyjemna. To nie są one. Nie czuję tutaj ich energii.
 -Jesteś pewna?- mruknęłam patrząc na osłupiałe twarze zebranych wokół ludzi.
   To Diem! Jest tutaj!
   Witaj Telum.- usłyszałam głos Pradawnej w swoim umyśle.
 -Diem?! O co tu chodzi i co robisz w mojej głowie obok Niki? Ech! Głowa mnie boli...- jęknęłam. Zebrani zaczęli szeptać między sobą, a ja położyłam się z powrotem na łóżko. Od razu lepiej.
   Zapewne wiesz już o Tene i Flos.
   Tak, matko! Obie już o tym wiemy. Niestety niedługo dusza Telum zniknie i nie będę już miała jej pomocy, ale chyba sobie poradzę.
   Tak naprawdę to będziesz miała pomoc Telum. Razem z Aliudem przygotowaliśmy jej ciało do przyjęcia jej duszy, więc jeśli jej dusza cię opuści to postaramy się ją skierować to jej prawdziwego ciała. Nie musicie się o nic martwić. To powinno się udać.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 18- Kuzyn

   Przystojny mężczyzna o czarnych włosach i oczach tak bardzo podobnych do moich. Stał teraz przede mną z dłońmi założonymi na piersi i z wyrzutem na twarzy.
 -Kim jesteś?- zapytałam zdezorientowana. Na twarzy chłopaka pojawiło się zirytowanie. Usłyszałam obok siebie śmiech Davida.
 -To ja, Luke.- wymamrotał czarno-włosy z irytacją. Rozbawiło mnie to. Nie wiedziałam, że mój kuzyn tak się zmienił.
   Wybuchnęłam śmiechem i padłam na łóżko. Chłopak coraz bardziej się denerwował, a Davida coraz bardziej to wszystko bawiło.
 -Zaraz cię zabiję.- warknął Luke i westchnął. Przestałam się śmiać i spojrzałam na jego poważną twarz.
 -Coś się stało?
 -Tak.- mruknął chłopak i usiadł na jednym z krzeseł, które stało obok mojego łóżka.- Może i pokonałaś Nocte, ale pozostał jeszcze jeden problem, a w zasadzie dwa. Nocte ma dwie córki. Nie wiemy jeszcze jakie posiadają postaci, ale mają moc zbliżoną do mocy demonów. Nigdy nie widzieliśmy takich istot. Gdy byłaś w śpiączce zdołały zniszczyć jedno z ważnych magicznych miast. Rada obawia się, że na tym nie poprzestaną. Doszły nas też słuchy, że chcą dokończyć to, co zaczęła ich matka, a są od niej o wiele potężniejsze.- kuzyn przerwał na chwilę i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.- Nie wydajesz się tym zaskoczona...
 -Bo Nocte mi o tym powiedziała w chwili wybuchu.- powiedziałam z uśmiechem.
 -Powiedziałaś, że nie pamiętasz niczego od czasu przemienienia się w demona!- jęknął David.
 -Tak, to prawda. Jednak w czasie wybuchu byłam człowiekiem. Wtedy Nocte powiedziała, że jej córki dokończą to, co ona zaczęła. Ciekawe, czemu przypomniało mi się to dopiero teraz.- mruknąwszy coś do siebie wstałam chwiejnym krokiem ze szpitalnego łóżka.
 -Siadaj! Nie możesz jeszcze wstawać!- krzyknął David kładąc dłonie na moich biodrach. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Chłopak westchnął i przytulił mnie.
   Pospiesznie odłączyłam kroplówkę i wyjęłam igłę z mojej dłoni. Ranka od razu się zagoiła. David skarcił mnie i pozwolił mi się ubrać w moje codzienne ubrania.
 -Więc co Rada zamierza zrobić...
 -Nika! Słyszałem, że się obudziłaś!- krzyknął Cole, który wbiegł właśnie do pokoju. Objęłam Davida kryjąc twarz w jego obojczyku.
 -Czego się drzesz?!- warknęłam do Cole'a.
 -Jak tak mogłaś potraktować Maddie?! Zarzucić jej łańcuch na gardło i ciągać ją po ziemi! Myślisz, że to zabawne?!- krzyczał zdenerwowany chłopak. O czym on mówił?!
 -Co?!- warknęłam patrząc na jego wściekłą twarz.- Nigdy bym nie zrobiła czegoś takiego swojej przyjaciółce! Chyba ci się coś przyśniło!
 -Przyjęłaś postać demona i rzuciłaś się na nią! Maddie do teraz ma ślady po twoim jadzie!- wrzeszczał zbulwersowany Cole. W jego zielonych oczach widziałam złość.
 -Ja... nic z tego nie pamiętam...- mruknęłam łapiąc się za głowę i siadając na łóżku.- Ja... nie mogłabym tego zrobić...
 -Ale zrobiłaś to.- powiedziała fioletowo-włosa, która nagle weszła do pokoju.- Jednak tylko i wyłącznie za moją zgodą. Cole, ja się na to zgodziłam, żeby ratować Bellę. Wybacz, że ci nie powiedziałam.
 -Maddie... Ale...- wyjąkałam zdezorientowana.- To niemożliwe. Ja... nie potrafiłabym...
 -Nie martw się o te ślady po jadzie. Powinnaś się martwić o Aquę i Natalię.- mruknęła Maddie. Zauważyłam rany na jej ciele, które przypominały mi o stoczonej walce.- Natalia straciła oko, a Aqua ledwo uszła z życiem. Nic jej teraz nie jest, ale Natalia nie może nawet mieć sztucznego oka ze względu na dostanie się tam jadu demona. Jednak to nie był twój jad.
 -Oczywiście, że to nie był mój jad.- zaśmiałam się przybierając nieludzki wyraz twarzy i patrząc na Maddie.- To był jad Tene i Flos.

Rozdział 17- Słyszeć głosy we śnie

 -Myślisz, że się obudzi?
 -Przykro mi, ale chyba zużyła zbyt dużo energii. No i jeszcze znalazła się w środku silnego wybuchu. Możliwe, że będzie w śpiączce przez kilka lat. Ale może nas słyszeć. Nie wiadomo, czy nie straci pamięci.
 -Nika, wstawaj!
 -Hej, kuzynko! Wstawaj! Nie czas teraz, żeby zapadać w śpiączkę!
 -Nika... Kochanie, proszę obudź się.
 -Nika! Wstań ty mała zołzo!
 -Nika, proszę... Nie każ nam się tak o ciebie martwić. Nawet Leila się denerwuje!
 -Proszę cię... Obudź się... Nie mogę żyć ze świadomością, że cię kiedyś stracę!
 -David... Może powinieneś iść do domu. Siedzisz tu już od miesiąca, a ona nawet się nie poruszyła.
 -Nie! Zostanę tu dopóki ona się nie obudzi!
 -Jesteś pewien?
 -Tak! Nie zostawię jej!
 -A co jeśli nie będzie cię pamiętać?
 -To jej o wszystkim przypomnę! I nie mów o tym tutaj, bo ona nas słyszy...

   Uniosłam powoli powieki. Byłam w jakimś dziwnym białym pokoju. Leżałam na strasznie niewygodnym łóżku z szorstką poduszką pod głową. Gdzie ja byłam?
   Powoli usiadłam na łóżku i poczułam czyjąś głowę na swoich udach. Spojrzałam w dół i zauważyłam lśniące, krótkie, czarne włosy. Z uśmiechem zatopiłam w nich palce. Chłopak wzdrygnął się i podniósł się gwałtownie przecierając oczy. Mruknąwszy coś pod nosem spojrzał na mnie z zaskoczeniem. Jego czarne oczy wpatrywały się we mnie z osłupieniem.
 -Strasznie o mnie plotkowaliście, gdy spałam.- zaśmiałam się.
   Chłopak natychmiast mnie objął. W jego oczach widziałam łzy. Jego duże, ciepłe ramiona ściskały moje małe, osłabione ciało.
 -Pamiętasz wszystko?!- zapytał przez łzy.
 -Wszystko do momentu, kiedy wypowiedziałam słowa, które pozwoliły mi przyjąć postać demona. Później jest tylko ciemność i jakiś dziwny ból.- powiedziałam śmiejąc się i obejmując czarno-włosego.- Nie płacz, David. Jesteś w końcu facetem!
 -Jak mam nie płakać?! Straciłem cię na ponad miesiąc! Nie wiedziałem co się z tobą dzieje i czy w ogóle się obudzisz!- wykrzyknąwszy to chłopak pocałował mnie. Cały David.
 -Podobno przyjechał mój kuzyn.- powiedziałam z miłym uśmiechem ocierając jego łzy. Nawet w takiej sytuacji był niezwykle przystojny.
 -Tak. I był na ciebie strasznie wkurzony. Ciągle się darł, że zabiłaś zabójcę jego rodziców.- powiedział David uśmiechając się i znowu mnie całując.
 -Ech... Jak ja go dawno nie widziałam...
 -Ja ciebie też, Nika!- krzyknął wysoki, przystojny, czarno-włosy chłopak o błękitnych oczach, który nagle wbiegł do pokoju z szerokim uśmiechem.- Jak mogłaś go zabić, kuzynko?!

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 16- Wojnę czas zacząć

   Gdzie jest ta wredna jędza?! Czuję jej zapach, ale nie mogę jej znaleźć! Chodzę już po jej kryjówce od jakichś dziesięciu minut i zdążyłam zabić jakieś sto osób!
 -Nocte! Gdzie się chowasz?!- warknęłam wbiegając do wielkiej sali tronowej. Mój wzrok powędrował w stronę wielkiego czerwonego tronu na którym siedziała jakaś postać.
   Była to piękna, białowłosa kobieta o czerwonych oczach. Była podobna do Diem, ale rysy ich twarzy się różniły. Kobieta zaśmiawszy się wstała. Miała na sobie piękną, czarną zbroję. Wyglądała jak prawdziwy wojownik, a ja? Miałam na sobie krótki top o spódniczkę.
 -Gdzie są David i Bella?!- krzyknęłam w jej stronę rozzłoszczona.
 -Ech... Ten idiota jakoś się uwolnił i wykorzystując resztki sił uwolnił tą blondynę. Potem stracił przytomność i wampirzyca gdzieś go zawlekła. Nie powinnaś się tak denerwować. Złość piękności szkodzi.- zachichotała kobieta powoli idąc w moją stronę.
 -No to widać, że całe życie się denerwowałaś.- powiedziałam z dziką satysfakcją. Kobietę zamurowało. Na jej twarzy widziałam rozdrażnienie.
 -Masz jeszcze odwagę mówić do mnie takie rzeczy?- warknęła kobieta.
 -Przepraszam... Wariatów powinno się traktować jakoś specjalnie?- zapytałam przybierając zabawną pozę. Nocte była na skraju wytrzymałości.
 -Roch!- krzyknęła białowłosa najgłośniej jak potrafiła. Zaśmiałam się wywołując jej zdziwienie.- Co cię tak bawi?!
 -Nie ma sensu wołać tego faceta. Spotkałam go po drodze. Od razu wiedziałam, że to on zabił moich rodziców, więc postanowiłam wyrównać z nim rachunki. Chciałam ci przynieść jego głowę na pamiątkę, ale niestety nie miałam czasu.
 -Zabiłaś go?!- krzyknęła wściekła białowłosa i rzuciła się na mnie. 
   Chwyciła mnie za bark i od razu zabrała dłoń. Jad, który pokrywał moje łuski poważnie poparzył jej dłoń. Słyszałam jęki jej bólu. Teraz była moja szansa. Zamachnęłam się szponami i przecięłam jej skórę na szyi. Niestety nie wystarczająco głęboko, żeby ją zabić.
   Nocte warknęła i rzuciła się na mnie zmieniając się w wielkiego lwa. Nie mogłam z nią teraz walczyć. Była wściekła i całkiem silna. Czułam jak rani moje odsłonięte partie ciała, które nie były pokryte łuskami. Bolało. To tak bardzo bolało. Teraz muszę tego użyć!
   -Rozbłyśnij mocy, którą uzyskałam by zniszczyć ciemność! Użycz mi mocy słońca, aby mogło pokonać noc! MAGIA ŚWITU!- po wykrzyczeniu tych słów oślepiło mnie przepiękne światło i nastąpił potężny wybuch.

   Powoli podniosłam się z ziemi. Wszystko wokół mnie było zniszczone i zamieniło się w stertę gruzu. Ja to zrobiłam?
   Spojrzałam na swoje ciało. Podarte ubrania i poraniona skóra. Łuski zniknęły nie pozostawiając po sobie śladu. Ogon też jakby wyparował. Szkoda... Był taki słodki. Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch.
   W moją stronę szła moja "armia", a na ich czele szła poraniona Bella z nieprzytomnym Davidem na plecach. David. Nic mu nie jest! Całe... szczęście...
   Zakręciło mi się w głowie. Czyżbym wykorzystała zbyt dużo mocy? A może to przez ten wybuch? Przed oczami zatańczyły mi czarne plamy i straciłam równowagę. Co teraz ze mną będzie...?

Rozdział 15- Pomoc nadchodzi

   -Mamo, mamo! Znalazłam kotka!

 -Świetnie, Nika. Chcesz go zatrzymać i się nim opiekować?
 -Naprawdę mogę?!

 -Oczywiście, córeczko. Zrobię wszystko, żeby widzieć twój uśmiech.
 -A tatuś się zgodzi?
 -Na pewno! Przecież dla niego liczy się tylko nasze szczęście.

   -Zejdźcie mi z drogi. Jeżeli chcecie nas powstrzymać to jesteście naszymi wrogami.- warknęłam wściekle. Usłyszałam za sobą dźwięk napinanego bata. Czyli Caroline też miała zamiar walczyć. Uśmiechnęłam się nieludzko.- Nawet jeżeli będę musiała was zranić to stąd wyjdę.
   Wysunęłam przed siebie swoją dłoń. Nie było na niej łusek, ale moje paznokcie zmieniły się w długie, czarne szpony pokryte sporą ilością jadu, który skapywał na ziemię wypalając w niej dziury. W oczach Cole'a widziałam przerażenie. Osłonił Maddie swoim ciałem i ściągnął brwi. Nie wiem dlaczego, ale bawiło mnie to.
 -Więc jak będzie? Chcecie się sprzeciwić Wybrance i pozwolić zginąć Belli?- syknęłam z brutalnym uśmiechem. Musiałam wyglądać jak wariatka, ale teraz liczyło się tylko to, aby ich wystraszyć i pomóc Belli i Davidowi.
   Niestety grupa Bestii stała nieruchomo. Spojrzałam w błękitne oczy Maddie. Nie było w nich strachu.
   Pomożesz uratować Bellę? To w końcu nasza przyjaciółka...- wysłałam jej telepatyczną wiadomość. Fioletowo-włosa lekko przytaknęła więc uśmiechnęłam się pod nosem.- Udam, że biorę cię za zakładniczkę. Udawaj przerażenie i krzycz do Cole'a żeby ci pomógł.
   Wiedziałam, że Maddie jest świetną aktorką. W mgnieniu oka pojawiłam się obok niej i stanęłam za jej plecami na rękach. Zarzuciłam łańcuch, który miałam między kostkami na jej szyję i oplotłam nim gardło dziewczyny powalając ją na ziemię. Stanęłam na ziemi z bestialską miną.
 -A teraz pozwolicie mi wyjść?- zapytałam udając, że mocniej zaciskam łańcuch. Maddie wiła się i krzyczała. Wyczułam, że są to fałszywe emocje, ale reszta osób tego nie zauważyła. Tylko Caroline uśmiechała się w moją stronę.
 -Cole! Ja nie chcę teraz umierać!- jęknęła Maddie kaszląc. Po jej policzkach spływały łzy. Blondyn zaklął pod nosem i zacisnął dłonie w pięści.
 -Nika, nie wiedziałem, że potrafisz zachowywać się tak nieludzko.- warknął. Z uśmiechem podeszłam do niego ciągnąć za sobą wijącą się Maddie.
 -Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- mruknęłam mu na ucho.- Nie wychodźcie stąd przez godzinę. Biorę Maddie ze sobą, więc jeżeli was wyczuję to ją zabiję. Caroline, Aqua, Natalia, Leo! Chodźmy!
   Moja grupa wyszła za mną ze Szklanego Pałacu. Ciągnęłam za sobą Maddie po ziemi, która nadal się wiła i krzyczała. Gdy weszliśmy do pobliskiego lasu uwolniłam ją z westchnieniem ulgi. Dziewczyna wytrzepała się z kurzu i uśmiechnęła się.
 -Myślałam, że mnie znienawidzisz za to, że jestem Bratnią Duszą Cole'a.- powiedziała ze śmiechem fioletowo-włosa. Zachichotawszy krótko spojrzałam na nią.
 -Nie mogłabym znienawidzić mojej przyjaciółki. Ruszamy. Musimy dostać się do kryjówki tez zdziry!- krzyknęłam ruszając w głąb lasu.- A po drodze opowiem wam jaki mam plan.
   Nie martw się Bella... Pomoc nadchodzi.

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 14- Porwana

   Stałam przed bramą do Labiryntu Śmierci. Było tak cicho i spokojnie. Zbyt cicho i spokojnie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam zapach krwi. Krwi Davida!
   Rozglądnęłam się spanikowana i dostrzegłam sporą plamę czerwieni na trawie. W powietrzu unosił się jeszcze inny zapach. Przypominał mi on zapach Belli, gdy przyszła do nas do pokoju ostatnim razem. Chwila... Przecież to nie był zapach Belli! To nie mogła być ona! Ale skoro nie ona to kto...?
 -Wojnę czas zacząć.- zaśmiałam się pod nosem.

~*~

   -Nie, Bella zniknęła jakieś trzy tygodnie temu. Do dzisiaj jej z Caroline nie znaleźliśmy. Nawet pomagały nam dwie strażniczki Szklanego Pałacu: Natalia i Aqua, ale nic nie znaleźliśmy.
 -No, więc musimy ją odzyskać z rąk Nocte.- powiedziałam z dzikim uśmiechem.
 -Myślisz, że to Nocte ją porwała?- zapytała piękna dziewczyna o tęczowych włosach i fioletowych oczach. Miała na imię Natalia. Obok niej siedziała piękna, szczupła dziewczyna o zielonych włosach i błękitnych oczach. Wzięła łyk wody i jej włosy przybrały kolor błękitu. Miała na imię Aqua.
 -Tak. Tylko ona potrafiłaby porwać Bellę i za pomocą jej krwi zmienić się w nią.- wymruczałam zamyślona. Siedzieliśmy w jednym z salonów Szklanego Pałacu.
 -Może powinniśmy o tym powiedzieć innym Bestiom?- zapytała przerażona Caroline.
 -Nie. Jedno z nas zostanie i powie im o tym za dwie godziny. Ja muszę dotrzeć na miejsce pierwsza i zabić Nocte. Caroline, zostaniesz?
 -Tak.- mruknęła niebiesko-włosa i pochyliła głowę.
 -Skoro tak to my idziemy z tobą.- powiedział Leo i wstał gwałtownie.- W końcu Bella jest moją Bratnią Duszą!
 -Nigdy nie twierdziłam, że nie pójdziecie ze mną. Potrzebuję kilku zabójców idealnych, ale ty też się nadasz, Leo. Umiecie walczyć, prawda?- zwróciłam się w stronę Aquy i Natalii.
 -Urodziłam się z bronią w ręku, a ta obok potrafi zabić rozszalałego wampira nawet na niego nie patrząc.- zaśmiała się Natalia. Podobało mi się jej nastawienie.
 -No, więc wyruszamy. Nie ma czasu do strace...
 -Nie tak szybko.- usłyszałam za sobą ponury damski głos. Odwróciłam się i zobaczyłam resztę Bestii ze Szklanego Pałacu.
 -Myślisz, że damy ci uciec? Wiemy o tobie i o Davidzie. Nie ufamy ci, Nika.- warknęła Leila.
 -Nie zrozum nas źle, ale nie możemy pozwolić wam iść.- wyszeptał Cole obejmując Maddie. Nie widziałam go od czasu, gdy się rozstaliśmy.
   Teraz, patrząc w jego oczy, zrozumiałam, że moje uczucia do niego wyparowały. Teraz zastąpiła je wściekłość.
 -Bella została porwana, a mojej Bratniej Duszy grozi śmierć! Myślicie, że mnie powstrzymacie?!- krzyknęłam wściekła. Teraz użyję tej mocy, którą otrzymałam od Diem i wykorzystam ją, żeby się stąd wydostać i uratować moich bliskich!- Proszę spłyń na mnie pradawna magio i pozwól mi zabłysnąć jak gwiazda w ciemności. Złącz moją magię w jedno i nie pozwól mi się pogrążyć w nicości.
   Po wyrecytowaniu słów, które kazała mi wypowiedzieć Diem uwolniłam źródło swojej magii i w moim umyśle pojawiło się jedno słowo: Demon.
   Moje ciało zwiększyło ilość swojej magii. To było wspaniałe uczucie. Na moich plecach, rękach, przedniej części ud i tylnej części łydek pojawiły się łuski. Moje stopy i boki także były pokryte łuskami. Czułam jak powoli porasta nimi także moja szyja. Bez łusek pozostawał jeszcze mój brzuch. Czułam jak po pięknych, błękitnych łuskach spływa śmiercionośny jad. Spod mojej krótkiej spódniczki wystawał piękny, błękitny, puszysty lisi ogon. Spojrzałam na przerażone Bestie z dzikim uśmiechem. Poruszyłam lekko stopą i usłyszałam dźwięk grubego i długiego łańcucha, który łączył się z bransoletami na moich kostkach.
 -Nadal myślicie, że mnie powstrzymacie?

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział 13- Początek drogi

   Chwilami było piekielnie gorąco, a chwilami lodowato. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Całe szczęście przybrałam postać wampira, więc żadne wahania temperatur nie były mi straszne.
   Labirynt był tak naprawdę rozległym i skomplikowanym układem ścieżek oddzielonych żywopłotami. Był naprawdę piękny, ale co chwila mijałam dziwne i przerażające stworzenia. Nie zwracałam na nie uwagi chyba, że któreś mnie zaatakowało. Byłam cała poraniona i zakrwawiona. Chodziłam po labiryncie już od trzech dni, a nadal nie mogłam znaleźć siedziby Pradawnej!
   Nagle wyczułam dziwny, słodki zapach. Postanowiłam za nim pójść. Z każdym krokiem zapach się nasilał. Doszłam do rozwidlenia dróg. W lewo, czy w prawo? Nikły zapach dochodził z mojej prawej.
 -A więc w prawo.- mruknęłam do siebie.
   Zapach stawał się coraz silniejszy i słodszy. Przyspieszyłam kroku i podbiegłam do ostatniego zakrętu. To, co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania.
   Był to piękny las pełen niesamowitych roślin. Spacerowała tam dwójka ludzi. Czyżby iluzja? Nagle kobieta odwróciła się w moją stronę. Miała piękne, długie, białe loki i złote oczy. Coś w jej spojrzeniu sprawiło, że padłam na kolana z twarzą zwróconą ku ziemi.
 -Kim jesteś?- usłyszałam przyjemny męski głos.
 -Spokojnie, Aliudzie. To przecież następczyni Diliges, naszej córki.- powiedziała miękkim głosem kobieta.- Chociaż ty, dziecko, znasz ją pewnie pod innym imieniem. W waszym świecie nazywała się Alice. A ciebie jak zwą, dziecino?
 -Nika.- wyszeptałam. Więc to była Pradawna, a ten długowłosy mężczyzna to Aliud.
 -Ach, więc jesteś wybranką.- powiedziała Pradawna uradowanym głosem.- Powstań moje dziecko i spójrz mi w oczy.
   Powoli się podniosłam i niepewnie spojrzałam w złote oczy kobiety, w których nagle pojawił się zachwyt. W seledynowych oczach Aliuda widziałam dumę.
 -Wyglądasz tak jak przepowiedziałam. Masz oczy takie jak Diliges! Urodę masz nieziemską! Aż trudno uwierzyć, że nie jesteś jakimś aniołem!- powiedziała ujmując moją twarz w swoje dłonie.- Pewnie chcesz, droga Niko, otrzymać teraz moc, którą uwolnisz świat z ciemności!
 -Tak naprawdę to chcę uwolnić osobę, którą kocham spod władzy Nocte.- powiedziałam czerwieniąc się lekko ze wstydu. Pradawna oczekiwała, że chcę uratować świat, a ja chciałam tylko uwolnić Davida.
 -Świetnie! Ten powód jest prawie taki sam jak mój, gdy byłam młoda!- krzyknęła z zachwytem Pradawna.
 -Diem, nie wspominaj tego, co już minęło.- powiedział ze śmiechem Aliud. Pradawna zaśmiała się i spojrzała mi w oczy.
 -Obiecaj mi, że użyjesz tej mocy z rozsądkiem, kochana.- powiedziała poważnym tonem Diem.
 -Oczywiście.- powiedziałam z miłym uśmiechem i przyjęłam ogromną ilość magii, którą mi przekazała.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 12- Decyzja

   Otworzyłam powoli oczy. Czemu było mi tak ciepło? I czemu byłam naga?! Spojrzałam w prawą stronę, żeby spojrzeć na lustro. Stało na swoim miejscu, ale Davida nie było w pokoju. Dziwne... Usłyszałam ciche westchnienie po mojej lewej stronie. Odwróciłam się przerażona zakrywając się kołdrą.
   Po mojej lewej leżał David. Czy my...? Teraz już pamiętam... My naprawdę "to" zrobiliśmy! Chociaż cieszyłam się, że mój pierwszy raz był z Davidem.
   Oparłam się łokciem o poduszki i pogładziłam go lekko po włosach. Był taki uroczy i spokojny jak spał. Wyglądał jak aniołek.
   Nagle aniołek otworzył oczy i zmienił się w diabełka. Chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie całując moją szyję. Wyrwałam mu się ze śmiechem. Czarno-włosy zaśmiał się i pocałował mnie w czoło.
 -Muszę wracać.- mruknął i znowu pocałował mnie w czoło. Wstał i nałożył swoje ubrania, które były porozrzucane po całym pokoju. Wziął do ręki mój stanik i uśmiechnął się w moją stronę łobuzersko.- Mogę wziąć na pamiątkę?
 -Nie!- jęknęłam na niego z wyrzutem. Chłopak zaśmiał się i wrócił do swojego pokoju przed lustro. Kochałam te jego chore poczucie humoru.
   Zrzuciłam z siebie kołdrę i naga podeszłam do szafki z ubraniami. Starałam się nie zwracać uwagi na zaczepne spojrzenie Davida. Chwyciłam ubrania i przeszłam do łazienki, która była połączona z moim pokojem. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się.
   Zrobiłam "to"... Naprawdę... Nadal nie mogę w to uwierzyć! Czy to prawda...? Z westchnieniem weszłam do pokoju i podeszłam do lustra. Pożegnałam się z Davidem i zarzuciłam prześcieradło na magiczny przedmiot. Z uśmiechem zbiegłam po schodach. Szybko straciłam dobry humor, bo w kuchmi spotkałam Leilę.
 -Oto jest nasza tchórzliwa Wybranka.- powiedziała z przebiegłym uśmiechem. W jej czerwonych oczach widziałam zawiść.
 -O co ci znowu chodzi, Muchomorku?- zapytałam obojętnym głosem przechodząc obok niej i podchodząc do szafki. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej płatki. Sięgnęłam do lodówki i wyciągnęłam z niej mleko.
 -O to, że boisz się pójść do Labiryntu Śmierci i odnaleźć Pradawną.- powiedziała Leila zakładając ręce na piersi.
 -Kto powiedział, że się boję? Mogę tam iść nawet teraz skoro tak bardzo nalegasz.- powiedziałam wkładając do ust pierwszą łyżkę płatków z mlekiem.
 -Nie wierzę ci.
 -Bo jesteś głupia.- powiedziałam wywołując jej zdenerwowanie.
 -Nie pogrywaj ze mną!- warknęła Leila.
 -Nie denerwuj się, Muchomorku i daj mi w spokoju zjeść śniadanie. W końcu niedługo idę do Labiryntu Śmierci.- powiedziałam lodowatym tonem. Skoro jestem Wybranką to powinnam coś zrobić. Chcę uwolnić Davida spod rządów Nocte!
 -A co ci tak spieszno? Czyżbyś miała własne powody?- zapytała Leila z pogardą.
 -Tak- powiedziałam biorąc do ust ostatnią łyżkę płatków i wstając od stołu.- Chcę uwolnić kogoś, kogo kocham.- powiedziałam przechodząc obok oszołomionej Leili.


~*~


 -Nie możesz iść! Proszę cię! Nie rób tego! Zginiesz!- krzyczał David, który stał obok mnie przed Labiryntem Śmierci. Zdążyłam się spakować i przygotować do kilkutygodniowej tułaczki, więc nic nie mogło już mnie powstrzymać.- Nie masz ze sobą żadnej broni!
 -Mylisz się!- powiedziałam i pocałowałam go.- Moją bronią jest moja miłość do ciebie.
   Po tych słowach przeszłam przez bramę, na której widniał napis: "Viam Mortis", czyli Droga Śmierci.

Rozdział 11- Tajemnica

   -"Mam nadzieję, że uwolnisz świat z ciemności."?! Ha! Nie wytrzymam.- zaśmiał się David. Dawno nie widziałam jego uśmiechu. Był taki uroczy.
 -Nie śmiej się! W końcu jestem Wybranką! To moje zadanie!- jęknęłam przybierając zwycięską pozę. Chłopak dostał kolejnego ataku śmiechu, a ja zaczęłam się śmiać razem z nim. Dawno się tak nie śmiałam.
 -Nika!- krzyknęła Bella, która nagle wpadła do pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi. Cholera! Nie zdążę zakryć lustra! Chwyciłam prześcieradło z zamiarem zarzucenia go na lustro, ale Bella chwyciła mnie za dłoń.- Przede mną niczego nie ukryjesz.
   Blondynka spojrzała na zaskoczonego Davida i uśmiechnęła się miło.
 -Wiedziałam, że on jest twoją Bratnią Duszą.- zachichotała. Dotknęła palcem szyby która nas oddzielała i mruknęła coś pod nosem.- A tak w ogóle to nazywam się Bella. Jestem najlepszą przyjaciółką Niki. Ty jesteś David, prawda?
 -Tak...- wyszeptał zdezorientowany czarno-włosy.- Ale skąd wiesz o tym lustrze?
 -Bo to lustro stworzone przez mój Klan Łowców.- powiedziała z uśmiechem Bella siadając obok mnie na łóżku.- Moja prababka stworzyła dwa takie lustra na zamówienie pewnej pary Bratnich Dusz, która nie mogła być razem. Dzięki takiemu lustru mogli się ze sobą widywać i rozmawiać. Jako Córka Klanu Łowców wyczułam magię lustra, więc wiedziałam o co chodzi.
 -Strasznie dużo gadasz...- wymamrotał David i położył się z westchnieniem na łóżko.
   Rzuciłam się Belli na szyję ze łzami w oczach. Blondynka zaśmiała się i objęła mnie.
 -Wiem już o wszystkim. Tak mi przykro, że cię zostawił.- wymruczała dziewczyna gładząc mnie po włosach.
 -Zaraz. Kto ją zostawił?- zapytał zdezorientowany David znowu siadając na łóżku. Otarłam łzy i spojrzałam na jego zdziwioną twarz. Wyplątałam się z objęć Belli i wyprostowałam się.
 -To ty o niczym nie wiesz?- zapytała zaskoczona Bella.- Jej chłopak znalazł swoją Bratnią Duszę tuż przed tym, jak tutaj przyjechała.
 -To dlatego wtedy płakałaś?- zapytał zmartwiony David. Kiwnęłam twierdząco głową i znowu zalałam się łzami. Czyjeś ciepłe ramiona objęły moje kruche ciało. Było tak, jak pierwszego dnia w Szklanym Pałacu. Ciepłe ramiona Davida, które mnie obejmują.- Nie rycz, głupia! Masz mnie, a ja nigdy nie doprowadzę cię do płaczu.
 -Nikomu nie wydam waszego sekretu.- mruknęła zamyślona Bella i powolnym krokiem wyszła z pokoju mamrocząc coś pod nosem.
   David położył się na moim łóżku przytulając mnie do siebie. Skuliłam się i zaczęłam łkać. Chłopak gładził mnie po włosach, ale nic nie mówił. Chwyciłam jego koszulkę i przyciągnęłam go bliżej siebie.
 -Dziękuję za to, że jesteś.- mruknęłam ocierając łzy.- Tak się cieszę, że cię spotkałam. Chociaż na początku chciałeś mnie zabić.
   David zaśmiał się cicho i położył mi dłoń na policzku. Uniósł moją twarz ku górze i spojrzał mi w oczy. Kochałam jego hipnotyzujące, czarne oczy. Przysunął swoją twarz do mojej i pocałował mnie. Po raz pierwszy mnie tak całował. Był to pocałunek pełen namiętności, zaborczości i uczucia.
 -Kocham cię.- mruknął i znowu zaczął mnie całować Odsunęłam go lekko od siebie i spojrzałam mu w oczy.
 -Też cię kocham, David.

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 10- Obietnica

   Po tym, jak David wrócił do swojego pokoju rozmawialiśmy ze sobą codziennie. Rzadko opuszczaliśmy swoje pokoje, więc rozmawialiśmy prawie cały czas. Jednak były takie dni, kiedy David zostawał wzywany przez Nocte i musiał wyjść. Czasami nie było go przez kilka dni.
   Od czasu, gdy mnie przytulił nie mógł już przekraczać granicy. Nie ważne jak bardzo chciał mnie objąć to nie mógł tego zrobić. Nazywaliśmy to swego rodzaju "związkiem na odległość". David pomagał mi zapomnieć o Cole'u. Z każdym dniem moje uczucie do niego rosło, a myśl o tym, że jesteśmy Bratnimi Duszami dodawała mi sił.
 -O czym tak myślisz, ślicznotko?- usłyszałam głos Davida dochodzący z lustra, które wczoraj przysunęłam bliżej łóżka. On zrobił tak samo. Oboje leżeliśmy i patrzyliśmy się na siebie.
 -O tym, jak bardzo się cieszę, że cię spotkałam.- powiedziałam z uśmiechem. Czarnowłosy zaczerwienił się lekko i odwzajemnił uśmiech.
 -Cholera!- jęknął i pacnął się w czoło.- Jak ja chcę cię pocałować!
   Otworzyłam szeroko oczy ze zdumieniem. On chce mnie pocałować?! Uśmiechnęłam się i pocałowałam szkło, które nas dzieliło. Puściłam w jego stronę perskie oko i znowu położyłam się na łóżko.
 -Nie pomagasz...- warknął chłopak podchodząc do szkła.- Mam dość tej szyby!
   Po tych słowach chłopak przeszedł przez ramę lustra. Uśmiechnął się w moją stronę zadziornie i podszedł do mojego łóżka. Ogarnął zagubiony kosmyk z mojej twarzy oparł prawą dłoń obok mojej twarzy. Moje serce zaczęło szaleć. Nawet przy Cole'u tak nie biło. Jak mu udało się przejść przez te lustro?!
 -Obiecaj mi coś.- szepnął David przyglądając mi się swoimi czarnymi, troskliwymi oczami.- Obiecaj mi, że jak ten cały cyrk się skończy to będziemy żyć długo i szczęśliwie.
   Jego słowa były jak muzyka. Wypełniały moje ciało i duszę. Mam mu złożyć taką obietnicę? Jestem Wybranką... A co, jeśli nie uda mi się pokonać Nocte i zginę?
 -Obiecuję.- wymruczałam patrząc w jego czułą twarz. Chłopak pochylił się i mnie pocałował. Jego usta przypominały płatki róż. Tak delikatne i miękkie.
 -Nika!!! Musisz poznać dwie kolejne Bestie!- głos Miry zbliżał się do moich drzwi. Niech to szlag!
   David pocałował mnie jeszcze raz i wbiegł do lustra.
 -Zasłoń to czymś, żeby nie zauważyli!- warknął chłopak. Chwyciłam do ręki prześcieradło i zarzuciłam je na lustro.
 -Lucy i Levy właśnie wróciły!- krzyknęła Mira otwierając drzwi. Stałam tuż przed nią z uśmiechem.
 -Okej!- powiedziałam z udawanym szczęściem. Mam nadzieję, że przez ten czas połączenie z pokojem Davida nie zniknie.
 -Tylko nie zdziw się na ich widok.- zaśmiała się Mira schodząc ze mną po schodach.
   Szklany Pałac- najlepiej strzeżone miejsce we Wszechświecie. Miejsce, w którym mieszkają wszystkie Bestie i ich Bratnie Dusze. Wszystkie Bestie oprócz jednej...
 -Lucy, Levy!- krzyknęła uradowana Mira i puściła się pędem w stronę czwórki osób.
   Była to dwójka mężczyzn o kocich uszach i ogonach oraz dwójka kobiet o elfich uszach. Jeden mężczyzna miał czarne włosy i złote oczy. Miał ładny zarys szczęki. Drugi mężczyzna miał białe włosy i błękitne oczy. Był bardzo podobny to tego czarnowłosego. Jedna z kobiet miała długie do pasa, fioletowe włosy, które były związane w gruby warkocz i granatowe oczy. Miała na sobie swego rodzaju zbroję. Druga kobieta miała błękitne włosy i zielone oczy. Na swoim czole miała srebrną, ozdobną przepaskę. Cała czwórka spojrzała na mnie nagle.
 -A więc to ty jesteś Wybranką!- krzyknęła niebiesko-włosa i podbiegła do mnie z uśmiechem.- Miło mi cie poznać! Jestem Levy, a ten białowłosy to moja Bratnia Dusza. Ma na imię White i mimo tego, że wygląda na seryjnego mordercę to jest potulny jak baranek! Tamta w zbroi to moja przyjaciółka z dzieciństwa, jest tak jakby moją siostrą. Nazywa się Lucy. A tamten czarnowłosy chłopak to brat White'a i Bratnia Dusza Lucy. Ma na imię Dark. A ty jak się nazywasz?
 -Nika.- szepnęłam lekko oszołomiona potokiem słów, który wypłynął z ust tej miłej istoty.
 -Mam nadzieję, że uwolnisz świat z ciemności.