Piękna, wysoka blondynka o zielonych oczach stała na środku pola pełnego kwiatów. Miała na sobie piękną, zwiewną, białą sukienkę z odsłoniętymi plecami. Na jej łopatkach widniały wytatuowane skrzydła anioła. W ręku trzymała przezroczysty parasol, o który nieustannie bębniły krople deszczu.
-Panienko Ewelino! Proszę szybko wejść do środka! Może się pani przeziębić!- usłyszała za sobą głos jednego ze sług. Nienawidziła swojego życia.
Należała do jednego z dwóch najsilniejszych elfich rodów. Jej ród toczył ciągłe walki z drugim najsilniejszym rodem na świecie. To było uciążliwe. Nie mogła nigdzie sama wychodzić i niczego nie mogła zrobić bez nadzoru innych.
-Już idę!- krzyknęła ze sztucznym uśmiechem.
Wiecznie musiała zachowywać się jak dama. Nienawidziła tego. Kiedyś, gdy chciała pokazać ojcu swoją niezależność poszła do studia tatuażu i poprosiła o wytatuowanie jej skrzydeł. Później poszła do jednego z magów i poprosiła go, aby nałożył na aniele skrzydła zaklęcie, dzięki którym będą odporne na wszelkie magie usuwające.
Dziewczyna ruszyła powoli w stronę domu. Kochała deszcz, więc chciała jak najdłużej zostać na zewnątrz, co było niestety niemożliwe...
-Witam, panno Ewelino.- usłyszała męski głos. Obok niej siedział, albo raczej leżał na jednej z ławek, przystojny chłopak o szarych włosach i błękitnych, kocich oczach.
-Witaj, Ian.- przywitała się miło Ewelina.- Wiesz, że jeśli ktoś cię tu zobaczy to zginiesz lub zostaniesz wzięty za zakładnika.
-Wiem.- zaśmiał się chłopak i spojrzał na nią z pożądaniem.- Ale chęć oglądania ciebie jest silniejsza niż mój strach przed śmiercią. Poza tym, nie mieszam się w wojny między naszymi rodami.
-To, że jesteś moją Bratnią Duszą nie znaczy, że możesz ot tak sobie tutaj przychodzić.- zaśmiała się dziewczyna, a w jej oczach pojawiły się łzy.- Proszę cię... Nie chcę żeby coś ci się stało.
-Więc jednak ci na mnie zależy.- zaśmiał się chłopak i zeskoczył z ławki. Podszedł do niej i odgarnął zagubiony kosmyk z jej czoła.- Nie masz się o co martwić.- mruknął i pocałował ją w czoło.
-Obiecaj mi, że jak to wszystko się skończy to mnie stąd zabierzesz.- wyszeptała dziewczyna płacząc.
-To nigdy się nie skończy, więc mogę cię zabrać nawet dzisiaj. Będę na ciebie czekał w ogrodzie, tam gdzie się poznaliśmy, o północy.- mruknął chłopak i uciekł, gdy rozległ się dźwięk otwieranych drzwi.
-Panienko Ewelino! Proszę wejść do środka!
-Już idę!
Spóźniał się. To do niego nie podobne. Nigdy nie spóźnił się choćby o minutę, a ona czekała już na niego pół godziny. Coś się musiało stać.
Po jej lewej rozległy się głosy, więc blond-włosa dziewczyna schowała się za drzewo. Dwójka sług prowadziła rozmowę na temat pojmanego jeńca.
-Biedak. Pewnie już umiera. To było głupie z jego strony. Chować się w ogrodzie wroga.
-Rzeczywiście. A widziałeś te jego kocie oczy? Żadnego w nich strachu! Jakby był na wakacjach! Czy on nie ceni własnego życia? A przy torturach nie wydał choćby najcichszego jęku!
Ian! Ewelina wybiegła zza drzewa i nie zważając na głosy strażników tuż za nią pobiegła jak najszybciej w stronę sali tortur.
Była wściekła, zrozpaczona i załamana. Na zewnątrz rozpętała się burza i wraz z pierwszym piorunem dziewczyna wpadła do pokoju.
Na ziemi leżał Ian. Był cały we krwi. Gdy wbiegła uniósł głowę i poruszył ustami jakby chciał wymówić jej imię. Nad nim stał jej ojciec z zakrwawionymi narzędziami w ręce.
Ból rozerwał jej serce. To niemożliwe. Blondynka uklękła obok chłopaka i lekko uniosła jego głowę. Łzy spływały jej ciurkiem po policzkach i kapały na jego rozdarte i zakrwawione ubrania. Chłopak uniósł dłoń i przyłożył ją do jej policzka.
-Nie płacz.- wyszeptał chłopak.- Twój ojciec na ciebie patrzy...
-Nie obchodzi mnie to!- jęknęła dziewczyna i uniosła głowę patrząc na wysokiego, szczupłego mężczyznę o długich blond włosach.- Nienawidzę cię!- warknęła w jego stronę i rozglądnęła się po pokoju.
Ian umierał, a ona nie mogła nic zrobić. Rany w jego ciele były zbyt poważne, a ona nie zamierzała żyć bez niego.
Niewiele myśląc chwyciła jeden ze sztyletów, które leżały na ziemi i wbiła go sobie w serce. Na twarzy jej ojca i Iana pojawiło się zaskoczenie. Mężczyzna ruszył w jej stronę, aby jej pomóc, ale drogę zagrodziła mu wodna ściana.
-Skoro nie dane nam było być razem za życia.- powiedziała z uśmiechem dziewczyna ostatkiem sił patrząc na umierającego ukochanego.- To może będzie nam dane być razem po śmierci.
-Dlaczego to zrobiłaś?- jęknął Ian ze łzami w oczach.- Dlaczego nie chcesz dalej żyć?!
-Ponieważ moje życie...- wyszeptała dziewczyna i opadła na ciało chłopaka.-... to ty.
Po ich śmierci oba rody przestały ze sobą walczyć. Nie mogli znieść ich utraty, więc zawarli pokój. Ciała pary zostały pochowane w ogrodzie, w którym młodzi poznali się po raz pierwszy.
Podobno do teraz można tam zobaczyć ich dusze, które siedzą roześmiane na płaczącej wierzbie oraz usłyszeć piękny śpiew Eweliny, a co roku, w dzień ich śmierci rozpętuje się tam okropna burza, po której zawsze na niebie pojawia się tęcza...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz