Gdzie jest ta wredna jędza?! Czuję jej zapach, ale nie mogę jej znaleźć! Chodzę już po jej kryjówce od jakichś dziesięciu minut i zdążyłam zabić jakieś sto osób!
-Nocte! Gdzie się chowasz?!- warknęłam wbiegając do wielkiej sali tronowej. Mój wzrok powędrował w stronę wielkiego czerwonego tronu na którym siedziała jakaś postać.
Była to piękna, białowłosa kobieta o czerwonych oczach. Była podobna do Diem, ale rysy ich twarzy się różniły. Kobieta zaśmiawszy się wstała. Miała na sobie piękną, czarną zbroję. Wyglądała jak prawdziwy wojownik, a ja? Miałam na sobie krótki top o spódniczkę.
-Gdzie są David i Bella?!- krzyknęłam w jej stronę rozzłoszczona.
-Ech... Ten idiota jakoś się uwolnił i wykorzystując resztki sił uwolnił tą blondynę. Potem stracił przytomność i wampirzyca gdzieś go zawlekła. Nie powinnaś się tak denerwować. Złość piękności szkodzi.- zachichotała kobieta powoli idąc w moją stronę.
-No to widać, że całe życie się denerwowałaś.- powiedziałam z dziką satysfakcją. Kobietę zamurowało. Na jej twarzy widziałam rozdrażnienie.
-Masz jeszcze odwagę mówić do mnie takie rzeczy?- warknęła kobieta.
-Przepraszam... Wariatów powinno się traktować jakoś specjalnie?- zapytałam przybierając zabawną pozę. Nocte była na skraju wytrzymałości.
-Roch!- krzyknęła białowłosa najgłośniej jak potrafiła. Zaśmiałam się wywołując jej zdziwienie.- Co cię tak bawi?!
-Nie ma sensu wołać tego faceta. Spotkałam go po drodze. Od razu wiedziałam, że to on zabił moich rodziców, więc postanowiłam wyrównać z nim rachunki. Chciałam ci przynieść jego głowę na pamiątkę, ale niestety nie miałam czasu.
-Zabiłaś go?!- krzyknęła wściekła białowłosa i rzuciła się na mnie.
Chwyciła mnie za bark i od razu zabrała dłoń. Jad, który pokrywał moje łuski poważnie poparzył jej dłoń. Słyszałam jęki jej bólu. Teraz była moja szansa. Zamachnęłam się szponami i przecięłam jej skórę na szyi. Niestety nie wystarczająco głęboko, żeby ją zabić.
Nocte warknęła i rzuciła się na mnie zmieniając się w wielkiego lwa. Nie mogłam z nią teraz walczyć. Była wściekła i całkiem silna. Czułam jak rani moje odsłonięte partie ciała, które nie były pokryte łuskami. Bolało. To tak bardzo bolało. Teraz muszę tego użyć!
-Rozbłyśnij mocy, którą uzyskałam by zniszczyć ciemność! Użycz mi mocy słońca, aby mogło pokonać noc! MAGIA ŚWITU!- po wykrzyczeniu tych słów oślepiło mnie przepiękne światło i nastąpił potężny wybuch.
Powoli podniosłam się z ziemi. Wszystko wokół mnie było zniszczone i zamieniło się w stertę gruzu. Ja to zrobiłam?
Spojrzałam na swoje ciało. Podarte ubrania i poraniona skóra. Łuski zniknęły nie pozostawiając po sobie śladu. Ogon też jakby wyparował. Szkoda... Był taki słodki. Kątem oka dostrzegłam jakiś ruch.
W moją stronę szła moja "armia", a na ich czele szła poraniona Bella z nieprzytomnym Davidem na plecach. David. Nic mu nie jest! Całe... szczęście...
Zakręciło mi się w głowie. Czyżbym wykorzystała zbyt dużo mocy? A może to przez ten wybuch? Przed oczami zatańczyły mi czarne plamy i straciłam równowagę. Co teraz ze mną będzie...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz